Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
374 posty 4458 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Jak uciec z kraju, w którym wprowadzono dyktaturę?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Poradnik, który jeszcze może się przydać

Przez kilkadziesiąt lat istnienia Polski Ludowej na Zachód uciekły miliony Polaków. Śmiałkowie przekraczali granicę mimo nieustannej czujności władz. I udowadniali, że ludzka pomysłowość nie zna granic. Jakie były ich wypróbowane sposoby?

 

Kilka lat po II wojnie światowej komunistyczne władze Polski Ludowej wyraźnie zaostrzyły przepisy paszportowe. W ten sposób znacząco ograniczono mobilność Polaków. Tak o powstałej sytuacji pisze Jarosław Molenda w książce „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL”:

Wyjazd lub przyjazd do Polski był możliwy tylko dla pewnej grupy ludzi uprzywilejowanych lub tych, którzy z wielu innych powodów byli niezbędni do załatwienia ważnych dla funkcjonowania państwa spraw. 

Mimo uszczelniania granic i troski władz o to, aby nikt niepowołany nie wydostał się z kraju, Polacy uciekali jednak na potęgę. Według zajmującego się badaniem ruchów migracyjnych historyka Dariusza Stoli, między 1949 a 1989 rokiem na trwałe opuściło Polskę ponad dwa miliony ludzi. I to nie wszystko. Miliony innych włączyły się w legalne i nielegalne migracje czasowe, pracując lub handlując –dodaje warszawski badacz. 

Pomysłowość i determinacja uciekinierów nie miała końca.Wielu z nich działało w sposóbbardzo niekonwencjonalny. Ale co konkretnie trzeba było zrobić, żeby przedostać się przez coraz lepiej strzeżone granice PRL? 

1. Zostać pilotem

Dostępne strategie ucieczki zależały w dużej mierze od… wyboru kariery. Wiele dróg otwierało na przykład posiadanie uprawnień lotniczych. Zwłaszcza, jeśli na dodatek miało się dostęp do odpowiedniego sprzętu.

Franciszek Jarecki (źródło: domena publiczna) oraz MiG5-bis. Właśnie takim samolotem polski pilot uciekł na Zachód (fot. Kirill Pisman; lic. CC BY-SA 2.0).

 

Franciszek Jarecki (źródło: domena publiczna) oraz MiG5-bis. Właśnie takim samolotem polski pilot uciekł na Zachód (fot. Kirill Pisman; lic. CC BY-SA 2.0).

 

Możliwości powiązane z zawodem pilota doskonale wykorzystał na przykład podporucznik Franciszek Jarecki, absolwent szkół pilotażu w Dęblinie i Radomiu. Służył on w 28. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. O ucieczce myślał długo – mniej więcej od momentu przeniesienia do bazy w Radzikowie koło Słupska. Swój plan zrealizował 5 marca 1953 roku, dokładnie w dzień śmierci Stalina.

Trwał właśnie wspólny przelot pilotów. Jarecki obsługiwał prawdziwy cud radzieckiej techniki, jakim był wówczas MiG-15bis. Pogoda mu sprzyjała. Wykorzystał spore zachmurzenie i oderwał się od grupy. Skierował się w stronę duńskiej wyspy Bornholm.

Niestety, nieobecność lotnika została szybko zauważona. Już po chwili ścigało go 8 sowieckich MiG-ów. Siedząc w kabinie, przeładowałem swój pistolet – wspominał wiele lat później w Radiu Wolna Europa. Popatrzyłem na lufę i na zegarek, i dotarło do mnie, że za kilka minut tego pistoletu mogę użyć przeciwko sobie.

 

Do ostateczności nie doszło. Jarecki nie dał się dopaść i bezpiecznie wylądował. By dotrzeć do swojego celu, musiał jednak dokonać w powietrzu prawdziwych cudów. Może więc w miejsce „zostań pilotem” nasza porada powinna brzmieć: „zostań DOSKONAŁYM pilotem”?

2. Zostać konstruktorem

Ci, którym marzy się ucieczka drogą powietrzną, ale nie w smak im kariera pilota wojskowego, mogą iść w ślady konstruktora-amatora, Eugeniusza Pieniążka. Jego dzieło, słynna Kukułka, było pierwszym amatorskim samolotem oficjalnie zarejestrowanym w PRL-u. O ogromnej determinacji twórcy świadczy fakt, że pierwsze zręby konstrukcji powstawały… w jego mieszkaniu w bloku. Dopiero później przeniósł on pracę do hangaru aeroklubowego.

13 września 1971 roku Pieniążek miał w planie przelot z Bielska-Białej do Krosna. Wracając, skierował się jednak na południe. Po trzygodzinnym locie nad Czechosłowacją i Węgrami, z powodu skrajnie niekorzystnych warunków atmosferycznych i niskiego ciśnienia oleju, wylądował w jugosłowiańskiej Suboticy.

Właśnie tym samolotem własnej konstrukcji Eugeniusz Pieniążek uciekł z Polski Ludowej (fot. Michał Derela; lic. CC BY-SA 3.0).

Właśnie tym samolotem własnej konstrukcji Eugeniusz Pieniążek uciekł z Polski Ludowej (fot. Michał Derela; lic. CC BY-SA 3.0).

 

Jugosławia nie była idealnym celem ucieczki. Pieniążek trafił tam na kilka miesięcy do więzienia. Ale gdy tylko wypuszczono go na wolność, przez Austrię przedostał się do Szwecji.

3. Zostać… terrorystą

To propozycja tylko dla naprawdę zdeterminowanych. Bo czemu właściwie uczyć się sztuki prowadzenia samolotu, jeśli można po prostu zmusić załogę do zmiany kierunku lotu? O tym, że do ucieczki wystarczyć mógł jedynie bilet na lot krajowy oraz coś ostrego w portfelu, świadczy historia dwunastu katowickich i tyskich młodzieńców.

 

Młodzi desperaci w podróż wybrali się 18 września 1981 roku. Dzięki zaledwie kilku żyletkom udało im się sterroryzować całą załogę lecącego z Katowic do Warszawy samolotu. I osiągnęli swój cel. Maszyna, zamiast w Warszawie, wylądowała na berlińskim lotnisku Tempelhof. Ale brawura porywaczy opłaciła się tylko połowicznie. Po dotarciu do Niemieckiej Republiki Federalnej trafili prosto do więzienia.

W latach 70. i 80. lotnisko Tempelhof stało się częstym celem porywanych przez Polaków samolotów. Na zdjęciu lądowanie, porwanego 30 kwietnia 1982, należącego do LOT-u roku Antonowa An-24 (fot. Ralf Manteufel; lic. GFDL 1.2).

W latach 70. i 80. lotnisko Tempelhof stało się częstym celem porywanych przez Polaków samolotów. Na zdjęciu lądowanie, porwanego 30 kwietnia 1982, należącego do LOT-u roku Antonowa An-24 (fot. Ralf Manteufel; lic. GFDL 1.2).

 

Mimo ogromnego ryzyka, podobne do tego z 1981 roku przypadki zdarzały się często. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Polska stała się wręcz światowym liderem w porwaniach samolotów. A ucieczki na Tempelhof były tak częste, że nazwę polskich linii lotniczych rozszyfrowywano jako Landing On Tempelhof.

4. Zostać marynarzem

Równie mocno, co przestworza, na wyobraźnię osób noszących się z planem ucieczki oddziaływało Morze Bałtyckie. Często zdarzały się próby wydostania się z Polski na pokładach kutrów rybackich, a nawet jachtów.

Władza ludowa miała świadomość nieszczelności błękitnej granicy. Szczeciński żeglarz Wojciech Jacobson podkreśla, że w PRL-u z wypływaniem na morze zawsze wiązały się problemy. Najgorzej było w latach 50. Czekające wilków morskich utrudnienia relacjonuje w książce „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL” Jarosław Molenda:

Nawet rejs z jeziora Dąbie koło Szczecina do Trzebieży już nad Zalewem Szczecińskim (oba akweny są połączone) wymagał odprawy granicznej. Przeszukiwany był każdy zakamarek jachtu, żołnierze zaglądali nawet do szuflad, czy nie ma tam uciekiniera. Rejsy po Zalewie były ograniczone zasadą «od wschodu do zachodu słońca».

W czasach Polski Ludowej szczególnie dokładnie sprawdzano czy na pokładzie jachtów i żaglówek nie ukrywają się jacyś potencjalni uciekinierzy z socjalistycznego raju. Zdjęcie z książki „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL” (Bellona 2017).

 

W czasach Polski Ludowej szczególnie dokładnie sprawdzano czy na pokładzie jachtów i żaglówek nie ukrywają się jacyś potencjalni uciekinierzy z socjalistycznego raju. Zdjęcie z książki  „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL” (Bellona 2017).

By odważyć się na ucieczkę mimo takich obostrzeń potrzebna była niebagatelna odwaga, a nawet graniczący z bezczelnością tupet. Śmiałków jednak nie zabrakło. Graniczącą z niemożliwością próbę ucieczki podjęli marynarze ORP Żuraw.

1 sierpnia 1951 roku szesnastu członków załogi wykradło broń z magazynu. Z jej pomocą zastraszyli i uwięzili oficerów. Gdy nazajutrz okręt dotarł do szwedzkiego Ystad, dwunastu z szesnastu buntowników wybrało wolność. Uciekając, wydali jednocześnie wyrok na resztę swoich kolegów oraz na grupę oficerów. Czekały ich w ojczyźnie upokarzające przesłuchania oraz życie nie do pozazdroszczenia.

5. Być wyjątkowo odważnym dzieckiem

Niekiedy do ucieczki wystarczała jedynie dziecięca fantazja. Tak było w przypadku młodych braci Zielińskich z poddębickiego Żyrakowa. Piętnastoletni Adam i dwunastoletni Krzysztof swoją przygodę rozpoczęli od podrobienia podpisu matki. Dzięki temu mogli podjąć pieniądze, odłożone w Szkolnej Kasie Oszczędnościowej. A następnie, bez zbędnych przygotowań, po prostu wykradli się nocą z rodzinnego domu.

Historia braci Zielińskich zainspirowała Macieja Dejczera do nakręcenia filmu

Historia braci Zielińskich zainspirowała Macieja Dejczera do nakręcenia filmu „300 mil do nieba”. Na ilustracji powyżej kadr z tej produkcji.

 

Chłopcy działali bez planu. Z początku dotarli na warszawskie Okęcie. Widząc świetnie obstawione lotnisko postanowili jednak ruszać dalej, aż do Świnoujścia. W trasie wykazali się nie lada pomysłowością. Niekonwencjonalne myślenie jest zresztą pożądaną cechą u każdego potencjalnego uciekiniera.

Bracia postanowili podróżować… na osi pod tirem. By nie wyczuły ich węszące psy wopistów, czyli Wojsk Ochrony Pogranicza, wysmarowali się smarem. W tej niezwykłej kryjówce wytrzymali aż 26 godzin! Spod samochodu wygramolili się dopiero w momencie, gdy znalazł się na parkingu w Szwecji. Tamtejsze władze po wielu miesiącach dyplomatycznych tarć postanowiły przygarnąć nieletnich uciekinierów. A w Polsce historia młodych Zielińskich posłużyła jako fabuła dla nakręconego w 1989 roku filmu „300 mil do nieba”.

 

6. Zostać sportowcem. Albo

Podczas zagranicznego wyjazdu zadaniem uciekiniera było zmylenie czujności specjalnych opiekunów (patrz: oddelegowanych ubeków).  Uważnie obserwowali oni członków delegacji. Jak wyglądała ich „troskliwość”, dowiadujemy się ze wspomnień Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej:

Z autobusów wysiadali najpierw nasi «opiekunowie», wśród ludzi zgromadzonych przed wejściem tworzyli szpaler, potem z autobusów wysiadała młodzież i między szpalerem tym przechodziła do teatru. Po spektaklu – znowu szpaler «opiekunów», przejście między szpalerem do autobusów i powrót (…).

Mimo nieustannej kontroli ucieczki zdarzały się często. Oderwać się od grupy udało się na przykład wybitnemu wrocławskiemu żużlowcowi, Tadeuszowi Teodorowiczowi. Podczas wyjazdu zespołu na zawody do Holandii wykorzystał on moment nieuwagi delegatów podczas seansu kinowego.

Zespół Ślęzy Wrocław – drugi z lewej Tadeusz Teodorowicz. Zdjęcie i podpis z książki „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL” (Bellona 2017).

Zespół Ślęzy Wrocław – drugi z lewej Tadeusz Teodorowicz. Zdjęcie i podpis z książki „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL” (Bellona 2017).

 

Jego historię w książce „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL” opisuje Jarosław Molenda:

Film trwał 161 minut, Teodorowicz miał więc mnóstwo czasu, aby opuścić kino. Nikt nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Właśnie w kinie żużlowiec widział swoich kolegów z klubu po raz ostatni. Po opuszczeniu kina udał się do najbliższego komisariatu i poprosił o azyl.

7. Mieć oczy szeroko otwarte… i ryzykować

Fantazja uciekinierów nie znała granic. Ludzie niezadowoleni z życia pod rządami komunistów imali się wszystkich możliwych metod, aby zmienić nieznośne otoczenie na lepsze. Podejmowane przez nich ryzyko najlepiej świadczy o tym, jak ciężkie, uciążliwe i upokarzające musiało im się wydawać życie w Polsce Ludowej.

Innym sportowcem, który wybrał ucieczkę Zachód był nasz złoty medalista olimpijski w skoku o tyczce Władysław Kozakiewicz. Zdjęcie z książki „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL” (Bellona 2017).

Innym sportowcem, który wybrał ucieczkę Zachód był nasz złoty medalista olimpijski w skoku o tyczce Władysław Kozakiewicz. Zdjęcie z książki „Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL” (Bellona 2017).

 

Pomysłową receptę na przekroczenie granicy znaleźli w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych mieszkańcy Bytomia-Bobrku i jego okolic. Ukrywali się w wagonach z beczkami karbidu, eksportowanymi przez bytomski oddział Zakładów Azotowych im. Pawła Findera w Chorzowie do Europy Zachodniej – opowiada Molenda.

Jak widać, czasem, by uciec, wystarczy jedynie odpowiednia obserwacja świata. I rozeznanie – co, gdzie i kiedy transportowane jest na Zachód. By trafić do wyśnionego Edenu, trzeba mieć przede wszystkim oczy i uszy szeroko otwarte.

Bibliografia:

  1. Jarosław Molenda, Zwiać za wszelką cenę. Słynni uciekinierzy i emigranci z PRL, Bellona 2017.
  2. Dariusz Stola, Kraj bez wyjścia? Migracje z Polski 1949-1989, IPN 2010.
  3. Sebastian Pilarski, „Odmówił powrotu do kraju”: ucieczki piłkarzy z PRL na Zachód, „Pamięć i Sprawiedliwość” nr 2 (24)/2014 .
  4. Mira Zimińska-Sygietyńska, Druga miłość mego życia, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe 1990.
  5. Franciszek Jarecki – brawurowa ucieczka z PRL, wywiad z Franciszkiem Jareckim, PolskieRadio.pl 5.03.2015.
  6. „300 mil do nieba” – jak było naprawdę opowiada Krzysztof Zieliński,audycja „Godzina Prawdy”, Trójka, PolskieRadio.pl 22.02.2013.

http://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/03/21/jak-uciec-z-kraju-w-ktorym-wprowadzono-dyktature-poradnik-ktory-jeszcze-moze-sie-przydac/3/

 

 

KOMENTARZE

  • Dlaczego trzeba obejrzeć film „Wyklęty”?
    Film Konrada Łęckiego „Wyklęty”, wbrew swojemu tytułowi, nie skupia się tylko na tragicznej historii polskiego powojennego podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, czyli historii Żołnierzy Wyklętych.

    https://i1.wp.com/media.wplm.pl/pictures/825/upscale_True/path/2017/03/22/825/360/38ba400195f14844b048510c29853f2f.jpeg


    Równie ważne w tym niezwykłym obrazie jest bardzo przemyślane i precyzyjne przedstawienie drugiej strony, czyli tych, którzy z Wyklętymi walczyli. Dlaczego to takie istotne? Narrator w scenie otwierającej filmu „Waleczne serce” Mela Gibsona mówi, że „historia jest pisana przez tych, którzy powiesili bohaterów”. A w powojennej Polsce nową wersję historii pisała owa druga strona, bezlitośnie i skutecznie eliminując polskich bohaterów grzebanych w bezimiennych grobach zaplanowanej niepamięci. Skoro bohaterowie przegrali, kim byli zwycięzcy?

    Jedną z pierwszych scen filmu „Wyklęty” jest rozmowa Ministra Bezpieczeństwa Wewnętrznego z oficerami Ludowego Wojska Polskiego. „Chamy są?” – pyta minister asystenta, idąc na spotkanie. „Warują od godziny” – słyszy w odpowiedzi. „Ciekawe, co te Icki znowu wymyśliły” – rozmawiają lekceważąco oficerowie, lecz gdy minister wkracza do pokoju, stają na baczność. „Siad!” – rozkazuje szef MBW prężącym się przed nim dowódcom, a potem wulgarnym językiem przekazuje dyrektywy przywiezione prosto z Moskwy, dotyczące rozprawienia się Wyklętymi – „te skuwysyny mają zniknąć z powierzchni ziemi – wszyscy!”. Ta scena, oprócz ukazania pogardliwego stosunku komunistycznej kadry kierowniczej do usłużnych zdrajców w polskich mundurach wiernie oddaje język i normy kulturowe oprawców. Reżyser konsekwentnie właśnie w ten sposób obrazuje drugą stronę, której wyraźna obcość z kulturą polską zaczyna się już w warstwie używanego języka. A więc kobieta mająca do czynienia z Wyklętymi to „kuwa”, a ich samych „trzeba za*ebać, a nie złapać” itd. Te pozornie nieistotne elementy antykultury płynące z samej góry ostatecznie prowadzą do zezwierzęcenia i bestialstwa i tak przecież prymitywnych kadr Urzędu Bezpieczeństwa, które przejawia się w brutalnych przesłuchaniach, terrorze, gwałtach, przemocy wobec ludności cywilnej, czy braku szacunku do zwłok. Reżyser subtelnie informuje widza, że szeregowi funkcjonariusze jeszcze chwilę temu kopali rowy, a teraz służą w mundurach Polsce Ludowej. W jednym z raportów, który powstał w latach 50-tych w Ministerstwie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a który przywołuje w książce „Twarze bezpieki w PRL w latach 1944–1956” prof. Krzysztof Szwagrzyk tak charakteryzowana jest owa grupa: „[…] w większości byli to ludzie młodzi, pochodzenia robotniczo-chłopskiego […] Brak wykształcenia ogólnego, które u większości zaangażowanych pracowników ograniczało się do wykształcenia podstawowego (wielu miało tylko kilka klas szkoły podstawowej), nadrabiali gorliwością”.

    Druga strona to nie tylko Polacy z awansu społecznego, moralni degeneraci a często analfabeci, których przydatność mierzono skalą posłuszeństwa a nie inteligencji. To także Polacy – komuniści, jeszcze z czasów przedwojennych, teraz gotowi służyć nowym panom. To z resztą też jest w filmie pokazane – ich uległy stosunek wobec Sowietów oraz pogarda i nienawiść do rodaków.

    Reżyser nie zapomina też o komunistach pochodzenia żydowskiego, czyli żydokomunie, którzy licznie i chętnie służyli w aparacie represji tworzącej się Polski Ludowej. Prof. Szwagrzyk we wspomnianej wcześniej książce zauważa: „Biorąc pod uwagę, że po wojnie Żydzi i osoby pochodzenia żydowskiego stanowili niespełna 1 proc. ludności kraju, to ich 37-procentowy udział w kierownictwie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego stanowi trudną do ukrycia nadreprezentację osób jednej narodowości.”

    Ale charakteryzując drugą stronę nie można nie wspomnieć o tzw. POPach, czyli Pełniący Obowiązki Polaka. Pani prof. Anna Pawełczyńska w swojej książce „O istocie narodowej tożsamości. Polacy wobec zagrożeń” pisała: „Po 1945 r. w Polsce osadzono przynajmniej 200 tys. osób (niezależnie od tak zwanych radzieckich doradców i osadzonych na stały pobyt wojsk sowieckich). Niektórzy szacują tę liczbę na bliższą 300 tys. Były to sowieckie rodziny, posługujące się wówczas również językiem polskim. Rodziny to osiedlono najliczniej w Warszawie i miastach wojewódzkich. Ich członkowie stali się bazą kadrową twardych resortów i MSZ, resortów kultury i nauki oraz środków masowego przekazu.”

    We wrześniu 2016 roku prof. Sławomir Cenckiewicz ogłosił, że odnaleziono w archiwach wojskowych dokumenty 20 tysięcy żołnierzy sowieckich wcielonych do Ludowego Wojska Polskiego. Uderzająca liczba, tak bardzo podobna do liczby polskich oficerów zamordowanych w Katyniu, choć przecież absolutnie do nich nieporównywalnych. Pan profesor poinformował również, że w 1945 „polski wywiad wojskowy” składał się w 100% z Sowietów. Na ich czele stał płk Gołośnicki, który zasłynął tym, że wprowadził w wywiadzie lektorat języka polskiego. A więc nastąpiła planowa podmiana elit. Nasze, polskie zostały zlikwidowane i zastąpione desantem wschodnich „nowych Polaków”, którzy Polskę i jej mieszkańców traktowali jak ludność podbitą albo wrogów. Dziesiątki tysięcy obcych przybrało polskie nazwiska, osiedliło się na polskich ziemiach, nauczyło się polskiej mowy. I wychowało następne pokolenia.

    I tu według mnie tkwi największa siła filmu Łęckiego. Bo zmusza on do zadania sobie pytania – skoro wygrała druga strona, taka, jaką ją zobaczyliśmy na ekranie, to jakie to ma konsekwencje dla dzisiejszej Polski? Skoro oni byli obcy Polsce, polskiej kulturze, polskiemu DNA, to czy już ich nie ma? To przecież pytanie retoryczne. Te dziesiątki tysięcy osób, które służyły sowieckiej Rosji zostało zainstalowanych w strategicznych punktach PRL – w wojsku, w wymiarze sprawiedliwości, w dyplomacji, w polityce, w mediach, w szkolnictwie wyższym i w nauce, w urzędach, w państwowych instytucjach. Ci ludzie otrzymali przywileje, poczynając choćby od mieszkań, poprzez wysokie zarobki i możliwość tworzenia fortun, a na bezkarności kończąc. Wpływy, stanowiska, wiedzę, kapitał przekazali następnym pokoleniom. Ich dzieci zaczęły przejmować pałeczkę, czyli pełnić rolę elit w latach 60-tych, 70-tych. A dzieci ich dzieci w latach 90-tych i na początku nowego wieku.

    I nagle jesteśmy w obecnych czasach. Okrągły stół, dzika prywatyzacja, brak lustracji. Nierozliczeni zbrodniarze. Ograbiony naród. Wielkie zamazanie. Gruba kreska. A dziś? Wciąż fałszywe elity. Obce. Wyhodowane. Kasty nadzwyczajnych ludzi. Polskość to nienormalność, a Polska to kamieni kupa. Protesty przeciwko odbieraniu przywilejów byłym SB-kom. Antypolskie partie polityczne. Szukanie interwencji w innych krajach. Afery, niesprawne sądy. Uległość i kompleksy wobec silniejszych. Pedagogika wstydu wobec własnego narodu, który służyć ma innym jako rynek zbytu i rezerwuar taniej i wykwalifikowanej siły roboczej. To wszystko jest tak blisko i tak nierozerwalnie ze sobą powiązane. Resortowe dzieci. Wielkie oburzenie. Grzebanie w życiorysach. Dzieci nie odpowiadają za wybory rodziców. Ale dlaczego jest tak wielka dysproporcja pomiędzy potomkami żołnierzy AK, NSZ, Wyklętych i polskich patriotów a potomkami funkcjonariuszy UB, SB, MO, ZOMO, czy donosicieli TW w piastowaniu ważnych i lukratywnych stanowisk w mediach, dyplomacji, służbach specjalnych, w wojsku, na uczelniach, w organach administracji państwowej?

    Historia Żołnierzy Wyklętych nie skończyła się w 1963 wraz z symboliczną śmiercią ostatniego bohatera. Ta walka trwa cały czas. Tak jak Wyklęci i ich idea nie zginęła przysypana wapnem w anonimowym dole śmierci przykrytym płytami chodnikowymi, tak obce DNA nie opuściło terytorium Polski wraz z biologiczną śmiercią tych, którzy dokonywali mordów sądowych na Pileckim, Fieldorfie, czy Cieplińskim, pociągali za spust, zdradzali, donosili.

    I w tej niewypowiedzianej klamrze tkwi największa wartość filmu „Wyklęty”. Bo skoro wiemy, że to Witold Pilecki i Żołnierze Wyklęci byli bohaterami, to wiemy, kim byli ich przeciwnicy. Potrafimy ich nazwać. Wszelkie dyskusje o tym, że takie były czasy, że kto wtedy nie żył, tego nie zrozumie, co również jest wspaniale przedstawione w filmie, należy zredukować do prostego pytania – o co walczyła każda ze stron? Co miała na sztandarach? Wyklęci, Niezłomni – walczyli o to, żeby Polska była niepodległa, wolna od sowieckiej dominacji, polska. Swoim tragicznym sprzeciwem uratowali nasz honor, pokazali, że Polska nigdy nie zgodziła się na komunizm, dali nadzieję następnym pokoleniom, cywilnemu społeczeństwu. Kolejne daty polskich zrywów – 1956, 1968, 1970, 1976, 1980 – to wszystko było polską niezgodą na obce porządki.

    Druga strona – walczyła o to, żeby ten obcy, sowiecki porządek w Polsce utrzymać. A wymienione wcześniej daty wraz z 13 grudnia 1981 roku – to wszystko było lustrzaną, antypolską niezgodą na polskie porządki. To jest czarne albo białe. Jesteś albo tu albo tam. Tu nie ma dylematów. Takie były czasy, że dziadek musiał służyć w UB, że tata musiał służyć w SB, że ja musiałem służyć w ZOMO. Nie. Nie musiałeś. Nie musieli. Chcieli. Dla własnych korzyści. Z niskich pobudek. Dla antywartości, na jakich zbudowany był komunistyczny system, Imperium Zła.

    I ten film, kiedy spojrzymy na przedstawioną w nim Drugą Stronę właśnie przez pryzmat sztafety pokoleń, przez pryzmat dnia dzisiejszego, kiedy uświadomimy sobie, że ci źli wygrali, że wciąż tu są i że genetycznie nie rozumieją, nie czują Polski tak, jak my, to uświadomimy sobie, że żyją wśród nas obcy, którzy wciąż mają ogromny wpływ na polskie społeczeństwo. Obcy, którzy mówią po polsku, mieszkają na polskiej ziemi, pracują w polskich telewizjach, gazetach, ambasadach, sądach, urzędach, uczelniach wyższych – ale nie mają polskiego DNA. Bo są potomkami tych, którzy pełnili obowiązki polskie, którzy zostali dostarczeni zza wschodniej granicy, którzy awansowali w hierarchii społecznej, którzy byli tępi i posłuszni, którzy nie mają w sobie polskiej odwagi, hartu ducha, kultury i miłości do Ojczyzny, którzy nie rozumieją polskiego patriotyzmu i polskiej rycerskości. Nie pojmują, że katolicyzm jest nierozerwalnym elementem duszy polskiej. I że to rodzi określone postawy i katalog wzorców, zachowań, wartości. To jest dla nich obce. Tę wyliczankę można mnożyć. I każdy może to robić według siebie. Ale kluczowy jest namysł, refleksja nad tym, co stało się z łańcuchem, krótkim łańcuchem pokoleń, rozpiętym pomiędzy katów z powojennego aparatu represji a ich żyjących potomków. Gdzie są dzisiaj ogniwa tego łańcucha?

    Dlatego trzeba obejrzeć ten film. W takim duchu. Patrząc na dziś. I przewidując jutro. Trzeba zabrać na niego nasze rodziny, naszych mężów i żony, nasze dzieci, naszych przyjaciół i znajomych. I skonfrontować ich z pytaniem. Gdzie są dziś potomkowie zwycięzców z 1945 roku? Podpowiedzieć, pokazać, podsunąć książkę.

    Zacząć otwierać oczy. Bo wszystko jest ze sobą połączone. Niewiedza zaś nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Niewiedza jest bronią. Skierowaną przeciwko nam. Film Łęckiego skutecznie tę broń neutralizuje.

    Tomasz Rakowski • wpolityce.pl
    fot. youtube

    https://www.youtube.com/watch?v=q3VUMCOOrlo
  • Bądź dumny z białej kultury Europy
    https://www.youtube.com/watch?v=Wxeimb8trDM
  • Mentalny sowieciarz powołuje się na ideały Polek i Polaków
    http://warszawskagazeta.pl/media/k2/items/cache/4e47087456865b3fedd7b7cd2b38b40e_L.jpg


    Pojawiła się moda na pisanie listów otwartych do Jarosława Kaczyńskiego. Wśród autorów nie mogło zabraknąć alimenciarza Kijowskiego z KOD, który pisze: Dlaczego Pan niszczy marzenia tysięcy Polaków o silnej Polsce w Europie? […] Zawsze będę za wolnością, równością i demokracją, szacunkiem dla różnorodności i solidarnością między ludźmi. Wierzę, że są to ideały większości Polek i Polaków. Będziemy zawsze sprzeciwiać się niszczeniu tych wartości. Dzisiaj, w imieniu własnym, a także wszystkich tych, którzy myślą podobnie, wzywam Pana i Pańskie ugrupowanie – opamiętajcie się!

    Na cóż papier wszystko przyjmie, nawet słowa takiego zakłamanego szubrawca jak autor listu. Na ideały Polek i Polaków powołuje się obłudny polityczny kuglarz, którego zwolennicy w Warszawie zakłócają kolejne miesięcznice obrzucając ludzi oddających hołd poległym różnymi przedmiotami i zakłócając hymn państwowy „Odą do radości”. Na ideały Polek i Polaków powołuje się moralny lump, którego fani w Krakowie próbują uniemożliwić Jarosławowi Kaczyńskiemu wizyty na grobie brata i bratowej. O niszczeniu wartości pisze lider środowiska przypominającego barbarzyńców i dzikich Hunów, którzy ruszyli kiedyś na Europę ze stepów południowej Rosji.

    Z ideałami Polek i Polaków Kijowski i hołota, na czele której go postawiono mają tyle wspólnego ile dzicz, która siedem lat temu moczem gasiła znicze na Krakowskim przedmieściu i atakowała ludzi modlących się pod krzyżem. Polski kod kulturowy jest dla nich kompletnie niezrozumiały i nieczytelny gdyż są ideowymi spadkobiercami czerwonej hołoty, która wkroczyła do Polski za armią sowiecką w kufajkach i śmierdzących walonkach.

    O chrześcijaństwie, na którym wyrosła polska państwowość Kijowski ma takie zdanie: Jeżeli popatrzymy na liczbę ofiar terroryzmu islamskiego w Polsce i Europie i na liczbę terroryzmu chrześcijańskich, czy innych wydarzeń to okazuje się, że terroryzm islamski nie jest zagrożeniem.

    http://warszawskagazeta.pl/felietony/miroslaw-kokoszkiewicz/item/4672-mentalny-sowieciarz-powoluje-sie-na-idealy-polek-i-polakow
  • 1* - za ewidentne kłamstwo o milionach, które uciekły z PRL
    Istotnie wielu uciekło.
    Po 13 grudnia 1981, a więc po wprowadzeniu przez juntę Jaruzelskiego-Kiszczaka stanu wojennego zmuszono do opuszczenia Polski lub pozostania poza jej granicami ok. miliona Polaków - tak ugruntowywała się żydowska władza w Polsce.

    Po 1990r., gdy zwyciężyła zachodnia - czytaj: żydowska - demokracja nikt już z Polski nie uciekał. Żydowski reżim zastosował inną strategię: zlikwidował ponad 10 mln miejsc pracy, zlikwidowano (do dzisiaj) 800 tys. gospodarstw rolnych (z liczby 2 mln w roku 2003). Tym samym żydowski reżim zmusił 8 mln Polaków do opuszczenia kraju, doprowadził do załamania demograficznego (mamy ujemny przyrost naturalny, Polska jest na % miejscu wśród państw o najszybciej malejącej liczbie ludności).

    Panie Talbot, jak wytłumaczy pan fakt, że Polska pod "komunistyczną" dyktaturą wykazywała stały przyrost liczby ludności, a Polska "wolna" pod żydowskim reżimem może przestać istnieć i jako naród i jako państwo?
  • @Rzeczpospolita 12:19:19
    errata
    jest:
    (mamy ujemny przyrost naturalny, Polska jest na % miejscu wśród państw o najszybciej malejącej liczbie ludności)

    powinno być:

    (mamy ujemny przyrost naturalny, Polska jest na 5 miejscu wśród państw o najszybciej malejącej liczbie ludności)
  • @Rzeczpospolita 12:19:19
    Zgadzam się z wpisem całkowicie. Nie sądzę nawet aby od daty stanu wojennego podczas dogorywania PRL w erze Solidarności, uciekło albo zostało poza granicami prawie milion ludzi. Moim zdaniem także i to jest drastycznie zawyżone.
    Wszystkie wyjazdy z Polski po 1990 roku nie są żadną ucieczką
    lecz dokonanym politycznie nieprzymuszonym osobistym wyborem
    opuszczenia kraju przez obywateli Polski. Można się spierać
    o patriotyczny wymiar tychże poszczególnych decyzji obywateli.

    PS: klęska demograficzna Polski jest tylko i wyłącznie skutkiem wprowadzenia idiotycznych przepisów i rządów niewykwalifikowanych
    do tego ekip od 1981 roku będących u władzy naszego kraju. Nie jest
    to także żaden naturalny demograficzny dołek jak to próbuje się nam wmówić lecz wielka klęska Narodu. Aby odbudować liczebność demograficzną potrzebne są drastyczne zmiany w przepisach i zarządzaniu Polską. Na pewno nie jest to jałmużna +500 ani żadna inna.
  • @Rzeczpospolita 12:19:19
    Też byłem w tych milionach - uciekłem na emigrację wewnętrzną.
    W Polsce po powstaniu Solidarności było kilka milionów członków, którym nie pasował PRL.
    Na emigrację nie wyjechali, bo nie dostali paszportów.

    Pan to jednak musi kochać tenZSRR - jest pan wiecznym niewolnikiem.
  • Polacy też uciekali z kraju, pamiętam ten widok...
    "

    Stan wojenny został wprowadzony w niedzielę w nocy 13-go, a ja 11-go wracałem z Kolonii do domu. Jechałem jak często przez Wiedeń (niezbyt po drodze), ale i przez Ołomuniec - bo w Czechach miałem duże (stosunkowo) pieniądze za tłumaczone książki, które to pieniądze zgodnie z prawem czeskim mogłem wydawać tylko w CSRS.

    Dojechałem do granicy - odprawiłem się u Austriaków i za ich szlabanem zobaczyłem niesamowity widok. Na odcinku szosy, do placówki czeskiej - jakieś 2 km - kłębiła się masa samochodów: prawie wyłącznie "Syrenek". Koczowały w nich - brudne, potargane, zrozpaczone - rodziny Polaków. Bo właśnie od doby austriacki rząd zabronił wpuszczania Polaków na swój teren. Przy masowej emigracji tysięcy Polaków do Austrii (w nadziei, że pojadą dalej) Austriacy chcieli wymusić udział, pomoc państw zachodnich w przyjmowaniu uciekinierów z Polski. Czesi ich wypuszczali (z satysfakcją) i patrzyli jak coraz więcej samochodów z polskimi rodzinami grzęzło w tej przestrzeni - już nie Czech a jeszcze nie Austrii.

    Polacy byli całymi rodzinami. To ci, którym udało się dostać paszport - którzy sprzedali mieszkania, cały dorobek - i z poukrywanymi dolarami gdzieś w zaułkach tych żałosnych syren cieszyli się, że już opuścili ten obóz socjalizmu. Tylko... Zachód ich nie przyjął.

    Poprzedniego wieczoru w telewizji premier Austrii zapowiedział, że koniec z przyjmowaniem Polaków. Że oni są za biedni, by wchłonąć taką masę. Że zakazem chcą wymóc na Zachodzie solidarną pomoc...Widoku tych koczujących Polaków nie zapomnę. Z obłędnym wzrokiem - kompletnie psychicznie rozbici - kłębili się praktycznie bez nadziei i bez koncepcji. Bardzo nieliczni próbowali zawrócić przez granicę do Czech. To byli nieliczni - większość nie miała gdzie wracać i nie miała pieniędzy. Pochowane dolary w tej sytuacji były bezużyteczne. Byli brudni (nie było wody!), byli załamani psychicznie, niektórzy głodni. Los stanął im w poprzek drogi wtedy, kiedy już opuścili blok wschodni - i kiedy czuli się, jak się okazało złudnie, w wolnym świecie.

    Wróciłem do austriackiej placówki granicznej. Zapytałem co będzie dalej - jak długo i po co mają te całe rodziny z małymi dziećmi koczować. Oficer powiedział, że są w stałym kontakcie z władzami, władze wiedzą o sytuacji - że on liczy, że jednak Polacy ci zostaną wpuszczeni...

    Czesi nie ukrywali satysfakcji i uciechy. Polacy widząc co się dzieje - zatrzymali się przed granicznymi szlabanami. Też nie mieli gdzie wracać, nie mieli paliwa i pieniędzy na paliwo (dolary, jakie z reguły mieli pochowane, w tej sytuacji były bezużyteczne. Pamiętam, że pożyczyłem pieniądze na benzynę jakimś "syrenkarzom". Pieniądze mi potem odesłali.

    Nie wiem jak długo trwała ta tragedia. Oczywiście ani polskie ani zachodnie środki informacji o tym nie mówiły. Ale tego tragicznego widoku tłumu zdesperowanych, załamanych psychicznie ludzi nie zapomnę. Przyjechałem do Warszawy, a następnej nocy wprowadzono stan wojenny.

    Wpisy w odpowiedzi na mój blog apelujący o solidarność z uciekinierami są krytyczne. Nie znam problematyki szczegółowo - może mają rację komentatorzy zarzucający mi naiwność, łatwowierność. Pewnie słusznie. Ale widok z granicy czechosłowacko-austriackiej na pewno zaciążył na moim odczuciu. Tyle że chyba dziś skala problemu jest niewspółmiernie większa. I że tym razem nie dotyczy Polaków."
  • Emigracja Polaków po II wojnie światowej - emigracja polska w czasach PRL-u
    W momencie zakończenia II wojny światowej olbrzymia ilość Polaków przebywała poza krajem. Szacuje się, że na samym Zachodzie było wówczas ponad 1,5 miliona obywateli Polski. Ludzie ci stanęli przed niezwykle trudnym dylematem, bowiem ich kraj znalazł się w strefie wpływów Rosji, co oznaczało, że nie jest on w pełni niezależny. Ponadto dla wielu z nich powrót oznaczał wyrok i uwięzienie, lub nawet egzekucję – ci, którzy odważyli się podjąć ryzykowną próbę, właśnie tak byli witani w powojennej rzeczywistości. Tym niemniej, mimo terroru w pierwszych latach, do kraju powróciło prawie milion osób, głównie więźniów obozów koncentracyjnych.

    Ci, którzy zdecydowali się pozostać na uchodźstwie natychmiast rozpoczęli tworzenie organizacji, które miały na celu walkę z komunistyczną władzą. Obok struktur rządu londyńskiego powstawać więc zaczęły instytucje i stowarzyszenia zrzeszające artystów, pisarzy, opozycjonistów itd. Działali m.in. Jan Lechoń, Witold Gombrowicz, Gustaw Herling Grudziński, a później również chociażby Czesław Miłosz.

    Już w roku 1947 w Paryżu wydawany był miesięcznik „Kultura” (Jerzego Giedroyca) , a dwa lata później nadawać zaczęło Radio Wolna Europa (Jana Nowaka Jeziorańskiego). O skuteczności tego typu organizacji świadczyć może zaangażowanie władz komunistycznych w walkę z nimi. Inteligencja na emigracji była w środkach masowego przekazu oczerniana, za trzymanie czasopism groziły kary wieloletniego więzienia, a radio zagłuszano.

    Szeregi emigracji nie były stałe. „Odwilże” skłaniały Polaków do powrotów, konfrontacje z władzą powodowały natomiast, że obywatele zmuszani byli do emigracji.

    W roku 1954 zmiany po śmierci Stalina zachęciły cześć środowiska emigracyjnego do udania się nad Wisłę – w roku 1956 do Warszawy zawitał Stanisław Cat-Mackiewicz, były premier rządu londyńskiego. Nie oznacza to jednak, że postawa emigracji politycznej wobec komunistów ulegała zmianie – wciąż nie godzono się bowiem na żadne kompromisy. Ponieważ jednak w czasem rząd w Londynie coraz bardziej tracił na znaczeniu, opoką polskości na Zachodzie stali się artyści.

    W wyniku wydarzeń z roku 1968 zachodnia emigracja wzbogaciła się o kolejnych „zesłańców”. Tym razem były to osoby, które do tej pory wiązały jakieś nadzieje z ustrojem socjalistycznym, ale po pewnym czasie schodzić zaczęły na pozycje „rewizjonistyczne”....
    . Jak się miało okazać, stratą do Polski było wydalenie z kraju najwybitniejszych humanistów na czele z Leszkiem Kołakowskim, Bronisławem Baczko czy Zygmuntem Baumanem. Byli to wybitni uczeni, którzy zerwawszy z ideologią marksistowską odnieśli spory sukces na arenie międzynarodowej. Ich prace rzecz jasna nie były jednak wydawane w PRL.

    Lata 70-te przyniosły pewną aktywizacje środowisk emigracyjnych, które wykorzystując względną liberalizację reżimu nawiązywały coraz częstsze kontakty z opozycją w Polsce. Z Zachodu płynęła do kraju niezwykle istotna pomoc finansowa.

    Kolejna fala emigracji przypadła na lata 1980-1981 i związana była ze stłumieniem ruchu solidarnościowego oraz trudną sytuacja gospodarczą. Tym razem kraj porzucić musieli głównie ludzie młodzi, przeświadczeni, że pobyt za granicą jest jedynie tymczasowy.
  • @Talbot 14:08:15
    Nie ma już ZSRR i sprawa jest nie aktualna.

    Niestety, gdy istniał ZSRR, myślałem o nim tak samo głupio jak pan teraz - tylko, że wtedy byłem w wieku, którego prawem była głupota, także polityczna.
  • 0, słownie zero obiektywizmu
    Pan Naczelnik Ryszard Opara powinien poważnie zastanowić się nad sprawą zablokowania oceniania wpisów blogerów na naszym portalu. To niczemu dobremu nie służy. Myślę, że wyjdzie to na dobre ogólnej dyskusji, która bardzo często nie jest obiektywna. Beton we łbie, gdzie już żaden promień światła się nie przedostanie. Wystarczy popatrzeć na powyższy, w sumie ciekawy wpis Talbota. Do tej pory został trzykrotnie oceniony i nie trzeba być żadnym ekspertem, żeby wiedzieć dokładnie, jak kto ten wpis ocenił, czyli dwie pały i jedna (moja) piątka. Widać wyraźnie, że jedyne znaczenie ma osoba blogera, a nie to, co on napisał i chciał nam przekazać.
    Dobrze, że na NEonie zaniechano oceniania poszczególnych komentarzy, ponieważ byłoby podobnie, jak z wpisami blogerów, zero obiektywizmu.
  • @Rzeczpospolita 15:43:43
    "Nie ma już ZSRR i sprawa jest nie aktualna."

    Tego nie wiedziałem...

    Putin: Rozpad ZSRR to największa katastrofa XX wieku

    Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-putin-rozpad-zsrr-to-najwieksza-katastrofa-xx-wieku,nId,142083#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

    Dlaczego to była katastrofa?
    Dlaczego homosovieticus stawiają pomniki Dzierżyńskiemu?

    Aby Rosja wyzwoliła się z okowów ZSRR potrzeba pokoleń.
    Oni nadal żyją w niewoli Związku Radzieckiego - slave.
  • @Jeremi 16:26:01
    PRZYPOMINAM co mówił pan Opara.

    Neon24.pl jest forum Polaków. Już dosyć rosyjskiej i komunistycznej propagandy.

    Chwała Wielkiej Polsce
  • @Rzeczpospolita 12:19:19
    Już ci wcześnie pisałem że Moczar spierdasił robotę w 68r i takie postacie jak ty jeszcze tu są.
    Ale może niedługo i ta resztkę na taczkach wywieziemy.
    Kierunek znany tobie.
  • @Rzeczpospolita 15:43:43
    //sprawa jest nie aktualna.//


    Ty PUBLICYSTO z Wiernych Polsce Syjonistycznej.
    " Naumiej" się aj waju pisać bez błędów ortograficznych.
    Wiem że j.polski jest trudny, zwłaszcza dla diaspory,ale masz słownik to zajrzyj tam od czasu do czasu
    shalom
  • @Talbot 16:54:32
    Niestety, to były tylko słowa Pana Opary. Zobacz, gdzie zaszedł NEon przez ostatnie lata, przecież dzisiaj to portal pro-rosyjski, lewacki, anty: rządowy, prezydencki i narodowy. I co zostało ze słów naszego Naczelnika? Zgliszcza. A ja dodam jak zwykle, Cześć i Chwała Bohaterom
  • @Talbot 16:54:32
    Pańskie wpisy służą nie tyle chwale wielkiej Polsce, co chwale politycznej głupoty.
  • @Jeremi 16:26:01
    Za to nabijanie odsłon idzie tu takiemu jednemu .....perfekcyjnie
    1h - 1000 odsłon
    Zawsze ma więcej niż pozostali razem wzięci
    To jest poczytny PUBLICYSTA.
  • @Husky 17:14:05
    kundlu,
    jeśli do tej pory nie zauważyłeś, że Polacy nie chcą czytać takiego ścierwa jak ty i tobie podobni, to albo jesteś idiotą albo opłaconym trollem - oczywiście jedno nie wyklucza drugiego, tzn. w twoim przypadku możliwe jest dwa w jednym
  • @Jeremi 17:08:19
    Gdy pozbędziemy się z Pottalu rusko-pruskiej agentury to mam nadzieję, że Polska nie doświadczy kolejnych reozbiorów.

    Musimy ratować Polskę i jej tradycje narodowe!!
    Musimy zrobić wszystko, aby nie zakuli nas w walonki.
  • @Talbot 17:53:50
    Ten komentarz wskazuje na podstawowe braki w wiedzy historycznej.

    Pan musi najpierw znaleźć odpowiedź na pytanie, jakie przyczyny doprowadziły do osłabienia RP, że rozbiory stały się faktem?
    Bo nic nie dzieje się bez przyczyny.

    Po roku 1990 dokonał się rozbiór gospodarczy Polski - czy dokonała go Rosja?
    Możliwa jest także likwidacja IIIRP.
    Jedną z możliwości może być podział terytorium Polski między NRF i Rosję.
    Pytanie, czy taka ewentualna likwidacja IIIRP będzie konsekwencją polityki NRF i Rosji, czy jednak konsekwencją polityki żydowskiego reżimu IIIRP zainstalowanego tu przez Waszyngton oraz polityki Waszyngtonu, którą ten reżim realizuje?
  • @Talbot 17:53:50
    A zatem konkluzja jest inna:

    musimy pozbyć się z Polski syjonistycznej zgnilizny, a więc także rusofobów
  • @Rzeczpospolita 18:16:30
    Przykro mi- po raz pierwszy kasuję pana post...
    Nie jestem rusofobem. tylko polskim patriiotą.
    Te bzdury ze Sputnika mnie nie interesują - niech pan założy sobie konto na VKontaktie.
  • @Rzeczpospolita 17:32:53
    Polacy nie chcą czytać takiego ścierwa jak ty i cadyk
  • Autor zapomniał o jeszcze jednej metodzie.
    Ta metoda to założyć związek zawodowy Solidarność z żydostwem na czele, zdradzić własny kraj i przy współpracy z zagranicą i w końcu po 10 latach destrukcji, sabotażu, dywersji,,"wyzwolić" własny kraj i wyjechać szybciutko na zachód na zmywaki.
  • @Rzeczpospolita 18:16:30
    musimy pozbyć się z Polski syjonistycznej zgnilizny
    a więc WON aj waje, WON
  • @Talbot 16:54:32
    To akurat jest banderowskie zawołanie panie "polak"
  • Białoruś: zatrzymana wczoraj Polka skazana na 15 dni aresztu
    Sąd w Mińsku skazał dziś na 15 dni aresztu obywatelkę RP, stale mieszkającą na Białorusi. Dorota N. została zatrzymana dzień wcześniej za niepodporządkowanie się poleceniom milicjantów. Zatrzymanie nie miało związku z sobotnim protestem w stolicy.

    Informację o karze aresztu dla Polki podało Radio Swaboda. Potwierdził ją Dzmitry Mironczyk, rzecznik prasowy białoruskiego MSZ. Rzecznik polskiej ambasady potwierdził, że sprawą zajmuje się konsulat.

    Otrzymaliśmy informację od organów ochrony porządku, że polska obywatelka została zatrzymana w piątek. W sobotę sąd dzielnicy Sowieckiej w Mińsku zadecydował o ukaraniu jej 15 dniami aresztu administracyjnego za niepodporządkowanie się legalnemu żądaniu funkcjonariusza – powiedział Mironczyk.

    Chodzi o artykuł 23.4 białoruskiego kodeksu administracyjnego. Przedstawiciel MSZ przekazał, że urodzona w 1987 roku kobieta stale mieszka na Białorusi, a o jej sytuacji została poinformowana ambasada RP. Informację tę potwierdził rzecznik polskiej placówki Marcin Wojciechowski i oświadczył, że wydział konsularny ambasady podejmuje działania w celu udzielenia Dorocie N. pomocy konsularnej.

    Według Radia Swaboda obywatelka Polski została zatrzymana wczoraj razem z kilkunastoma innymi osobami w biurze białoruskiej Partii Zielonych w Mińsku. Z ustaleń PAP wynika jednak, że do zatrzymania doszło podczas kontroli drogowej, gdy jechała samochodem w towarzystwie obywatela Białorusi. Jej zatrzymanie nie było związane z sobotnią demonstracją w Mińsku z okazji Dnia Wolności.

    Wczoraj w biurze Zielonych odbywała się zbiórka pomocy dla osób wcześniej zatrzymanych i przebywających w aresztach, a także dla ich rodzin. Zatrzymano co najmniej 12 obecnych w biurze osób, w tym kilku zagranicznych dziennikarzy, m.in. z Francji i Ukrainy. Rzecznik białoruskiego MSZ zapewnił PAP, że po ustaleniu ich tożsamości, dziennikarze zagranicznych mediów zostali wypuszczeni.

    RMF
  • @Talbot 19:02:28
    Własne fobie trudno rozpoznać, ale choćby usunięcie wpisu, świdczy, że jest pan chorobliwym rusofobem, przede wszystkim rusfobem - lub antypolskim, żydowskim płatnym trollem - tak to widzę obiektywnie.

    A patriotą -? - pewnie we własnym przekonaniu. Ale co nam po takim patriocie, który nie posiada historycznej wiedzy, a więc i jego poglądy polityczne na tej historii bazujące są g... warte. Taki patriota może być tylko polskim szkodnikiem.

    Z jednym pan się chyba zgodzi, że głupców jest zawsze więcej niż ludzi mądrych. Pańska genetyczna rusofobia jest udziałem bardzo wielu bezmyślnych Polaków, za których myślą żydowskie media. A zatem, do mądrych Polaków nie sposób zaliczyć pana z jego patriotyzmem.
  • @Husky 19:12:38
    kundlu,
    zapisz się do zielonych i jedź na Białoruś - załatwię ci darmowa wizę
  • @Husky 19:09:09
    czyżbyś siebie uważał za Polaka -? - tym razem to już mocno przesadziłeś gnido
  • Brawurowa ucieczka najsłynniejszego zbiega
    Najsłynniejszy uciekinier polityczny z czasów PRL realizował element wielkiej gry komunistycznych służb specjalnych.

    http://static.prsa.pl/images/8e7b9b85-ccab-4afb-8152-dad789142ce9.jpg

    Izak Fleischfarb (po drugiej żonie: Józef Światło) był przedwojennym komunistą, w czasie wojny współpracownikiem NKWD, a po wojnie wysokim ubekiem, odpowiedzialnym za prześladowanie opozycji antykomunistycznej. Jego wystąpienia w RWE były zemstą na kumplach, którzy najprawdopodobniej aresztowaliby go, tak jak w ZSRS aresztowano Berię i jego współpracowników, których później rozstrzelano. Światło bał się, że jego spotka to samo (jak się później okazało, było to na wyrost). Więc żadnym bohaterem nie jest. Zresztą, kiedy mówił o zbrodniach bezpieki, to pomijał w nich swój udział - tak jak inny uciekinier, były wysoki ubek - Adam Kornecki (Kornhendler), zmarły w 1986 we Frankfurcie nad Menem (wiem o nim z książki pod red. Szwagrzyka "Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza".
    Władze USA, które pozwoliły mu występować w RWE i postanowiły nie karać go za jego zbrodnie, postąpiły analogicznie jak w przypadku Shiro Ishii - dowódcy zbrodniczego oddziału 731 - którego też nie ukarały.
    To, że rewelacje Światły doprowadziły do rozwiązania MBP i aresztowania Goldberga-Różańskiego, na pewno było pozytywnym aspektem tej sprawy. Jednak nie należy chwalić za to Światły.
  • @Husky 19:55:58
    Czy za ucieczką Józefa Światły stał Nikita Chruszczow

    Według jednej z hipotez słynny ubek, który przeszedł na stronę USA, wykonywał tajną misję Moskwy
    5 grudnia 1953 r. w Berlinie Zachodnim w ręce Amerykanów oddał się Józef Światło – jeden z najbardziej gorliwych katów bezpieki PRL. Został wywieziony za ocean, gdzie zdradził wiele tajemnic reżimu. Rewelacje te ujawnił następnie podczas audycji Radia Wolna Europa w cyklu „Za kulisami bezpieki i partii”. Wywołało to w PRL polityczne trzęsienie ziemi. „Ucieczka [Światły] była tak naprawdę wymyślona i wyreżyserowana w Moskwie, a potem całkowicie przez nią kontrolowana” – napisał na portalu Onet. pl dziennikarz Leszek Szymanowski. Powołując się na nowe dokumenty i ustalenia historyków (m. in. z IPN), twierdzi, że operację miał osobiście zaaprobować Nikita Chruszczow. Ten sowiecki aparatczyk szykował się do przejęcia schedy po Józefie Stalinie. Dlatego chciał odsunąć od władzy w PRL związaną z nim ekipę. Bolesława Bieruta, Jakuba Bermana i ich współpracowników miała zastąpić grupa komunistów skupionych wokół Władysława Gomułki. Chruszczow postanowił skompromitować spadkobierców Stalina przy pomocy jednego z nich. Padło na Józefa Światłę. Powołując się na „amerykańskich historyków”, Szymanowski informuje, że zadaniem Światły było też szpiegostwo na rzecz Moskwy. Podczas pobytu w USA miał informować agentów sowieckich o kulisach funkcjonowania RWE i CIA. Historycy podobną teorię uważają za niezwykle mało prawdopodobną. – W materiałach IPN nie natknąłem się na jakikolwiek potwierdzający ją dokument – mówi „Rz” historyk z IPN dr Robert Spałek. – Ale niczego nie można wykluczyć bez sprawdzenia w archiwach rosyjskich. Te zaś są dla nas zamknięte.
    W sfingowanie ucieczki Światły nie wierzy prof. Andrzej Paczkowski, autor książki „Trzy twarze Józefa Światły”. – Ta hipoteza po raz pierwszy pojawiła się w 1956 r. Sugerował to Józef Różański (inny ubek) podczas przesłuchania przed partyjną komisją – powiedział „Rz” historyk. – Ale nie ma żadnych dokumentów ją potwierdzających. Dlaczego zresztą Chruszczow w 1953 r. miałby próbować skompromitować stalinistów? Przecież sam był jednym z nich. – Światło czuł, że grunt pali mu się pod nogami. Bał się, że padnie ofiarą wewnętrznych czystek w bezpiece. Poza tym komunizm, którzy zaczął się odwoływać do antysemityzmu, przestał mu się tak bardzo podobać. Dlatego uciekł – podkreślił prof. Paczkowski.

    http://www.rp.pl/artykul/601747-Czy-za-ucieczka-Jozefa-Swiatly-stal-Nikita-Chruszczow.html#ap-1
  • @Rzeczpospolita 19:21:25
    czyżbyś siebie uważał za Polaka -? chazarska wszo -
    spadaj
  • @Rzeczpospolita 19:15:23
    "Pańska genetyczna rusofobia jest udziałem bardzo wielu bezmyślnych Polaków,"
    Ma pan na myśli Polaków, czy Paliaków?
  • @Rzeczpospolita 19:18:19
    Panie Kosiur proszę posłuchać bajki o dwugłowym orle - zna pan tę bajkę?

    https://www.youtube.com/watch?v=FJ83BRqFPBA
  • @Talbot 17:53:50
    "Gdy pozbędziemy się z Pottalu rusko-pruskiej agentury to mam nadzieję, że Polska nie doświadczy kolejnych reozbiorów.

    Musimy ratować Polskę i jej tradycje narodowe!!
    Musimy zrobić wszystko, aby nie zakuli nas w walonki."

    A weźcie sobie ten portal, jestem za tym.

    W moim przypadku, po prostu się odzwyczaję od zaglądania tu jak jakiś nałogowiec i tyle. I tak jakoś coraz mniej mam chęci komentowania tutaj pod żydobanderowskimi tekstami. Byli tu świetni blogerzy piszący prawdę na temat wojny na Ukrainie, ogółem o sytuacji na świecie - oni odeszli. I słusznie.
    Ci zakuci w walonki, jak to piszesz, widocznie mają honor aby z zakutymi w adidasy nie zadawać się.
    Bierzcie ten portal, życzę powodzenia w tworzeniu z Polski drugiej Ukrainy! Sława hierojom!
  • @lorenco 23:05:18
    I chciałbym jeszcze dodać, że my na Podkarpaciu, noszący tzw. walonki, jak przyjdzie co do czego, to MY was zniszczymy. Nie będzie powtórki z Wołynia czy z Bieszczadów.
  • @lorenco 23:24:48
    // to MY was zniszczymy.//

    MY - WY..... towarzyszu pomyliłeś portale

    http://www.komsomol.pl/
  • @Husky 23:30:49
    Tak Husky, zniszczymy każdy wasz pomnik banderowski postawiony na polskiej ziemi Podkarpacia. A jak będziecie podskakiwać, dostaniecie po mordzie. A jak przyjdzie wam ochota mordować, zostaniecie zabici.
    Ви розумієте бандерівського собаку?
  • @lorenco 23:40:58
    Pędzi pociąg historii,
    błyska stulecie-semafor.
    Rewolucji nie trzeba glorii,
    nie trzeba szumnych metafor.

    Potrzebny jest maszynista,
    którym jest On:
    towarzysz, wódz, komunista -
    Stalin - słowo jak dzwon!




    Miliony ludzi Związku Rad i krajów idących drogą socjalizmu tworzą świat nowy, niosąc w sercach i na ustach imię STALIN.
    Ludowa armia chińska wypędza ze swego kraju przemoc obcą i niewolę pieniądza. Kroczy naprzód z imieniem STALIN.
    W Wietnamie, Burmie, na wyspach Malajskich bojownicy wolności, niepodległości i sprawiedliwości walczą przeciw kolonizatorom wołając: STALIN!
    Górnicy francuscy trwają w strajkach i wyciągają dłonie na wschód z okrzykiem: STALIN!
    Chłopi włoscy zajmują obszarnicze nieużytki i odpędzani gwałtem, wołają: STALIN!
    Poeta, wypędzony ze swej ojczyzny za umiłowanie wolności i sprawiedliwości społecznej, piękny poeta chilijski pisze poemat o STALINIE.
    Zmiażdżona okrutnie Warszawa dźwiga swe okrwawione cegły tym szybciej z imieniem STALINA.
    Wszędzie na świecie, gdzie sięga przemoc pieniądza, bagnet żołdaka i pałka policjanta, ludzie walczą i będą zwyciężali z imieniem STALINA.
    Setki milionów ludzi wołają: STALIN! STALIN! STALIN!
  • @Husky 23:48:46
    Nie śledzę utworów na temat Stalina ani jego słów.
    To nie mój idol.
    Jak widzę to Twoje dziwne zainteresowanie jego osobą, Twoje wpisy i komentarze, mam wrażenie, że wzorujesz się na nim.
  • @Husky 23:30:49
    w przeciwieństwie do ciebie kundlu,
    ty portali nie pomyliłeś - jesteś wśród swoich - mam na myśli element administrujący
  • @lorenco 00:02:21
    Chwała tym, co się nie ulękną
    historii, jak strasznej bajki!
    Życie burzliwe, życie piękne,
    od Kaukazu do tundry i tajgi!
  • @Rzeczpospolita 00:04:15
    //element administrujący//

    ty to dopiero jesteś element, żydowski element
    a tak naprawdę to
    ty jesteś tym brakującym ogniwem w teori Darwina.

    http://chmurak.pl/pictures/2058236_wredna-malpa.jpg
  • Ech, uciekłoby się w dal...
    Czy na samolocie, czy na tirze, czy na statku, to całkiem bez znaczenia. To tylko sprawa techniki i implementacji, a wiele ważniejsza jest strategia ucieczki. Przede wszystkiem, czy na Wschód, czy na Południe umykać. Bo na Zachód to dziś chyba nikt już nie chce.

    My to nawet strach mamy, by na niemiecką część Zgorzelca iść. Człowiek odruchowo przy dupie kaburę maca, czy broń osobista na swoim miejscu siedzi. Ręka w kieszeni sama naboje przelicza i głowiczkami w przód rychtuje, by ewentualne przeładowanie szybciej poszło w razie czego. Straszne rzeczy się na tym Zachodzie na dzień dzisiejszy dzieją, a im dalej od granicy państwowej, tym gorsze zwyrodnialce tam pomieszkują. Kolega nasz wraz laską na Paryżu byli w zeszĺym miesiącu, na wycieczce prywatnej, zwiedzali lekkomyślnie nekropolię francuskich królów przemykając pod ostrzałem pomiędzy narożnikami kamienic na Saint Denis. Przeżyli oboje, głównie dzięki dobremu wyszkoleniu, ale jego narzeczona ma teraz traumę, nigdzie już nie chce na wakacje jechać.

    Zostaje więc Wschód lub Południe, czyli kacap lub Afryka. Na Kacspii niby lud normalny, da radę wyrozumieć, jak po swojemu gadają. Prawie to nasza cywilizacja, tylko troche gorsza. I ochrzczeni ludzie w większości. Za to na Afryce cieplutko, banany i egzotyczny owoc kwitnie tam, baby gołe biegają, i choć brudne i czarne, to jest na co popatrzeć. Na dzień dzisiejszy, większość naszych chłopaków za Południem obstaje.
  • Jak-uciec-z-kraju-w-ktorym-wprowadzono-dyktaturę
    Liczba 3 władzy daje 100% dyktaturę w lewo, lub w prowo.
    http://m.neon24.pl/3f43c222d1a472cd150fe48229c2ca7a,12,0.jpg

    Jedynym wyjściem z dyktatury dla Trojan, jest IV RP gdzie, będzie królowała Polska Demokracja z domeną w liczbie parzystej 4 władzy.

    1. władzy ustawodawczej, 2. władzy wykonawczej, 3. władzy sądowniczej, 4. władzy ludu.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY