Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
334 posty 4266 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Odkłamać Historię

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Berlin zdobyli w maju 1945 Polacy i Białorusini, a nie Rosjanie!

 

Niewielu historyków europejskich, a nawet światowych  zadało sobie trud demaskacji komunistycznych fałszerstw, dotyczących przebiegu II Wojny Światowej. Dużo się mówi i pisze o tym kto w tej wojnie zwyciężył, ale mało, albo wcale o tym kto II Wojnę Światową wywołał!

17 września 1939 roku radziecka Armia Czerwona dokonała takiej samej agresji na Rzeczpospolitą, jaką rozpoczęli hitlerowcy w dniu 1 września 1939 roku. Stalin stał się najwierniejszym sojusznikiem Hitlera w imperialnej polityce opanowania Europy.

Po dokonaniu nowego rozbioru Rzeczpospolitej hitlerowcy maszerowali ramię w ramię z oficerami NKWD podczas defilady ….”zwycięstwa” zorganizowanej w Brześciu nad Bugiem. Rosyjskie NKWD ściśle współpracowało od września 1939r. do czerwca 1941r. z niemieckim Gestapo w zwalczniu polskiego podziemia zarówno na terenach okupowanych przez hitlerowców jak i na Kresach Rzeczpospolitej okupowanych przez ZSRR!

Potem, gdy Niemcy uderzyły na Francję, to ropę naftową potrzebną do faszystowskich czołgów dostarczał komunistyczny ZSRR!

W bitwie o Anglię Stalin wspomagał Luftwaffe radzieckim paliwem lotniczym.

Dopiero gdy większa część Europy dostała się pod okupację dwóch zaprzyjaźnionych totalitaryzmów tzn. faszystowskiego na Zachodzie i komunistycznego na Wschodzie, to obaj dyktatorzy wzięli się za łby i dopiero w czerwcu 1941roku Stalin przestał być sojusznikiem Hitlera!

Jedno wszakże nigdy się nie zmieniło w polityce ZSRR i Niemiec,  a mianowicie zbrodnie dokonywanie na Narodzie Polskim.

a

Decydujące znaczenie dla zdobycia Berlina miała bitwa o wzgórza Seelow!

Bitwa o Berlin rozpoczęła się na wzgórzach Seelow nad Odrą 16 kwietnia 1945 roku. To właśnie tutaj regularne wojsko Hitlera stoczyło swój ostatni bój z Pierwszą Armią Wojska Polskiego liczącą prawie 80.000 żołnierzy. Linia wzniesień na zachodnim brzegu Odry stanowiła ostatnią naturalną przeszkodę na drodze do niemieckiej stolicy.

Aby nie być oskarżonym o stronniczość zacytuję teraz relację niezależnego historyka. Historyk i publicysta Michael Jones tak to opisał:

Niemiecki dowódca Grupy Armii „Wisła” generał Heinrici bardzo umiejętnie, choć nie do końca w zgodzie z prawidłami sztuki wojskowej, rozmieścił swoje oddziały w ten sposób, że ich zasadniczy zrąb pozostał po drugiej, niewidocznej dla Rosjan stronie wzgórz Seelow. Taktyka ta okazała się niezwykle skuteczna. Kiedy tylko czerwonoarmiści podeszli pod szczyty wzgórz, z góry, ze swoich ukrytych, dobrze zakamuflowanych pozycji Niemcy zaczęli ich razić ogniem z broni maszynowej i przeciwpancernej. A za ich plecami w tę i z powrotem bezustannie przemieszczał się pociąg pancerny gotowy do zaatakowania każdej sowieckiej grupy bojowej próbującej dotrzeć na sam szczyt.                                                                      

Ostatnia wielka ofensywa Armii Czerwonej nie zaczęła się zatem dobrze, co musiało zaniepokoić jej dowódców. Kapitan Władimir Krawczenko był dowódcą kompanii w 2 Armii Pancernej Gwardyjskiej. „Walki na wzgórzach Seelow były niewiarygodnie ciężkie — zapamiętał. — Niemieckie umocnienia były tam bardzo silne — nieprzyjaciel przygotował cały ciąg rozmaitych przeszkód, w tym zamaskowane rowy. Nikt z nas nie spodziewał się tak wielkiego oporu. Kiedy wczesnym popołudniem 16 kwietnia zostały posłane w bój nasze czołgi, ponieśliśmy poważne straty”. Użycie czołgów na tym etapie ofensywy nie było przewidywane także dlatego, że brakowało dla nich miejsca na zalewowej równinie nadodrzańskiej, przez którą biegły tylko dwie porządne drogi — obie maksymalnie wykorzystywane teraz przez rosyjską piechotę. A kiedy tylko sowieckie czołgi czy działa artyleryjskie zjeżdżały z którejś z tych dróg, z miejsca grzęzły w podmokłym, bagnistym terenie.Bitwa o wzgórza Seelow miała zatem potrwać ponad trzy dni i kosztować życie ponad trzydziestu tysięcy sowieckich żołnierzy. A wielu kolejnych miało zginąć także bezpośrednio potem, zanim Berlin ostatecznie wpadł w ręce Armii Czerwonej.„Jeszcze nigdy nie widziałem tylu martwych ciał, ile leżało na wzgórzach Seelow — powiedział porucznik Stefan Doernberg z 8 Armii Gwardyjskiej. — Na tym niewielkim skrawku ziemi śmierć poniosło wiele tysięcy sowieckich żołnierzy. A najstraszliwszą rzeczą było to, że wszyscy oni walczyli i ginęli, wiedząc, że ta wojna skończy się już za kilka tygodni”……

Zatem prawda była taka, że Rosjanie nie dali rady! Wtedy właśnie dowódca Frontu Białoruskiego – marszałek Gieorgij Żukow wysłał do boju doborowe oddziały Pierwszej Armii Wojska Polskiego.

Warto przypomnieć czym dysponowali wtedy żołnierze Wojska Polskiego.

AWP miała 88 czołgów i pancernych dział samobieżnych oraz 30 samochodów pancernych. Z armią tą związana była jeszcze 4. Mieszana Dywizja Lotnicza, dysponująca około setką samolotów.

Przy Drugiej Armii Wojska Polskiego natomiast, która liczyła 100.000 żołnierzy był cały korpus pancerny. Takie wojsko mogło toczyć walkę z Niemcami jak równy z równym. Zatem w szeroko rozumianej operacji berlińskiej brało udział więcej Polaków aniżeli obecnie liczy całe Wojsko Polskie!

W dniu 19 kwietnia Polacy z Pierwszej AWP przedarli się przez niemieckie linie obrony. Niemcom nie pozostawało już teraz zbyt wiele środków, którymi mogliby powstrzymać dalszy marsz Polaków na Berlin.

Na najwyższym wzgórzu załopotała biało-czerwona flaga. Niestety pozostała tam tylko do czasu wyłonienia się zza pierwszej linii zwycięskich Polaków, zbrodniarzy z NKWD, którzy zamordowali polskiego żołnierza, który bronił narodowych barw, a potem zbeszcześcili biało-czerwoną flagę i zawiesili  w tym samym miejscu tylko czerwoną z domalowanym sierpem i młotem!

Rosjanie od pamiętnego 17 września 1939 roku często mieli zwyczaj niszczenia polskich flag w ten sposób, że obcierali jej białą część i pozostawiali tylko samą czerwoną!        Każdy ze świadków tego zdarzenia, który opowiedział o tym swoim kolegom ginął potem od strzałów w plecy z rąk funkcjonariuszy NKWD.

Niemcy nadal sympatyzują z Rosją i wspomagają Putina w fałszowaniu historii zdobycia Berlina, czego dowodem jest; Muzeum Bitwy o Wzgórza Seelow (Gedenkstätte und Museum Seelower Höhen)

 

„Wzgórza Seelow (nazywane także czasem Wrotami Berlina) to znajdujące się po niemieckiej stronie Ziemi Lubuskiej malownicze nadodrzańskie wzniesienia, rozłożone wokół miasta o tej samej nazwie. Znane są obecnie z toczonych tu pod koniec II wojny światowej w 1945 roku zaciętych walk zbrojnych, nazwanych później „Bitwą o wzgórza Seelow”. Spotkały się tu ze sobą: dowodzona przez generała Gottharda Heinrici przeszło 90 tysięczna armia niemiecka i blisko milion żołnierzy z pierwszego Frontu Białoruskiego dowodzonego przez marszałka Gieorgija Żukowa.
Była to ostatnia większa walka wojsk Żukowa przed głównym szturmem na Berlin i zarazem jedna z najtragiczniejszych w czasie której mimo przytłaczającej przewagi armii sowieckiej zginęło prawie 40 tysięcy radzieckich żołnierzy a przeszło 100 tysięcy zostało rannych. Po stronie niemieckiej było jedynie 12 tysięcy zabitych. Mimo ostatecznego zwycięstwa marszałek Żuków poddany został ostrej krytyce. Podobno nawet sam Stalin rozważał jego dymisję. W listopadzie 1945 roku na wzgórzach Seelow odsłonięty został zaprojektowany przez Lwa Kerbela monumentalny pomnik upamiętniający bitwę. Wykonany został z brązu i przedstawia żołnierza radzieckiego patrzącego na groby swoich poległych towarzyszy.
W latach siedemdziesiątych XX wieku utworzono tu także Muzeum (Museum Seelower Höhen) z budynkiem wystawowym oraz bogatą ekspozycją plenerową. Odwiedzający mogą zobaczyć tu m in. takie maszyny bojowe jak radziecki czołg średni T-34, Katiuszę BM-13, 152 milimetrową haubicę wz. 1943 oraz jeden 143 reflektorów jakie użyte zostały podczas ataku (miały oślepiać one Niemców, a w rzeczywistości tylko ułatwił im celowanie do nacierających sowieckich żołnierzy).”

Ani słowa w tym opisie o udziale Polaków i całkowity brak cmentarza ok.5.000 poległych żołnierzy I Armii Wojska Polskiego!

Rosjanie zakazali budowy cmentarza polskich żołnierzy poległych na Wzgórzach Seelow w liczbie ok. 5.000!

Stalin traktował Wojsko Polskie tylko jako…mięso armatnie i robił wszystko aby zetrzeć z pamięci Europy miejsca chwały oręża polskiego, a pochodząca z NRD Angela Merkel utrwala ten totalitarny fałszywy stereotyp, że wrota do Berlina otwarli wiosną rzekomo Rosjanie!

Pierwsza Dywizja Wojska Polskiego stanowiła formalnie część Frontu Białoruskiego, którego większość żołnierzy była Polakami, Białorusinami i pochodziła z szeregu innych nacji, a tylko oficerowie polityczni i garstka zbrodniarzy z NKWD była Rosjanami!

Ofiara polskiej krwi na Wzgórzach Seelow jest porównywalna z ilością poległych pod Monte Cassino, ale we Włoszech czci się chwałę oręża polskiego i bohaterstwo Polaków, natomiast w RFN współcześni Niemcy nie wyrazili gotowości do budowy cmentarza   bohaterskich Polaków poległych w walkach o pokonanie ostatniego bastionu hitleryzmu na drodze do Berlina!

Niemcy czczą tylko pamięć o Armii Czerwonej.

Bulwersuje fakt, że ani generał  Wojciech Jaruzelski, ani Prezydent Lech Wałęsa, ani Prezydent Bronisław Komorowski, ani „cesarz” UE Donald Tusk nie zwrócili się dotychczas do RFN z żądaniem ekshumacji poległych i budowy polskiego cmentarza na Wzgórzach Seelow takich rozmiarów jaki istnieje pod Monte Cassino!
Po zdobyciu przez Polaków Wzgórz Seelow, Stalin nie miał innego wyjścia i rozkazał, by w charakterze czegoś w rodzaju reprezentacji WP Dywizja Tadeusza Kościuszki  wzięła udział w zdobywaniu stolicy Niemiec.
Zaszczyt kościuszkowcy okupili żołnierską krwią. Polacy  już 1 maja wjechali jako desant na czołgach białoruskich w płonące ulice  Berlina. Niemcy niszczyli czołgi z pancerfaustów, barykadowali ulice  i zabijali atakujących ogniem karabinów maszynowych, a z dział uniemożliwiali posuwanie się czołgów na przód. Tam, gdzie ugrzęzła broń pancerna szła do przodu polska piechota,.  Kościuszkowcy zaatakowali rejon Tiergarten (ZOO) i stacji kolejowej Zoologische Garten, czyli tereny położone kilkaset metrów na zachód od Bramy Brandenburskiej, aż  wreszcie  przebili się do Reichstagu.

Skrupulatnie utajnionym przez propagandę sowiecką i władze PRL jest fakt, że to żołnierz polski jako pierwszy wyszedł na dach  Reichstagu i wywiesił tam już 2 maja 1945 roku biało-czerwoną flagę jeszcze przed flagą ZSRR i za to  żołnierze Armii Czerwonej zrzucili Polaka z dachu Reichstagu znieważyli biało-czerwony sztandar wrzucając go do środka płonącego budynku i zawiesili czerwony sztandar z sierpem i młotem!

Ogólnie przyjmuje się, że wszystkie polskie jednostki walczące w Berlinie straciły blisko 3 tys. ludzi. Poza 1. Armii Wojska Polskiego były to także: 1. Samodzielna Brygada Moździeży, 2. Brygada Artylerii Haubic i 6. Zmotoryzowany Batalion Pontonowo-Mostowy.

Według późniejszych raportów, w tych działaniach sami Polacy zabili 1000 Niemców, a 2500 wzięli do niewoli. W całej operacji berlińskiej poległo 7200 żołnierzy polskich, natomiast 3800 zaginęło bez wieści.  Do historii przeszła tylko flaga polska na Bramie Brandenburskiej, gdyż tam było wtedy aż tylu Polaków z bronią, że NKWD nie miało możliwości na dokonanie skrytobójstwa żołnierza który zatknął biało-czerwoną na niemieckim symbolu buty i totalitaryzm

KOMENTARZE

  • Młodzi Rosjanie będą szturmować Reichstag.
    Ministerstwo Obrony Narodowej zbuduje w parku Patriotów pod Moskwą miniaturową makietę Reichstagu w celu ćwiczeń dla młodzieżowej organizacji paramilitarnej "Junarmia".

    http://www.dzienniknarodowy.pl/static/uploads/blog/Reichstag_Berlin1.png


    Jak wyjaśniał w czasie wystąpienia w Dumie Państwowej minister obrony narodowej Rosji, Siergiej Szojgu, obiekt wznoszony jest dla Junarmii w celu "szturmowania konkretnego obiektu, a nie czegoś abstrakcyjnego".

    Junarmia to młodzieżowa organizacja paramilitarna założona w 2015 roku przez Siergieja Szojgu, której celem jest krzewienie postaw patriotycznych u młodzieży, dbanie o zdrowie fizyczne oraz ćwiczenia wojskowe.

    Wybór padł na Reichstag prawdopodobnie ze względu na symboliczne znaczenie tego obiektu, który Armia Czerwona zdobyła w maju 1945 roku. Do dziś słynne zdjęcie zatknięcia flagi ZSRR na tym budynku jest w Rosji symbolem potęgi upadłego już imperium i odwagi radzieckiego żołnierza. Dzień Zwycięstwa, czyli zakończenie działań wojennych między III Rzeszą a ZSRR, jest dziś najważniejszym świeckim świętem w Federacji Rosyjskiej.

    http://www.dzienniknarodowy.pl/5663/mlodzi-rosjanie-beda-szturmowac-reichstag/
  • @ Autor
    "Pierwsza Dywizja Wojska Polskiego stanowiła formalnie część Frontu Białoruskiego, którego większość żołnierzy była Polakami, Białorusinami i pochodziła z szeregu innych nacji, a tylko oficerowie polityczni i garstka zbrodniarzy z NKWD była Rosjanami!"

    Jeśli mowa o oficerach politycznych i enkawudzistach, to raczej mało prawdopodobne, aby to byli Rosjanie.

    Kto to mógł być.... zaraz, zaraz, pomyślmy przez chwilę.... ;-(

    Ale za wpis daję 5*
    Oczywiście :-)
  • @Talbot 13:59:14
    "Ministerstwo Obrony Narodowej zbuduje w parku Patriotów pod Moskwą miniaturową makietę Reichstagu w celu ćwiczeń dla młodzieżowej organizacji paramilitarnej "Junarmia". "

    Ciekawe co na to makrela powie?
    No tak... ryby głosu nie mają :-)
  • @Jasiek 15:09:08
    Szanowny Talbot napisał:

    "Odkłamać historię"

    Jasiek w komencie napisał cytując uprzednio fragment wpisu Sz. Talbota:

    "Jeśli mowa o oficerach politycznych i enkawudzistach, to raczej mało prawdopodobne, aby to byli Rosjanie.

    Kto to mógł być.... zaraz, zaraz, pomyślmy przez chwilę.... ;-("

    Myślę, że jak już odkłamujemy historię, to trzeba ją odkłamywać do samiuśkiego koniuszka :-)

    Nie lękajmy się...
  • @Jasiek 15:47:20
    Podobno Ukraińcy wyzwalali Oświęcim - według PO?


    "ŻOŁNIERZE!


     W ciągu ostatnich dni armja polska została ostatecznie rozgromiona. Żołnierze miast: Tarnopol, Galicz, Równo, Dubno w ilości przeszło 60.000 osób dobrowolnie przeszli na naszą stronę.
     Żołnierze! Co pozostało wam? O co i z kim walczycie? Dla czego narażacie życie? Opór wasz jest bezskuteczny. Oficerowie pędzą was na bezsensowną rzeź. Oni nienawidzą was i wasze rodziny. To oni rozstrzelali waszych delegatów, których posłaliście z propozycją o poddaniu się. Nie wierzcie swym oficerom. Oficerowie i generałowie są waszymi wrogami, chcą oni waszej śmierci.
     Żołnierze! Bijcie oficerów i generałów. Nie podporządkowujcie się rozkazom waszych oficerów. Pędźcie ich z waszej ziemi. Przechodźcie śmiało do nas, do waszych braci, do Armji Czerwonej. To znajdziecie uwagę i troskliwość.
     Pamiętajcie, że tylko Armja Czerwona wyzwoli naród polski z nieszczęsnej wojny, i uzyskacie możność rozpocząć pokojowe życie.
     Wierzcie nam! Armja Czerwona Związku Radzieckiego — to wasz jedyny przyjaciel.

    Dowódca frontu Ukraińskiego S. TIMOSZENKO"

    https://pl.wikisource.org/wiki/Odezwa_dow%C3%B3dcy_Frontu_Ukrai%C5%84skiego_Siemiona_Timoszenko_do_%C5%BCo%C5%82nierzy_polskich_(1939)
  • @Talbot 16:09:36
    Talbot, no załap w końcu, że ZSRR to nie Rosja. Rosja była przed rewolucją.

    W jakim czasie była skierowana odezwa tego ukraińskiego Radzieczyka?

    Serdeczności.
  • @Jasiek 16:14:36
    To nie jest dokładna prawda. Rząd z Putinem na czele oficjalnie oświadczył iż historia ZSRR jest nieodłączną historią Rosji. Oświadczyli także że dzisiejsza Rosja jest spadkobierczynią ZSRR. Jeżeli Rosjanie tak mówią i tak to dokumentują przy poparciu ponad 70% ludzi to oficjalnie tak jest.
  • @Jasiek 16:14:36
    "Talbot, no załap w końcu, że ZSRR to nie Rosja. Rosja była przed rewolucją."

    Nie piszę o Rosji przedrewolucyjnej, tylko o Rosji Sovieckiej .
    Nie zmienia to jednak tego, że Ty nadal kochasz Związek Radziecki co nie jest dziwne, bo obecna Rosja jest prawnym spadkobiercą ZSRR.
    To tak samo jak III RP zachowując ciągłość państwową jest spadkobiercą II Rp - stąd roszczenia żydowskie od obecnych władz RP.
  • @Talbot 16:32:21
    "Nie zmienia to jednak tego, że Ty nadal kochasz Związek Radziecki..."

    Talbot, spokojnie, spokojnie.... nie rozpędzaj się aż tak, bo seiczento nadjedzie ;-) ZSRR to bolszewicka okupacja Rosji. Nie kocham okupanta. Serio. Wierzysz mi? No weź, uwierz.

    "Nie piszę o Rosji przedrewolucyjnej, tylko o Rosji Sovieckiej ."

    Czyli nie o Rosji tylko Rosji Sovieckiej czyli radzieckiej, czyli republice ZSRR.... Jasne? ;-) ZSRR okupował Rosję oraz inne państwa lub ich części i nazwał je republikami.

    "Rząd z Putinem na czele oficjalnie oświadczył iż historia ZSRR jest nieodłączną historią Rosji. Oświadczyli także że dzisiejsza Rosja jest spadkobierczynią ZSRR. "

    Tak samo jak zabór pruski jest nieodłączną częścią historii Polski. Inne zabory też. Ale zaborcy to nie byli Polacy (czasem trafił się zdrajca, jak i u bolszewików Rosjanin).

    "spadkobierczynią..." kuźwa, ale spadek. Jedyne co dobre to atomowa pała, bo jakby nie ona to usrael już dawno zaprowadziłby im "demokrację" jak w Libii albo Iraku. Zgadzasz się?

    Dalej twierdzisz, że kocham ZSRR? ;-)

    Ps.

    A tak na serio, to po stosunku do Rosji idzie rozpoznać kto trzyma z syjonistami albo sam nim jest....
  • @Jasiek 16:55:02
    "Dalej twierdzisz, że kocham ZSRR? ;-)
    "

    Po czynach Ich poznacie...
    Wierzę, że jesteś polskim patriotą.
  • @Talbot 17:00:12
    "Wierzę, że jesteś polskim patriotą."

    Ufff.... kamień z serca. Dzięki.
  • No właśnie powinniśmy odkłamywać, a nie zatajać lub przemilczać naszą tak trudną historię.
    Tak powinno brzmieć:
    70 rocznica śmierci mordercy, gwałciciela kobiet, zboczeńca Józefa Kurasia - dezertera AK zwanego "Ogień"

    Jednego z głównych bandytów i rzezimieszków mordujących i okradających Polaków , Rusinów, Słowaków pod szyldem obrońców RP

    Testament AKowców w sprawie Kurasia "Ognia"


    Akowcy z Podhala, przysięgając na Biblię, poświadczyli, ze „Ogień” mordował niewinnych ludzi

    Górale z Nowego Targu cieszą się, że Instytut Pamięci Narodowej wreszcie ma konkurencję i dzięki temu ludzie dowiedzą się prawdy o działalności oddziału partyzanckiego Józefa Kurasia „Ognia” w latach 1945-1947 na Podhalu, Orawie i Spiszu. Gdy 10 lat temu krakowski oddział IPN zwrócił się do świadków tamtych wydarzeń, chętnie przekazywali swoje relacje i opisywali, jak byli przez „Ognia” nękani, zastraszani, grabieni, ilu niewinnych ludzi zamordowano. Efekt ich szczerych relacji był taki, że 13 sierpnia 2006 r. zostali zaproszeni do Zakopanego na uroczystość odsłonięcia przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego pomnika „Ognia” i jego poległych podkomendnych. Żaden z zabierających głos przedstawicieli IPN ani major WP, który w czasie apelu poległych odczytał ponad 90 nazwisk „ogniowców”, nie wspomnieli o kilkukrotnie większej liczbie ludzi, którzy przez „Ognia” stracili życie. Nawet w trakcie mszy z udziałem prezydenta, poprzedzającej uroczystość, nikt się za nich nie pomodlił.
    Postawienie Kurasiowi pomnika w Zakopanem i zrobienie z jego odsłonięcia patriotycznej uroczystości o randze państwowej tak bardzo zdenerwowało Słowaków mieszkających po obu stronach polskiej granicy, że odpowiednik polskiego IPN, Ústav Pamäti Národa w Bratysławie, postanowił zająć się sprawą nowego polskiego Janosika. Nie mogli pojąć, jakim sposobem człowiek, który był zwolennikiem czystek etnicznych, który chciał Polski bez Słowaków, Rusinów i Żydów, który terroryzował, zabijał i okradał ludność na terenie polsko-słowackiego pogranicza, został szlachetnym bohaterem, mordującym wyłącznie przedstawicieli władzy ludowej. Słowaccy historycy przyjechali do Polski, zapoznali się z dokumentami zgromadzonymi w archiwach IPN, spisali relacje wielu osób, w 2009 r. przysłali ekipę filmową, która zrealizowała 33-minutowy film dokumentalny „Zakątki zapomniane przez Pana Boga”. Został on pokazany tylko w telewizji słowackiej. Jego „polska” premiera odbyła się w sierpniu 2010 r. w Instytucie Polskim w Bratysławie. Słowacy pokazali w nim zupełnie innego Kurasia, nieprzypominającego tego opisywanego przez nasz IPN, i dlatego film do polskiej telewizji nie trafił.
    Słowacy nadal zbierają materiały dotyczące Kurasia. Po raz pierwszy postać tego samego człowieka oceniają historycy dwóch sąsiadujących ze sobą państw. W Polsce powojenne losy oddziału partyzanckiego Józefa Kurasia „Ognia” bada Maciej Korkuć z krakowskiego oddziału IPN, natomiast pracami słowackich badaczy kieruje Lubomir Durina z UPN w Bratysławie. Dla polskiego historyka Kuraś to zasłużony przywódca antykomunistycznego podziemia, odważnie walczący z władzą ludową. Natomiast słowacki historyk uważa, że oddział „Ognia” to banda, która wprawdzie miała na swoich sztandarach hasła walki o wolną Polskę, ale przy okazji terroryzowała góralskie wsie, grabiła i mordowała niewinnych ludzi, realizowała program czystek etnicznych, nienawidziła Słowaków, Rusinów i Żydów. Trudno jednak się spodziewać, że pracownicy dwóch narodowych instytutów pamięci, położonych po obu stronach granicy, zespolą wysiłki i wspólnie postanowią szukać prawdy. Za państwowe pieniądze zawsze będzie ona różna.

    Przysięgli na Biblię

    16 marca 1990 r., po wieczornej mszy, na plebanii kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu zjawiło się ośmiu mężczyzn, byłych żołnierzy Armii Krajowej z terenu Podhala, wszyscy w wieku ok. 70 lat. Zapowiedzieli wcześniej, że przyszli przekazać parafii bardzo ważny dokument i poświadczyć na Biblię, że wszystko, co napisali, jest prawdziwe. Chcą to potwierdzić przed Bogiem. Zostali przyjęci przez proboszcza Franciszka Juraszka i wikarego Henryka Paśkę.
    – Stół nakryłem białym obrusem, położyłem krzyż i Biblię, zapaliłem świece – wspomina jedyny żyjący świadek tego wydarzenia, ks. Henryk Paśko, obecnie proboszcz parafii św. Jadwigi Królowej przy ul. Ludźmierskiej w Nowym Targu. – Wszystkich tych mężczyzn znałem osobiście, bo byłem kapelanem nowotarskich akowców. To byli bardzo zacni ludzie, godni zaufania, ogromnie dla Polski zasłużeni, o wspaniałych życiorysach. Wszyscy już zmarli, nie żyje też ks. Juraszek. Tylko ja zostałem.
    Kpt. Jan Kacwin, pseudonim „Juhas”, prezes nowotarskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, jeden z założycieli tutejszej Komisji Historii Wojskowości oraz oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego, położył w pobliżu Biblii dziewięciostronicowy dokument z podpisami wszystkich przybyłych na plebanię. Gdy zbliżyli się do stołu, Jan Kacwin powiedział, że te kartki to jest ich testament, do wiadomości Pana Boga. Cudem przeżyli zarówno hitlerowską okupację, jak i „Ognia”. Mają już swoje lata, nie wiedzą, jak długo pozostaną jeszcze na tym świecie. Są przekonani, że gdy odejdą ostatni świadkowie powojennych wydarzeń, w Polsce zacznie się tworzenie legendy wokół postaci Józefa Kurasia. Dokument składają w depozycie w nowotarskiej parafii, bo tu będzie bezpieczny. Mają nadzieję, że zostanie odczytany na Sądzie Ostatecznym. Podpisali się, położyli ręce na Biblii i przysięgli, że wszystko, co napisali, odpowiada prawdzie. Następnie ks. prałat Franciszek Juraszek na dole dziewiątej strony, pod podpisami ośmiu akowców, napisał, że 16 marca 1990 r. był świadkiem złożenia przysięgi przez osoby podpisane pod dokumentem i poświadcza to swoim podpisem.
    Ks. Franciszek Juraszek, proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w latach 1976-2001, były duszpasterz nowotarskiej „Solidarności”, zmarł w 2009 r.
    Wraz z jego śmiercią w tajemniczy sposób zniknął z plebanii dokument byłych akowców. Nikt z obecnie pracujących tu księży nie jest w stanie powiedzieć, co się z nim stało. Komuś musiało na tym bardzo zależeć. Nowotarscy akowcy widocznie to przewidzieli i dlatego pozostawili kopie tego dokumentu swoim rodzinom. Jedną z tych kopii pokazałem ks. Henrykowi Paśce.
    – Mogę tylko stwierdzić, że jest to kserokopia oryginalnego dokumentu. Brakuje na niej jedynie podpisu ks. Franciszka Juraszka. Nie mam pojęcia, co się stało z oryginałem. Proszę wybaczyć, ale nie powiem panu nic o Kurasiu, bo jest to w naszym regionie dalej wielka, niezabliźniona rana. Całą sprawę powinniśmy powierzyć do rozstrzygnięcia Panu Bogu i bożemu miłosierdziu.

    Nawet IPN nie oczyści

    Kpt. Jan Kacwin, ostatni z ośmiu mężczyzn składających przysięgę, były żołnierz IV batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, po wojnie aresztowany i więziony, długoletni prezes koła Światowego Związku Żołnierzy AK, został odprowadzony na cmentarz 2 grudnia 2011 r. Nie doczekał sesji Rady Powiatu Nowotarskiego, na której miała być omawiana sprawa postawienia w Waksmundzie koło Nowego Targu pomnika Józefa Kurasia „Ognia”. Wolał widocznie odejść wcześniej.
    O tym, co kpt. Kacwin mógł sądzić o planach postawienia pomnika Józefowi Kurasiowi, można tylko wnioskować z jego wcześniejszych wywiadów udzielonych miejscowej prasie, gdzie o „Ogniu” mówił: „bandyta”, „negatywna postać”, „dezerter AK działający na własną rękę”, „my walczyliśmy o Polskę wolną, demokratyczną, wielu z nas było na Sybirze, w więzieniach stalinowskich, jednak nie mordowaliśmy, nie grabiliśmy zwykłych ludzi”.
    Byli akowcy z Podhala od wielu lat protestowali przeciwko wszelkim formom gloryfikowania postaci „Ognia” po 1989 r., słali liczne pisma do gazet, do IPN, domagali się wyjaśnienia pospolitych zbrodni popełnionych przez oddział „Ognia”. Powołali Stowarzyszenie Pamięci im. 1. Pułku Strzelców Podhalańskich, które zajęło się zbieraniem relacji i dokumentów o zbrodniach ludzi „Ognia” na byłych żołnierzach AK. W Zakopanem zablokowali nazwanie imieniem Józefa Kurasia jednej z ulic na osiedlu Pardałówka. Ale zapobiec postawieniu Kurasiowi pomnika nie zdołali. Tyle że nie dopuścili do usytuowania go w centrum miasta. Pomnik najpierw miał stanąć w centrum, u zbiegu ul. Kościuszki z al. 3 Maja, potem zaproponowano park im. Józefa Piłsudskiego, koło pomnika Grunwaldzkiego. Dzięki protestom, że marszałek nie byłby zadowolony z takiego towarzystwa, stanął w mniej eksponowanym miejscu przy ul. Kościuszki, naprzeciwko dworca PKS.
    Kilka lat temu byli akowcy z Podhala nie dopuścili do przegłosowania uchwały o zgodzie Rady Miasta Nowego Targu na pomnik Kurasia w centrum miasta oraz na powstanie ulicy „Ognia”. W tych działaniach popierali ich szczególnie mieszkańcy Waksmundu i Ostrowska, wsi, które najbardziej ucierpiały w wyniku powojennej działalności partyzanckiego oddziału Kurasia. Gdy ich mieszkańcy dowiedzieli się, że 22 kwietnia 2001 r. w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu ma się odbyć uroczystość poświęcenia tablicy mjr. Józefa Kurasia, napisali do prymasa Józefa Glempa list z prośbą o opamiętanie się, nierobienie bohaterów z osób, które mają krew na rękach. Nic nie pomogło, kolejne tablice, mające tworzyć atmosferę świętości wokół „Ognia”, zostały umieszczone w kościołach w Licheniu, w Rabce i – aż trzy – w Juszczynie koło Makowa Podhalańskiego.
    Nowotarskim akowcom udało się zablokować nazwanie szkoły podstawowej w Waksmundzie imieniem Józefa Kurasia. Chodzili i zrywali z parkanów ulotki zwolenników nowego patrona, na których Kuraś był przedstawiany jako „porucznik Piłsudskiego”, jako ten, kto „zagonił sowietów pod Kijów”, choć w 1920 r. miał tylko pięć lat. A gdy SB chciała go aresztować, wrócił do lasu, aby walczyć „o wolną Polskę, nie komunistyczną, nie żydowską”.
    Kombatantom z Podhala nie udało się obronić tablicy wiszącej przez lata na górnej stacji kolejki na Gubałówkę, upamiętniającej funkcjonariuszy UB i KBW oraz Bogu ducha winnego maszynistę tej kolejki, Zachara Szumlańskiego, którzy w tym miejscu zginęli w wyniku zasadzki zorganizowanej przez oddział „Ognia”. Nie pomogły argumenty, że zginął kolejarz niemający nic wspólnego z żadną stroną politycznego konfliktu. Tablicę poddano lustracji i polecono ją zdemontować.
    Ofiary „Ognia” mają tylko jeden niewielki pomnik w Nowej Białej, tuż koło budynku ośrodka zdrowia, i aż dziw bierze, że IPN jeszcze nie interweniował. Zachował się na nim napis informujący, że jest to pomnik „Ofiar II Wojny Światowej i Zamordowanych Mieszkańców Nowej Białej przez bandę Ognia”.
    29 grudnia 2011 r., dokładnie miesiąc po śmierci kpt. Jana Kacwina, który przez wiele lat sprzeciwiał się robieniu z Kurasia bohatera narodowego, radni gminy Nowy Targ, przewagą tylko jednego głosu, wydali zgodę na ustawienie na koszt warszawskiej Fundacji „Pamiętamy „pomnika Józefa Kurasia i jego partyzantów na prywatnej działce należącej do rodziny Kurasiów w Waksmundzie, przy szlaku na Turbacz. W głosowaniu wzięło udział 21 radnych, siedem osób głosowało za przyjęciem tej uchwały, sześć było przeciwnych, a osiem wstrzymało się od głosu.
    Wójt gminy Nowy Targ Jan Smarduch odczytał wniosek Fundacji „Pamiętamy” i powiedział, że osobiście nie ma nic przeciwko budowie pomnika, gdyż jest to inicjatywa prywatna, gminy nic to nie kosztuje i ma on zostać ustawiony na prywatnym gruncie. Potem przedstawiciele fundacji – Grzegorz Wąsowski, kiedyś działacz Ligi Republikańskiej, oraz Kazimierz Krajewski, kierownik Referatu Badań Naukowych i Zbiorów Bibliotecznych Instytutu Pamięci Narodowej – tłumaczyli radnym, że czarną legendę „Ognia” stworzyła bezpieka, a prawda jest zupełnie inna: Kuraś nikogo nie mordował bez powodu, karał śmiercią tylko kolaborantów i donosicieli.
    – Nie tłumaczcie nam, że był bohaterem – ostro zareagował najstarszy wiekiem radny, Jan Leśnicki z Gronkowa. – Bohaterem był w czasie wojny, a po wojnie był zwykłym mordercą. Jestem zdziwiony tym, że nie zapytaliście mieszkańców Podhala ani tutejszych historyków, co myślą o „Ogniu”. Tutaj ludzie mają o nim zupełnie inne zdanie niż wy.
    Inny radny, Józef Pietraszek z Krempach, uznał, że decyzja o stawianiu pomnika Kurasiowi to byłoby na Podhalu rozdrapywanie ran, które po Kurasiowych mordach jeszcze się nie zagoiły.
    Przeciwnicy pomnika w Waksmundzie tłumaczyli, że „Ogień” zabił wielu niewinnych ludzi, może i w szczytnych celach, ale nawet IPN nie jest w stanie go oczyścić z pospolitych morderstw. A poza tym co to za moda stawiania pomników na prywatnych gruntach?
    Uchwała przeszła chyba tylko dzięki głosowi radnego Łukasza Gromady, który stwierdził, że decyzja radnych i tak nie ma tu większego znaczenia. Teren jest prywatny i bez względu na to, co zadecydują, pomnik i tak powstanie.
    Tuż przed głosowaniem odczytano negatywną opinię w sprawie pomnika, nadesłaną przez Towarzystwo Słowaków w Polsce, oraz dwie opinie pozytywne, które nadeszły z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Warszawie.

    Słowacki protest

    W piśmie skierowanym do wójta Nowego Targu Jana Smarducha mieszkający w Polsce Słowacy nalegają na odroczenie uchwały o postawieniu Józefowi Kurasiowi pomnika, bo jest to ich zdaniem działanie polityczne, dalekie od realiów historycznych. Zamiast stawiać monumenty, należy najpierw wyjaśnić dużo spraw związanych z powojenną działalnością Kurasia na terenie Podhala, Spisza i Orawy. Od wielu lat Słowacy domagają się wyjaśnienia m.in.:
    • uprowadzenia i obrabowania 16 kwietnia 1946 r., a następnie zamordowania w obozie „Ognia” pod Turbaczem czterech mieszkańców Nowej Białej: Jana Szczurka, Jana Kraka, Józefa Chałupki i Jana Łapszańskiego,
    • zastrzelenia 24 stycznia 1946 r. w Trybszu Pawła Bizuba, śmiertelnego postrzelenia jego syna Jakuba oraz obrabowania ich gospodarstwa,
    • zamordowania 12 listopada 1946 r. w Niedzicy Michała Kuźla, ojca sześciorga dzieci, oraz obrabowania go,
    • dokonania w latach 1945-1947 ok. 120 napadów rabunkowych na ludność cywilną Spisza, szczególnie w Krempachach, Nowej Białej, Dursztynie, nakładania nakazów zapłaty kontrybucji na spiskie miejscowości i dokonywania grabieży mienia.
    Członkowie Zarządu Głównego Towarzystwa Słowaków w Polsce uważają, że u nas wszystko jest postawione na głowie, najpierw historycy i prokuratorzy IPN powinni zbadać wszelkie zbrodnie Kurasia i dopiero potem zadecydować, czy zasłużył na pomnik.
    – IPN nie chce słyszeć o faktach, które nie wpisują się w tworzoną przez niego własną wersję historii najnowszej – uważa Ludomir Molitoris, sekretarz generalny Towarzystwa Słowaków. – Piszemy, podajemy fakty, nazwiska, daty, kogo i gdzie oddział „Ognia” zamordował, prosimy o wszczęcie śledztwa. Odpowiadają nam, że te czyny uległy przedawnieniu. Nie chcą nawet podjąć się wyjaśnienia, dlaczego ci ludzie zginęli.
    W dniach od 9 do 11 marca 2007 r. IPN zorganizował w Nowym Targu konferencję naukową „Wokół legendy »Ognia«”.
    – Pojechałem na tę konferencję i nagle widzę, że jest to akademia ku czci Józefa Kurasia, wielkiego bohatera, i nawet dyskusji nie przewidziano – wspomina Ludomir Molitoris. – Gdy chciałem dojść do mikrofonu, zaczęto mnie szarpać za marynarkę i omal nie pobito. Mimo wszystko wybiegłem na scenę i powiedziałem, co myślę o takich konferencjach, na których nie można niczego wyjaśniać, bo organizatorzy wszystko już wiedzą.
    Po raz drugi Molitoris nie został dopuszczony do głosu w listopadzie 2008 r. na konferencji w Nowym Targu, poświęconej relacjom między Polakami a Słowakami w latach 1938-1948, której organizatorem był też IPN we współpracy ze Słowacką Akademią Nauk i Słowackim Instytutem Historycznym. Gdy chciał zapytać o Józefa Kurasia i o jego zbrodnie popełnione na Słowakach, prowadzący obrady ks. dr hab. Józef Marecki, starszy specjalista Referatu Badań Naukowych IPN, zażądał, aby opuścił salę.
    – Powiedziałem, że jestem oficjalnym reprezentantem mniejszości narodowej słowackiej w Polsce, i powołałem się na art. 35 konstytucji. Te argumenty do
    ks. Mareckiego nie trafiły, musiałem opuścić salę.

    Krzyża nikt nie ruszy

    Gdyby prokuratorzy IPN chcieli się zająć zbrodniami Kurasia, pracy mieliby na wiele lat, bo ludzie z Waksmundu, Ostrowska, Łopusznej, Ochotnicy, Szaflar, Gronkowa czy z Nowego Targu dużo wiedzą. Niewielu chce o tym mówić. Jak już wspominają, to proszą, aby nie ujawniać ich nazwisk. Może nadal paraliżuje ich strach przed niewielką grupką jeszcze żyjących żołnierzy „Ognia”? Tak opisali mi, co się działo w Gronkowie 31 grudnia 1945 r.
    Tego dnia oddział „Ognia” wszedł do wsi wieczorem. Zapytali spotkanego przy domu 36-letniego Władysława Zagatę-Łatanka, ojca czworga dzieci, gdzie mieszkają Kudasikowie. Gdy ten odwrócił się, aby wskazać drogę, dostał śmiertelny strzał w głowę. Kudasików nie zastali, więc poszli do domu Wojciecha Leśnickiego-Barana, gdzie zastrzelono 32-letniego Stanisława Zagatę-Łatanka. U Szewczyków przy kolacji siedziała cała pięcioosobowa rodzina. Wyprowadzili do ogrodu Józefa Szewczyka i go zastrzelili. W domu Grońskiego-Pocwy też trwały ostatnie przygotowania do powitania Nowego Roku. Ludzie „Ognia” weszli do izby i strzelili w sufit, aby pokazać, kto tu rządzi. Zapytali, czy jest Leon Zagata-Łatanek. Gdy 18-letni chłopak potwierdził swoją obecność, wyprowadzili go na zewnątrz i zastrzelili. Jego 21-letni brat Bronisław Zagata-Łatanek rzucił się na „Ognia” z krzykiem: „Za co zamordowałeś mi brata?”. Natychmiast dostał serię z automatu. W drodze powrotnej ludzie „Ognia” zastrzelili jeszcze 28-letniego Władysława Krzystyniaka. Prawdopodobnie zabili go, bo powiedział im: „Dobrze się wam paść ludzką krzywdą”.
    Mieszkańcom Gronkowa do dzisiaj nikt nie wyjaśnił, dlaczego ci ludzie zginęli. Dla IPN to zabójstwa pospolite, uległy już przedawnieniu i sprawców nie można ścigać. Można karać tylko za zbrodnie komunistyczne, choć i tu byłoby dużo pracy. Jako komendant Milicji Obywatelskiej i szef Urzędu Bezpieczeństwa w Nowym Targu Józef Kuraś wyłapywał akowców, przesłuchiwał ich, skazywał na więzienie i wysyłał na Sybir – co pod przysięgą stwierdzają byli akowcy w po raz pierwszy ujawnionym przez nas dokumencie, który ktoś wykradł z plebanii w Nowym Targu. Czy to nie zbrodnie komunistyczne, które nie uległy przedawnieniu?
    Poza tym gronkowianie są oburzeni, że pomnik „Ognia” będzie w kształcie krzyża.
    – My to wiemy – tłumaczy mi jeden z górali – na Podhalu wszyscy szanują krzyż i gdyby go ktoś ruszył, to wielkie larum będzie. Dlaczego tylko nasadzili na krzyż czapkę, czemu Kościół na to pozwala? Krzyż to nie wieszak na garderobę. Ale uwidzicie za kilka lat, jak poumierają ostatni świadkowie, to go zrobią świętym. Poczekajcie jeszcze kilka lat.

    „Ogień” – watażka podhalański

    Testament podhalańskich AKowców

    16 marca 1990 r. na plebanii kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu zjawiło się ośmiu wysokich rangą byłych żołnierzy Armii Krajowej. Przekazali proboszczowi, ks. prałatowi Franciszkowi Juraszkowi, dokument dotyczący działalności na Podhalu Józefa Kurasia „Ognia”, przysięgli na Biblię, że wszystko, co napisali, jest prawdą, i powiedzieli, że chcieliby, aby Pan Bóg dowiedział się o wszystkim na Sądzie Ostatecznym.
    W 2009 r. zmarł ks. Juraszek i z jego szuflady na plebanii w tajemniczy sposób zniknął oryginał tego pisma. Ktoś bardzo chciał, aby ten dokument nie doczekał Sądu Ostatecznego, i dlatego zdecydowaliśmy się go upublicznić na podstawie kopii, której autentyczność potwierdziły nam rodziny podpisanych akowców.

    W okresie powojennym ukazały się w drugim obiegu publikacje pozytywnie oceniające pookupacyjną działalność zbrojną na Podhalu Józefa Kurasia „Ognia”.
    Dodatnio opisano jego wyczyny w walce z oddziałami KBW, broniącymi narzuconej nam władzy, nie wspomniano natomiast o zbrodniach popełnionych przez „Ognia” i na jego rozkaz.
    Kuraś wstąpił do oddziału partyzanckiego AK, dowodzonego przez por. Władysława Szczypkę „Lecha” w Gorcach w połowie 1943 r. „Lech” przyjął od niego przysięgę, nadał pseudonim „Orzeł”, mianował swoim zastępcą. Wkrótce, na skutek nieszczęśliwego wypadku, „Lech” zginął i na jego miejsce przybył por. Kryspin Więckowski „Zawisza”, przysłany przez Okręg w Krakowie.
    Gestapo dowiedziało się, że Kuraś jest w partyzantce, toteż zemściło się na jego rodzinie. Dnia 29 VI 1943 r. zamordowano w Waksmundzie jego ojca, żonę i 1,5-rocznego synka, dom spalono. Przed nastaniem zimy 1943/44 partyzanci Oddziału „Wilk”, bo taki kryptonim posiadał, przenieśli się z Kudłania na Czerwony Groń i tam nad potokiem zbudowali dwie ziemianki. Przed Bożym Narodzeniem Ernest „Sław” i Helena „Sława” Durkalcowie, kierujący schroniskiem na Lubaniu, zaprosili „Zawiszę” z kilku partyzantami do siebie na wieczór wigilijny. W oddziale służył ich syn Bolesław „Sławek”. Przed odejściem „Zawisza” wydał „Ogniowi”, bo taki kolejny pseudonim Kuraś posiadał, rozkaz pozostawania z oddziałem w ziemiankach do jego powrotu, żywność partyzanci mieli.

    „Ogień” rozkazu nie wykonał,
    poszedł z częścią oddziału 26 XII do Ochotnicy na zabawę. O świcie w dniu następnym wrócili do ziemianek i przystąpili do czyszczenia broni. W ślad za nimi przyszedł oddział żandarmerii i partyzantów zaatakował, ubezpieczenie nie funkcjonowało. „Ogień” żadnego rozkazu do samoobrony nie wydał, otworzył drzwi, wystrzelił z pistoletu i znikł. Dowództwo nad oddziałem objął „Krasny”, kazał „Krukowi” z rkm-em wyskoczyć z ziemianki na lewo wzdłuż potoku i ostrzelać napastników, po czym sam z resztą partyzantów wybiegł. „Szpak”, chory na zapalenia stawów, nie mógł dołączyć do nich i popełnił granatem samobójstwo, a „Wiatr” trafiony śmiertelnie upadł pod świerkiem. Oddział „Wilk” chwilowo rozproszył się, część partyzantów udała się do schroniska w jednej z bacówek. „Zawisza” większą grupę po pewnym czasie zebrał w schronisku na Lubaniu. Z partyzantami, których „Zawisza” zebrał, zaatakował i rozbił posterunek w Ochotnicy Dolnej. Granatowi policjanci poddali się. A komendanta żandarma Kuntza, broniącego się na piętrze, zabito.
    Nie dołączył do Oddziału „Ogień”, zgrupował on koło siebie kilku partyzantów i odtąd do końca okupacji Podhala oddział ten, nieco powiększony, stanowił samodzielną, nikomu niepodlegającą jednostkę, nie uznawał nad sobą żadnej zwierzchności, unikał spotkań z dowódcami i oddziałami AK. Rozbrat z „Zawiszą” nie wynikał z rzekomej odmienności poglądów politycznych, jak to skomentowali po wojnie niektórzy autorzy publikacji. Znając twardy charakter swojego poprzedniego dowódcy, „Ogień” obawiał się odpowiedzialności za niewykonanie rozkazu, opuszczenie 26 XII z częścią oddziału ziemianek i udanie się na zabawę, dopuszczenie do zaskoczenia i rozproszenia oddziału, śmierci dwóch partyzantów i zniszczenia ziemianek. „Ogień” był kapralem rezerwy, odbył służbę czynną w pułku piechoty i ukończył szkołę podoficerską, wiedział, jakie konsekwencje ma prawo wyciągnąć oficer przełożony wobec podkomendnego w okresie wojny za niewykonanie rozkazu.

    Nie dołączył do oddziału, więc

    został uznany za dezertera, co zrobił świadomie. Swoje poglądy polityczne prezentował w zależności od aktualnej sytuacji korzystnej dla siebie. Nie przebierając w środkach, włącznie z krwawymi rozbojami, zdobywał „dutki” (pieniądze), do bankructwa życiowego w 1947 r. przedstawiał się jako członek: Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej, Batalionu Chłopskiego, Ludowej Służby Bezpieczeństwa, Polskiej Partii Robotniczej, Milicji Obywatelskiej i w końcu Narodowych Sił Zbrojnych.
    Nie funkcjonowały u niego normy moralne, wybrał kierunek działania według własnego widzimisię. Wzywany wielokrotnie przez mjr. Adama Stabrawę „Borowego”, dowódcę 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK i dowódcę IV batalionu kpt. Juliana Zapałę „Lamparta” do podporządkowania się, na wezwania nie reagował. Doręczycielowi wezwań zagroził, że jeżeli nie przestanie do niego z pismami z dowództwa przychodzić, to go zastrzeli jak psa.
    Do dowództwa pułku napływały skargi o dokuczliwej dla góralskiej wsi działalności watahy „Ognia” jak: zdejmowanie i zabieranie z młynów i tartaków, pracujących dla ludności wiejskiej, pasów transmisyjnych, rabunkach, nakładaniu kontrybucji, pijatykach, rozbojach. Rozważano w dowództwie myśl zaatakowania i rozbrojenia watahy. „Borowy” wykonania pomysłu zaniechał, doprowadziłoby to do bratobójczej walki i ofiar ludzkich. „Ognia” pozostawiono w spadku, zarysowującej się na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, władzy ludowej, która w końcu stycznia 1945 r. utworzyła się i na Podhalu.
    Dnia 19 I 1945 r. gen. Okulicki „Niedźwiadek”, komendant główny, rozwiązał Armię Krajową. Wykonując ten rozkaz, „Borowy” rozwiązał 1 PSP-AK, walczący na Podhalu.
    Po wkroczeniu jednostek Armii Radzieckiej na Podhale „Ogień” ze swoim uzbrojonym oddziałem zszedł z Gorców do Nowego Targu i podporządkował się władzy ludowej. Pojechał do Lublina, a stamtąd do Warszawy i tam zatwierdzono mu samozwańczy stopień porucznika i wydano dokument, z którym zgłosił się w Wojewódzkiej Komendzie MO i otrzymał nominację na komendanta MO w Nowym Targu. Posterunki, miejski i w okolicznych wioskach, obsadził swoimi partyzantami. W tym czasie do nowotarskich placówek MO i UB był przydzielony radziecki oficer NKWD jako doradca.
    Posługując się posiadanym spisem, dokonywał on wspólnie z funkcjonariuszami UB aresztowań AK-owców.
    Z Nowego Targu byli pochwyceni i osadzeni w areszcie m.in. Władysław Zagardowicz „Kukułka”, Franciszek Kieta „Limba”, Teofil Zubek „Wiewiórka”. W czasie przesłuchań żądano od nich ujawnienia miejsca pobytu oficerów posługujących się pseudonimami: „Borowy”, „Podkowa”, „Las”. Aresztowani podejrzewają o sporządzenie spisu i wręczeniu go bolszewikom – Józefa Kurasia. Spis był sporządzony w języku polskim i bolszewik miał trudność w odczytaniu nazwisk i pseudonimów. Ksiądz proboszcz Karabuła i mgr burmistrz Szoski wezwali Kurasia do opamiętania się i zaprzestania zdradzieckiego postępowania. Zagardowicz i Kieta byli aresztowani 2 lutego, po czym wywiezieni na Ural w rejon Swierdłowska. Kieta przepracował w kopalni węgla 33 miesiące, wrócił ze zniszczonym zdrowiem, jest obecnie na utrzymaniu opieki społecznej. Zagardowicz pracował przy wyrębie lasu, we wrześniu zbiegł i wrócił do Nowego Targu.
    Kuraś 11 kwietnia 1945 r. z milicjantami zdezerterował, porwał przy tym i uprowadził ze sobą Katza-Burzyńskiego, Żyda, szefa miejscowego UB. Wrócili w Gorce, na dobrze im znane ścieżki i rozpoczęli zbrojną działalność, wymierzoną w organa władzy ludowej. Rozbijali komitety PPR, posterunki MO, mordowali ocalałych z holokaustu Żydów, strzelali i zabijali napotkanych w Gorcach turystów, uznając ich za zwiadowców UB, egzekwowali nakładane przez „Ognia” kontrybucje.
    „Łoza”, łączniczka rozwiązanego oddziału AK, w kwietniu przyszła pieszo z Rabki do Krakowa, odnalazła „Borowego” i jego zastępcę na ul. Siemiradzkiego 2 w Domu Zdrowia (własność rodziny Sędzimirów) i doręczyła pismo od „Ognia”. Namawiał on „Borowego” do powrotu na Podhale i objęcie dowództwa, zobowiązał się do podporządkowania jego rozkazom. Odpowiedzi „Ogień” nie otrzymał, a „Borowy” i „Podkowa” zmienili kwaterę.
    W kwietniu „Ogień” popełnił jedną z pierwszych zbrodni,
    licznych w późniejszym okresie swojej działalności. Wezwał do siebie przez gońca Franciszka Zapałę, zamieszkałego w Koninie, brata Juliusza Zapały „Lamparta”, d-cy IV nowotarskiego batalionu PSP-AK. Franciszek Zapała zgłosił się u „Ognia”, zabierając ze sobą blankiety zaświadczeń o nadaniu Brązowego Krzyża Zasługi z Mieczami, podpisane in blanco przez „Borowego”. „Lampart” już nie żył, miał wpisać na zaświadczeniach pseudonimy swoich żołnierzy – partyzantów i im wręczyć, ale nie zdążył tego uczynić, bo batalion był już rozwiązany. „Ogień” blankiety zabrał, a Franciszka Zapałę zamordował. Do blankietów wpisał pseudonimy swoich podkomendnych i im zaświadczenia rozdał. Po upływie kilku lat niektórzy z tych „odznaczonych” usiłowali swoje odznaczenia zweryfikować w Zarządzie Koła ZBOWiD w Nowym Targu.
    „Ogień” posiadał notatnik, w którym zapisywał swoje decyzje i niektóre wydarzenia, między innymi:
    • 28 sierpnia 1945 r. zastrzelenie 4 Żydów w Maniowach
    • 24 października zastrzelenie B. w Zakopanem za kradzież pieniędzy zabranych na poczcie
    • 18 grudnia zastrzelenie handlarza złotem z Warszawy
    • 2 lutego 1946 Jana Lacha, członka PPR zastrzelono w Kluszkowcach
    • 10 marca wydał rozkaz zabicia mgr Misiaka, pracownika Urzędu Miejskiego w Rabce. Został zastrzelony we własnym mieszkaniu.
    • 29 grudnia zastrzelono w Luboniu Wielkim człowieka, który był na wczasach
    • 3 maja ograbiono i zastrzelono koło Krościenka 12 osób obojga płci narodowości żydowskiej.
    Spisz i Orawa z mieszaną ludnością polsko-słowacką były w okresie okupacji przyłączone do Słowacji. Wymienione regiony w czasie grasowania bandy „Ognia” ucierpiały szczególnie.

    Wieś Krempachy była ograbiona czterokrotnie.
    Wpadli w czasie odprawianego w kościele nabożeństwa i rozpoczęli rabunek. Podzieleni na grupy po 3-4 osoby, posługując się zanotowanymi numerami domów, napadali na zamożniejszych gospodarzy. U Jurkowskich zabrali dwie krowy i konia z wozem, kopali i bili, wymyślając od Słowaków.
    U Jana Łukasza „Lorenca” zastrzelili w chlewie tucznika, zabrali konia z wozem, na który załadowali zdobycz.
    Matce Jana Jurkowskiego „Synka” wyrwali z uszu i zabrali złote kolczyki.
    Jana Pietraszka ograbili, zabrane rzeczy załadowali na wóz, a jego samego zatrzymali jako woźnicę. Miejscowa młodzież uzbroiła się w widły, zaatakowała rabusiów i Pietraszka odbiła.
    Innym razem ograbili mieszkańców Nowej Białej, uprowadzili Jana od Katryny. Zrozpaczona długo męża poszukiwała, wierzyła, że żyje i wróci. Pewnego dnia podrzucono jej kartkę z informacją, gdzie jest mąż. W Waksmundzkim lesie znaleziono grubo przykryte ściółką i gałęziami cztery trupy, a wśród nich męża Katryny, wszyscy byli z Nowej Białej. Przy biciu w dzwony przywieziono zamordowanych na wozie do wsi, spotkała ich ludność Nowej Białej. Po tych napadach młodzież słowacka uchodziła na stałe do Słowacji.
    Dnia 6 czerwca banda ograbiła w Obidowej dyplomatów angielskich wracających z Zakopanego do Warszawy.
    23 lipca – „Doniesiono o harcerzu z Ochotnicy. Drużyna szybko-wykonawcza. Powiesili, zerwał się, jeszcze raz” (cytat z notatnika „Ognia”).
    4 grudnia – „Kontrybucja. Haburowa Katarzyna 500.000 most. Giżycka Maria 500.000 1.XII. zlikwidowano, Łapsze Niżne 150.000. Niedzica 100.000 24.XI. zlikwidowano, Kamin…150.000 24.XI” (cytaty z notatnika „Ognia”).
    Stan bandy od początku działania „Ogień” powiększał imiennymi powołaniami. Niektórzy po otrzymaniu wezwania opuszczali dom rodzinny i wyjeżdżali na Ziemie Odzyskane. W lecie 1946 roku banda została podzielona na mniejsze, działające w innym terenie.
    W ciągu niespełna dwóch lat (kwiecień 1945-luty 1947) banda wykonała około 350 akcji, m.in. rozbiła 57 posterunków MO. Z rąk bandy „Ognia” poniosło śmierć, według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, 430 osób, w tym: 76 funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, 70 funkcjonariuszy MO, 45 żołnierzy KBW i WP, 28 członków PPR, 27 żołnierzy radzieckich, 53 Żydów, 131 innych osób.
    Należy tu wliczyć konfidentów i donosicieli UB, członków ORMO oraz zatrzymanych w pobliżu miejsc zakwaterowania band i podejrzanych o śledzenie. Podczas walk zginęło ponad 50 ludzi „Ognia”, ujęto około 150, aresztowano ponad 200 współpracowników.
    Do najbardziej potwornych i ohydnych zbrodni popełnionych przez „Ognia” i jego ludzi należą:
    • powieszenie w Ostrowsku 10 XII 1945 r. na słupie telegraficznym ciężarnej Katarzyny Kościelnej, z d. Remiasz za to, że wobec sąsiadki nazwała „Ognia” bandytą
    • zgwałcenie Czubiakowej, wezwanej z Waksmundu, matki dwojga dzieci. Odprowadzający „ogniowiec” również ją zgwałcił, po czym zastrzelił.
    U „Ognia” istniał patologiczny, odbiegający od normy, popęd płciowy. Wzywał imiennie do siebie w Gorce przez gońców kobiety, zmuszał je do uległości, a broniące się gwałcił.
    Dnia 21 II 1947 r. zaskoczył „Ognia” oddział KBW w Ostrowsku w zagrodzie Józefa Zagaty. Była tam przygotowana uczta, na którą „Ogień” przyszedł z kumplami i z Hanką. Śledzący go osobnik po stwierdzeniu obecności „Ognia” we wsi, pojechał na rowerze do Waksmundu i przekazał wiadomość następnemu, który również na rowerze pojechał do Nowego Targu i zameldował o tym w UB.
    Gdy przybyły na samochodach oddział KBW okrążał zagrodę Zagaty, „Ogień” z Hanką wyskoczyli z chaty i wpadli do sąsiedniej, wleźli po drabinie na strych i drabinę wciągnęli za sobą. Bieg z chaty do chaty był jednak zauważony i ostatnia kryjówka „Ognia” została szczelnie otoczona przez żołnierzy. Zagrożono mu, że jeżeli nie zejdzie na dół, to zostanie spalony razem z chatą. Wówczas Hanka po drabinie zeszła, a na strychu padł pojedynczy strzał. „Ogień” strzelił sobie w głowę. Przewieziony do Nowego Targu zmarł w szpitalu. Po jego śmierci „ogniowcy”, korzystając z ogłoszonej przez Sejm 22 II 1947 r. amnestii, masowo ujawnili się i zdali broń. Skończyła się na Podhalu zmora grabieży, mordów, gwałtów i kontrybucji. Górale i kupcy odetchnęli z ulgą.
    Taka prawda.

    Żołnierze partyzanci 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej, zrzeszeni w Związku Żołnierzy AK w Nowym Targu:

    Włodzimierz Budarkiewicz „Podkowa”

    Władysław Sowa „Celiński-Dunin”

    Władysław Zagardowicz „Kukułka”

    Franciszek Kieta „Limba”

    Jan Sral „Krasny”

    Bronisław Wielkiewicz „Skok”

    Jan Kacwin „Juhas”

    Tadeusz Czubernat „Płomień”

    Nowy Targ, 16 marca 1990 r.

    W tekście zachowano oryginalną pisownię.

    "Ogień" , przeklęty przez wyklętych
    https://gloria.tv/video/3xpZ3i8ZdasUA6TALEAD9KAsW

    Testament AKowców w sprawie Kurasia "Ognia"
    https://gloria.tv/article/ebsLuX8yEn2n1pgSDv46nkzcu
  • @Sutyt 17:44:32
    Sam widzisz, że Polacy mieli tylko jednego bohatera - Wałęsę.
    Rosja ma wielu Bohaterów Związku Radzieckiego.
    Nawet Ukraina ma swojegi bohatera - Banderę.

    Dziękuję za komentarz.
  • @Sutyt 17:44:32
    Ale bagno...
    3m siem
  • @Talbot 18:02:25
    "Sam widzisz, że Polacy mieli tylko jednego bohatera - Wałęsę."

    :-))))))

    Chyba tylko ci inteligentni inaczej.
  • @Jasiek 16:55:02
    // ZSRR okupował Rosję//

    no to teraz nawet zawodowi historycy mają zagwozdkę

    czyli przed okupacja musieli stoczyć wojnę , jak to miałoby wyglądać
  • @Husky 19:11:43
    "no to teraz nawet zawodowi historycy mają zagwozdkę"

    Chyba tylko ci zawodowi inaczej ;-))))))

    Pozdro!
  • @Sutyt 17:44:32
    Coś dla Was Towarzyszu...

    Takie rzeczy to tylko w Rosji. NAPRAWDĘ absurdalne metody walki z alkoholizmem

    http://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/02/11/takie-rzeczy-to-tylko-w-rosji-naprawde-absurdalne-metody-walki-z-alkoholizmem/
  • @Talbot 20:04:55
    "Takie rzeczy to tylko w Rosji."

    Zobacz jakie mają wojsko! :-)

    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/15/1c/93/151c9359ce1ca8ade1b94b66334f5ce5.jpg

    https://aurorasito.files.wordpress.com/2013/12/181055184.jpg

    http://i1133.photobucket.com/albums/m594/photoenka/Parade/IMG_1570.jpg

    https://i.ytimg.com/vi/27Rj5qjQJAo/maxresdefault.jpg

    http://upload.chengdu.cn/2015/1129/1448758450732.jpg

    I piechota morska:

    http://top10s.biz/wp-content/uploads/2014/07/Russian-Army-female-girl-hot-sexy.jpg
  • @Talbot 20:04:55
    "Coś dla Was Towarzyszu..."

    https://actsensuous.files.wordpress.com/2010/08/russianpolicewomen.jpg

    Ja tam się poddaję ;-)
  • @Jasiek 19:35:35
    a jak wyglada "twoja" historia tej okupacji
    jakies fakty
  • @Jasiek 20:35:54
    "Ja tam się poddaję ;-)"

    żupy OK?
  • Izrael lubit Rassije
    http://www.koniec-swiata.org/wp-content/uploads/2017/02/Izrael-nalot-585x300.jpg

    Dziś o świcie izraelski samolot wojskowy przeprowadził nalot w zachodniej części prowincji Damaszek, celując w pozycje Syryjskiej Armii Arabskiej w Górach Kalamun, niedaleko libańskiej granicy – poinformowało źródło w syryjskiej armii.

    Sztab generalny syryjskich sił zbrojnych poinformował, że dziś rano myśliwiec bombowy należący do sił powietrznych Armii Obrony Izraela przeprowadził lot nad libańskim stepem Arsal, gdzie działają w szczególności formacje Al-Kaidy i „Państwa Islamskiego”, po czym przekroczył syryjską granicę. Po tym incydencie samolot przeprowadził nalot na syryjski rejon umocniony.

    Wysoki rangą oficer syryjskich sił zbrojnych poinformował, że do incydentu doszło w Górach Kalamun. Według wstępnych informacji w wyniku incydentu nikt nie został zabity ani ranny. Nie ma też informacji o szkodach materialnych.

    Miesiąc temu izraelskie samoloty wojskowe zbombardowały pozycje Syryjskiej Armii Arabskiej niedaleko Wzgórz Golan. Izrael uderzył też niedawno w lotnisko wojskowe w Damaszku.
  • @Husky 20:57:10
    Fakty są takie, że ustrojem był carat - rodzaj monarchii czy jakoś tak. Potem "pewne siły" wywołały rewolucję bolszewicką. Cara obalono. Ponieważ duża część wojska i społeczeństwa nie zgadzała się z taką zmianą ustroju (sam do kuźwy nędzy chyba wiesz, że komunizm to zbrodnia przeciw wszystkiemu co normalne) to wybuchła WOJNA domowa - biali kontra czerwoni. Wygrali czerwoni.

    Była zmiana ustroju siłą? Była. Była wojna domowa? Była. Obrońcy dawnego porządku przegrali? Przegrali. Podbito nowe ziemie instalując tam komunizm metodą bolszewicką? Podbito.

    Jak więc widzisz można utworzyć nowe państwo od środka. A te "pewne siły".... no cóż. To akurat nie byli Rosjanie.

    Więc jak do kuźwy nędzy możesz postawić znak równości między Rosją przed rewolucją a ZSRR?

    Trzym się.
  • @Jasiek 21:06:14
    Więc jak do kuźwy nędzy możesz postawić znak równości między Rosją przed rewolucją a ZSRR?


    that is the question...
  • @Jasiek 21:06:14
    //Więc jak do kuźwy nędzy możesz postawić znak równości między Rosją przed rewolucją a ZSRR? //

    a tak że ludzie ci sami
    szyld zmieniono ale bolszewickie metody i nawyki pozostały
    tu trzeba kilku pokoleń by coś się zmieniło
    czy aby Twój idol Putin to nie stara bolszewicka szkoła
    czy KGB to też nie Rosją
    kto go kształcił i w(u)ychowal (sic)
  • @Jasiek 21:06:14
    Zobacz co Putin odpieprza - niszczy bialłoruską armię.

    https://cdnpl2.img.sputniknews.com/images/490/11/4901153.jpg


    https://pl.sputniknews.com/swiat/201702234901269-MiG-29-silnik-zapalil-sie-Bialorus/

    Czy jeszcze ufasz Władimirowi Władimiriczowi?
  • @Husky 21:15:36
    "a tak że ludzie ci sami"

    A tak, że jednak nie ci sami - ci u władzy się zmienili i Rosjanie jeśli byli to w znakomitej większości - tacy, którzy uwierzyli w komunizm, czyli wiesz, że musieli być zdrowo je...nięci - czytaj nie reprezentatywni. Z reszty "tych samych" ubyło ok. 60 mln.

    "szyld zmieniono ale bolszewickie metody i nawyki pozostały"

    Siłą szyld zmieniono - na początku z zewnątrz a potem po wojnie domowej. Bolszewickich metod być nie mogło, bo wcześniej nie było bolszewików. Jak już to w więzieniach, ale jeszcze jako komuchy.


    "tu trzeba kilku pokoleń by coś się zmieniło"

    To, że normalni ludzie mają w dupie komunizm? Tu nic się zmieniać nie musi. Zapewniam.

    "czy aby Twój idol Putin to nie stara bolszewicka szkoła"

    Idol? Mam gdzieś do jakiej szkoły chodził. Nie chcę, żeby usrael zrobił w Rosji taki pierdolnik jak w Libii albo w Iraku. To co w Polsce było za Balcerowicza a w Rosji za Jelcyna i Niemcowa to był wstęp do kujawiaka. W Rosji Putin i "stara bolszewicka szkoła" do ciągu dalszego nie dopuściły i aferałów powsadzali do więzień i zaczęli odbudowywać gospodarkę i armię. PKB wzrosło ok 10x.

    "czy KGB to też nie Rosją"

    No akurat nie - to ZSRR.


    "kto go kształcił i w(u)ychowal (sic)"

    Sik, sik? ;-) Wychowała go "stara bolszewicka szkoła" - jak widać na tyle skutecznie, że jakoś tę Rosję próbuje ogarnąć.

    I nie pisz już proszę tyle agitek, bo nie mam siły odpisywać.

    Ufffff.
  • @Talbot 21:27:20
    "Zobacz co Putin odpieprza - niszczy bialłoruską armię."

    Aj waj! Aj waj! Samolot się popsuł! ;-)

    A nie masz fotek z bombardowania Libii i Iraku?
    A może coś z niszczeniem wiaduktów w Polsce przez US Army?
    Dalej ufasz USA? ;-)
    Bo ja po ściemie z "łepon of mejsiw destrakszin" i półtora miliona Irakijczyków, którzy poszli do piachu już nie. To chyba poważniejszy powód niż awaria ruskiego samolotu (jakby to było coś wielkiego i pierwszy raz... ;-) )
  • @Talbot 21:27:20
    Dlaczego nie wklejasz fotek ładnych rosyjskich dziewczyn jak ja, tylko popsute ruskie samoloty? Jesteś inny? ;-)))))

    (oczywiście żartuję)
  • @Talbot 21:00:21
    "żupy OK?"

    To się odnosi do płci pięknej?

    No tak :-( Czyli jednak popsute samoloty... ;-)
  • Twój artykuł to stek kłamstw !
    Nie wiem w czyim interesie to publikujesz ale nie jest to polski interes. Polacy owszem uczestniczyli w forsowaniu Odry, ale w zdobyciu Berlina ich udział był "kurtuazyjny" - chodziło tylko o obecność.
    Czemu wplatasz wątek II Armii , która z operacją berlińską nie miała nic wspólnego a baty dzięki Świerczewskiemu dostała pod Budziszynem i mam wrażenie że straty z tamtej bitwy zaliczasz do strat operacji berlińskiej, ale nie chce mi się w tej chwili tego sprawdzać ...
    W operacji berlińskiej uczestniczyło ponad milion żołnierzy radzieckich podczas gdy "AWP miała 88 czołgów i pancernych dział samobieżnych oraz 30 samochodów pancernych. Z armią tą związana była jeszcze 4. Mieszana Dywizja Lotnicza, dysponująca około setką samolotów." - cytat z artykułu - ile to może być żołnierzy ... dla ułatwienia dodam że radziecka dywizja to 12 000 do 15 000 żołnierzy - nawet jakby to były dwie dywizje to i tak kropla w morzu ...
  • @Jasiek 21:41:25
    //A tak, że jednak nie ci sami - ci u władzy się zmienili //
    a masz racje

    żydo- bolszewikow wówczas u władzy było 80%
    dziś już tylko 70%
    jest postęp
  • Czy Śląsk jest niemiecki?
    Ukrsińscy studenci...w Polszy.

    https://www.youtube.com/watch?v=6aiBtjxVpGk
  • Autor
    ... zastanawiałeś się może kiedyś dlaczego Armia Czerwona wkroczyła (oficjalne określenie władz II RP na uchodźstwie) 17 września a nie np. 15, 16 lub 18 i jaki ma to związek z porzuceniem przez te władze państwa i narodu - szczególnie chodzi o pewnego śmigłego marszałka i pewnego żyda który deklarował że nie odda nawet guzika ...
  • @Drab61 22:30:20
    Armia Czerwona wkroczyła nieoficjalnie, aby wbić nóż w plecy narodowi słowiańskiemu.
    To camo było w Czechosłowacji i na Węgrzech.
    Oficjalnie - współpracowała z Hitlerem.
  • @Drab61 22:30:20
    https://www.youtube.com/watch?v=q9FH4FWhxwU
  • @Talbot 22:47:27
    ... a wiesz może, że Niemcy w tej chwili mają dużo mniej czołgów niż Polacy ..., natomiast stacjonuje tam 50 000 uzbrojonych po zęby kałbojów ...
  • @Husky 22:26:03
    //A tak, że jednak nie ci sami - ci u władzy się zmienili //
    a masz racje

    żydo- bolszewikow wówczas u władzy było 80%
    dziś już tylko 70%
    jest postęp

    Husky, Ty się w końcu zdecyduj o jakim okresie piszesz. Raz pytasz o fakty z okresu obalenia caratu, a jak Ci je przytaczam to odpowiedzi dajesz na okres po upadku ZSRR. Co to ma być?
    Coś piłeś? ;-))))

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY