Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
431 postów 4703 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Lenin – pożyteczny idiota.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak kapitaliści wywołali bolszewicką rewolucję

 

W lutym 1922 r. Lenin napisał do Gieorgija Cziczerina, ówczesnego komisarza ds. zagranicznych: Henderson jest tak głupi jak Kiereński i dlatego jest nam pomocny. Chodziło o to, że Artur Henderson, polityk Partii Pracy oraz inni jego towarzysze mieli odegrać, nieświadomi tego, bardzo pożyteczną rolę w planach przejęcia przez brytyjskich komunistów władzy na Wyspach: Powinniśmy skoncentrować nasze siły na zorganizowaniu ruchu komunistycznego, który ją [Partię Pracy – przyp. red.] pokona. Partia Pracy wkrótce utworzy rząd; opozycja rewolucyjna powinna być gotowa do zaatakowania tego rządu i utworzenia komunistycznej dyktatury – snuła śmiałe wizje komunistka Sylwia Panhurst.

 

Dokładnie w ten sam sposób zrobili to bolszewicy w 1917 r., obalając Rząd Tymczasowy z Aleksandrem Kiereńskim, który był eserowcem. Eserowcy ta rosyjska odmiana brytyjskiej Partii Pracy, doszli do władzy po rewolucji lutowej, która pozbawiła rządów cara Mikołaja II. Stanowili lodołamacz, za którym płynęła „Aurora”, krążownik rewolucji proletariackiej, wystrzałem obwieszczający światu początek nowej ery w dziejach ludzkości. Do dziś nie jesteśmy w stanie otrząsnąć się po tym grzmotnięciu.

Problemem jest, czy takiej samej roli – lodołamacza vel idioty – nie przeznaczyli wodzowi bolszewickiego puczu inni budowniczowie nowego, a właściwie: jeszcze nowszego ładu.

Gary Allen w pracy Nikt nie śmie nazwać tego spiskiem (None dare call it conspiracy, 1971) pisał: W rewolucji bolszewickiej widzimy wiele starych twarzy, które były odpowiedzialne za stworzenie Systemu Rezerwy Federalnej, inicjując pakiet ustaw o podatku dochodowym, tworząc podwaliny pod strefy wolnocłowe i popychając nas do pierwszej wojny światowej. Żadna skuteczna rewolucja, kontynuował Allen, nie może obyć się bez dobrej organizacji i dużych pieniędzy. Tak zwana klasa uciskana nie mogła dostarczyć żadnego z tych dwu walorów. Ale niektórzy ludzie, wtajemniczeni w prawa rządzące tym światem, mogli dostarczyć rewolucjonistom zarówno złota, jak i ogromnych doświadczeń organizacyjnych.

Jakie korzyści mogli czerpać z rewolucji ludzie, którzy ją sponsorowali bolszewikom, ku udręce milionów normalnych obywateli? Jakie mieli zyski, pompując miliony dolarów w to, co nazwał Lenin Nową Ekonomiczną Polityką (NEP), ratując w ten sposób państwo bolszewików przed upadkiem? W rewolucji bolszewickiej, zauważa Allen, widzimy, jak najbardziej bogaci i wpływowi ludzie na świecie, tacy jak Rothschildowie, Rockefellerowie, Schiffowie, Warburgowie, Morganowie, Harrimanowie i Milnerowie finansują ruch, który w swym jestestwie zawierał żądanie obrabowania i zniszczenia takich ludzi jak oni. Jednak krezusi nie bali się międzynarodowej szajki komunistów. Dlaczego? Jedynym logicznym założeniem jest to, że jeśli oni ich finansowali i nie bali się ich, to znaczy że musieli ich kontrolować. Gery Allen nie widzi innego sensownego wyjaśnienia. Według niego od ponad 150 lat Rothschildowie i ich sojusznicy działali tak, aby kontrolować obie strony każdego konfliktu, jaki wybuchał na świecie, a zwłaszcza w Europie: Polityka zmierzająca do utrzymania równowagi sił między Wschodem a Zachodem, jest jedną z głównych wymówek dla przeprowadzanie procesu „socjalizowania Ameryki”.

Amerykańscy finansiści nie tylko pomogli zainstalować komunizm w Rosji, ale dbali też o to, aby utrzymać go przy życiu. Od 1918 r. zaangażowali się w transfer milionów dolarów do opanowanej przez komunistów Rosji oraz, co chyba nawet bardziej istotne, przekazywali informacje technologiczne ważne dla powstania i rozwoju sowieckiego przemysłu w rolniczym do tej pory kraju. Analizując oficjalne dokumenty Departamentu Stanu USA, Anthony Sutton, uczony z Instytutu Hoovera przy Uniwersytecie Stanforda, doszedł do wniosku, że praktycznie wszystko, czym dysponowali komuniści w ZSRR, pochodziło z Zachodu: Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Związek Radziecki został zbudowany przez Stany Zjednoczone Ameryki Północnej – głosi konkluzja jego trzytomowego dzieła Zachodnia technologia a rozwój sowieckiej ekonomii (Western Technology and Soviet Economic Development). Komunizm to tylko fragment większej całości – globalnego spisku, mającego na celu przejęcie kontroli nad światem przez obłąkanych miliarderów oraz ich totumfackich – utalentowanych, ale psychopatycznych akademików, którzy wyjaśniają im, w jaki sposób mogą wykorzystywać swoje bogactwo, aby rządzić światem.

Gery Allan dostrzegł podobieństwo między mentalnością bogaczy, właścicieli olbrzymich fortun, szefów korporacji i bossów karteli a sposobem patrzenia na świat przez bolszewickie szajki. Aby jednak zrozumieć analogie zachodzące między tymi, zdawać się mogło nieprzystawalnymi do siebie grupami, należy odróżnić wolny rynek od rynku zdominowanego przez kapitalistycznych oligarchów, wolną konkurencję ścierających się w walce o klienta przedsiębiorców a pozorną konkurencję zblatowanych ze sobą karteli, monopolistów i międzynarodową finansjerę. Różnica jest taka, że o ile na wolnym rynku przedsiębiorcy walczą o klienta poprzez oferowanie mu lepszych od konkurencji towarów i usług, o tyle kapitaliści kartelowi używają rządu do tego, aby wymusił na ludziach robienie z nimi interesów. Są oni, podobnie jak komuniści, śmiertelnymi wrogami wolnej konkurencji oraz wolnego rynku.

Liberałowie, rzeczywiści zwolennicy wolnego rynku i wolnej przedsiębiorczości, są skłonni uwierzyć, że ci „rycerze-rozbójnicy” mogą sztucznie ustalać ceny, manipulować rynkami zbytu, tworzyć monopole, przekupywać polityków, wyzyskiwać pracowników i zwalniać ich dzień przed uzyskaniem praw emerytalnych, ale nie są w stanie uwierzyć, że ci sami bezwzględni, pozbawieni hamulców moralnych oraz zasad współżycia w cywilizowanym społeczeństwie ludzie mogliby we własnym interesie wykorzystać komunistów jako „narzędzia zbrodni”, za pomocą których osiągną swój cel podstawowy – rządzenie światem. Zasada jest prosta: Jeśli chcesz ustanowić monopol krajowy, musisz kontrolować krajowy rząd. Jeśli chcesz uzyskać wyłączność na skalę globalną, musisz kontrolować rząd światowy.

Pierwsze stopnie do piekła

David Allen Rivera w książce Ostatnie ostrzeżenie. Historia Nowego Porządku Świata (Final warning. A history of the New World Order, 2010) przypomniał ciąg faktów, które doprowadziły do przeprowadzenia na sporej części naszego globu nieudanego, jak się po latach okazało, eksperymentu okultystycznej sitwy o globalnych ambicjach.

W 1905 r., kiedy Rosja zaangażowała się w wojnę z Japonią, komuniści próbowali wzniecić rewolucję, ale próba się nie powiodła. Wówczas wielu przywódców nieudanej rewolty, łącznie z Leninem i Lwem Trockim, zostało zesłanych bądź opuściło kraj.

Rothschildowie planowali rewolucję bolszewicką. Nie byli w tym przedsięwzięciu sami. W planach uczestniczyli również inni finansiści i bankierzy, wspomagając zamiar pieniędzmi. Do grona „filantropów” należy zaliczyć: Milnera, Schiffa (dał 20 mln dolarów), sir George’a Buchanana, Warburgsów, Rockefellerów, będących partnerami J.P. Morgana (wyłożyli przynajmniej 1 mln dolarów), Olafa Aschberga (Narodowy Bank w Sztokholmie). Poza tym był jeszcze Reńsko-Westfalski Syndykat Węglowy oraz William Boyce Thompson (dyrektor Chase National Bank, należący do konsorcjum bankowego J.P. Morgan, który dokonał wpłaty 1 mln dolarów) i Albert H. Wiggin (przewodniczący Chase National Bank).

Rivera przypomina też, że Rockefellerowie udzielili finansowego wsparcia po tym jak car odmówił im akcesu do rosyjskich pól naftowych, które były już wykorzystywane przez Royal Dutch Co., należący do Rothschildów i Nobel Brothers. Wprawdzie John D. Rockefeller posiadał spore udziały w Royal Dutch Co., ale dopiero przejęcie pól naftowych przez należący do niego Standard Oil umocniłoby jego pozycję na światowym rynku. Ponieważ car nie chciał być kontrolowany przez amerykańskich bankowców i nafciarzy, musiał zostać obalony.

Mikołaj II został zdetronizowany w wyniku rewolucji lutowej 1917 r. Nowy rząd utworzył książę Jerzy Lwow, chcący wprowadzić w Rosji system demokratyczny. Rząd księcia Lwowa starał się wzmocnić armię, aby za jej pomocą nie dopuścić do dalszych niepokojów społecznych, mogących wynieść do władzy radykałów. Jego kalkulacje nie okazały się trafne, wzburzona Rosja domagała się dalszych zmian. Teraz władzę przejął demokratyczny socjalista (eserowiec) Kiereński, który kontynuował wojnę z Niemcami oraz wydał nakaz amnestii dla więzionych lub zesłanych na Sybir komunistów. Z więzień, Syberii i z zachodu Europy powróciło do Rosji blisko ćwierć miliona bolszewików.

Ich przywódcą był Włodzimierz Iljicz Ulianow ps. Lenin. Rivera pisze, że jeszcze w okresie studiów na Uniwersytecie w Kazaniu w 1889 r. przyszły główny lokator mauzoleum na placu Czerwonym został masonem, a niedługo później zwolennikiem filozofii Karola Marksa. Już w tym czasie twierdził, że walka z religią to podstawa materializmu i konsekwencja przyjęcia filozofii marksistowskiej. Na początku wieku XX uznał, że socjalizm można wprowadzić jedynie drogą rewolucji, mobilizując chłopów i robotników, ponieważ oficjalne struktury do tego się nie nadają, a działające związki zawodowe są za słabe.

W 1903 r. w Londynie doszło do rozłamu w Rosyjskiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej na dwie frakcje – bolszewików i mienszewików. Tą pierwszą przewodził Lenin. Ruch bolszewików, który później przekształcił się w Rosyjską Partię Komunistyczną, był od początku wspierany finansowo przez znane Czytelnikom „Teorii Spisku” Towarzystwo Fabiańskie, w tym 15 tys. dolarów wyłożył Joseph Fels, amerykański producent mydła i fabianista. Jednym z założycieli towarzystwa był George Bernard Shaw, który podczas wizyty w Moskwie w 1931 r. nazwał Lenina „najwybitniejszym przedstawicielem ruchu fabiańskiego”. Shaw stwierdził też, że wraz ze zwycięstwem komunizmu w Rosji doszło do uratowania cywilizacji przed „całkowitą ruiną i anarchią”.

W owym czasie jednym z najbliższych współpracowników Lenina był Lew Trocki. Po upadku rewolucji 1905 r. uciekł do USA, gdzie w Nowym Jorku został dziennikarzem komunistycznej gazety. Tam otrzymał 20 mln dolarów w złocie od Jacoba Schiffa na sfinansowanie rewolucji. Wracający przez Halifax do Europy w marcu 1917 r. Trocki i jego towarzysze zostali aresztowani przez kanadyjskie władze, które wiedziały już o tym, że do Rosji zdąża grupa rewolucjonistów, chcących obalić cara i zawrzeć z Niemcami separatystyczny pokój. Kanadyjczycy obawiali się, że mająca na wschodzie rozwiązane ręce armia niemiecka, skieruje wszystkie swoje siły na zachód, czyli tam, gdzie niedługo lądować miały wojska amerykańskie i kanadyjskie, włączające się do Wielkiej Wojny po stronie Anglii i Francji oraz Rosji.

Lecz niespodziewanie Trockiemu z pomocą przyszły rządy amerykański i brytyjski. Prezydent Wilson – pisze David Rivera – uzależnić miał wejście do wojny od wypuszczenia Trockiego. I tak Lew Trocki z amerykańskim paszportem udał się do Rosji. W kwietniu 1917 r. Ameryka przystąpiła do wojny w Europie. Mniej więcej w tym samym czasie w Piotrogrodzie pojawił się Lew Trocki.

Pożyteczny idiota do usług

Elizabeth Heresch w książce Sprzedana rewolucja. Jak Niemcy finansowały Lenina (2010) zwróciła uwagę na postać Izraiła Helphanda, występującego częściej pod pseudonimem Parvus. Był on zadeklarowanym komunistą, marzącym o „dyktaturze proletariatu”. Już podczas studiów za granicą zaczął pisywać do różnego rodzaju gazet socjalistycznych, szybko pnąc się po drabinie hierarchii rosyjskich teoretyków socjalizmu. Parvus był znany ze swych żywiołowych polemik z najwybitniejszymi teoretykami komunizmu. Helphand uważał, że rewolucja powinna wybuchnąć w Rosji. Dlatego gdy rozpoczęła się pierwsza wojna światowa, udał się do ambasady Niemiec w Stambule, gdzie przedstawił możliwość destabilizacji sytuacji wewnętrznej w państwie carów dzięki wykorzystaniu rosyjskich komunistów. Niemcy już jesienią 1914 r. zwrócili uwagę na Lenina oraz jego komilitonów, uważając, że rewolucja w Rosji poważnie osłabiłaby to państwo, toczące od kilku miesięcy ciężki bój z Niemcami i Austro-Węgrami.

Z przebywającym wówczas na Zachodzie Leninem Niemcy utrzymywali kontakty przez swoich agentów. Na prośbę jednego z nich – Kesküliego, Lenin opracował siedmiopunktowy dokument określający warunki, na jakich rewolucyjna Rosja gotowa byłaby zawrzeć pokój z Niemcami. Lenin przez cały ten czas dostarczał Niemcom raporty o sytuacji w Rosji, które przekazywali mu jego współpracownicy. Otrzymywał też miesięczną gażę od Niemców w wysokości 20 tys. marek.

Po abdykacji Mikołaja II i przejęciu władzy przez Rząd Tymczasowy Lenin podjął w Zurychu negocjacje z hrabią Gisbertem von Rombergiem, niemieckim ambasadorem w Szwajcarii. Przyszły szef bolszewickiego puczu zażądał, aby pociąg, którym miał jechać do Rosji, potraktowano jako eksterytorialny: nikt nie miał prawa wejść do wagonów ani sprawdzać paszportów. Rząd niemiecki przyjął warunki Lenina, który przecież niczego nie gwarantował i formalnie nie był żadną ważną figurą. Nie mniej 5 mln marek w złocie, które dali mu Niemcy, musiały być uznane przez nich za dobrze zainwestowane. Dlaczego? Rivera pisze, że obecność przy negocjacjach Maxa Warburga (szefa afiliowanego przy Rothschild Warburg Bank we Frankfurcie) dawała rękojmię, że za Leninem i jego rewolucją stoją nie lada jakie siły, którym na zwycięstwie całego przedsięwzięcia zależy nie mniej, niż kajzerowi i jego generalicji.

9 kwietnia 1917 r. na granicy szwajcarsko-niemieckiej do specjalnego wagonu wsiadło 32 emigrantów rosyjskich, wśród nich Lenin z żoną oraz jego dwaj najbliżsi współpracownicy – Grigorij Zinowiew i Karol Radek. Miejsca w drugim wagonie zajęli żołnierze eskorty. Podróż ze względu na działania wojenne prowadziła do Piotrogrodu mocno okrężną trasą. W Berlinie wagony przetoczono na bocznicę i tam podróżni oczekiwali przez 20 godzin. Pociąg wiozący Lenina i jego towarzyszy wjechał na peron Dworca Fińskiego w Piotrogrodzie 16 kwietnia 1917 r. Agent niemiecki przekazał do Berlina informację: Przyjazd Lenina do Rosji udany. Działa dokładnie tak, jak sobie tego życzymy.

Lenin – „pożyteczny idiota” czy jednak cwana bestia?

Winston Churchill podczas przemówienia w izbie gmin 5 listopada 1919 r. powiedział: Lenin został wysłany do Rosji tak, jakby wysłano fiolkę zawierającą kultury bakterii tyfusu czy cholery, aby zatruć nią ujęcia wody pitnej dla wielkich miast […] Był przykrywką dla ludzi, którzy siedzieli w zaciszu Nowego Yorku, Glasgow, Berna, jak też najemnikiem wszystkich przywódców najpotężniejszej sekty na świecie […] Wraz z tymi otaczającymi go duchami zła zabrał się z demoniczną zaciętością do pracy niszczenia instytucji, na których oparta była Rosja.

Jeszcze wyraźniej o tym, jacy „szatani byli tam czynni” napisał Churchill 8 lutego 1920 r. w gazecie „Illustrated Sunday Herald”: od czasów Spartakusa Weishaupta do Karola Marksa, od Trockiego do Beli-Kuhna i Róży Luksemburg, ta światowa konspiracja ciągle rośnie. To ona odegrała wiodącą rolę w tragedii francuskiej rewolucji. To ona była główną sprężyną wszystkich ruchów wywrotowych XIX w.; i teraz ten zespół niezwykłych osobistości z podziemia wielkich miast Europy i Ameryki chwycił rosyjski lud za włosy i stał się w praktyce niekwestionowanym władcą tego olbrzymiego imperium.

Natomiast Frank Vanderlip, szef kontrolowanego przez Rockefellera First National Bank, porównał Lenina do Waszyngtona, a Ivy Lee, pracujący dla Rockefellera twórca współczesnego public relation, zwykł mawiać amerykańskiej opinii publicznej: komuniści to niezrozumiali przez innych idealiści, którzy byli w rzeczywistości dobroczyńcami ludzkości.

W 1918 r. na polecenie Schiffa, przekazane przez płk. House, bolszewicy przyjęli nazwę partii komunistycznej. A w 1919 utworzyli w Moskwie Komintern, zwany także III Międzynarodówką i przejęli władzę nad całym ruchem komunistycznym na świecie. Wyznaczono też cel: zwycięstwo światowej rewolucji. To znaczy obalenie burżuazji i zbudowanie Międzynarodowej Republiki Radzieckiej.

Kiedy w wyniku nieudolnych rządów komunistów w kraju zapanował głód, który spowodował śmierć co najmniej 5 mln ludzi, co z kolei doprowadziło do wielkiego kryzysu w przemyśle, rząd USA dostarczył bolszewickiej Rosji 20 mln dolarów, w tym 8 mln na leki. Poza tym Rosja otrzymała pomoc w postaci ponad 700 tys. ton towarów dla bezpośrednio zagrożonych śmiercią głodową 18 mln obywateli. Jak się okazuje, Ameryka przez cały okres wojny domowej w Rosji faktycznie wspierała reżim bolszewicki.

Amerykańscy i europejscy przemysłowcy wręcz rzucili się, aby pomagać rządzącym w Rosji komunistom. International Barnsdale Corporation i Standard Oil otrzymały prawa do eksploatacji złóż naftowych, firma Stuart, James and Cook Inc. reorganizowała i rozbudowywała rosyjski przemysł węglowy, General Electric sprzedał komunistom urządzenia elektroniczne. W pomoc zaangażowały się również inne firmy i koncerny: Westinghouse, DuPont i RCA. Chase National Bank pomógł w założeniu amerykańsko-rosyjskiej izby handlowej w 1922 r., a jej pierwszym prezesem był Reeve Schley, wiceprezes Chase. W 1925 r. Chase National i niemiecki Prombank opracował kompletny program sfinansowania eksportu sowieckich surowców do Stanów Zjednoczonych, a importu z USA bawełny i maszyn.

Jak pisał Gary Allen, w przekonaniu Lenina komuniści mieli przejąć władzę nad światem dzięki Amerykanom i innym kapitalistom, którzy gotowi są robić interesy z każdym. W rzeczywistości jednak to iluminaci sfinansowali powstanie Rosji, aby przekształcić ją w potęgę opartą na zasadach przeciwnych wartościom amerykańskim.

A może świadomy ich celów Lenin do nich kierował zdanie, że kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy. Licząc, że przechytrzy nie tylko płotkę Kiereńskiego, ale prawdziwych reżyserów spektaklu odgrywanego na scenie tego świata?

---

KOMENTARZE

  • O tym jak Rockefeller, Soros i Jaruzelski obalili komunę w Polsce
    Wymądrzający się na tematy polityczne Polacy, nie znają na ogół kulis najnowszej historii Polski. Z tego właśnie powodu powiedzenie „zła historia jest matką złej polityki” jest wciąż boleśnie aktualne.

    https://i2.wp.com/alexjones.pl/media/k2/items/cache/0f867fd8265f91140ba4af486bf36296_XL.jpg

    Wszystkie kluczowe decyzje polityczne i ekonomiczne zostały podjęte bez udziału Polaków w latach 1985 -1988, a więc na długo przed słynnym i fikcyjnym obaleniem komuny w 1989 roku.

    1985 – decyzja o rozpoczęciu pierestrojki w ZSRR i o „obaleniu komuny” w Polsce

    „W trzeciej fazie przemian zostanie uformowany rząd w Polsce. Koalicyjny. Skupiający przedstawicieli partii komunistycznej, reaktywowanej „Solidarności” i Kościoła… W tym rządzie mogłoby się znaleźć kilku tzw. liberałów”. /A. Golicyn, 1985/.

    Po przegranej zimnej wojnie, po spotkaniu Reagana z Gorbaczowem w 1986 roku w Reykjaviku, od „obalenia komunizmu” we Wschodniej Europie nie było już odwrotu…

    https://i1.wp.com/www.ekspedyt.org/wp-content/uploads/2017/02/Reagan-i-Gorbaczow.jpg


    1985 – początki fundacji Rockefellera w Polsce

    Rok 1985 jest kluczowy także z tego powodu, że właśnie wtedy Michaił Gorbaczow podjął decyzję o Pieriestrojce (ros. перестройка – przebudowa). Otrzymawszy od Moskwy carte blanche, generał Jaruzelski mógł swobodnie rozmawiać z w cztery oczy z Davidem Rockefellerem podczas wizyty w USA 25 września 1985. Zwolennicy teorii spiskowej twierdzą, że właśnie wówczas wmurowano kamień węgielny w fundament procesu stopniowej aneksji polskiej gospodarki przez kapitał powiązany z międzynarodowymi aktywami. Aktualnie większość kapitału bankowego, handlowego, produkcyjnego w Polsce należy do banksterów i wielkich korporacji.

    1988 – powstanie spółek nomenklaturowych

    „Typowa spółka nomenklaturowa monopolizowała zaopatrzenie przedsiębiorstwa państwowego w surowce, materiały i energię, a także – sprzedaż wyrobów gotowych, przechwytując tym sposobem od obu stron cały zysk przedsiębiorstwa. Ułatwiał to fakt, że dyrektor przedsiębiorstwa mógł zawierać z samym sobą, jako prezesem spółki nomenklaturowej, odpowiednie umowy. W ten sposób nomenklatura, w ramach przygotowań do powitania nowego ustroju, przeprowadzała „pierwotną akumulację kapitału”, która mogła dokonać się wyłącznie przez rozkradanie majątku państwowego, bo innego w zasadzie nie było”. /Prof. Jacek Tittenbrun, Bezdroża polskiej prywatyzacji/

    1988 – dwie fale spontanicznych strajków w Polsce

    Z misją ugaszenia robotniczych protestów w teren został wysłany TW „Bolek”. Zgodnie z ustalonym scenariuszem, komunizm powinien zostać obalony przez „bohaterów” (tajnych i jawnych współpracowników reżimu) w ramach szykowanych na 1989 rok wydarzeń.

    1988 – zgoda na rejestrację fundacji Sorosa – awangardy nowego porządku w Polsce

    Fundacja Sorosa aż do dzisiaj działa na rzecz tzw. społeczeństwa otwartego i tolerancyjnego, co w tłumaczeniu z lewackiej nowomowy brzmi: społeczeństwa bezbronnego i ogłupionego. Prezesem „polskiego” zarządu fundacji jest Aleksander Smolar, syn przedwojennych działaczy komunistycznych żydowskiego pochodzenia, Grzegorza Smolara i Walentyny Najdus, wieloletni członek partii komunistycznej. Przewodniczącym rady fundacji jest Marcin Król, który o Polsce mówił tak:

    (problem tkwi – przypis red.) Przede wszystkim w tym, że nie ma czegoś takiego jak Polska. Można powiedzieć, że istnieje Polska jako państwo, forma prawnego stowarzyszenia grupy osób, którzy określili siebie jako obywatele kraju o nazwie Rzeczpospolita Polska. To jedyny realny byt, cała reszta to abstrakcja. (…) tak naprawdę twór, który określamy mianem „Polska”, jest tylko wyobrażeniem. To nie jest twór rzeczywisty, gdyż wyobraża go sobie tylko pewna grupa ludzi. W gruncie rzeczy nikt nie ma prawa rościć sobie prawa do tego, by twierdzić, że jego wyobrażenie jest właściwe, jedynie słuszne. Każdy ma prawo do własnego wyobrażenia – i każde wyobrażenie jest subiektywne. / Nie ma czegoś takiego jak Polska. To tylko wyobrażenie/

    1988 – Ustawa Wilczka wprowadzająca kapitalizm na czas określony, czyli do momentu pełnego uwłaszczenia się komunistów – powstanie kapitalizmu kompradorskiego

    Ustawa Wilczka, z dnia 23 grudnia 1988 r., wprowadzająca kapitalizm w Polsce, funkcjonowała w pierwotnym brzmieniu tylko do czasu uwłaszczenia komunistów, czyli zbudowania kasty kapitalistów typu kompradorskiego oraz do czasu wrogiego przejęcia polskich przedsiębiorstw. Ustawę wielokrotnie znowelizowano (40 zmian). Pierwsza nowelizacja nastąpiła już w kwietniu 1990 r. Większość zmian ograniczyła wolność gospodarczą.
    A jak wyglądał polityczny teatrzyk dla polskich lemingów?

    1989 – Rejestracja nowej Solidarności
    1989 – zawarcie okrągłostołowego układu Jaruzelski-Geremek
    1989 – wybory parlamentarne z zagwarantowanym 65% parytetem dla komunistów i złodziei i 35 % parytetem dla włączonej w system nowej demokracji żydokomuny, komunistycznej agentury i reszty naiwnych.
    1989 – Powołanie zasłużonego w dziele obrony socjalizmu, stalinowskiego publicysty i kolaboranta Tadeusza Mazowieckiego na urząd premiera

    W 1989 roku, w wyniku farsy czerwcowych wyborów cały „obalony komunizm” rozsiadł się w obfitym składzie (65% miejsc) na ul. Wiejskiej w Warszawie, a w „chwilę” potem sowiecki generał został wybrany na urząd Prezydenta III RP. Ministrem Spraw Wewnętrznych w nierządzie Mazowieckiego został oczywiście „obalony” generał Kiszczak, co umożliwiło bezpieczne spalenie najważniejszych akt MSW.

    Operacja obalenia komuny, czyli rozpoczęcie procesu aktualizacji komunizmu z niewydolnej wersji sowieckiej do nowoczesnej wersji komunizmu zachodniego z dzisiejszym substytutem wolnego rynku, przebiegła, nie licząc drobnych incydentów, bez większych zakłóceń. Było to możliwe dzięki ignorancji polskiego społeczeństwa, przytłoczonego równocześnie biedą i dającą złudne nadzieje zachodnią i krajową propagandą.

    Najbardziej smutnym paradoksem jest również to, że wyzwalając się spod okupacji sowieckiej, poddaliśmy się stopniowo dominacji unii posteuropejskiej bazującej na ideologii nowoczesnego marksizmu. Przeciętny Polak wciąż nie ma świadomości, że tzw. projekt europejski jest przede wszystkim lokalną wersją totalitarnego NWO w środkowym – zaawansowanym etapie jego realizacji.

    CzarnaLimuzyna • ekspedyt.org
  • „Pożyteczni idioci” Lenin
    Nieśmiertelny Lenin wymyślił określenie „pożyteczni idioci” na tych zwolenników „burżuazji” i „kapitalizmu”, którzy z naiwności popierali różne komunistyczne akcje. A to „walkę o pokój”, a to „rozbrojenie”, a to „pokojową wymianę handlową”. Dzięki „pożytecznym idiotom” zaopatrującym Związek Sowiecki w żywności i technologię, której „przodujący ustrój” nie był w stanie wyprodukować „Imperium Zła” przetrwało co najmniej kilkadziesiąt lat dłużej, gnębiąc, więżąc i mordując całe narody.

    Oczywiście pojęcie „pożyteczni idioci” najczęściej nie ma nic wspólnego z brakiem rozumu. O, co to, to nie! Wręcz przeciwnie „pożyteczni idioci” najczęściej solidnie obłowili się na udawaniu głupków, niedostrzeganiu oczywistych oczywistości i nie protestowaniu przeciwko jawnemu złu. Odwrotnie niż ci, którzy ze złem walczyli.

    Pożyteczni idioci – czasem też użyteczny idiota – pejoratywne określenie przypisywane Leninowi, który miałby tak określać zachodnich dziennikarzy piszących entuzjastycznie o rewolucji bolszewickiej i ukrywających jej niepowodzenia.

    Po II wojnie światowej określenie zostało przejęte przez antykomunistów – przede wszystkim amerykańskich – do określania osób o nastawieniu socjaldemokratycznym, organizacji lewicowych i pacyfistycznych, aby podkreślić, że ich działania obiektywnie pomagały ZSRR w zimnej wojnie.

    Nie istnieją żadne konkretne źródła poświadczające, jakoby Lenin użył kiedykolwiek takiego określenia, choć znane są cytaty Lenina pejoratywnie wyrażającego się o zachodnich sympatykach ZSRR. Inny, podobny cytat, przypisywany Leninowi – „kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy” – miał dotyczyć biznesmenów prowadzących handel z Rosją sowiecką.

    Chociaż nie ma bezpośrednich dowodów na to, by Lenin posługiwał się określeniem „pożyteczny idiota”, znane są jego prywatne wypowiedzi utrzymane w tonie pejoratywnym wobec niektórych zachodnich polityków – np. w liście do Cziczerina, komisarza ds. zagranicznych (z 10 lutego 1922 r.), w odniesieniu do konferencji w Genui napisał o jednym z uczestników: „Henderson jest tak głupi jak Kiereński i dlatego jest nam pomocny”. W dalszej części listu wyjaśnia, że opinia ta winna być utrzymywana w tajemnicy.

    Określenie to lub przynajmniej wyrażony w nim stosunek do niektórych zachodnich aktywistów i dziennikarzy, pojawiało się wśród radzieckich polityków także w późniejszym okresie. W jednym z listów do Stalina Beria stwierdził:

    „fizyczna walka z Zachodem nie jest celowa, Zachód sam się unicestwi, wystarczy mu podsuwać odpowiednie środki”

    W stwierdzeniu tym Beria odnosił się do działalności niektórych zachodnich organizacji pacyfistycznych, których członkowie byli tajnymi współpracownikami komunistycznych tajnych służb.

    W latach późniejszych infiltrowane przez KGB organizacje takie jak Kampania na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND) organizowały w Europie Zachodniej marsze protestacyjne przeciwko amerykańskiej „ofensywnej” i „imperialistycznej” broni jądrowej w sytuacji, kiedy ZSRR powiększał swój ofensywny arsenał jądrowy a rosyjskie zbrojenia określano jednak mianem „pokojowych” (ros. миролюбивые).

    Według Wiktora Suworowa w GRU oraz KGB osoby nie będące ich zarejestrowanymi tajnymi współpracownikami, ale pomagające im w działalności antypaństwowej na Zachodzie z pobudek ideologicznych określano pogardliwym określeniem gównojad (ros. говноед).

    Proradzieckie sympatie części zachodnioeuropejskiej lewicy skutkowały racjonalizowaniem i usprawiedliwianiem negatywnych zjawisk w systemie komunistycznym. Kiedy w 1973 z ZSRR wydalono Sołżenicyna, francuski dziennik „Le Monde” przez kolejne kilka lat w swoich publikacjach konsekwentnie nazywał go „hitlerowcem”. Z kolei dziennik „Le Figaro” usprawiedliwiał oddanie Stalinowi kontroli nad Polską po II wojnie światowej: „włączenie Polski do systemu politycznego Związku Radzieckiego nie jest ani okupacją ani protektoratem, ani też formą wasalizmu – to rodzaj szerokiej i trwałej współpracy”.

    Duży wkład w ujawnienie sowieckiej agentury na Zachodzie miało Archiwum Mitrochina. Jak wynika z zebranych tam dokumentów KGB, dwóch głównych dziennikarzy „Le Monde” pracowało dla Rosjan, a pod ich wpływem było wielu współpracowników gazety. Sześciu najlepszych francuskich agentów KGB było właśnie dziennikarzami. Dzięki temu Rosjanie mieli wpływ na tak ważne instytucje medialne jak AFP (Agence France Presse) i „L’Expresse”. Tworzyli też własne dzienniki, jak „La Tribune des Nations” założona za 3,5 mln franków otrzymanych od KGB przez Andre Ulmanna.

    W 1933 roku, podczas nasilenia wielkiego głodu na Ukrainie, sympatyzujący z komunistami korespondent „New York Timesa”, Walter Duranty, pisał, że

    „wszelkie opowieści o wielkim głodzie są przesadą lub złośliwą propagandą”.

    W późniejszym okresie Duranty również wielokrotnie usprawiedliwiał zbrodnie komunizmu, posługując się popularnym, przypisywanym Stalinowi, argumentem, że „nie można zrobić omleta nie rozbijając przy okazji paru jajek”, a także dialektycznie radząc sobie z nagłymi zmianami polityki sowieckiej np. wielkimi czystkami, w których wcześniejsi bohaterowie stawali się wrogami ludu.

    W latach 1923-24 powstały pierwsze towarzystwa przyjaciół Rosji Radzieckiej. Wielu spośród ich członków oraz sympatyków to postaci popularne, w swoich dziedzinach znaczące: Herbert Wells, Henri Barbusse, Rabindranath Tagore, Romain Rolland, Tomasz Mann, George Bernard Shaw, francuski dziennikarz naukowy Lucien Barnier Podobne podejście do ZSRR mieli Sidney i Beatrice Webb, Harold Laski, Jean-Paul Sartre oraz wielu innych lewicujących zachodnich intelektualistów.

    Sartre krytykował m.in. Referat Chruszczowa, argumentując, że każdy, kto informuje o terrorze i istnieniu obozów pracy przymusowej (GUŁag) w ZSRR, działa na szkodę rewolucji komunistycznej. Z jego przemowy do historii przeszło sformułowanie „nie powinniśmy odbierać nadziei robotnikom z Billancourt”.

    https://psychoneurocybernauta.wordpress.com/2012/09/20/pozyteczni-idioci-lenin/
  • Pożyteczny idiota - Urban
    Picie to jedyne co mi zostało. A i tak sprawia coraz mniejszą przyjemność…

    http://weszlo.com/wp-content/uploads/2017/02/atO9kKrr-835x420.png


    Ostatni raz był u spowiedzi w czasie hitlerowskiej okupacji. Nienawidził obowiązku szkolnego, żadnych obowiązków. Z lubością przyznaje, że ma fałszywą maturę i daleko mu do Polskiej Akademii Nauk. Kawiorowy komunista, który nie ma w dupie Unii Europejskiej. Pytany o godność, mówi, że ta go nie obchodzi. „Osiągnąłem już ten określony wiek, w którym mój mózg przeszedł od «lepiej abyś tego nie mówił» do «jebać to, zobaczymy co się stanie»” – wypalił siwiejący Jack Nicholson. Czy są tematy, o których nie porozmawia Jerzy Urban? Sprawdźmy.

    ***

    Zapali pan?

    Chętnie. Paweł Janas po przekroczeniu sześćdziesiątki powiedział, że z przyjemności na „pe” zostało mu już tylko palenie.

    (uśmiech) Proszę, tu ma pan popielniczkę.

    „Jestem wzorem wierności politycznej i niewierności w kontaktach damsko-męskich” – to z kolei pana słowa.

    No, teraz już jestem impotentem, to bardzo łatwo o wierność.

    Usłyszał pan kiedykolwiek od kobiety, że jest przystojny?

    Tak. Oczywiście od zaślepionej kobiety.

    Czym? Pana majątkiem, intelektem?

    Ani jednym, ani drugim. Nie mam pojęcia czym. Ja pieniądze miałem dopiero po 90. roku, a zaślepienia zdarzały się i wcześniej. Niech pan zapyta moją żonę.

    „Patrz, ten chuj z uszami idzie” – miała szturchnąć koleżankę, gdy po raz pierwszy pana ujrzała. To był 83 rok.

    Znam to z opowieści.

    Relacjonuje, że jak pana wzięła, był pan biedny jak mysz kościelna. To ona miała cztery tysiące dolarów.

    Troszkę przesadza, ja zawsze dobrze zarabiałem. Choć faktycznie, nie miałem wtedy żadnych zasobów.

    Dużo kosztowały pana rozwody?

    Jeżeli mam wskazać który, to raczej pierwszy. Z tamtym małżeństwem rzeczywiście wiązała się moja zła sytuacja materialna.

    Ciężko w to uwierzyć, że taki racjonalista jak pan nie sporządził intercyzy.

    Nigdy mi przez myśl nie przeszło. W czasie brania żadnego ze ślubów nie miałem zasobów, więc nie było powodu sporządzać intercyzy. Dalej nie mam powodu.

    Mnie brak intercyzy kojarzy się z bezwarunkową wiarą w miłość. Jest rok 57, na horyzoncie wyjazd do Anglii, gwarancja stypendium. Urban odmawia, bo ma nadzieję odzyskać narzeczoną.

    Ta dziewczyna, w której byłem zakochany, już mnie chyba rzuciła. Lecz nie przestawałem o nią zabiegać. To był pewno jeden z motywów pozostania w kraju. Byłem tutaj silnie zakotwiczony, po „Po Prostu” czułem się znanym dziennikarzem. W Anglii mój status byłby znacznie marniejszy. Wyjazd zaproponował mi Leszek Kołakowski. Nie miałem wahań, żeby odmówić. Zwłaszcza, że nie znałem angielskiego. Oczywiście, to miało być stypendium właśnie na naukę języka, ale wie pan… Ja się nie lubię uczyć.

    Wiem. Fałszywa matura, radość z powodu wybuchu wojny, bo nie trzeba chodzić do szkoły. Nawet dziennikarzem został pan, bo to „najłatwiejszy zawód”.

    No tak, to święta prawda. Ja nigdy się nie uczyłem, nie chciałem, nie znoszę tego.

    Lubi pan za to grzeszyć. Który grzech jest przyjemniejszy: alkohol, narkotyki czy seks?

    Nie widzę powodu, dla którego miałbym wybierać. Nie ma seksu bez wódki, a narkotyki? Raz w życiu zapaliłem haszysz. Przez trzy dni miałem potem ciężkiego kaca. Po marihuanie było podobnie, nie odczułem żadnej uciechy. Picie to jedyne co mi zostało. W dodatku sprawia coraz mniejszą przyjemność.

    Bo coraz mniej może pan wypić?

    Dlatego, że od alkoholu dostaję mdłości. Piję z miską na podorędziu, żeby się nie obrzygać. Nie od ilości alkoholu, tylko samego podrażnienia nim bebechów.

    Natomiast wódka jest dla mnie niezmiennie środkiem nasennym. Piję dwie setki przed snem. To dawka, której nie mogę przekraczać nie chcąc mieć potem kaca.

    Śp. Maria Czubaszek z przekorą pisała, że jej jedyny sport to ruch ręki w stronę ust w celu zaciągnięcia się papierosem. Pan ma w domu basen.

    Tak, ale nie żeby w nim pływać w rozumieniu sportowym. Tylko po to, aby się orzeźwić, a później umyć.

    Nigdy nie używał pan ciała do innych fizycznych doznań niż seks?

    W okresie szkolnym sam siebie straszyłem placem budowy. Uważałem, że muszę coś ze sobą zrobić, żeby nie pracować fizycznie. Miałem na myśli jakąkolwiek pracę za biurkiem, a i ta perspektywa była w moim wypadku niepewna. Zamierzałem rzucić szkołę i zostać etatowym pracownikiem Związku Młodzieży Polskiej. Niepokoiłem się o swoją przyszłość, ponieważ nienawidziłem wysiłku. Co spowodowało zresztą, że wylatywałem ze studiów.

    Jak to?

    Na fakultecie dziennikarskim nie zaliczyłem sportu. Uznawałem to za tak nieważne, że nawet nie szedłem do lekarza, żeby dał mi zwolnienie. Potem studiowałem prawo. Tam było studium wojskowe, a ja nie zamierzałem się czołgać. Odmawiałem wykonywania ćwiczeń i jeszcze kpiłem z oficerów. Jakoś nie zaliczyli mi tego przedmiotu. Nigdy nie miałem więc nic wspólnego ze sportem.

    Pana obecna małżonka miała. Małgorzata Daniszewska zaczynała jako dziennikarka sportowa. Później związała się z tematyką biznesu i sztuki, dzisiaj dzielicie redakcję w „NIE”. Janusz Korwin-Mikke twierdzi, że kobieta przesiąka poglądami człowieka, z którym sypia. „Setki tysięcy plemników wnika w jej ciało i przerabia ją na obraz i podobieństwo mężczyzny, do którego należy”.

    On jest macho i uważa kobiety za istoty podrzędne. Stąd przekonanie, że kobieta orientuje się w ślad za mężczyzną. Bywa tak, bywa odwrotnie.

    Ja nigdy w życiu nie odróżniałem, w sensie społecznym i zawodowym, kobiety od mężczyzny. Moją pierwszą naczelną była kobieta. Z Daniszewską jestem w związku małżeńskim ponad 30 lat, wpływamy na siebie. Być może przy mnie zradykalizowała się jako ateistka, zaktywizowała politycznie. Ja jestem przez nią zastraszony, terroryzowany, przytłumiony. Nie mogę mówić wszystkiego, co myślę.

    W jaki sposób kobieta może zastraszyć Jerzego Urbana?

    Obrażając się, robią awanturę, odmawiając jakichś czułości. Bardzo łatwo mnie zastraszyć, jak czuję się uzależniony uczuciowo.

    Słyszał pan od niej to, co na ulicy? Wyzwiska: „małpa”, „kangur”?

    Nie, ona tak nie mówi. Krzyczy natomiast: „spierdalaj!”. A jak ja jej kiedyś powiedziałem „spierdalaj”, to uciekła z domu i rozbiła samochód. To był jej ostatni wyjazd po pijanemu…

    „Wstaje rano, zjada owsiankę, wymiotuje owsianką. Potem mnie bije, pije i jedzie do pracy” – opowiada o panu z przymrużeniem oka. A tak serio, uderzył pan kiedyś kobietę? Nie myślę o sado-maso.

    Tak, uderzyłem. Drugą żonę, w twarz. Ale ona o tym nie wiedziała. W takim była stanie. (śmiech)

    Karyna Andrzejewska zemściła się pisząc książkę. Tak karykaturalne przedstawienie Jerzego Urbana pana ruszyło?

    Nie, zupełnie mnie to nie obeszło. Nawet doradzałem jej w sprawie tej książki, wiedziałem, że ma zamiar ją pisać. Spotkaliśmy się i uprzedziłem Andrzejewską, że musi uważać na wydawnictwo BGW, w którym sam wcześniej wydawałem. Mówiłem, żeby nie dawała się okantować. I ona w nieistniejących już „Kulisach” opisała tę rozmowę. Napisała, że ostrzegałem ją przed wydawnictwem, dzięki któremu się wzbogaciłem. Wtedy śmiertelnie obraził się na mnie szef BGW.

    To był pański jedyny kłopot związany z „Urban… byłam jego żoną”?

    Uraziło mnie tam jedno zdanie. Że ja ożeniłem się z Daniszewską – choć właściwiej byłoby chyba powiedzieć wyszedłem za nią za mąż (śmiech) – po to, żeby uprawiać seks z jej nieletnią córką. To bardzo zahamowało moje stosunki z pasierbicą. Ta dziewczynka, kiedy wydano książkę miała jakieś 10-12 lat, mieszkaliśmy w trójkę. Powstała jakaś sztuczna fizyczna bariera. Po prostu nie dotykałem jej.

    Jak wyglądają wasze święta?

    Ja żadnych świąt nie obchodzę. Ani Bożego Narodzenia, ani Wielkiej Nocy. Obchodzę swoje urodziny.

    I rocznice ślubu.

    Tylko okrągłe.

    Podobno co roku, 13 czerwca, do willi w Konstancinie zjeżdżały striptizerki, „wypożyczone pary uprawiały tam seks.”

    Tak było w latach 90-tych. Teraz nie urządzam przyjęć.

    Wracając do tematu świąt. Przypominam sobie ubecką Wigilię z „Rozmów kontrolowanych”. Wódeczka, goloneczka w piwie i brak kolęd. Potrafiły pana śmieszyć komedie Barei? Z jednej strony cenił pan satyrę, z drugiej jakoś nie wypadało się śmiać.

    Niespecjalnie lubiłem Bareję, nie było chemii między mną a jego filmami. I to nie dlatego, że śmiał się z PRL-u. Jak jeszcze byłem rzecznikiem rządu, przychodził do mnie nawet do domu z propozycją, żebym napisał mu scenariusz. Ale ja już byłem po pewnych doświadczeniach, wiedziałem, że nie umiem pisać scenariuszy. Nie bardzo miałem też ochotę z nim współpracować. Do dziś mnie nie bawi, wolę bardziej wysublimowane treści.

    Cytowany Korwin zarzeka się, że wykląłby syna, jeśli okazałby się gejem. Pan nie skreślił córki, mimo iż wyszła za opozycjonistę.

    Moja córka zanim wyszła za mąż, już coś tam działała w opozycji i mnie to w niczym nie przeszkadzało. Dokonałem nawet pewnej manipulacji. Ona będąc studentką mieszkała osobno. Któregoś dnia wezwał mnie generał Jaruzelski, siedzieli razem z Kiszczakiem. Powiedział, że informują go, iż będą musieli zrobić u niej rewizję. Ja na to: „No to co? To ja podaję się do dymisji”. „Nie tam… My, generałowie, nie boimy się waszej córki. Tylko dobrze by było, żeby znikła na czas rewizji”. Wobec tego, pojechałem do swoich rodziców, położyłem na stole pieniądze i poprosiłem, żeby wcisnęli jej bajeczkę. Opowiedzieli córce, że przyszedł ktoś z podziemia, zostawił jej środki na tygodniowy wyjazd, a wyjechać musi, bo coś jej grozi. Kupiła to.

    Zrobili rewizję?

    Zrobili. W jej mieszkaniu mieściła część redakcji jakiejś podziemnej gazety. Zwinęli co mieli zwinąć, ona wróciła i po krzyku.

    Był pan na jej ślubie?

    Oczywiście, na weselu także. Zachowywałem się normalnie, jak ojciec. Co innego walka polityczna, a co innego codzienne funkcjonowanie. Moja obecność na ślubie była nie lada atrakcją, zjechała się cała zagraniczna prasa. Moja osoba ściągnęła przynajmniej amerykańskie i niemieckie telewizje. Filmowali mnie przez całą uroczystość.

    http://weszlo.com/wp-content/uploads/2017/02/16831680_2212959715595147_1749188822_n.jpg


    Długo pozostawał pan skrajnie wierny politycznie.

    Moja wierność polityczna jest względna, ponieważ zmieniają się czasy. Inaczej wyglądała w okresie stalinizmu, kiedy byłem uczniem. Inaczej przed październikiem i po październiku, inaczej w latach gierkowskich, w czasie rządów Jaruzelskiego. A jeszcze inaczej po 89 r. Zmieniały się okoliczności, a moje oceny nie odnosiły się tylko do współczesności, lecz także do własnej przeszłości. Widywałem swoje przeszłe postawy u innych i patrzyłem na nie krytycznie.

    Uczciwie wyjawia pan, że w zasadzie we wszystkim co istotne się pan pomylił. Był pan przeciwnikiem przystąpienia Polski do NATO, zwalczał program Balcerowicza. Z czego to wynikało? Z zaślepienia czy z długoletniego przekonania, że lepsze jest wrogiem dobrego?

    Dotyczy to lat 90. Porozmawiajmy o Balcerowiczu. Tak jak cała lewica krytykowałem jego plan jako zubożający społeczeństwo, piętrzący nierówności. Utożsamiałem go z oddaniem w prywatne ręce zarobku publicznego. Patrzyłem na to z pozycji lewicowca, byłem anachroniczny. Zmieniłem zdanie, kiedy złe skutki tego planu minęły, a dostrzegłem, że dobre trwają do dziś. Myliłem się w ocenie perspektyw funkcjonowania posunięć Balcerowicza.

    Gdy znalazł się pan na liście 100 najbogatszych Polaków, socjalistyczne ideały uległy u pana dewaluacji? One są fajne, ale nie dla tych, którzy potrafią doskonale sami zorganizować sobie życie.

    Ja zawsze byłem kawiorowym komunistą. Pamiętam, że jeszcze za nastolatka czułem się takim bojowym. Jedna z ciotek śmiała się wówczas, że jestem czerwonym burżujem, bo szyję sobie ubrania na miarę. Poprawniej byłoby powiedzieć: szyją mi. Jestem sybarytą, to moja stała cecha. A ta lista stu najbogatszych to oczywiście lipa, nigdy nie byłem nawet wśród tysiąca.

    Po wprowadzeniu stanu wojennego szokował pan: „właściwie restrykcje wyłącznie godzą w ludność, bo przecież nie w rząd, który jakoś się wyżywi”.

    No i do dzisiaj z całej mojej działalności jako rzecznika rządu to przede wszystkim się pamięta.

    I tekst o seansach nienawiści Popiełuszki.

    No tak.

    Obywatele pana znienawidzili.

    Ja to mówiłem naśmiewając się z senatu Stanów Zjednoczonych, który uchwalił zabawną kwotę miliona dolarów pomocy humanitarnej dla Polaków, likwidując zarazem uprzywilejowany zakup kredytowy paszy. Twierdzono jednocześnie, że nie jest to restrykcja wobec ludności, tylko wobec władzy. Wszedłem więc w polemikę, która miała dla mnie fatalne skutki.

    Bo dostawał pan jajkami na mieście?

    Nie, opozycja siedziała cicho. Wściekła się za to partia,. Organizacje partyjne w przedsiębiorstwach zaczęły żądać usunięcia mnie ze stanowiska. Jeździłem po fabrykach i musiałem się tłumaczyć.

    To był błąd psychologiczny, bo generalnie miałem rację – rząd się wyżywił. Kiks polega na tym, że oddzieliłem los rządu od losu ludzi pracy, co oburzyło ludzi pracy. Odebrali to wyrwane z kontekstu.

    „Karanie ludzi za to, że wcześniej wstają, więcej się uczą, więcej ryzykują i dlatego więcej zarabiają, jest niemoralne” – wykładał pana były sąsiad z Konstancina Jan Kulczyk.

    To są bzdury, które powtarza każdy kapitalista. Stereotypy, że jak do czegoś dojść, to tylko ciężką pracą. A to raczej kwestia talentu, stylu pracy. Są ludzie bardzo bogaci, którzy są czynni w biznesie i wcale nie są zapracowani. Wystarczy, że ktoś ma intuicję giełdową. Ja np. dużo śpię. Nie jestem może kompletnym leniem, ale bardzo daleko mi do pracoholika.

    Ma pan zdolności biznesowe?

    Żadnych. Nawet w czasach prosperity nie zamierzałem rozbudowywać „NIE” – stworzyć pod tym logo inne pisma, stacje radiowe. Nie chciałem być menadżerem, który martwi się o płacę, pracę, papier i kolportaż, tylko redaktorem. A kiedy dopadała mnie chęć robienia interesów, to zawsze traciłem. W ogóle się do tego nie nadaję.

    Utrzymuje pan, że to cud, iż od ponad ćwierć wieku wydaje pan gazetę praktycznie bez reklam i przynosi ona dochód – kiedyś duży, dziś minimalny. Adam Michnik ma prawo uskarżać się na to, że państwowe instytucje rezygnują z prenumeraty „Wyborczej”, a spółki Skarbu Państwa nie wykupują w niej ogłoszeń?

    PiS przejął spółki Skarbu Państwa i lokują one ogłoszenia w prasie pisowskiej. Michnik nie ma prawa mieć pretensji, że ich nie dostaje. Ale z tego co pamiętam, na konferencji prasowej tłumaczył tym trudną sytuację finansową pisma, które jest bardzo kosztowne w wydawaniu. Ma rozbudowany zespół, różne przybudówki (teren, tygodniki, portal) i jest przyzwyczajone do reklam. Przypuszczalnie ich brak powoduje zwolnienia w Agorze. Ja od początku działam bez reklam i jakiejkolwiek sympatii władzy. Miewałem wprawdzie reklamy broni, ale co do zasady od ponad ćwierćwiecza nie otrzymujemy najmniejszego wsparcia. Przywykłem do tego, że żyję ze sprzedaży.

    „Prenumerata Wyborczej to też obrona demokracji” – zachęca jej szef.

    I ja zgadzam się z tą opinią. Ponieważ „Wyborcza” jest nie tylko najważniejszym i najlepszym antypisowskim instrumentem, ale także źródłem myślowym całej opozycji, łącznie z TVN-em. To znaczy, że bez analiz publicystów „Wyborczej”, bez tego wszystkiego co ona drukuje, strona walcząca z PiS-em byłaby całkowicie wyjałowiona. Mówię tu zarówno o dziennikarstwie faktu, jak i o ocenach.

    Nakład „NIE” wyniósł w najlepszym okresie prawie milion egzemplarzy. Najniższą sprzedaż w historii notuje w ostatnich miesiącach „Super Express”. Zanim na rynek trafił „Fakt”, w „SE” na etacie korektora pracował człowiek bez podstawówki. Pracujący wówczas w redakcji sportowej Paweł Zarzeczny przytacza, że naczelny potrafił obsmarować dziennikarza za wyrażenie „albańscy ekstremiści”. „Nasz czytelnik nie ma pojęcia, kim jest ekstremista. Nie wiem nawet co to jest Albania!” – miał się gorączkować. To świadczy o tym, że większość jest głupia?

    Nie, to świadczy o tym, że głupi jest target tabloidów. My mamy innych obrońców, ale też zdarza mi się zmieniać słowa lub objaśniać te, które budzą wątpliwości.

    „NIE” odeszło od wulgaryzmów i gołych bab, bo to dziś spotykamy wszędzie. Latami jednak przez procesy rozszerzaliście wolność słowa, co w przypadku pana osoby też jest niezłym paradoksem. Tabloidy mają tzw. budżet procesowy.

    My nie mamy specjalnego budżetu na sprawy sądowe. Jak każą nam płacić, no to płacimy. Zdarza się.

    Co by pan zrobił, gdyby znalazł się na miejscu żywych dziennikarzy Charlie Hebdo? Zachowałby się pan jak oni i tydzień po zamachu znów rzucił na okładkę Mahometa, a w rocznicę Boga z kałasznikowem?

    W ich sytuacji tak, ponieważ byli bardzo chronieni. (śmiech)

    Marzena Domaros – to jeden z największych skandali ujawnionych przez „NIE” (w 92 r. jako hrabina Anastazja Potocka uzyskała akredytację prasową przy sejmie z ramienia „Le Figaro”. W wydanej później książce opisała liczne przygody erotyczne z ówczesnymi posłami. Zanim na rynku ukazał się „Pamiętnik Anastazji P”, Domaros udzieliła szokującego wywiadu tygodnikowi „NIE”). Przed publikacją jej wywnętrzeń zadzwonił pan do kolegów: Kwaśniewskiego i Millera?

    Skądże.

    Jej historie mogły skończyć ich kariery polityczne. Dążenie do prawdy jest dla pana ważniejsze niż lojalność?

    To nie było tak.

    (Urban nalewa sobie pół szklanki wódki)

    Jeśli pana interesują tak zamierzchłe rzeczy… (Zamyka oczy, wypija duszkiem z niesmakiem. Krzywi się. Odchrząka)

    Interesują.

    Ja nie znałem jej książki zanim została wydrukowana. Udzieliła nam wcześniej wywiadu… No przecież z Kwaśniewskim to ona w ogóle nie spała.

    Pisała o nim, że jest mocny tylko w gębie.

    Miller np. z dumą potwierdził, że z nią spał. Ale nie należy też tak do końca wierzyć w to co plotła, to nie jest wiarygodna osoba. Faktem, który uzasadniał publikowanie wywiadu było to, że ona chodziła po Sejmie jako bodaj francuska dziennikarka, a ja już wcześniej znałem jej prawdziwy życiorys. Wiedziałem, że nie jest Potocka, tylko Domaros. I że ma tyle do czynienia z francuskim, co ja z hebrajskim. Więc to była zabawa.

    „Każdą najbrzydszą babę wystarczy wpuścić do Sejmu na 24 godziny, by wyleczyć ją z kompleksów” – zaskakiwała.

    Przede wszystkim jest tam kilkuset facetów, którzy mieszkają przez znaczną część życia w hotelu lub w wynajętych mieszkaniach i są napaleni, żeby coś poderwać. Wtedy kobiet w Sejmie było mniej. Ona była ładna, ale widocznie uważała, że każdą maszkarę gotowi są… Zjebać.

    Pan miał kiedykolwiek jakieś kompleksy?

    Zawsze miałem i mam.

    Najbardziej doskwierający?

    Hmm… (dłuższa chwila zastanowienia, Urban zapala kolejnego papierosa). Dziś największe to słabnąca pamięć i ogromna nieporadność cielesna.

    Najgorsza choroba, jaka może spotkać intelektualistę, to Alzheimer.

    Zapewne, ale ja nie mam Alzheimera. Coraz bardziej uwiera mnie natomiast bycie poza współczesną cywilizacją. W ogóle nie dotknąłem czegoś takiego jak komputer, nie posługuję się nim. Komórkę włączam jedynie po to, żeby komunikować się z żoną, kierowcą i biurem. To stary model, bez ekranu dotykowego. To wszystko sprawia, że nie mam dostępu do źródła informacji i jestem oderwany od dzisiejszego świata.

    To zastanawiające. Niewiele brakowało, a wprowadzałby pan do Polski internet.

    Tak by było, gdybym na początku lat 90. zrozumiał co do mnie mówią dwaj młodzi ludzie z Ameryki. Przyszli z konkretną ofertą.

    Wziął ich pan za szarlatanów?

    Po prostu nie wchodziłem w interes, którego nie rozumiałem. W ogóle nie wiedziałem, o co im chodzi.

    Brakować może panu również wywierania wpływu na otaczający świat. Żartował pan, że 25. rocznicę niewejścia Urbana do parlamentu obchodził za pana rząd oraz przywódcy licznych krajów. Pana zdaniem odejście z polityki, to wypadnięcie z kręgu rzeczy ważnych i z kasty ludzi mówiących o sprawach istotnych, w obręb środowiska, rozmawiającego o zarobkach, podróżach, jedzeniu i pogodzie. Przeskok z życia ludzkiego w egzystencję zwierzęcą. Aż tak?

    Oczywiście jest trochę przesady z tą zwierzęcością, ale polityka niewątpliwie dlatego jest takim silnym nałogiem. Zwykle łączy się ją wyłącznie z rządzą władzy, niesłusznie. Uczestnictwo w polityce – nawet jak nie jest związane z posiadaniem wpływu na cokolwiek – jest najbardziej satysfakcjonujących sposobem życia jaki znam. Sama zaś polityka najbardziej skomplikowaną sztuką.

    Czy w związku z tym, mimo oczywistej niechęci, podziwia pan kunszt Kaczyńskiego? Co by o nim nie mówić, wszystkich ograł.

    To nie ma nic wspólnego z podziwem. W żaden sposób nie podziwiam Kaczyńskiego i nie uważam, że jest za co go podziwiać. Jest skuteczny chyba na krótką metę.

    Ja tu mówię o życiu w polityce. Życiu w innym obszarze, ciekawszym niż środowisko rodzinne czy zawodowe. Oczywiście nie dotyczy to pewnych dziedzin nauki czy aktorstwa, które jest szalenie pasjonującym i wciągającym zawodem. Ja nigdy nie byłem jednak ani uczonym, ani aktorem, ani muzykiem. A w polityce działałem.

    https://www.youtube.com/watch?v=o1kehWVJW7g

    Po programie „Skandaliści” okazało się, że Urban potrafi jeszcze odcisnąć piętno na tym, czym żyją media. Wystąpił pan u Agnieszki Gozdyry w stroju biskupa. Paląc papierosa i popijając gorzałę żalił się pan prowadzącej: „Ja nie lubię dzieci, a pani mi kazała włożyć strój pedofila”.

    No i potem wyrzucili redaktorkę i jej szefa.

    A program zdjęto z anteny. To zamieszanie trochę pana ucieszyło?

    (Chwila namysłu) Tak.

    Proszę pana, ja funkcjonuje w środowisku młodzieży i jestem trochę rozpoznawalny dzięki takim sytuacjom i filmom, które wypuszczamy na youtube. Mają już łącznie 30 czy 40 mln wejść, a zdarzały się takie dochodzące do miliona widzów. Ich wzięcie trochę maleje, więc muszę je podkręcić.

    I dlatego na prima aprilisowym obrazie leży pan w trumnie. Johnny Depp wzdryga się na samą myśl po „Mrocznych cieniach”. Słyszałem, że to bardzo niewygodne miejsce na sen.

    Nie pamiętam, czy to była rzeczywista trumna, czy jakaś imitacja.

    Tuż przed ostatnią pielgrzymką Jana Pawła II do Polski napisał pan o nim: „Choruj z godnością, gasnący starcze, albo kończ waść, wstydu oszczędź”. Miałem wtedy 13 lat i byłem oburzony. To że dzisiaj te słowa mnie jakoś wybitnie nie ruszają świadczy o moim upadku moralnym?

    Nie wiem, o czym to u pana świadczy, ale ja nie wycofałbym ani linijki z tego felietonu. Przecież nie naśmiewałem się z tego, że Jan Paweł II jest stary i ma Parkinsona. Tylko uważałem, że w takim stanie nie powinien robić z siebie widowiska. Że jego podróżowanie jest jakimś dysonansem. Czymś takim, jakbym ja próbował występować w balecie.

    Czyli pozytywnie ocenił pan decyzję Benedykta XVI o abdykacji?

    W ogóle mnie to nie obchodzi.

    A gdyby pan nie był w stanie chorować z godnością?

    To bym chorował bez godności. Godność nie jest tym, co mnie przejmuje. Pan pyta, czy bym zarządził eutanazję? Gdybym miał wielkie bóle, to tak.

    Imponuje panu starość, jaką wybrał sobie Hugh Hefner?

    A broń Boże. Nie nadaję się na publicznego błazna, który trzęsąc się ze starości pozuje z modelkami. Ja sobie spokojnie żyję i cenię swoje zajęcia, lektury. Nic nie muszę. Nie ciągnie mnie do ostentacyjnego życia.

    Z tym błaznem to pan trafił. Pańscy czytelnicy nazywają pana Stańczykiem.

    Jestem zagłaskiwany komplementami. Nie odbieram ich, ponieważ nie funkcjonuję w internecie. Nie umiem przyjmować SMS-ów, maili.

    A przyjmować komplementy?

    Nie lubię tego.

    Rozmawialiśmy o filmach, więc puszczę panu jeden. To akurat Gruza. (Odpalam laptop i prezentuje Urbanowi fragment „Czterdziestolatka”. Kobieta pracująca uczy podejrzewającą męża o zdradę Magdę radosnego podejścia do życia. Zachwyca się Onasisem po zatopieniu całej jego floty)

    Pan potrafi się jeszcze sobą zachwycać?

    Unikam tego. Ale czasem odczuwam satysfakcję. Głównie jak komuś dobrze przyjebię.

    Kiedy ostatnio?

    No, ostatnio nie mam się czym chwalić.

    ROZMAWIAŁ HUBERT KĘSKA
    http://weszlo.com/2017/02/18/picie-jedyne-mi-zostalo-a-sprawia-coraz-mniejsza-przyjemnosc/
  • Autor
    Zarówno z treścią z Warszawskiej Gazety jak i z Pana komentarzem Limuzyny zgadzam się w pełni, o czym już nieraz pisałem. Pozdrawiam z 5*
  • @Talbot 20:15:01
    Lew Davidovich Bronstein, znany jako „Leon Trotsky”, nie był kapitalistą!
    Był piątym dzieckim zupełnie nie wykształconej żydowskiej rodziny chłopskiej ze wsi Janówka oddalonej 24 km od najbliższej poczty. Rodzina Bronsteinow nie umiała ani czytać, ani pisać.
    Siostra Trotskiego, Olga, wyszła za mąż za bogstego Bolszewika o nazwisku Lew Kamieniew, i tak zaczęła się krwawa kariera tego żydo-komunisty w Parii Komunistów.

    Lenin nie był „pożytecznym idiotą”.
    Hasło: „pożyteczni idioci” czasem też „użyteczni idioci” zostało wymyślone przez Lenina jako określenie zachodnich dziennikarzy piszących entuzjastycznie o Rewolucji Bolszewickiej. Po II wojnie światowej określenie to zostało przejęte przez antykomunistów do określania osób o nastawieniu socjal-demokratycznym. (Wikipedia)

    PS: Nie usuwaj podstaw!
  • @Talbot 20:15:01
    Chazarska dzicz panem świata. W drodze do 1917 roku. Rozdział V: Rozkoszna dupa Lenina. Henryk Pająk.....polecam!
  • @Talbot 20:15:01
    W drodze do 1917 roku.
    Rozdział V: Rozkoszna dupa Lenina 5
    Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku we Francji ukazała się książka „Wielcy homoseksualiści/pederaści/sodomici”. W żydobolszewii krążyła ona jako wydanie samizdatowe (publikacja rozpowszechniana w Związku Radzieckim bez wiedzy i zezwolenia władz/admin) zagrożone wieloletnim więzieniem dla każdego posiadacza. W książce tej jako jednym z najważniejszych „wielkich homoseksualistów” jest Lenin. Do tej skłonności, czyli „kochania inaczej” przyczynił się jego tatuś, z pochodzenia Żydo-Mongoł – Ilja Mikołajewicz. Książkę napisał J.W. Sokołow. Pisze on na wstępie swojej publikacji, że miał ją od dawna napisaną, ale opublikował dopiero w 2010 roku. Od czasów, gdy mógł dotrzeć do surowo wcześniej zakazanych dokumentów, zainteresowały go dokumenty osobiste działaczy tak zwanego „leninowskiego” naboru /zaciągu/, czyli elitarny rdzeń sowieckiego żydobolszewizmu. Zwrócił szczególną uwagę na tych działaczy, którzy zostali poddani represjom po śmierci Lenina. Udało mu się przejrzeć dokumenty niektórych i opublikować. W swoich kwerendach zdecydowany opór archiwistów napotkał w odniesieniu do pewnego zasobu dokumentów. Nie tylko odmówiono mu zgody na publikację zawartych tam faktów, ale nawet dyskusji na ten temat. Zgromadził setki reprodukcji dokumentów, ale nie mógł potem znaleźć wydawców na to, co ustalił i opisał. Dyrektorzy wydawnictw i pism „spuszczali oczy i mamrotali coś niezrozumiałego”, że „czytelnik [rosyjski] jeszcze nie dojrzał, żeby to poznać”. Sokołow na wstępie przypomniał oficjalną chronologię tamtych czasów, zebraną w szóstym wydaniu: „W.I. Lenin. Biografia” /1981/. Przeczytał m.in.:
    8 lipca 1917. Allilujew i Stalin odprowadzili Lenina na stację Razliw, gdzie Lenin zamieszkał w drewutni robotnika N.A. Jemielianowa /to dla ukrycia Lenina przed władzami poszukującymi go jako przestępcę politycznego/. Ale obawiano się okolicznych letników – drobnomieszczańskiej społeczności. Jemielianow dzierżawił w odległości pięciu kilometrów od jeziora Razliw niewielką łąkę, dokąd przeprawił łódką Lenina i Zinowiewa do przygotowanego wcześniej szałasu przylegającego do stogu siana, gdzie znajdowała się „sypialnia dla dwóch”. Tyle ten pozornie banalny w swej treści akapit z: „W.I. Lenin. Biografia”. Sokołow zadał sobie jednak intrygujące pytanie: skąd i dlaczego wziął się tam akurat Zinowiew? Czy naprawdę z obawy przed letnikami Lenin przeniósł się do tego szałasu – tej „sypialni dla dwóch”? Przecież letnicy latem znajdowali się wszędzie, po całych dniach włóczyli się w poszukiwaniu grzybów, tym samym i w pobliżu szałasu. Żyć zamkniętym w drewutni to z gruntu podejrzane. Żona lub synowa Jemielianowa codzienne przynosiły do szałasu posiłki dla dwóch ludzi. Lenin podgrzewał posiłki nad ogniskiem w kociołku, zatem ognisko czy jego dym mogły zwabić ciekawskich. Istnieje słynny obraz przedstawiający Lenina przy ognisku, czytającego notatki w świetle tego ogniska. Czytamy dalej w biografii:

    Lenin był nadzwyczajnie przeciążony pracą, pisał artykuły.

    To prawda – przyznawał Sokołow – Lenin w tym czasie napisał kilka artykułów, ale to mogło zabrać mu nie więcej jak 5-7 dni. Ale Lenin przebywał w tym szałasie do szóstego sierpnia! Dalej, przeczytał w tymże „W.I. Lenin. Biografia”:

    Lenin odbywał przechadzki, leżał na słoneczku, wieczorami kąpał się w jeziorze Razliw, łowił ryby.

    Taki harmonogram dnia oznaczał, że Lenin całkiem swobodnie, nie kryjąc się odpoczywał w czasie tego miesięcznego „przeciążenia pracą”. Stamtąd wyjechał do Finlandii. Sokołow zadał sobie kluczowe pytanie: – co w tej „sypialni dla dwóch” robił Zinowiew? Dlaczego w biografii Lenina pisze się o takich szczegółach, jak np. którą ulicą wtedy a wtedy szedł, przez jaki nasyp albo rów przechodził, a miesiąc wspólnego życia z Zinowiewem w „sypialni dla dwóch” znika z biografii.

    Sokołow odkrył prawdę po dotarciu do osobistego archiwum Grigorija Zinowiewa, członka Politbiura KC WKP /b/, pierwszego sekretarza Leningradzkiego OBKOM-u partii. Znalazł tam m.in. list Lenina do Grigorija Zinowiewa z 1 lipca 1917 roku:

    Grigorij!

    Okoliczności tak się ułożyły, że muszę natychmiast zniknąć z Piotrogrodu. Nie mogę wyjechać daleko, sprawy nie pozwalają. Towarzysze proponują jedno miejsce, o którym mówią, że jest całkowicie bezpieczne. Ale samotność jest taka przygnębiająca, zwłaszcza teraz… Dołącz do mnie, a we dwójkę spędzimy cudowne dzionki z dala od wszystkiego… Jeśli możesz wyjechać do samotni ze mną, to szybko telefonuj – wydam rozkaz, żeby tam przygotowano wszystko na dwie osoby.

    Chodziło o okolice tegoż jeziora Razliw i późniejszy sławny szałas. To właśnie tam stosunki Lenina i Zinowiewa znalazły miłosną oprawę. Spędzili tam w samotności dużo czasu, a skutki tych „zbliżeń” wprost zawróciły Zinowiewowi w głowie. We wrześniu pisze on z Piotrogrodu do Lenina przebywającego w Finlandii:

    Kochany Wowa!

    Nie uwierzysz, jak mi jest tutaj tęskno bez ciebie, jak mi ciebie brakuje i naszych pieszczot… Nie uwierzysz, ale nikogo nie tknąłem od tamtego czasu, kiedy wyjechałeś. Możesz być całkowicie pewien mojego uczucia do ciebie i mojej wierności. Uwierz, że ani mężczyzny, ani tym bardziej kobiety nie tknąłem i nie tknę. Tylko ty jesteś mi bliski… Przyjeżdżaj, nie obawiaj się, wszystko przygotuję jak najlepiej.

    Lenin chyba nie odpowiedział na ten list, bo kochanek po upływie zaledwie tygodnia pisze następny:

    Kochany Wowa!

    Nie odpowiadasz mi, na pewno zapomniałeś swojego Herszela… Ja natomiast przygotowałem dla nas znakomity kącik. Będziemy mogli bywać tam kiedy tylko będziemy mieli ochotę. Jest to przepiękne mieszkanko, gdzie nam będzie dobrze i nikt nie będzie przeszkadzał naszej miłości. Będzie tak dobrze, jak przedtem. Wspominam, jakim szczęściem było dla mnie spotkanie z tobą. Pamiętasz, jeszcze w Genewie, jak musieliśmy się ukrywać przed tą kobietą…

    Nikt nas nie zrozumie, naszego uczucia, naszego wzajemnego oddania… Przyjeżdżaj szybciej, czekam na ciebie, mój kwiatuszku! Twój Herszel.

    Sokołow zadał sobie następne pytanie: Kim była „ta kobieta”, przed którą musieli się tak ukrywać w Genewie?

    Tymczasem nastąpił żydobolszewicki przewrót z października 1917 roku. Lenin powrócił do Piotrogrodu. W tym czasie Zinowiew wyjechał do Moskwy, aby kierować krwawym utrwalaniem władzy żydochazarskiego „proletariatu”. Pisze stamtąd do Lenina:

    Iljicz!

    Wszystko co mi zleciłeś, wykonałem. A czego jeszcze nie zdążyłem, obowiązkowo wykonam… Tutaj jest bardzo ciężko i niełatwo, ale ożywia mnie myśl, że już za kilka dni zobaczę ciebie i uścisnę w swoich ramionach. Czy doglądasz naszego gniazdka? Nie przyprowadzasz do niego innych? Ja bardzo tutaj przeżywam i tylko nadzieja na twoją wierność mnie ogrzewa… Całuję cię w twoją marksistowską pupkę. Twój Herszel.

    Sokołow drążył dalej: kimże była tamta kobieta w Genewie, przed którą obaj musieli się konspirować? I pytanie dodatkowe – który z nich był kochankiem aktywnym, a który pasywnym, po prostu, kto kogo…

    W 1918 roku Zinowiew pisze o tej „kobiecie” już konkretniej:

    Wowa!

    Każdego razu, kiedy znajduję się daleko od ciebie, to bardzo cierpię. Przez cały czas wydaje mi się, że ja oto tutaj tęsknię za tobą, a ty właśnie w tej chwili zdradzasz mnie. Przecież jesteś rozwiązłym psotnikiem, ja to wiem…

    Nie zawsze można wytrzymać, zwłaszcza w rozłące z ukochanym. Ale ja się trzymam i na nic sobie nie pozwalam. A u ciebie sytuacja jest wstrętna – trzeba zawsze być przy Nadi6. Rozumiem cię, wszystko rozumiem… I jak ciężko jest udawać przed otoczeniem, też rozumiem. Teraz przynajmniej jest nieco łatwiej – nie trzeba niczego przed nią już ukrywać. Nie tak jak wtedy, w Genewie, kiedy ona na początku nas przyłapała…

    No tak, w Genewie zostali „przyłapani” przez „Nadię”. Później Lenin przyznał się jej do swoich figlów z Zinowiewem, a ona /Nadzieżda Krupska/ pogodziła się ze zboczeniem męża i już nie sprzeciwiała się burzliwemu rozwojowi romansu tych dwóch żydowskich zboczeńców.

    W kolejnym liście pisanym już z frontu wojny domowej, Zinowiew pyta żartobliwie:

    Wowa!

    A czy nie zarosła twoja pupcia podczas naszej rozłąki? Czy przez ten czas nic się z nią nie stało?… Wkrótce przyjadę, jak tylko tutaj uporam się ze sprawami i zajmiemy się przeczyszczaniem twojego słodkiego tyłeczka.

    Te anatomiczne szczegóły ze współżycia dwóch homoseksualistów wyjaśniają, który z nich był pasywnym, a który biernym „pedałem”. Potwierdza to list napisany wiosną 1918 roku, kiedy właśnie rozgromiono „białe” wojska generała Judenicza. Armia żydobolszewicka nazywana już oficjalnie „Armią Czerwoną” zatrzymała się na estońskiej granicy i Zinowiew przygotowywał swój powrót do Piotrogrodu. Uradowany sukcesem militarnym i perspektywą spotkania z „pupcią” Lenina, „Herszelek” zatracił wszelką powściągliwość:

    Wowa!

    Ja wkrótce przyjadę i nie wypuszczę cię już więcej z moich objęć, cokolwiek by nie mówiła ta sekutnica! Wróg ucieka na całym froncie i sądzę, że więcej z tej strony nie zaatakują. Tak więc czekaj na mnie, spiesz się podmyć, bo ja wkrótce będę.

    Nie minęło kilka miesięcy, jak w tej miłosnej parze ohydnych zboczeńców pojawia się zapowiedź ochłodzenia miłosnych porywów. Jak zawsze w podobnych przypadkach, wiązało się to z zazdrością, zdradą. Dowiadujemy się o tym z listu Lenina do Zinowiewa, który przebywał wtedy na Kaukazie. Nie wiedzieć czemu Lenin pisze do niego po niemiecku. Możliwe, że bariera języka niemieckiego stanowić mogła ważną przeszkodę dla niepowołanych oczu.

    cdn..
  • @kula Lis 66 18:48:25 dokończenie..
    Kochany Herszelu!

    Ty absolutnie nie powinieneś obrażać się na mnie. Czuję, że ty z rozmysłem przedłużasz swój pobyt na Kaukazie, chociaż sytuacja zupełnie tego nie wymaga. Prawdopodobnie jesteś na mnie obrażony. Ale nie ma tu mojej winy. To tylko twoje głupie podejrzenia. Co do Lejby [?] i mnie, to było jedynie jeden raz i więcej się nie powtórzy. Czekam na ciebie i pogodzimy się w naszym cudownym gniazdku.

    Pod listem podpis po rosyjsku: „Zawsze twój Wowa”. Przychodzi odpowiedź Zinowiewa, ale już z dalekiego Władywostoku:

    Iljicz!

    To zupełnie niegłupie podejrzenie dotyczące ciebie i Lejby. Każdy widział, jak krążyłeś wokół niego ostatnimi czasy. Na wszelki wypadek mam oczy i znam cię dostatecznie długo, żeby sądzić… Kto lepiej ode mnie wie, jak rozjarzą się twoje oczka na widok mężczyzny z tęgim narzędziem? Ty sam mówiłeś, że u mężczyzny niewielkiej postury są imponujące narzędzia… Przecież nie jestem ślepy i świetnie widziałem, że jesteś gotów zapomnieć o naszej miłości dla romansiku z Lejbą. Oczywiście, on jest teraz blisko ciebie i łatwo mu ciebie uwodzić. A może to ty jego uwiodłeś?

    O kimże to mowa? Kimże był ten „Lejba”? To najsłynniejszy „Lejba” tamtych czasów – Lejba „Trocki”! Był wtedy komisarzem „ludowym” armii i floty. Przez dłuższy czas Lenin i Trocki przebywali wtedy w Moskwie. List Zinowiewa ze wzmianką o „Lejbie” i przyznanie się Lenina, że było to „tylko jeden raz” nieomylnie wskazuje na Trockiego, który zajął miejsce Zinowiewa w łóżku Lenina, ale cała ta żydochazarska zgnilizna cuchnęła wspólnotą żydowskiej „familii”. Lenin czuł, że jego romans z Trockim będzie krótki i wkrótce Lew „Dawidowicz” porzuci go zauroczony jakąś kobietą, bowiem Trocki miał (podobno) większy „ciąg” do kobiet niż do mężczyzn – współtowarzyszy w walce o szczęście światowego proletariatu.

    Lenin kropnął kolejny list do Zinowiewa przebywającego znów na Kaukazie.

    Herszel!

    Nie gniewaj się na mnie. Masz rację, ja rzeczywiście nie wytrzymałem. Lejba jest takim brutalnym mężczyzną. On po prostu obsypuje mnie swoimi pieszczotami. A ja tak ich potrzebuję, zwłaszcza w tym okresie politycznych napięć. Jest mi bardzo trudno bez pieszczot, a ty wyjechałeś, nieszczęśniku! Tak i nie zdołałem wytrzymać. No, ale ty przecież wybaczysz mi tę maleńką słabość, Herszelu! Wróć, a przekonasz się, że jestem przepełniony miłością do ciebie. Twój maleńki Wowa.

    Zapewne zwrot o „maleńkim Wowie” nieco udobruchał Herszela, może nawet utwierdził go w przekonaniu, że ich związek nie uległ erozji, a tylko czasowo został zagrożony romansikiem „Wowy” z „brutalnym” Lejbą. Ostatecznie sprawy rewolucji zapędziły Zinowiewa do Moskwy i od tego czasu już w jego osobistym archiwum nie ma miłosnych listów do „Wowy”. Być może nie zaistniała już konieczność korespondencji; być może Zinowiew zniszczył część kompromitujących go listów w późniejszej perspektywie jego aresztowania i egzekucji.

    [ w oryginale śliczne zdjęcie md]

    Kula eserówki Kaplan, członkini partii eserowców czyli Socjal-Rewolucjonistów, radykalnie nadwątliła zdrowie i tym samym chuci Lenina. Seksualne relacje między nimi zniknęły przynajmniej z korespondencji.

    Ostatnim śladem zboczeń Lenina było kilka linijek napisanych przez Nadzieżdę Krupską do Zinowiewa latem 1922 roku, na dwa lata przed śmiercią Lenina:

    Proszę was już więcej nie niepokoić mojego męża swoim molestowaniem i prośbami widzenia. Czas już, byście się i wy uspokoili. Ileż można z mojej strony cierpieć taką waszą bezczelność? Iljicz jest chory, wiecie o tym i nie ma potrzeby mówić wam, dorosłemu człowiekowi, że wasze szaleństwa tym razem mogą ostatecznie zniszczyć zdrowie Iljicza. Proszę was, abyście już więcej nie nakłaniali go do tego, do czego tak ochoczo zawsze podążał. Mam nadzieję, że zrozumiecie ten mój list. Jest on podyktowany troską o zdrowie mojego męża.

    Tyle lat być odrzuconą przez własnego męża dla kochanka, było czymś trudnym do zniesienia. Już odtąd nie dopuszczała Zinowiewa do męża sam na sam, jedynie w swojej obecności lub w obecności innych Żydów z Politbiura.

    W końcu lat trzydziestych, po aresztowaniu i egzekucji Zinowiewa, ich miłosne listy wpadły w łapy NKWD i niewątpliwie zostały przekazane Stalinowi w trakcie zbierania „haków” na Zinowiewa i Trockiego. Dlaczego Stalin nie decydował się na zniszczenie tych haków? Odpowiedź nasuwa się sama.

    Ich zatrzymanie w archiwach NKWD mieściło się w pragmatyce permanentnej wojny Stalina z aktualnymi i późniejszymi przeciwnikami, zwłaszcza ze „starymi”, czyli pierwszymi bandziorami rewolucji. Stalin był doskonale poinformowany o miłostkach Lenina z Zinowiewem i nie przeszkadzał im. Gromadził ten wyśmienity materiał dowodowy, te „haki” na Trockiego i Lenina. Trockiego dopadł dopiero w czasie drugiej wojny światowej, a Lenin wpadł w objęcia Lucyfera już w 1924 roku. Jeszcze za życia Lenina Stalin mógł planować odejście od „leninowskiego dziedzictwa”, by zostać niezagrożonym pierwszym dyktatorem, bez tamtych chazarskich konkurentów do władzy absolutnej.

    Tak czy inaczej, prywatne listy miłosne Zinowiewa i Lenina przetrwały i nie było to przypadkowe.

    Lenin był masonem wysokiego 31 stopnia wtajemniczenia

    Warto uzupełnić kulisy osobowości i wpływów tego chazarskiego żydobolszewika jego przynależnością do wolnomularstwa.

    Żydowskie niedostępne dla gojów organizacje, zwłaszcza B’nai B’rith /Synowie Przymierza/, były bez reszty wprzęgnięte w proces niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej za pomocą rewolucyjnego terroru. Wielce pomocna była w tym żydomasoneria kontrolująca loże mieszane, żydo-gojowskie. Przecież Lenin i jego główni siepacze nigdy nie pracowali na swoje utrzymanie, a mieli się materialnie bardzo dobrze już u schyłku wieku XIX. Ktoś ich utrzymywał, ktoś płacił na ich wywrotowe gazety, broszury i książki. Bez trudu wędrowali po stolicach Europy Zachodniej, a to przecież kosztuje. Ci zawodowi przestępcy, wtedy tylko bezwzględni terroryści, a po rewolucji 1917 roku jeszcze bardziej bezwzględni ludobójcy, mieli tylko jeden rodzaj obowiązków, za który im płacił międzynarodowy tajny Kahał: wywołanie europejskiego wrzenia, co udało im się zrealizować dopiero w latach 1917-1918. Późniejsze ich działania wskazują, jak wiernie realizowali program Iluminatów Żyda Weishaupta.

    Kilka źródeł ujawnia, iż Lenin został masonem podczas pobytu na Zachodzie już w 1908 roku. Jednym z takich źródeł jest gruntownie udokumentowana książka Nikolaja Switkowa wydana w Paryżu w 1932 roku pt. „About Freemasonry in Russian Exile”. Switkow wykazał, że najważniejszymi masonami – żydobolszewikami byli:


    „Lenin” – Ulianow;

    Leon „Trocki” /Lejba Bronstein/;

    Grigorij „Zinowiew” /Gerson Radomylskij/;

    Leon „Kamieniew” /Lejba Rosenfeld/;

    L. „Martow” /L. Cederbaum/;

    Karol „Radek” /Tobiasz Sobelson/;

    Maksim „Litwinow” /Mejer Henoch Wałach/;

    Jakow „Swierdłow” /Jankiel Aaron Solomon/.

    I jedyny w tej chazarskiej bandzie Rosjanin – Maksim „Gorki” /Aleksiej Peszkow.

    Według książki austriackiego politologa Karlá Steinhauserá: „EG – die – Super – UdSSR von morgen” /Unia Europejska – Super Związek Sowiecki „Przyszłości”7, na stronie 192 czytamy, że Lenin należał do loży masońskiej „Art et Travail” /Sztuka i Praca/.

    Winston Churchill powiedział dla „Illustrated Sunday Herald” 8 lutego 1920 roku, że „Lenin”. „Radek” /Sobelson/, „Zinowiew” i „Swierdłow” byli członkami loży B’nai B’rith 8. Schwartz Bostunich oraz Ostrucow w „Freemasonry, Culture and Russian History” /Masoneria kulturowa i historia rosyjska, Moskwa 1999, strona 582-588, potwierdzają, że Lenin był masonem 31. stopnia /tytuł tego stopnia to „Grand Inspecteur Inguisiteur Commander”/ i członkiem loży „Art et Travail” z siedzibami w Szwajcarii i Francji.9

    Lenin odwiedził główną siedzibę Wielkiego Wschodu Francji przy ulicy Cadet w Paryżu i wpisał się tam do księgi pamiątkowej gości.10

    Lenin z Trockim wzięli udział w Międzynarodowej Konferencji Masońskiej w Kopenhadze /1910/11. Infekowanie Europy żydo-socjalizmem, było jednym z punktów programu tego międzynarodowego sabatu.

    Aleksander Galperin, wtedy sekretarz masońskiej Rady Najwyższej potwierdził w 1916 roku, że wśród masonów są czołowi bolszewicy.

    Mikołaj Suchanow /właśc. Himmel/ i cytowany Sokołow stwierdzają to samo. Jak wyznał wtedy Galperin, żydo-masoneria dostarczyła wtedy Leninowi odpowiednie środki materialne na jego działalność rewolucyjną, co potwierdził Kristian Rakowski w swoich zeznaniach. Zostało to potwierdzone przez znanego wolnomularza Grigorija Aronsona w jego artykule zatytułowanym „Freemasons in Russian Politics” zamieszczonych w czasopiśmie „Nowoye Russkoye Slovo” /Nowe rosyjskie słowo/, wyd. New York 8-12 października 1959 roku.

    Historyk Borys Nikołajewski wspominał o tym fakcie w swojej książce „The Russian Freemasons and the Revolution” /Moskwa 1990/.

    W 1914 roku dwaj żydobolszewicy, Iwan „Skworcow” /Stiepanow/ i Grigorij „Pietrowskij” nawiązali kontakty z wybitnym rosyjskim masonem Aleksandrem Konowałowem w sprawie pomocy ekonomicznej. Konowałow został potem ministrem w Rządzie Tymczasowym „Kiereńskiego” /Adlera/.

    Podobnie „Radio Rosja” w dniu 12 sierpnia 1991 roku mówiło o działalności „Lenina” jako masona.12

    Na koniec warto jeszcze powrócić do „pogłosek” o żydowskim /chazarskim/ pochodzeniu Lenina. Na wystawie poświęconej „Leninowi” w moskiewskim Muzeum Historii Państwa, trwającej do lipca 2011 r., wystawiono 111 nowych dokumentów, wśród nich list najstarszej siostry Lenina Anny Uljanowej do Stalina, mówiący o tym, że ich dziadek był ukraińskim Żydem, który nawrócił się na chrześcijaństwo, żeby uciec ze Strefy (przymusowego) Osiedlenia:

    „Pochodził z biednej żydowskiej rodziny i był, o czym świadczy świadectwo chrztu, synem Mojżesza Blanka z Żytomierza”. /…/ Władimir Iljicz zawsze cenił Żydów. Przykro mi z powody faktu, że nasze pochodzenie –podejrzewałam to wcześniej – nie było znane za jego życia.13

    5 J.W. Sokołow. Źródło: www.ipvnews.org/bench_article24112010.php Sokołow to rosyjski

    kandydat nauk historycznych, odpowiednik stopnia doktora nauk.

    6 Nadia– Nadieżda Krupska, oficjalna żona Lenina.

    7 Wydana w Wiedniu w 1992 roku,

    8 W Polsce reaktywowanej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    9 Zob. także: Oleg Płatonow: „Russian Crown of Thorns: The Secret History of Freemasonry”/

    Moskwa, 2000, część II, s. 417/

    10 Wiktor Kuzniecow: „The Secret of the October Coup”, St. Petersburg 2002, s. 42.

    11 Franz Weissin: „Der Krieg zum Sozialismus”. Monachium 1930, s. 9.

    12 Źródło: www.geocities.com/jyrilina/english/scorpion.html?20089 „UNDER THE SIGN OF

    THE SCORPION, THE RISE AND FALL OF THE SOVIET EMPIRE” („Pod znakiem Skorpiona,

    narodziny i upadek Imperium Sowieckiego”) Autor: Jüri Lina.

    13 Moscow museum Lenin’s Jewish roots on display http://thestate.com/2011/05/23/1831057/

    moscow-museum-puts-lenins-jewish.html

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY