Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
593 posty 5400 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Moje komentarze

  • Gorbaczow: Niemcy chcą uczestniczyć w nowym podziale Europy
    Z Rosją do spółki?

    Były sowiecki przywódca, uwielbiany przez niemieckich telewidzów Gorbi, otwarcie oskarżył niedawno Niemcy w "Der Spiegel" o to o czym wielu Polaków wie i obawia sie od dawna: Niemcy chcą uczestniczyć w nowym podziale Europy. Pozostaje pytanie, kto i z kim, i jakim terytorium miałby się dzielić. Gorbaczow, który bronił zajęcia Krymu przez Rosjan, jest zdania że Niemcy nie powinny się mieszać w sprawy Ukrainy, która leży w sferze jurysdykcji Rosji. Więcej, zaangażowanie Zachodu może doprowadzić do wielkiej wojny, nawet atomowej. Zachowanie Niemiec jest zdaniem rosyjskiego komunisty dowodem na to, że kraj ten nie wyciągnął wniosków z czasów II wojny światowej. Zapewne jako ojciec chrzestny zjednoczenia Niemiec, Gorbaczow czuje się odpowiedzialny za niemieckiego niedźwiadka. Ale, żeby odwrócić kota ogonem, uważa on, że to nie Putin naruszył porządek rzeczy, ale Zachód podważa architekturę europejskiego bezpieczeństwa, - "Niestety Stany Zjednoczone rozpoczęły budowanie imperium i żadna władza na Kremlu nie może tego ignorować" - tłumaczy. Coś w tej wypowiedzi jest wartego uwagi; to nie Putin rozpoczął budowanie swego imperium od ataku na Gruzję, stracając polski samolot z Prezydentem oraz od agresji na Ukrainę, lecz USA. Wygląda na to, że sprawa ma bardziej złożony charakter niż laikom może się zdawać. Nasuwa się wniosek, że jeśli Niemcy - zdaniem Gorbaczowa - chcą rozszerzyć obszar swego panowania na Wschód, to czego pragnie Rosja jeśli nie poszerzenia imperium w kierunku zachodnim. Namawiając Niemcy do pokojowych ruchów, Gorbaczow właściwie stwarza Putinowi lepsze gwarancje by spokojnie mógł kontynuować swe imperialne podoboje, bo przecież - w rzeczy samej - tylko zdecydowana postawa Zachodu może go powstrzymać. Logika pojmowania rzeczy nakazuje przyjąć, że Niemcy nie muszą wcale bronić się przed Putinem, bo i tak w końcu swój kąsek dostaną. Przewrotnie więc Gorbaczow niby broni Polskę i kraje bałtyckie, przestrzegając tym czasem Niemcy przed aktywnym zaangażowaniem militarnym, ale rozwiązanie nasunie się samo: lepiej siedzieć cicho jak 17 września 1939, a nagroda sama wpadnie w niemiecko-rosyjskie łapy. Przy okazji krytykując dla kamuflażu autorytarny styl sprawowania władzy Władimira Putina Gorbaczow jest zdania, że Rosja potrzebuje "udziału obywateli w wolnych wyborach", a wojna demokracji w Rosji nie ułatwi. Z Putinem trzeba rozmawiać łagodnie, robić interesy i cierpliwie czekać, udawając przy tym że oba państwa nie chcą granicy na rzece Wiśle. Bo jakże by to on Gorbaczow, współarchitekt nowej, pokojowej Europy miał namawiać do rozbiorów.

    Gorbaczow dał światu do zrozumienia, że Rosja swego nie ustąpi, bo już poszerzanie NATO na Wschód było kolosalaną pomyłką, a Zachód cały czas jest agresywny. Tymczasem, początku kryzysu na Ukrainie, Zachód, a szczególnie Europa Zachodnia pokazały tylko słabość, niezdecydowanie i brak solidarności. Wypowiedź Gorbaczowa jest niewątpliwie bardzo obłudna i pokrętna: Rosjanie potrzebują u siebie więcej demokracji, ale Ukraińcy to już nie. Ukraińcy muszą zrozumieć, nawet jeśliby mieli do tego wstręt, że należą do imperium moskiewskiego i tylko Kreml może decydować o ich przyszłości. Na poszanowanie praw narodów do wyboru ich własnej drogi, w polityce rosyjskiej nie ma miejsca.

    Ostatnio nastąpiła jednak zasadnicza zmiana w polityce Waszyngtonu, otóż ktoś tam w końcu zrozumiał, że Niemcy chcą się wyłamać z sojuszu atlantyckiego. Ostatnie manewry sił powietrznych, lądowych oraz morskich z udziałem krążownika "Roosevelt", potwierdzają moje przekonanie, że Stany Zjednoczone będą musiały zbudować sojusz w Europie Centralnej nie tylko wymierzony przeciw Rosji i w obronie Ukrainy; USA muszą odtąd pilnować nie tylko Rosji, ale też niepewnych sojuszników - Niemiec i Francji. Jeśli ktoś słucha Grzegorza Brauna, a tylko on dziś mówi sensownie prawdę, a nie brzęczy jak nakręcony budzik, to się dowie że kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem nie jest brednią napisaną na piasku. Marzenia o nowej Chazarii są żywe w ciągłych spotkaniach rabinów z Putinem. Z drugiej strony także obecność Amerykanów w Polsce umocni raczej, niż osłabi, pozycję światowego lichwiarstwa bankowego. Dużo będzie zależało od postawy samych Amerykanów, ale to ostatnie wyjście jest póki co lepsze dla Polski niż rozbiór niemiecko-rosyjski. Dobrze, że nie tylko Amerykanie, ale i Brytyjczycy obudzili się obserwujac ciągłą aktywność rosyjskich łodzi podwodnych oraz samolotów w rejonie Bałtyku i Morza Północnego. W końcu zrozumieli, że nie tylko Polska jest tu zagrożona, ale także ich kraje. Tak jak na dziś jeden "Roosevelt" na Bałtyku, z bronią nuklearną na pokładzie, załatwia sprawę naszej obronności. Póki co, niemiecka polityka ustępstw nakierowana na kurewskie pójście z Rosją do łóżka, została pokrzyżowana. Oficlajna propaganda może głosić, że Niemcy chcą pokoju, a nie jak Amerykanie, wojny. Ale my wiemy, że to nieprawda. Zarówno USA jak i Zjednoczone Królestwo, nerwowo obserwują montowanie sojuszu niemiecko-francusko-rosyjskiego. Choć parlament niemiecki wydaje się być przeciwny matactwom Merkel na Ukrainie, to portret Katarzyny Wielkiej na jej biurku nakazuje ostrożność. Analogie historyczne każą mi spojrzeć nie tylko na wiek XVIII, ale także na rok 1815, na knowania na Kongresie Wiedeńskim.

    Zanim przejdę do historii, to przypomnę niedawną wypowiedź byłego kanclerza Schroedera, który w niemieckim stylu poinformował media, że Polska ma prawo sie obawiać obecnej sytuacji pamietając o pakcie Ribbentrop-Mołotow, ale ten strach nie może wiązać rąk europejskich polityków, nastawionych anty-amerykańsko - trzeba dodać. Czyli, mówiąc prosto, niemiecki rusofil powiedział nam, że nie jesteśmy podmiotem, ani partnerem w rozmowach. Obawiam się, że dopóki Polską nie będzie rządzić ktoś na miarę kandydata Brauna, to Polska pozostanie politycznym popychadłem, bo z zachodnimi krętaczami trzeba umieć rozmawiać. Wycieczki do Brukseli, uśmiechy i umizgi, czy zarobki w euro sprawy nie załatwią.

    W roku 1815, Polacy wokół księcia Czartoryskiego wymyślili sobie, że po klęsce orientacji napoleońskiej czas oderwać polskie ziemie od Prus i poddać je pod władanie carskie. Wtedy się zaczęła przepychanka, bo Austria nie chciała dać ani Krakowa, ani żup solnych w Wieliczce.

    Z kolei Prusy chciały zagarnąć zarówno Toruń jak Saksonie, ale ponieważ Rosjanie mieli tez na Toruń chrapkę, więc proponowali Saksonię jako rękompensatę. Anglia twardo broniła Prusaków. Car Aleksander wytwarzał wrażenie, że w zasadzie wszystkie nieszczęscia biorą się z faktu rozbiorów, więc Polskę trzeba odbudować taką jaką niegdyś byla, a więc w granicach sprzed 1772. Na co zawsze nieszczera Anglia zaproponowała cezurę roku 1795 oraz żeby królem nie był car, lecz monarcha elekcyjny innej narodowości. W swej pozycji Anglicy mogli poudawać zauszników resurekcji Rzeczpospolitej, wiedząc że Rosja i tak się nigdy na coś takiego nie zgodzi. Oczywiście, "przychylna" nam Rosja się nie zgodziła na takie warunki. Potem nastąpiło tzw. 100 dni Napoleona i czwarty rozbiór Polski, utworzenie marionetkowego Królestwa Polskiego z rozebranego Księstwa Warszawskiego. Miało to miejsce 200 lat temu.

    Załóżmy, że to Amerykanie usadowią się w Polsce, wtedy pozostaje nam kwestia żydowskiego zarządu, która też będzie zależała od sytuuacji państwa w Palestynie.

    Polsce potrzebni są na takie czasy polityczni giganci, ale jak narazie ich nie widać. A może udałoby się całej Europie zająć chorowitego Putina budową autostrady z Moskwy do Alaski, i ukierunkować świat na tory rozwoju i współpracy. Ale tu są potrzebne deklaracje na piśmie, gwarantujące jutrzenkę nowej Rosji uważającej swych sąsiadów za partnerów, zwłaszcza tych należących do rodziny narodów słowiańskich.

    dr Zygmunt Jasłowski

    31.03.2015r.
    RODAKpress
    Rusofobia
  • @lorenco 18:51:50
    Ukropem jest Treborok, czy rosyjski autor tekstu?
    Może oni obaj to faszyści, albo jewreje?
    W Rosji dojrzewa finansowa rewolucja
  • @fabi 12:35:57
    Bolesława Bieruta zaprosili, czy wezwali do Moskwy?
    Bierutowi podobno podano - Noviczoka.
    Burdel W Moskwie, Zalegalizowany!
  • @ewinia 09:59:59
    Narodowy Front Polski to organizacja paramilitarna, czy polityczna?
    PILNE!
  • @1abezmetki 09:10:38
    Moja notka też była ze Sputnika - tylko Admin był wczoraj inny.
    Burdel W Moskwie, Zalegalizowany!
  • Aleksander Jabłonowski zdemaskowany w służbie żydowskiej agentury
    Jest też o Sendeckim...

    https://www.youtube.com/watch?v=b0QLiHebiSo&t=1396s
    PILNE!
  • Aż dziw bierze, że...
    ...za ten tytuł "Burdel w Moskwie" - notka nie wylądowała w lochu.
    Moja notka "Putin wezwany na dywanik" - w lochu się znalazła.
    Niektórych Adminów sparaliżował sam fakt pojawienia się pana Jeznacha na portalu, że rozpoczęło się zsyłanie do lochu notek, które mogą urazić uczucia oficera prowadzącego.
    Burdel W Moskwie, Zalegalizowany!
  • Rosja na bocznicy
    Trump ma spotkać się z Kim Dzon Unem! Jednym z wymienianych miejsc jest Warszawa!

    https://assets.polskaniepodlegla.pl/media/k2/items/cache/2e193fdeba281b3257164f67209fcd48_L.jpg

    Kilka tygodni temu po raz pierwszy pojawiła się informacja, jakoby prezydent USA Donald Trump miał spotkać się z przywódcą Korei Północnej Kim Dzon Unem. To już jest wiadomość, która zaskakuje i szokuje. A jeszcze bardziej może zadziwiać proponowane miejsce spotkania...

    Trump bierze pod uwagę kilka lokalizacji. Z listy opublikowanej przez „Bloomberg” wynika, że jednym z wymienianych miejsc jest Warszawa. Pozostałe to Bangkok, Praga, Genewa, Helsinki, Singapur, Sztokholm, Oslo i Ułan Bator.

    Prezydent Trump powiedział, że „ma nadzieję na bardzo pomyślne spotkanie (z Kim Dzong Unem)”.

    – Jeżeli jednak dojdę do przekonania, że nie zapowiada się jako owocne to nie udam się na nie — dodał prezydent.

    Źródło: PAP

    https://polskaniepodlegla.pl/kraj-swiat/item/15625-trump-ma-spotkac-sie-z-kim-dzon-unem-jednym-z-wymienianych-miejsc-jest-warszawa
    Opowieści zza starej szafy
  • @ikulalibal 11:21:37
    Co z tego, że artykuł jest z 2013 roku?
    Asad nie ma miliarda dolarów na zniszczenie broni chemicznej, bo prowadzi wojnę.
    To Putin kiedyś się zobowiązał, że Rosja pomoże jemu w jej utylizacji.

    "Można powiedzieć, że pochodzi z „produkcji rodzimej”. Syria posiadała tę broń wcześniej i prawdopodobnie rozwijała arsenał chemiczny od lat 70. - 80. Produkcja rozpoczęła się zapewne w okolicach wojny Jom Kippur, czyli około 1973 r. Do 2013 r. Syria nie była stroną konwencji o zakazie broni chemicznej, która była tam produkowana i składowana. Po informacjach o odnotowanych przypadkach ataków chemicznych w trakcie wojny domowej prezydent Obama we współpracy z Rosją doprowadził do tego, że Syria przystąpiła do konwencji o broni chemicznej jesienią 2013 r. Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OZBC) wysłała tam swoich ekspertów, którzy zaczęli przygotowywać plany eliminacji broni chemicznej, a Syria miała w pełni ujawnić swoje zapasy i przekazać je pod międzynarodową kontrolę. Miały one trafić do utylizacji głównie w Rosji, a przynajmniej znajdować się pod ochroną rosyjską i amerykańską. Problem polega na tym, że ten proces został przerwany, a broń cały czas się tam znajduje. Nie wiem, jakie są obecne możliwości jej produkcji, ale na pewno w kilku syryjskich bazach tę broń się przechowuje."

    http://www.defence24.pl/funkcjonowanie-rezimu-dot-broni-chemicznej-zalezy-od-woli-panstw-wywiad
    Opowieści zza starej szafy
  • @ikulalibal 10:39:34
    http://cdn.natemat.pl/5d6cf56864438e864c0592cd51c776c3,780,0,0,0.png

    Baszar al-Assad przyznaje: Syria ma broń chemiczną. Jest gotowa ją zniszczyć, ale potrzeba na to roku i miliarda dolarów

    http://natemat.pl/75343,baszar-al-assad-przyznaje-syria-ma-bron-chemiczna-jest-gotowa-ja-zniszczyc-ale-potrzeba-na-to-roku-i-miliarda-dolarow

    https://www.sott.net/image/s22/451709/large/Assad_west_visits.jpg
    Opowieści zza starej szafy
  • Jadowita spuścizna. Do kogo trafiła broń chemiczna ZSRR
    https://cdnpl2.img.sputniknews.com/images/770/96/7709679.jpg

    Dokładnie 90 lat temu władze ZSRR ratyfikowały Protokół genewski o zakazie używania na wojnie gazów duszących, trujących lub podobnych oraz wszelkich cieczy, materiałów lub analogicznych sposobów, a także środków bakteriologicznych. Jednak nikt nie zakazał ich produkcji.

    https://pl.sputniknews.com/swiat/201804067709686-sputnik-rosja-zsrr-bron-chemiczna/
    Opowieści zza starej szafy
  • @interesariusz z PL 21:17:57
    W Rosji Lenin nadal wiecznie żywy.
    Jeżeli Polska obecna tak ciebie uwiera - zmień adres na kierunek azjatycki.
    Komuniści
  • Działania aktywne (zanim nastąpi kolejne „kochajmy się!”)
    http://wydawnictwopodziemne.com/wp-content/uploads/2014/03/logo_animacja.gif


    Sowieciarze przez dziesiątki lat znani byli w świecie ze swych tzw. działań aktywnych (активные мероприятия, active measures). Posiadali całe departamenty, których jedynym zadaniem było prowadzenie tych tajemniczych akcji. Polskie określenie, „działania aktywne”, jest nie tylko mylące, ale jest także masłem maślanym, bo przecież działania nie mogą być bierne, „działać” to znaczy „być aktywnym”. Sens rosyjskiego określenia w jego dosłownym brzmieniu jest bardziej subtelny: „aktywnie przyjąć miary” albo „środki”. Chodzi zatem o to, by „zmierzyć sytuację” i przedsięwziąć odpowiednie środki, by móc na tę sytuację aktywnie wpływać w pożądany sposób.

    Rzecz jasna, podstęp, zakulisowe machinacje, fortele, maskowanie własnych celów, ośmieszanie wrogów, wszystko to jest stare jak świat – Iliada i Odyseja mogą być uznane za pierwszy podręcznik do prowadzenia kampanii „aktywnych środków”. Ale Lenin i jego bolszewicy, jak to próbowałem kiedyś nieudolnie pokazać w artykule pt. „Smutno mi, Boże!”, nie wymyślili niczego nowego, a tylko wzięli doskonale znane składniki i sformułowali z nich nowy koktejl – Metodę. Metodę zdobycia i utrzymania władzy, która jest istotą zjawiska określanego mianem „komunizm”. Prowokacja stała się dla nich chlebem powszednim. Już we wczesnych latach 20. ubiegłego wieku rozwinęli propagandę na temat wydarzeń wewnątrz sowdepii oraz, równolegle z nią, szeroką akcję dezinformacji, której kulminacją było stworzenie fałszywych „grup oporu” w celu zidentyfikowania wrogów wewnętrznych i stworzenia na zewnątrz przekonania, że nie należy destabilizować sowietów, by nie przeszkadzać w ich „ewolucji”.

    Aż do lat 50. różne departamenty wywiadu i kontrwywiadu (cywilnego i wojskowego), partii i kominternu, ministerstw spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych konkurowały na tym polu. W 1959 roku ówczesny szef kgb, wschodząca gwiazda kompartii, młody i dynamiczny Aleksander Szelepin, stworzył departament ‘D’, który odtąd koordynować miał aktywne środki. Wedle niepotwierdzonych pogłosek, ‘D’ oznaczać miało ‘dezinformację’. Departament ten rozrósł się z czasem i przerodził w „służbę ‘A’”. Jednakże ściśle rzecz biorąc, „dezinformacja” nie była ani celem, ani naczelnym środkiem nowego departamentu. Czekiści definiowali ją jako „celowe rozprzestrzenianie całkowicie bądź częściowo zniekształconych informacji w celu wprowadzenia w błąd i osłabienia wroga”. Środki aktywne natomiast działały najlepiej, gdy były całkowicie zgodne z prawdą. Stąd klasyczne dla czekistów pytanie: ile jest deza w proponowanej operacji?

    Na czele nowej organizacji stał uczeń Artuzowa, który zdołał przeżyć czystki, Iwan Agajanc. Ludzie Agajanca woleli używać sympatyków niż agentów, a jeżeli już musieli polegać na agentach, to woleli agentów wpływu niż „kretów” czy „nielegałów” – ci byli potrzebni do innej roboty. Najczęściej umieszczali artykuły poprzez przyjaznych dziennikarzy, ale ich ulubioną metodą było przekazywanie wysublimowanej interpretacji wydarzeń poprzez sowietologów i „kremlinologów”, tej podlejszej odmiany gatunku. Klasycznym tego przykładem jest wieloletnie i bezustanne podtrzymywanie obrazu walki o władzę na Kremlu, rzekomego podziału między „liberałami” i „konserwatystami”, „betonem” i „reformatorami”. Niewątpliwie nie uszło uwagi czekistów, jak bardzo udała się podobna operacja w prlu, gdy dwie grupy nazwano „natolińczykami” i „puławianami”, choć bardziej utrwaliła się nazwa „chamy i żydy”. W dzisiejszych czasach, jest to już obowiązująca interpretacja każdego totalitarnego reżymu, gdzie ścierać się mają frakcje „prozachodnia” i „konserwatywna”.

    Departament ‘D’ nie wahał się jednak używać bardziej brutalnych i bezpośrednich środków: fałszowania dokumentów, pozorowania kompromitujących wycieków i nieprzerwanej kampanii dyskredytowania aktywnych wrogów komunizmu. Uciekali się nawet do manipulowania cenami na giełdach w celu osiągnięcia krótkotrwałych zysków monetarnych – sławna operacja sprzedaży ton złota, nasuwa się jako przykład. Ludzie Agajanca podsunęli właścicielom kopalni kruszcu oraz rozmaitym analitykom z Wall Street i z londyńskiej City, fałszywe raporty na temat trudności w wydobyciu i obniżone szacunki produkcji. Zanim analitycy zorientowali się, że raporty nie mają pokrycia w rzeczywistości, ceny poszły w górę, a kgb zdołało sprzedać 25 ton złota z dużym zyskiem.

    Najważniejszym, nadrzędnym celem aktywnych środków było ogólne osłabienie Zachodu, destabilizacja, wprowadzenie zamieszania i dezorientacji, zbałamucenie i wprowadzenie w błąd wroga.

    Ale to wszystko jest za nami, nieprawdaż? To „historia”, było-minęło, bo przecież nie ma już sowietów, rozpadły się jak domek z kart. Te opowieści o fałszywych dokumentach, to nic więcej jak przyczynki do dziejów „zimnej wojny”, do tych starych złych czasów, kiedy kulturni czekiści prowadzili gry szpiegowskie z dżentelmenami z MI5 i CIA. Wszystko to woda pod mostem, ponieważ komunizm upadł, nie ma już kompartii, ani kgb, marksizm został doszczętnie skompromitowany, a post-modernistyczna dekompozycja świata zastąpiła skutecznie Marksa z Engelsem w łepetynach intelektualistów, jako opium dla inteligencji.

    Ale zaraz! W takim razie, co się stało 16 lutego w Waszyngtonie, gdy Robert Mueller, były dyrektor FBI, w roli specjalnego oskarżyciela, oskarżył oficjalnie trzy „rosyjskie” firmy oraz imiennie 13 obywateli „Rosji” o prowadzenie konspiracji w celu poderwania zaufania do instytucji rządowych Stanów Zjednoczonych? Trzy, rzekomo prywatne, firmy należą do niejakiego Jewgienija Prygożyna, który po bliższych oględzinach okazuje się być nadwornym kucharzem Putina, ale także byłym urką, pospolitym kryminalistą. Spędził 9 lat w więzieniach i obozach gułagu, skazany za kradzież, defraudację i prostytucję nieletnich.

    Akt oskarżenia, który można przeczytać tu, twierdzi, iż leningradzka – o, pardon, sanktpetersburska – Internet Research Agency prowadziła długotrwałą akcję w amerykańskich mediach internetowych, której celem było popieranie kampanii wyborczej Bernie Sandersa i Donalda Trumpa. Pracownicy agencji Prygożyna organizowali nawet mityngi wyborcze, jak gdyby partyjne aparaty kandydatów w amerykańskich wyborach, nie były w stanie same zorganizować spotkań z elektoratem. Czy oznacza to, że p. Clintonowa jest wrogiem czekistów? Raczej nie, ale większy widzieli potencjał destabilizacji w kampaniach Sandersa i Trumpa.

    Mówią nam, że komunizm upadł – w chrlu i sowietach jest teraz kapitalizm. Ale sercem kapitalizmu jest swobodny przepływ kapitałów w procesie wolnej konkurencji. Tymczasem w tzw. post-komunistycznych pseudo-państwach nie ma ani konkurencji, ani przepływu kapitałów. Jest wyłącznie koncesjonowany kapitał, który jak z „Bożej łaski” spływa na wybranych i posłusznych oligarchów, a wszelka próba podjęcia jakiejkolwiek konkurencji z wybranymi monopolistami kończy się interwencją tajnej policji.

    Mówią nam, że związek sowiecki rozpadł się i nie ma powrotu do dawnych podziałów w Europie. Ale zarówno sami sowieciarze – o, przepraszam, Rosjanie! – jak i ich zachodni oponenci, uważają całą Europę Wschodnią za uprawnioną strefę wpływów Moskwy.

    Mówią nam, że marksizm został zdezawuowany z kretesem i nikt już się nie da dziś nabrać na idiotyzmy w rodzaju „centralnego planowania” czy „społecznego posiadania środków produkcji”. Ale staro-obrzędowi komuniści w rodzaju Bernie Sandersa czy Jeremy Corbyna, nie odnosili od lat takich sukcesów wyborczych, jak w ciągu ubiegłych kilkunastu miesięcy, a nie ukrywają swych otwarcie komunistycznych planów.

    Mówią nam, że kgb nie istnieje w takiej formie, w jakiej istniało przed „upadkiem komunizmu”. Tylko że istnieją ci sami czekiści. Są nadal ekspertami w swojej dziedzinie, tj. w dziedzinie politycznych zabójstw (dosłownych i tych metaforycznych), kontroli i manipulacji, mącenia wody i destabilizacji. Podobnie jak dla wczesnych czekistów, prowokacja jest dla nich chlebem powszednim. Ich metody pozostały w zasadzie niezmienione, a tylko dostosowane do technologii XXI wieku. Ogromna większość skandali, jakie zachwiały Ameryką i Europą w ubiegłych kilku latach, znalazła swoje źródło w przeciekach zorganizowanych przez sowietów, na wzór departamentu ‘D’ Agajanca. Jak ich czekistowscy przodkowie, wolą używać prawdziwych informacji, jeżeli to tylko możliwe, ale nie wahają się przed fałszerstwem i łgarstwem w żywe oczy, bo wedle leninowskiej ortodoksji, każdy środek jest dobry, jeżeli prowadzi do celu.

    Skoro tak wielki wysiłek włożyli w kampanie wyborcze, to czy wynika stąd, że Trump jest marionetką w rękach czekistów? Że Corbyn jest agentem czeskiej razwiedki, a Sanders ukrywającym się od dziesięcioleci nielegałem? Nie można wykluczyć, że Trump to „nasz człowiek w Waszyngtonie”, ale osobiście jestem zdania, że czekiści mają tyle rozumu, że nie będą werbować narcystycznej baryłki smalcu z pomarańczową czupryną, bo na agentach trzeba móc polegać (wiem, wiem, że to nie brzmi zbyt dobrze, i że wygląd prezydenta Stanów Zjednoczonych nie jest najważniejszy, ale jak można ufać komuś, kto zaczesuje farbowane włosy z jednego ucha nad drugie?). Corbyn natomiast jest trockistą, który domagał się głośno w latach 80., by sowiecka kompartia zrehabilitowała jego ulubieńca, więc też nie nadawał się na agenta (zresztą wpływów nie miał żadnych).

    Wydaje mi się obojętne, czy mamy do czynienia ze spiskiem w celu obsadzenia sowieckiego agenta w Białym Domu, czy jak chcą obrońcy Trumpa, spiskiem „głębokiego państwa” w celu obalenia legalnie obranego prezydenta Stanów Zjednoczonych. I w jednym, i w drugim wypadku, jedynie sowieciarze będą czerpać korzyści z destabilizacji, jaką sieją.

    Czy dochodzenie Muellera nie jest wszakże oznaką zdrowia amerykańskich instytucji? Czy nie ma w tym, choćby tylko zaczątkowej, ale nie mniej przez to chwalebnej próby dochodzenia prawdy, a w perspektywie, otrząśnięcia się z czekistowskich wpływów? Prawdę mówiąc, nie sądzę. Już niebawem – może za rok, a może za dziesięć lat – czeka nas bowiem kolejne odprężenie, de-putinizacja i kolejna zgniła odwilż. Postępowa część światowej opinii publicznej powita wówczas z radością ocieplenie w stosunkach między mocarstwami i nastąpi kolejne „kochajmy się!”
    Komuniści
  • Rosja zamyka się w Twierdzy
    Rosja szykuje się na wojnę? Kazała wracać do kraju studentom uczącym się za granicą!

    https://www.koniec-swiata.org/wp-content/uploads/2018/04/Rosja-wojna-wielka-brytania-590x393.jpg

    Czy to szykowanie się do wojny totalnej?

    Rosja ściąga rosyjskich studentów studiujących w Wielkiej Brytanii i innych krajach “nieprzyjaźnie nastawionych do Rosji” do powrotu do ojczyzny.

    Rosyjski program ma nazwę : “Highly Likely Welcome Back, czyli pora do domu!” – podaje we wtorek “Kommiersant”.

    Szefowa Rossotrudniczestwa Olga Jewko podkreśliła, że inicjatywa jest skierowana przede wszystkim do studentów uczących się w W. Brytanii. Autorzy projektu twierdzą, że znaczna część uczących się za granicą Rosjan chce wrócić do kraju “ze względów politycznych”. Ich zdaniem projekt ma uchronić rosyjskich studentów “od możliwych prowokacji”.

    Rosja proponuje tym studentom, którzy zdecydują się wrócić do kraju m.in. pomoc w kontynuacji nauki w moskiewskiej uczelni MGIMO. Uniwersytet bierze udział w tym projekcie i jest gotów przyjąć kilkuset studentów. Władze mają też pomagać w znalezieniu pracy, m.in. na …. rosyjskim Dalekim Wschodzie.

    Według danych ministerstwa oświaty i nauki z 2017 roku za granicą uczyło się ok. 60 tys. rosyjskich studentów.

    Ilu naprawdę zdecyduje się wrócić do Rosji? Wielu studentów wyjechało z Rosji w trosce o swoją przyszłość. To przeważnie ludzie krytycznie nastawieni do rządów dyktatorskich Putina. Dlatego wróci garstka.
    źródło: PAP
    "Wędrowcy bez ojczyzny"
  • @ikulalibal 19:26:45
    https://img8.dmty.pl//uploads/201406/1402529240_ypksa7_600.jpg
    "Wędrowcy bez ojczyzny"
  • @ikulalibal 19:26:45
    https://img7.demotywatoryfb.pl//uploads/201001/1264858512_by_faitles_600.jpg
    "Wędrowcy bez ojczyzny"
  • Papież Franciszek chwali Zygmunta Baumana.
    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/04/pppp.jpg

    Papież Franciszek w przesłaniu wideo na obchodzony w Hiszpanii „tydzień życia konsekrowanego” chwali książkę stalinowskiego zbrodniarza Zygmunta Baumana.


    – Jestem pod wrażeniem niemieckiego tłumaczenia ostatniej książki Baumana… – mówi papież Franciszek (od 1:45 minuty).

    https://www.youtube.com/watch?v=kztCdv0vTr4

    Zygmunt Bauman organizował napady na członków rodzin Żołnierzy Wyklętych. – Dostał Krzyż Walecznych za udział w łapankach na „bandytów”, czyli żołnierzy podziemia niepodległościowego. Wiemy także, że organizował napady na członków ich rodzin. Za to otrzymywał nagrody, nie za pisanie ulotek. Był stalinowcem, a nie zagubionym lewicowym intelektualistą czytającym Marksa i chcącym naprawiać rzeczywistość. On wiedział, że przyczynia się do mordowania ludzi. To stalinowski zbrodniarz – przypomina „zasługi” Baumana profesor Bogdan Musiał, źródło: „Tygodnik Solidarność”, (nr 27 (1287), 05.07.2013 r., s. 27.

    https://niezlomni.com/papiez-franciszek-chwali-zygmunta-baumana-wideo/
    Tajemnica Waltzów.
  • Legenda Pink Floyd obnaża „Białe Hełmy”
    http://www.autonom.pl/wp-content/uploads/waters-roger.jpg

    Były wokalista legendarnego rockowego Pink Floyd podczas swojego kolejnego występu odniósł się do sytuacji w Syrii. Roger Waters w kilku słowach skierowanych do fanów zawarł krytykę tak zwanych „Białych Hełmów”, czyli organizacji zajmującej się pomocą cywilnym ofiarom syryjskiego konfliktu, którzy jego zdaniem są elementem propagandowym działającym na korzyść ugrupowań dżihadystycznych i terrorystycznych.

    Muzyk podczas koncertu w Barcelonie odniósł się przede wszystkim do ostatniego ataku zachodnich państw na Syryjską Republikę Arabską, który był odpowiedzią na rzekome użycie 7 kwietnia broni chemicznej przez syryjskie wojsko w wyzwolonym wczoraj mieście Duma. Według Watersa w takich kwestiach powinno się czekać wpierw na wyniki niezależnych śledztw, zaś zachodnie społeczeństwa powinny naciskać na swoje rządy, aby nie bombardowały one ludzi.

    Jednocześnie były wokalista i gitarzysta legendarnego Pink Floyd skrytykował działalność „Białych Hełmów”, nagłaśnianą głównie przez media wrogie syryjskiemu rządowi. Jego zdaniem organizacja niosąca pomoc ofiarom syryjskiego konfliktu jest tak naprawdę fałszywa i używana do celów propagandowych, mających zachęcać zwykłych ludzi do popierania nalotów na Syrię. Dla Watersa jest ona jednak jedynie narzędziem w rękach dżihadystów i terrorystów.

    Współzałożyciel Pink Floyd jest jedną z najbardziej znanych osobistości zaangażowanych w krytykę polityki syjonistów, dlatego aktywnie popiera między innymi Ruch Bojkotu Izraela, za co wielokrotnie był napiętnowany przez pro-izraelskie media. Te same zresztą, które promują najprawdopodobniej w zdecydowanej większości spreparowane materiały wideo przedstawiające „Białe Hełmy”.

    Na podstawie: dailymail.co.uk, timesofisrael.com.

    https://www.youtube.com/watch?time_continue=126&v=6FFReCibdMM

    http://autonom.pl/?p=21844
    Czy ofensywa żydowska odsunie PiS od władzy?
  • Izrael dogadał się z Polską ?? w sprawie wypłaty 1 BILIONA ZŁ !?
    https://www.youtube.com/watch?v=1cfgRwZVW7k
    Biegnij, gdy zobaczysz grzyb atomowy.
  • Ukraina rok przed wyborami
    http://www.new.org.pl/uploads/images/sajmon-m_5821.jpg



    Na Ukrainie 31 marca 2019 roku mają odbyć się wybory prezydenckie. Kampania wyborcza rozkręca się już teraz, a bieżące wydarzenia dużo mówią nam o możliwych scenariuszach elekcji.



    Wojna na Donbasie. Przyszłe wybory będą przebiegać w trudnych okolicznościach – konflikt na Donbasie nie tylko wciąż się tli i wywiera istotny wpływ na nastroje Ukraińców. Nie należy oczekiwać jego uregulowania do czasu marcowej elekcji. Rosja nie ma interesu w graniu na Poroszenkę: kremlowscy decydenci życzyliby sobie zamiast niego prezydenta, z którym można byłoby się łatwiej dogadać. Na wschodzie Ukrainy do 2019 roku nie pojawią się również „błękitne hełmy” ONZ.

    Wysoka cena zwycięstwa. Choć Ukraina jest republiką parlamentarno-prezydencką, to właśnie wybory głowy państwa będą budzić największe emocje. Prezydent stoi nad Dnieprem w samym centrum systemu politycznego, nie budzi to wątpliwości. Petro Poroszenko – w odróżnieniu od swoich rywali – powinien nie tylko składać obietnice, ale również rozliczyć sam siebie z wykonanej pracy. Dla Julii Tymoszenko marcowa elekcja będzie już trzecią próbą zdobycia prezydenckiego fotela, a szereg innych kandydatów widzi w samej kampanii szansę na wzmocnienie szans swoich i swoich ugrupowań przed wyborami parlamentarnymi, które zaplanowano z kolei na jesień 2019 roku.

    Zapotrzebowanie na nowe twarze. Dobra połowa ukraińskich wyborów nie podjęła jeszcze decyzji, kogo zamierza poprzeć wiosną. To rezultat i nieefektywnej komunikacji prowadzonej przez władze, i specyficznych cech ukraińskiej mentalności, i reakcji Ukraińców na stres, w którym przyszło im żyć od 2014 roku. Stąd biorą się też dyskusje o „ukraińskim Macronie”, którego wielu chce widzieć w Światosławie Wakarczuku (dotychczas nie udaje mu się jednak sprostać tym oczekiwaniom), perspektywy rysujące się przed czarnymi końmi, a także zabiegi podejmowane przez niektórych doświadczonych kandydatów, aby zaprezentować się w nowym świetle. Przy tym możliwości ubiegających się o najwyższy urząd w państwie przyciągnięcia do swojej drużyny nowych twarzy wydają się jedną z tych kwestii, które mogą zadecydować o ostatecznym rezultacie.

    Media. Choć 1 lipca 2017 roku na Ukrainie zanotowano 17,7 miliona użytkowników internetu, podczas zbliżającej się elekcji decydującą rolę odegrają nie portale społecznościowe (jak może zdawać się ich użytkownikom), a telewizja. A jako że właścicielami głównych kanałów są oligarchowie, to oni będą mieli dużo do powiedzenia. Przypomnę też, że na Ukrainie funkcjonuje dziś siedem stacji informacyjnych, które są w stanie nieustannie wpływać na formułowanie „przekazu dnia” i nastrojów społecznych.

    Prawdopodobieństwo rewanżu. Wiele osób zastanawia się, czy w tej bądź innej formie mogą powrócić do gry stronnicy Wiktora Janukowycza. Odpowiedź brzmi: nie. Dlaczego? Przyczyn jest kilka: na Krymie nie odbędą się wybory, a Donbas uległ poważnym zmianom na przestrzeni ostatnich lat, przestając być elektoralną bazą Wiktora Janukowycza i Partii Regionów. Znacznie większe zagrożenie należy jednak upatrywać w populizmie – wielu kandydatów, którzy staną szranki, będzie się nim posługiwało.

    Rozczarowani socjologią. Na finiszu kilku ostatnich kampanii wyborczych przedstawiane przez ośrodki badawcze dane budziły poważne wątpliwości Ukraińców. To jedna z technik – przeprowadzać zmanipulowane sondaże, szafować ich wynikami, aby w rezultacie utwierdzać wyborców, że dany kandydat odniesie zwycięstwo. Sądząc po tendencjach obserwowanych w pierwszym kwartale bieżącego roku, tym razem badania socjologiczne mogą nie tylko stracić swoje znaczenie jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej kampanii; wyborcy mogą polegać nie na nich, a na własnych przeczuciach, obserwacjach, sympatiach.

    Zewnętrzne wpływy. Nie budzi wątpliwości, że Rosja nie będzie w stanie wpływać na kampanię wyborczą na Ukrainie w takim stopniu, w jakim czyniła do przed 2014 rokiem. Moskwa mimo to postara się wykorzystać doświadczenie, które zdobyła w zachodnich krajach, by jednak dorzucić swoje trzy grosze. Unia Europejska i Stany Zjednoczone będą mówić przede wszystkim o konieczności przestrzegania standardów demokratycznych podczas elekcji. „Swoich” kandydatów Waszyngton i Bruksela w tym przypadku nie mają. Rezultaty wyborów zależeć będą od ukraińskich obywateli.

    Przełożył Zbigniew Rokita

    Jewhen Mahda jest ukraińskim politologiem. Współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.

    Fot. Sajmon (domena publiczna) commons.wikimedia.org
    http://www.new.org.pl/5744-ukraina-rok-przed-wyborami
    Sumliński: Ukraińskie deja vu

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

ULUBIENI AUTORZY