Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
312 postów 4182 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Bill Clinton – po trupach do celu.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dziwne zgony w najbliższym otoczeniu prezydenta!

 

Bill Clinton zapewniał, że jego prezydentura będzie najbardziej etyczna w całej historii Stanów Zjednoczonych. Jednak bardzo wielu Amerykanów sądzi, że była to deklaracja znacznie na wyrost. Clinton nie sprostał ambitnym celom, które ogłosił u progu swych ośmioletnich rządów w Białym Domu. Zresztą, najprawdopodobniej, w ogóle nie zamierzał im sprostać. Tak sądziła Linda Thompson, znana nam z poprzedniego artykułu w Teoriach Spisku o amerykańskim Gułagu. U zarania prezydentury Clintona prawniczka z Indianapolis zebrała 34 nazwiska osób, które, według niej, zmarły „w wysoce podejrzanych okolicznościach”. I jeszcze jedno łączyło te osoby – były powiązane z rodziną Clintonów: Billem i jego żoną Hillary.

Część została zamordowana, inni zginęli w wypadkach lub popełnili samobójstwo, ale przebieg tych wydarzeń mógł sugerować udział osób trzecich. Dotyczy to zwłaszcza tragedii mających miejsce w stanie Arkansas, gdzie lekarze sądowi mają jakoby skłonność do traktowania zabójstw jako wypadków lub samobójstw, jeśli jest takie polityczne zapotrzebowanie. Amerykanie ukuli nawet określenie na tego rodzaju „samobójstwa” – „Arkancide”. A właśnie w tym stanie oboje Clintonowie rozpoczynali swoją karierę. Bill w 1976 r. został prokuratorem generalnym Arkansas, a dwa lata później – gubernatorem. Z tego stanowiska przeniósł się do Waszyngtonu, gdy decyzją Amerykanów został wybrany na 42. prezydenta USA. Urząd głowy najpotężniejszego na świecie państwa sprawował dwie kadencje: od 1993 do 2001.

Wampir z Little Rock

Sally Perdue została miss Arkansas w 1958 r. Tego samego roku znalazła się w dziesiątce finalistek miss piękności Ameryki. Z innych wydarzeń z jej życia należy odnotować to, że w 1983 r. molestował ją Billi Clinton, będący wówczas gubernatorem stanu Arkansas. Kiedy kilka lat później piękna, choć już nie tak młoda jak w 1958 r., pani Perdue przypomniała sobie o love affair, postanowiła na ten temat co nieco poopowiadać mediom. Wówczas, jak sama przyznała, Ron Tucker, działacz partii Demokratycznej, poradził jej, aby była dobrą małą dziewczynką i przyjęła ofertę pracy w urzędzie federalnym za 60 tys. dolarów rocznie. Sally Perdue opisała to jako propozycję nie do odrzucenia: on nie może mi dać gwarancji, że pewnego dnia [ludzie Clintona – R.K.] nie wpadną na pomysł, aby połamać mi moje śliczne małe nogi. Sally mówiła też, że była zastraszana nie tylko przez Trucka, ale Clintonową oraz przez byłego kochanka. Nasyłane przez nich zbiry dzwoniły do niej z pogróżkami oraz wysyłały listy pełne gróźb. Sally miała szczęście, bowiem jej rewelacje niespecjalnie zainteresowały amerykańską prasę. Nie było więc powodu, aby „zbiry Clintonów” musiały robić to, do czego nadawały się najbardziej.

Znana wszystkim sprawa romansu Clintona z Moniką Lewinsky, młodą asystentką z Białego Domu, to tylko kolejna z wielu afer związanych z tym, że Bill Clinton był szczególnie wrażliwy na wdzięki niewieście. Niestety nie dla wszystkich dziewczyn, które uwiódł Clinton, ich nieszczęśliwa miłość zakończyła się tak, jak dla pani Lewinsky, a wcześniej dla Sally Perdue, a ściślej mówiąc dla jej „małych, ślicznych nóżek”. 15 stycznia 1977 r. znaleziono martwą Suzanne Coleman, która miała romans z Clintonem, będącym w tym czasie prokuratorem generalnym Arkansas. Przypuszcza się, że kobieta była w ósmym miesiącu ciąży z dzieckiem prokuratora generalnego. Być może właśnie to mogłoby wyjaśnić dość zadziwiający fakt, że Coleman postanowiła zakończyć życie, strzelając sobie… w tył głowy. Mimo to coroner stanowczo stwierdził, że było to samobójstwo.

W 1994 r. wybuchł skandal z powodu Pauli Jones, pracownicy rządu stanowego Arkansas, która oskarżyła Clintona o molestowanie seksualne w 1991 r., gdy ten był gubernatorem. Sprawa ta spowodowała, że dziennikarze zaczęli szukać innych przykładów na, mówiąc oględnie, „nieuczciwość małżeńską” prezydenta USA. A osoby, które zgodziły się zeznawać w tej sprawie, głównie pokrzywdzone dziewczęta, spotykał podobny los jak Suzanne Coleman.

Mary Mahoney, była asystenta Clintona w Białym Domu, która zgodziła się zeznawać w sprawie molestowania seksualnego przy 1600 Pennsylvania, została zabita przez nieznanych napastników w kawiarni w Georgetown. Kathy Ferguson „popełniła samobójstwo” kilka dni po tym, jak powiedziała przyjaciołom, że Clinton molestował ją w taki sposób, jak opisała to Paula Jones. Kathy znaleziono martwą z raną w głowie tuż koło lewego ucha. Rzecz w tym, że pani Ferguson była praworęczna. Zwrócił na to uwagę Bill Shelton, oficer policji w Arkansas, prywatnie narzeczony „samobójczyni”. Niestety, swych wątpliwości nie zatrzymał dla siebie, ale dzielił się z nimi obficie, również na radiowej antenie. Znaleziono go nieżywego z raną postrzałową w tyle głowy. Miejsce rany wskazywało jednoznacznie na egzekucję. Ginęli lub byli zastraszani ludzie, którzy chcieli opowiadać o „zabawach” Clintona z damami do towarzystwa „z miasta”.

Śmierć na dobry początek prezydentury

Pod koniec lutego 1993 r. w czasie szturmu na siedzibę sekty religijnej „Gałąź Dawida” w Waco w stanie Teksas, zginęło czterech agentów federalnych. Cała czwórka należała w przeszłości do ochrony Clintona, jeszcze w czasach gdy był gubernatorem Arkansas. Według Lindy Thompson, podczas szturmu żaden z nich nie zginął od kul broniących się sekciarzy, tylko od bratobójczych strzałów innych agentów biorących udział w szturmie. W ten sposób usunięto z drogi ludzi, którzy mogliby świadczyć przeciw byłemu szefowi w ewentualnych procesach dotyczących spraw i sprawek z czasów Arkansas. Swoją wersję wydarzeń Linda Thompson przedstawiła w filmie „Waco II. The big lie continues”.

W ciągu dziewięciu miesięcy tego samego roku zginęło jeszcze kilkanaście osób, w tym ochroniarze, którzy mogliby coś powiedzieć na temat Clintona. Serię „nieszczęśliwych wypadków”, jaka zaczęła dotykać pracowników świeżo upieczonego prezydenta USA, zakończyła na ten rok, we wrześniu, śmierć Luthera Parksa, szefa ochrony gubernatora Arkansas. Parks zebrał bogate dossier na temat nielegalnych działań Clintona, które zostało mu ukradzione podczas wcześniejszego włamania do domu.

Rok 1994 również nie był szczęśliwy dla wielu z tych, którzy mogli źle życzyć Clintonowi. W styczniu wyskoczył przez okno wysokościowca Gandy Baugh, prawnik reprezentujący Dana Lassatera w sprawie jego domniemanych nadużyć finansowych. Lassatera, który był bliskim współpracownikiem gubernatora Clintona, oskarżano też o sprawę handlu narkotykami. Miesiąc później Lassater również popełnił „samobójstwo”. Uważa się, że zeznania składane podczas procesu Lassatera mogły być bardzo niewygodne dla prezydenta Clintona, zwłaszcza w kwestii narkotykowej. I nie chodziło tu o rozstrzygnięcie: czy palił, ale się nie zaciągał, czy jednak – wciągał, ale o znacznie, znacznie poważniejsze łamanie prawa.

Ręka „nagłej a niespodziewanej” śmierci dotknęła również dentystę Donalda Rogersa. Dr Rogers uległ śmiertelnemu wypadkowi drogowemu 3 marca. Jego samochód rozbił się na drodze niedaleko Lawton. Była fatalna pogoda. Być może to ona plus nieostrożna jazda stały się przyczyną wypadku. Należy jednak zauważyć, że Rogers jechał wówczas na spotkanie z Ambrose Evans-Pritchardem, reporterem „London Sunday Telegraph”, aby ujawnić kilka ciemnych sprawek z życia Billa Clintona. Wspomnijmy jeszcze Johna Wilsona, radnego miasta Waszyngton, który miał podobno wiele do powiedzenia na temat brudnych interesów aktualnego prezydenta i chętnie podzieliłby się swą wiedzą z mediami. Niestety, samobójcza śmierć przez powieszenie pokrzyżowała zamiary waszyngtońskiego rajcy.

Kill-Bill

Było swoistą normą to, że ludzie związani interesami biznesowymi bądź politycznymi z Billem i Hillary Clinton, jak też ludzie pragnący dochodzić swych praw byli przez nich zastraszani, a nawet narażali się na przemoc – pisał w czerwcu 1994 dziennik „The Arizona Republic”.

O trupach Clintona zaczęło być głośno w 1994 r., gdy były senator republikanów William Dannemeyer, w liście do przywódcy kongresu USA wymienił nazwiska 24 osób, które związane były z Clintonem, a które zmarły „z innych niż naturalne przyczyn”. Były senator z Kalifornii miał korzystać z listy nazwisk Lindy Thompson. Nie była to lista ostateczna – zarówno jego, jak i jej. Bowiem ludzie z otoczenia Clintona nie przestali ginąć po 1994 r. Nieszczęścia chodziły po niewygodnych dla Clintonów ludziach również wtedy, gdy Bill nie był już prezydentem: wszak apetyt na prezydenturę ma jego żona, natomiast konkurencja jest niemała, a zawistników, mogących pokrzyżować plany pani Clinton, zatrzęsienie. Jak na razie, doliczono się 60 zgonów w związku z tym, że oboje państwo Clintonowie mają ambicje polityczne. Z tego też powodu sądzi się, że sprawa zejść jest jak najbardziej rozwojowa.

Pod koniec 1994 w kongresie większość zdobyli republikanie. Wtedy też izba reprezentantów rozpoczęła serię śledztw w poszukiwaniu nieprawidłowości i przestępstw Clintona i jego najbliższych współpracowników, popełnionych w trakcie jego prezydentury i wcześniej w Arkansas, gdy był prokuratorem, a następnie gubernatorem stanu. Śledztwa w tych sprawach prowadził już od dawna departament sprawiedliwości. Główną rolę odgrywała tu tzw. afera Whitewater, od Whitewater Development Corporation, zbankrutowanej spółki, w której rodzina Clintonów miała udziały. Kierownicy spółki zostali postawieni przed sądem pod zarzutem przestępstw finansowych. Istniały podejrzenia, że Clinton i jego żona również popełnili przestępstwa, choć ostatecznie nie udało się tego udowodnić. Według „USA Today” z 8 listopada 1996 r., gazety o zasięgu ogólnokrajowym, Bill Clinton miał się wśród swoich zwolenników odgrażać, że poświęci wiele czasu, żeby odnaleźć tych, którzy oczerniali go w sprawie Whitewater i innych sprawach moralno-obyczajowych.

Jeśli słowo „odnaleźć” oznaczało tyle co „dopaść i nie darować” to możemy powiedzieć, że Bill Clinton akurat tę, złożoną przed częścią swego elektoratu, obietnicę spełnił. Jon Walker, Johnny Franklin Laughton, Vincent Foster Jr., James McDougal – wszyscy oni byliby cennymi świadkami w sprawie powiązań rodziny Clintonów z aferą Whitewater, gdyby nie śmierć, która zabrała ich w najbardziej dogodnym dla małżonków Clinton momencie, tzn. wtedy kiedy chcieli zeznawać lub zachodziła obawa, że zechcą. W tej chwili oczywiście mniejsza z tym, czy była ona uzasadniona, czy też – nie.

Clinton miał też kłopoty związane ze sprawą przemytu narkotyków. Centrum przemytu mieściło się w niewielkim mieście Mena, położonym na odludnym terenie pokrytym sosnowymi i liściastymi lasami, niecałe dwieście kilometrów od Little Rock, siedziby gubernatora stanu. Clinton zdawał się być nieczuły na fakt, że pod nosem wyrastała mu stolica narkobiznesu oraz handlu bronią. Zaczęło to skłaniać dziennikarzy do przypuszczeń, że czerpał on niemałe dochody z „działalności gospodarczej”, mającej miejsce w miasteczku Mena. Mainstream medialny wyśmiewał to podejrzenie jako „spiskowe”, a artykuł dziennikarzy Sally Denton i Rogera Morrisa, obnażający udział Clintona w procederze, początkowo przyjęty do druku w „The Washington Post”, za sprawą Boba Kaislera, redaktora naczelnego gazety, ostatecznie nie ukazał się. Teoria spiskowa teorią spiskową, ale sprawa narkotyków też pociągnęła za sobą śmierć kilkunastu osób. Jedną z nich był wspomniany Dan Lassater. Nawiasem mówiąc, Kaisler był członkiem tajnej organizacji „Skull & Bones”, uważanej za jedną z filii rządu światowego. W każdym razie Sally Denton i Roger Morris są co do tego najzupełniej przekonani.

Podczas swojej prezydentury Bill Clinton borykał się z szeregiem skandali, z których kilka zostało przedstawionych wyżej. Badania prowadzone przez kongres i departament sprawiedliwości ciągnęły się przez cały okres jego urzędowania i ostatecznie doprowadziły do głosowania za jego impeachmentem (czyli usunięciem z urzędu) przez Izbę Reprezentantów 19 grudnia 1998. Był to drugi taki przypadek w historii Stanów Zjednoczonych. Próba usunięcia nie udała się, gdyż Clinton został uniewinniony przez głosowanie Senatu z 12 lutego 1999, stosunkiem 55 do 45 głosów.

Grunt to rodzinka…

Bill został prokuratorem generalnym stanu Arkansas w wieku 30 lat. W wieku 32 lat został gubernatorem. Mając lat 47 stanął na czele najpotężniejszego mocarstwa na kuli ziemskiej. Zupełnie nieźle. Zwłaszcza jak na chłopaka z biednej rodziny, którego ojciec zginął w wypadku samochodowym, a ojczym to, według wspomnień Clintona, hazardzista i alkoholik, który często bił żonę. Ktoś powie – toż to Ameryka, a nie Polska, w której młody człowiek bez koneksji i bez przypodchlebiania się pachanowi takiej czy innej sitwy, zwanej dla niepoznaki zawodową korporacją, może jedynie trafić na kasę w Biedronce albo na zmywak do Dublina. To Ameryka, tam spełniają się „amerykańskie sny” – od czyścibuta do milionera!

Nic bardziej mylnego – powiedziałby zapewne Kent Daniel Bentkowski, odnosząc się do treści zawartej w ostatnim zdaniu akapitu. Uważa się, że Bentkowski to, zaraz po takich ludziach jak Alex Jones i David Icke, najsłynniejszy teoretyk spisku. Kent Bentkowski ma polskie korzenie: Jestem w 100 proc. Polakiem, w moich żyłach płynie krew Bentkowskich, Kowalskich i Wróblewskich. Urodziłem się z hemofilią, co wskazuje na królewskie początki mojej rodziny. A skoro tak, to należałoby jeszcze dodać przynajmniej: Jagiellonów i Piastów. Fakt, że Bentkowskiego wydał królewski szczep piastowy, pewnie ma się nijak do tematu zawartego w tytule, ale warto o nim wspomnieć. W końcu nie każdemu Polakowi, i to w dodatku stuprocentowemu, Amerykanie wciskają na konto grube tysiączki (a może i milionki?) dolarów, z powodu głoszonych przezeń poglądów na to, co dzieje się w ich kraju.

Na pytanie dziennikarza prowadzącego wywiad, czy naprawdę uważa, że władza w Ameryce należy do kilkunastu osób, Kent Bentkowski odpowiedział: – Tak, w USA około 100 tysięcy ludzi kontroluje życie ponad 300 milionów. Dla wygody nazywam ich iluminatami, ale oni tak na siebie nie mówią. Istnieje wśród nich wiele grup i organizacji, funkcjonujących pod wieloma nazwami. Wierzą oni, że ich świętym prawem jest władza, bo mają więcej pieniędzy. – Bentkowski wierzy też, że ta supersiuchta kręcąca całą Ameryką planuje zredukować populację o jakieś 95 proc. Jednym z narzędzi służących temu celowi jest wirus HIV. Skąd ta wiedza, dociekał dziennikarz: – W 1986 r. moja kuzynka wyszła za członka iluminatów, który powiązany jest z przestępczymi klanami Bushów i Rothschildów-Rockefellerów (tak, to ta sama rodzina!). Przez następne lata miałem więc sporo kontaktów z iluminatami i dowiedziałem się od nich wielu rzeczy.

I najważniejsza dla nas sprawa: Bill Clinton jest nieślubnym synem Johna D. Rockefellera. Elita często tak robi, aby zapewnić tzw. pochodzenie ze średniej klasy swoim dzieciom. Dzięki temu nie można ich połączyć oficjalnie z ich rodziną, a z zewnątrz wygląda to na to, że każdy może zostać prezydentem. W tym tkwiła tajemnica błyskotliwej kariery biednej półsieroty z małej mieściny w stanie Arkansas, dorastającej w atmosferze stałego zagrożenia ze strony agresywnego ojczyma pijaka-hazardzisty. Ale również teflonowość tego polityka, do którego, mimo ciągłych ostrzeliwań zarzutami, nic na stałe nie mogło przylgnąć.

Jak już było wspominane wyżej, nie tylko znajomość z Billem może być niebezpieczna dla zdrowie lub życia. Również Hillary Clintonowa jest „pod kryszą” Elity. Bo to w gruncie rzeczy ona, a nie Clintonostwo, posyła zawalidrogi do piachu. Nasz rodak we wspomnianym wywiadzie mówił: Roberta Kennedy’ego także zamordowała Elita, aby wysłać wiadomość jego rodzinie. Trzecie zabójstwo, JFK Juniora, miało miejsce, bo zwrócił się on do Hilary Clinton o radę, czy ma startować w wyborach na senatora stanu Nowy Jork, a później na prezydenta – na pokładzie jego samolotu podłożyli bombę. Prawie sto osób poniosło śmierć, bo nadepnęło na odcisk Clintonom albo robiło z nimi interesy. JFK Jr. był tylko jedną z nich. Ci ludzie lubią wysyłać takie wiadomości, które oznaczają: „Oto co się stanie, jeśli z nami zadrzesz!”.

Dlatego, nie wiem jak Państwo, ale ja z nimi zadzierać nie będę.

----

http://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/3981-bill-clinton-po-trupach-do-celu-dziwne-zgony-w-najblizszym-otoczeniu-prezydenta

KOMENTARZE

  • 5*
    ...Oczywiście dla Pana Roberta Kościelnego - autora tekstu ;)
  • @
    "Kłania się" mechanizm "martwej ręki"...

    Czyli "jak czegoś NIE zrobię w Internecie co kilka(naście) dni, regularnie, to na CAŁY świat wypłyną 'kwity'".

    Lepper chyba nie miał zaufania do netu, bo to człowiek prosty, odwrotnie jak Assange.

    Polecam porównanie losów...
    I wyciągnięcie wniosków.
  • @Paulus.Aquarius 21:25:02
    "5*
    ...Oczywiście dla Pana Roberta Kościelnego - autora tekstu ;)"

    Artykuł pana Roberta Kościelnego jest faktycznie ciekawy. Zastanawiam się, dlaczego ma tak mało odsłon?

    Artykuł który Ty napisałeś o Korei Północnej bił rekordy popularności mając kilka tysięcy odsłon. Widocznie pan Robert nie dorasta tobie do pięt ze swoją twórczością.
  • @Talbot 13:25:43
    wiesz dlaczego tak jest ?
    Bo większość czytelników Neonu ..już dawno przestała zaglądać na Twój blog... Nie chcą dokarmiać trolla

    Ja publikuje rzadko i przeważnie są to moje autorskie teksty... co oczywiście cieszy się większą popularnością niż teksty typu kopiuj -wklej...
    Ot cała tajemnica
  • @Talbot 13:25:43
    ps... a zresztą Pan Robert nie jest niezależny...podobnie jak gazeta warszawska, która czasem wstawi ciekawy art ...a za chwile wstawia art na zamówienie polityczne , np anty putinowski...
  • @Paulus.Aquarius 10:56:49
    No popatrz, a ja myślałem, że niesmak wzbudził ten antyamerykański artykuł?
    Większość niezależnych portali i blogów jest antyrosyjska, czy tego chcesz, cy nie - zaklinanie rzeczywistości nic bie pomoże.
    Oczywiście są też portale prowadzone przez rosyjską agenturę wpływu, ale to inna bajka.
  • @@@!
    USA, Killary: Kolejna ofiara „seryjnego samobójcy”.
    18, październik 2016 http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/wiadomoci/7931-7931
    Wśród maili Johna Podesty, szefa kampanii prezydenckiej Hillary „Killary” Clinton, opublikowanych przez portal Wikileaks, znalazł się dokument, w którym Podesta w niedwuznaczny sposób dyskutuje „mokrą robotę” do wykonania „na imprezce na basenie w winnicy”. Mail został wysłany do Steve’a Elmendorfa – lobbysty z Waszyngtonu, który był w 2004 r. wiceszefem kampanii demokratycznego nominata na prezydenta, Johna Kerry’ego.[mail - w oryginałach. MD]
    Cztery dni później w wyposażonym w basen i położonym nieopodal winnicy ranczu umiera Antonin Scalia – konserwatywny sędzia nazywany „filarem prawego skrzydła Sądu Najwyższego”. „The Washington Post” donosił, że Scalia przed śmiercią brał udział w przyjęciu na ranczu. Śmierć Scalii jest kolejnym przypadkiem dziwnego zgonu, jakie otaczają kampanię prezydencką Hillary Clinton. Antonin Scalia, Amerykanin włoskiego pochodzenia był przedostatnim żyjącym i aktywnym zawodowo sędzią Sądu Najwyższego mianowanym przez Ronalda Reagana. Katolickiego tradycjonalistę Scalię ma zastąpić Merrick Garland, mianowany przez Baracka Obamę. Kandydaturę tego znanego z liberalnych poglądów wyznawcy judaizmu blokuje zdominowany przez republikanów Senat, który zatwierdza nominata – republikańska większość w wyższej izbie amerykańskiego parlamentu ogłosiła, że nie rozpatrzy żadnej kandydatury wysuniętej przez Baracka Obamę.
    (Na podst. Wikileaks oprac. Sz. Cz.)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY