Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
429 postów 4696 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Czuwaj! Urodzinowy zlot 70-letnich harcerek

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Po przyjeździe do Stanów bardzo tęskniłam za Polską.

 

Czuj! Czuwaj! − witały się po długoletniej rozłące. Biła z nich energia i radość życia. W tym roku piętnaście polonijnych harcerek z Chicago kończy 70 lat. Urodziny postanowiły obchodzić wspólnie w rodzinnym mieście w gronie przyjaciółek z organizacji, która splotła ich życiowe losy.

Na “zlocik”, jak nazwały swe spotkanie, przybyły zarówno z przedmieść Wietrznego Miasta oraz z odległych stanów − z Kalifornii, Florydy, Arizony i Tennesse. Na urodzinową kolację do siebie zaprosiła przyjaciółki współorganizatorka zjazdu Grażyna Kahl. Podczas emocjonalnego wieczoru były łzy radości, uściski, rozmowy, wspomnienia podczas przeglądania albumów z harcerskich czasów.

Jak opowiadały uczestniczki spotkania, większość z nich pochodzi z rodzin, które nie mogły powrócić do Polski po II wojnie światowej i na amerykańskiej ziemi kultywowały polskie tradycje, historię i język. Dumę z polskiego pochodzenia, w atmosferze której się wychowywały, wpoiły też swym dzieciom; teraz przekazują wnukom.

Grażyna Kahl jest do dziś wdzięczna swym rodzicom za to, że ją zapisali to harcerstwa. – To była najlepsza rzecz, jaką mogli dla mnie wówczas zrobić. Po przyjeździe do Stanów bardzo tęskniłam za Polską. Przyjaźń i wsparcie, jakie otrzymałam w organizacji, sprawiły, że poczułam się lepiej. I tak jest do dzisiaj − w trudnych chwilach mego życia były ze mną właśnie moje przyjaciółki z harcerstwa.

Danuta  Heredzińska również uważa, że przyjaźnie na całe życie to największy dar, jaki otrzymała od harcerstwa, a Donna Solecka-Urbikas ceni sobie poczucie przynależności do grupy; mówi, że daje ono siłę i komfort psychiczny. Nieco młodsza od swych koleżanek, Urbikas była honorowym gościem wieczoru w uznaniu za książkę pt. “My sister’s mother”, której jest autorką. Opowiada ona historię matki sybiraczki, a później emigrantki w Stanach. Wspomnienia ukazały się nakładem wydawnictwa University of Wisconsin Press.

Równie emocjonalny i bardzo udany okazał się drugi wieczór zlotu, tym razem przy ognisku w ogrodzie Grażyny Kahl. W pogodną jak na zamówienie noc wokół ogniska zgromadziło się około 60 osób – harcerzy kilku pokoleń z rodzinami. Nastrój skłaniał do refleksji. – Harcerstwo zawsze  było i będzie dla mnie wspaniałą, wielką rodziną – zwierzała się Grace Bazylewski. Gospodyni wieczoru Grażyna Kahl stwierdziła, że magia ogniska zawsze wyzwalała w harcerzach uczucia patriotyczne i chęć bycia dobrym człowiekiem. – Bo przecież harcerstwo to również służba dla innych – dodała. Po gawędach i wspomnieniach jubilatki zostały uhonorowane urodzinowym tortem z szarą lilią, a potem jeszcze długo wspólnie śpiewano piosenki harcerskie i żołnierskie, aż zgasły płomienie.

Podczas czterodniowego zjazdu jego uczestniczki odwiedziły też cmentarz Maryhill, gdzie złożyły kwiaty w kwaterze kombatantów, którą obecnie opiekuje się chicagowskie harcerstwo. Wzięły również udział w mszy świętej w kościele Matki Boskiej Anielskiej, w którym jako młode harcerki zawsze rozpoczynały nowy rok działalności w organizacji. Zwiedziły też chicagowskie Muzeum Polskie w Ameryce i Millennium Park, obejrzały panoramę Chicago z pokładu statku spacerowego.

Alicja Otap
a.otap@zwiazkowy.com

Uroczysty obiad

Zdjęcia: Alicja Otap

  • IMG_20160812_190919882_HDR
  • IMG_20160812_191051026
  • IMG_20160812_201326791_HDR
  • IMG_20160812_201449992_HDR
  • IMG_20160812_201531377
  • IMG_20160812_201616643
  • IMG_20160812_201732176
  • IMG_20160812_203449136_HDR

Ognisko harcerzy

Zdjęcia: Dariusz Lachowski

  • DSC_9066
  • DSC_9070
  • DSC_9074
  • DSC_9079
  • DSC_9088
  • DSC_9090
  • DSC_9092
  • DSC_9096
  • DSC_9102
  • DSC_9107
  • DSC_9113
  • DSC_9330
  • DSC_9331
  • DSC_9337
  • DSC_9341
  • DSC_9344
  • DSC_9351
  • DSC_9356
  • DSC_9364
  • DSC_9369
  • DSC_9378
  • DSC_9387
  • DSC_9389
  • DSC_9392
  • DSC_9399
  • DSC_9404
  • DSC_9409
  • DSC_9412
  • DSC_9420
  • DSC_9425
  • DSC_9433
  • DSC_9434
  • DSC_9435
  • DSC_9436
  • DSC_9438
  • DSC_9440
  • DSC_9454
  • DSC_9459
  • DSC_9460
  • DSC_9461
  • DSC_9463
  • DSC_9465
  • DSC_9466
  • DSC_9468
  • DSC_9469
  • DSC_9470
  • DSC_9473

http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/czuwaj-urodzinowy-zlot-70-letnich-harcerek/

KOMENTARZE

  • Harcerstwo - Przywrócić Pamięć
    Przywracanie pamięci o przedwojennym harcerstwie, to zadanie, którego podjęła się Oficyna Wydawnicza „Impuls”. Dawno skończyły się czasy, gdy do Związku Harcerstwa Polskiego należały 3 miliony osób, a tradycje, jedynie słuszne, liczono od 1956 roku, uznając, że przedwojenne harcerstwo było, jeśli nie faszystowskie, to co najmniej burżuazyjne. Zapoznając się z licznymi pozycjami książkowymi oferowanymi przez wydawcę serii „Przywrócić Pamięć” można sobie wyrobić opinię, o tym jakie było międzywojenne harcerstwo, we własnym zakresie.

    Jednym z reprintów jest „Harcerstwo Polskie” wydane w 1925 r. przez Naczelnictwo ZHP. Stanowi ono zbiór tekstów, które przekrojowo przedstawiają dzieje harcerstwa od jego początków na ziemiach polskich, a kończąc na Narodowym Zlocie Harcerzy Warszawie w 1924 r. oraz Jamboree w tym samym roku, które odbyło się w Kopenhadze.


    Wypada zwrócić uwagę, że okres powojenny stanowił jeden z trudniejszych chwil dla polskiego harcerstwa. Urzeczywistnienie jednego z celów, którym było odzyskanie Niepodległości stanowiło zarazem wyzwanie dla kolejnego pokolenia instruktorów, którzy musieli wskazać nowe cele i metody działania. Moment o tyle istotny, że część z tych, którzy kierowali ruchem harcerskim uznało, że wobec wywalczenia wolnego państwa formuła harcerska się wyczerpała. Dla tych, którzy pozostali w szeregach ZHP nadszedł czas wysiłku, intelektualnego i organizacyjnego, dzięki któremu harcerstwo odnalazło swą nową drogę, której efekty obserwować można było w okresie II wojny światowej.


    Niezbyt długie teksty dotyczą kluczowych wydarzeń takich jak: początki harcerstwa, udział harcerzy w walkach o Niepodległość, rola harcerstwa wśród innych organizacji młodzieży, stan harcerstwa polskiego poza granicami kraju czy udział harcerek i harcerzy w I Zlocie Narodowym. Pisane przystępnym językiem pozwalają zapoznać się wydarzeniami czternastu lat obecności harcerstwa na ziemiach polskich, ale także zobaczyć w jaki sposób pracowały zastępy i drużyny w połowie lat dwudziestych.


    Szczególnie wartościowe są teksty dotyczące Narodowego Zlotu Harcerzy. Była to pierwsza próba zgromadzenia kilkutysięcznej rzeszy harcerek i harcerzy, którzy w ramach przygotowań do Zlotu jak i w takcie niego wypełniali postawione zadania. Ponadto była to okazja do spotkania środowisk z różnych części kraju, a więc także wymiany doświadczeń, pomysłów i metod działania, które ze względu na zróżnicowanie pochodzenia niewątpliwie musiało występować. Dodatkową atrakcją Zlotu była obecność skautek i skautów z innych krajów, co jeszcze mocniej integrowało międzynarodowy ruch.

    Nieocenionym materiałem jest tekst poświęcony polskiemu harcerstwu poza granicami kraju. Biorąc pod uwagę, że obecnie rośnie ilość naszych rodaków na emigracji zasadnym jest pytanie czy także teraz, wzorem okresu międzywojennego, znajdują się instruktorzy chętni do tworzenia drużyn polskich na obczyźnie i czy władze organizacji harcerskich posiadają wiedzę na temat ich funkcjonowania. Działalność ZHP poza Granicami Kraju nie powinna zwalniać nikogo z obowiązku monitorowania i wspierania naszych rodaków noszących harcerskie mundury.


    Przez karty książki przewijają się także myśli o harcerstwie osób mających, jak wynika to z przeglądu nazwisk, wpływ na jego kształt, wśród których wymienić należy Andrzeja Małkowskiego, Tadeusza Strumilłę, ks. Jana Mauersbergera, czy Eugeniusza Piaseckiego. Wartością samą w sobie jest 130 zdjęć obrazujących życie harcerskie w pierwszej połowie trzeciej dekady XX wieku.


    Warto, aby czytelnicy poświęcili także kilka chwil na przejrzenie ponad dwudziestu stron zawierających reklamy, z których zapewne w części sfinansowano wydawnictwo przedwojenne. Taki sposób postępowania był charakterystyczny dla wielu wydawnictw organizacji młodzieżowych, a także np. wojskowych. Może warto próbować go powielić w czasach, gdy budżety organizacji nie są zbyt bogate, a recenzowana książka może stanowić przykład dla potencjalnych reklamodawców, że w ten sposób pamięć o ich firmach może przetrwać dziesiątki lat. Poręczny format i twarda oprawa to dodatkowy atut tego wydawnictwa.


    Recenzowana książka powinna być obowiązkową lekturą dla wszystkich, którym bliska jest historia harcerstwa, a także tych, którzy badają życie w Polsce w okresie międzywojennym. Zapoznawanie się z serią „Przywrócić Pamięć”, ze względu na ich wartość, może być wykorzystywane w ramach prób na wyższe stopnie harcerskie i instruktorskie. Książki te należą bowiem do kanonu lektur, z którymi powinien się zapoznać każdy kto myśli o swoim rozwoju.


    źródło recenzji: http://jpilsudski.org/recenzje-ksiazek-historycznych/item/2290-harcerstwo-polskie
  • Zlot polskich harcerzy w stanie Kolorado. Z Chicago do miejsowości Elbert poleciało ponad stu harcerzy ZHP
    http://www.deon24.com/wp-content/uploads/2015/07/20150715_110537-2-620x270.jpg


    Poza Polską od kilkudziesięciu lat działa Związek Harcerstwa Polskiego, który jednoczy tysiące miłośników natury, dyscypliny i aktywnego spędzenia czasu. W Stanach Zjednoczonych po raz kolejny Związek organizuje zlot, któremu w tym roku przyświeca hasło „Iskra Pokoju”.

    Gościem w studio Radia Deon była harcmistrzyni Lusia Bucka, oraz harcerki drużyny „Turnie” Paulina Kosińska i Dalia Kumpin. W Chicago do szeregów harcerskich należy około 400 dziewcząt, jednak jak podkreśla harcmistrzyni jednostki rozsiane są po całych Stanach Zjednoczonych.
  • @Talbot 13:25:19
    https://pbs.twimg.com/media/CnrLX0LXEAAhVnh.jpg
  • @Husky 13:36:15
    Zapraszamy dzieci i młodzież do naszych szeregów
    Informacje odnośnie gromad zuchowych i drużyn harcerskich:
    Hufiec "Tatry" - hm. Beata Chodorowska Niebrugge: (630) 624-4015
    Hufiec "Warta" - hm. Zygmunt Figol: (312) 813-3344
    Harcerskie zespoły zapraszają!

    Zespół Artystyczny "Wichry" (od 7-18 lat)
    Informacje: ZHPChicago@gmail.com

    Zespół Tańca Ludowego "Lechici" (od 14-18 lat)
    Informacje: Lechici@aol.com

    Zespół Tańca Ludowego "Orlęta" (od 9-13 lat)
    Informacje: Lechici@aol.com
  • Z sowieckiego Archiwum X: „ściśle tajna” tragedia na jeziorze
    http://reporters.pl/wp-content/uploads/2016/07/Jezioro_Lukowe-tragedia_dzieci.jpg

    Gdy niedawno w Karelii podczas burzy na jeziorze wywróciła się łódź i utonęło 14 dzieci rosyjskie media pisały, że to największa taka tragedia w historii kraju. Tymczasem w 1960 r. pod Moskwą doszło do zdarzenia o wiele bardziej przerażającego i tajemniczego. W jaki sposób 26 dzieci i dwoje dorosłych mogło w jednej chwili utonąć w maleńkim jeziorku zaledwie 20 m od brzegu w czasie pięknej pogody? Jaki związek miało to z tajną produkcją zbrojeniową?

    Do dziś dostęp do jakichkolwiek dokumentów śledztwa w sprawie tej tragedii jest niemożliwy. Chociaż minęło już 56 lat nadal w archiwach rosyjskich służb oznaczone są gryfem „tajne specjalnego znaczenia”. Pozostają relacje nielicznych żyjących jeszcze świadków, którzy mówią o tym niechętnie. Czy widzieli coś, czego nie powinni?

    W porównaniu z ogromnym Siamozierom w Karelii malutkie Jezioro Łukowoje w podmoskiewskim Rejonie Nogińskim wydaje się kroplą wody. Szerokość nigdzie nie przekracza 200 m, a w dodatku na samym środku jest duża wyspa, na której w czasach sowieckich działał obóz pionierski.

    Co roku spędzały tu wakacje dzieci pracowników jednego z najpilniej strzeżonych zakładów ZSRR – pobliskiego kombinatu metalurgicznego realizującego zamówienia dla sektora jądrowego i zbrojeniowego w zamkniętym miasteczku Elektrostal.

    Był czerwiec 1960 r. 29-osobowa grupa 10-letnich pionierów wracała z opiekunką z wycieczki do lasu. Od obozu dzieliło ich już tylko kilkaset metrów. Wystarczyło dojść do mostku łączącego brzeg z wyspą. Na pobliskiej przystani stał zacumowany katamaran złożony z dwóch połączonych ze sobą łodzi z silnikiem, a w nim obsługujący go mechanik.

    Katamaran ten był na wyposażeniu obozu – dzieci codziennie pływały nim po jeziorze. Nauczycielka poprosiła więc mechanika, żeby dowiózł grupę na wyspę. Ponieważ była ładna pogoda, bez wiatru i nawet najmniejszych fal na jeziorze, mężczyzna zgodził się. Cała grupa wsiadła do łodzi i ruszyła w stronę wyspy.

    Co stało się potem dokładnie nie wiadomo. Relacja kilkorga ocalałych dzieci i ludzi obserwujących zdarzenie z wyspy różnią się. Wiadomo tylko, że katamaran spokojnie przepłynął jezioro i znajdował się zaledwie 20 m od brzegu kiedy dosłownie w ciągu kilku sekund nastąpiła tragedia.

    W pewnym momencie silnik łodzi zamilkł. Mechanik prawdopodobnie próbował go uruchomić, szarpiąc za linkę. Ta nagle pękła i mężczyzna z rozmachu uderzył ręką siedzącą obok dziewczynkę, córkę opiekunki. Dziecko wpadło do jeziora. Matka rzuciła się na ratunek i wskoczyła do wody.

    Pozostałe dzieci z pierwszej łodzi zgromadziły się przy jednej burcie w wyniku czego łódź przechyliła się, nabrała wody i zaczęła tonąć, pociągając za sobą drugą łódź. Cała grupa wpadła do jeziora.

    Niektóre dzieci umiały pływać, podobnie jak mechanik i nauczycielka. Kilka starszych osób z wyspy i miejscowy wędkarz wskoczyli do wody na pomoc. W wodzie wybuchła jednak panika, dzieci odruchowo chwytały dorosłych, wciągając ich pod wodę. Kiedy potem wydobyto ciała mechanika i nauczycielki były one dosłownie obwieszone kurczowo wczepionymi dziećmi.

    Inni spanikowani pionierzy stracili podobno orientację i zamiast na wyspę płynęli wzdłuż brzegu aż utonęli. Ich ciała wyłowiono potem w znacznej odległości od zatopionych łodzi. Po chwili na wodzie unosiły się już tylko panamki pionierów. W tym miejscu głębokość wynosiła 12 m, a na dnie były gęste wodorosty.

    Z 31-osobowej grupy ocalało tylko troje dzieci – jednego chłopca wyciągnął starszy kolega z obozu, a dziewczynkę – wędkarz Leonid Biełousow, który jeszcze żyje. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, ale jego córka mówi, że nie mógł sobie wybaczyć, iż akurat tego dnia wybrał się na ryby sam – wcześniej zawsze zabierał grupę kolegów. Nie zdołał więc wyciągnąć nikogo więcej.

    Wkrótce na miejsce zaczęli przybiegać ludzie z okolicznej wsi Gorki, ale teren otoczyło KGB – mówią świadkowie. Zaczęli też przyjeżdżać rodzice pionierów. „Nawet u nas we wsi było słychać jak matki wyły kiedy dowiadywały się, że ich dzieci są wśród ofiar” – wspominają babcie w Gorkach.

    Sowiecka opinia publiczna nie dowiedziała się o tym zdarzeniu. Natychmiast je utajniono. Informacja przedostała się jednak jakoś do „Głosu Ameryki”, który podał ją w jednym z serwisów. To właśnie stąd nieliczni obywatele ZSRR dowiedzieli się, co miało miejsce na Jeziorze Łukowoje.

    Pionierski obóz na wyspie nie został po tej tragedii zlikwidowany. Zmieniono jednak jego nazwę na „Orlik” i kategorycznie zabroniono kadrze choćby słowem wspominać o tym, co tam nastąpiło.

    „Pracowałam tam na początku lat 90-ch. Nawet wtedy nie wolno było o tym mówić. Jeśli ktoś coś wspominał to tylko szeptem i w zawoalowany sposób” – wspomina jedna z mieszkanek Gorek. Co ciekawe, do dziś obóz działa dość dziwnie. Obowiązuje kategoryczny zakaz pływania po jeziorze. Jest przystań, ale na niej ani jednej łódki.

    Okoliczności tej absurdalnej tragedii są równie dziwne. Trudno uwierzyć, że 20 m od brzegu, przy pięknej pogodzie i na oczach wielu osób mogła w jednej chwili utonąć 28-osobowa grupa, w tym dwoje sprawnych dorosłych ludzi. Ofiar było właściwie 29, gdyż okazało się, że nauczycielka była w ciąży.

    Warto zauważyć, że okolice Jeziora Łukowoje aż roiły się w czasach sowieckich od wojskowych obiektów strategicznych. Oprócz wspomnianego kombinatu w zamkniętym mieście Elektrostal, w oddalonym o 20 km Monino znajdowała się baza ciężkich bombowców strategicznych, a na północ od niej budowano Gwiezdne Miasteczko – siedzibę Centrum Wyszkolenia Kosmonautów.

    Niewykluczone, że utajnienie tego zdarzenia przez służby sowieckie było związane z takim właśnie położeniem jeziora, a także z faktem, że prawie wszystkie ofiary były dziećmi pracowników strategicznego zakładu.

    Jednak kombinat w Elektrostali od lat nie jest już objęty tajemnicą. Monino od dawna zamieniono na ogólnodostępne muzeum sowieckiego lotnictwa. Dlaczego więc do dziś informacje o tej tragedii sprzed ponad pół wieku są objęte klauzulą „tajne specjalnego znaczenia”?

    Najstarsi mieszkańcy mówią też, że jeszcze przez rewolucją 1917 r. na wyspie na Jeziorze Łukowoje mieszkali staroobrzędowcy. Mieli tam podobno swoją świątynię. Co się z nimi stało potem – nie wiadomo.

    W czasach sowieckich w okolicy często dochodziło też do innych dziwnych zdarzeń. W czasie jednej z zim w latach 70-ch, kiedy obóz nie działał, na jezioro miał wjechać wojskowy BTR. Zarwał się pod nim lód i maszyna utonęła wraz z załogą. Podobno tak głęboko zaryła się w muł na dnie, że zrezygnowano z jej wydobycia.

    Inni świadkowie mówią, że w sąsiednim jeziorze wojsko zatopiło kiedyś skażonego radioaktywnie Kamaza. Wielokrotnie w całej okolicy widywano żołnierzy z dozymetrami. Kilku miejscowych opowiada, że w czasie kopania na okolicznych polach natrafiono kiedyś na „olbrzymie podziemne kałuże rtęci”.

    http://reporters.pl/wp-content/uploads/2016/07/Jezioro_Lukowe.jpg

    Reporters.pl

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY