Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
431 postów 4703 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

„Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Skąd się wzięła rusofobia?

 

 

 

W Związku Sowieckim pod koniec lat 30. XX wieku miało miejsce ludobójstwo na Polakach. Ofiary wyselekcjonowano na podstawie kryteriów narodowościowych i politycznych, w obu wypadkach podkreślając ich etniczność jako funkcję determinującą ich rzekomą winę. Decyzja o przeprowadzeniu ludobójstwa zapadła na szczycie sowieckiej władzy.

11 sierpnia 1937 roku Nikołaj Jeżow, po otrzymaniu zatwierdzenia przez Biuro Polityczne KC WKP(b), którego sekretarzem był Józef Stalin, wydał rozkaz operacyjny nr 00485, który przewidywał aresztowanie określonych grup Polaków zamieszkujących ówczesny ZSRS i ukaranie ich „w dwóch kategoriach”. Pierwsza z tych kategorii, obejmująca zdecydowaną większość, tj. niemal 80 proc. objętych akcją, została zamordowana; druga została wysłana do więzień i łagrów. W sumie, wg najbardziej rozpowszechnionego szacunku, represjonowano 143.810 osób, 139.835 z nich skazano, a 111.091 rozstrzelano. Nieznana część represjonowanych, których skazano, ale nie rozstrzelano, tylko wysłano do łagrów, zmarła wkrótce w wyniku przepracowania, głodu, chorób, tortur, złego traktowania. Ciąg zdarzeń, jaki miał miejsce w latach 1937-1938, polegał na mordowaniu, zamykaniu w łagrach oraz przesiedlaniu – zgodnie ze specjalną procedurą wynikającą z rozkazów operacyjnych szefa NKWD Jeżowa – przedstawicieli polskiej mniejszości z uwagi na jej charakter narodowościowo-polityczny. Narodowościowy – bo w samym rozkazie 00485 w kilku miejscach jako wyróżnik ofiar podaje się ich polskość. Polityczny – bo z polskością tą, w ocenie autorów rozkazu, wiązała się szczególna skłonność do działania w charakterze szpiegów, powstańców, terrorystów i dywersantów działających na rzecz Polski. Hasłowo opisując ten ciąg zdarzeń, nie można więc określić go – biorąc pod uwagę, że wg różnych ocen dotknął od co najmniej 25 do 50 proc. ludności polskiej mieszkającej w ówczesnym Związku Sowieckim, z czego ponad połowa zginęła – inaczej niż ludobójstwo popełnione z przyczyn etnicznych.

 

Z różnych przyczyn to określenie w odniesieniu do „operacji polskiej” jak dotąd nie padło z ust polskich historyków. Co ciekawe, jako pierwszy użył go w formie „ludobójstwo w lokalnej skali” historyk brytyjski Simon Sebag Montefiore. Ludobójstwo na Polakach z lat 1937-1938 było eskalacją rzezi Polaków zamieszkujących ZSRS oraz likwidowania polskości, które to procesy, z różnym nasileniem, trwały od zarania bolszewickiej władzy. Tak naprawdę wiadomo o nich jeszcze bardzo niewiele, po za tym, że – jak wyliczył amerykański historyk Terry Martin – to właśnie Polacy byli grupą narodowościową, którą dotknęły największe straty ludnościowe. Z kolei grupą narodowościową, która straciła w tym wymiarze najmniej, byli Żydzi.

Ramy czasowe operacji

Według oryginalnego rozkazu 00485, wyłapywanie Polaków miało trwać trzy miesiące, czyli do połowy listopada 1937 roku. Jednak rozkręcony młyny NKWD nie chciały przerwać zbrodniczej pracy po trzech miesiącach i działały na mniejszą skalę bez specjalnego rozkazu jeszcze przez 1,5 miesiąca, a w styczniu 1938 roku, po licznych monitach ze strony najbardziej gorliwych dowódców NKWD, „operację” przedłużono do 15 kwietnia tegoż roku. Po zezwoleniu na przedłużenie ludobójstwa nastąpiło jego nasilenie. W dodatku 15 kwietnia 1938 roku operacji nie przerwano. Zmieniono jej charakter – sprawy przestano rozpatrywać w „trybie albumowym”, natomiast rozpatrywanie wyroków oddano w ręce funkcjonujących w podmiotach ZSRS „trójek specjalnych”. Prawdopodobnie planowano wygaszenie akcji na początku sierpnia 1938 roku. Lokalni czekiści nie chcieli jednak przerwać swego krwawego dzieła. Po kolejnych monitach NKWD w zasadzie zezwolono na jej kontynuowanie. Ostatecznie akcję zamknięto rozkazem 00762 z 26 listopada 1938 roku. Ludobójstwo na Polakach trwało więc, według oficjalnych dokumentów, nieco ponad 14 miesięcy.

W praktyce ciągnęło się jednak nieco dłużej – zdarzało się bowiem, że aresztowanych już Polaków, wbrew oficjalnemu rozkazowi 00762, najprawdopodobniej jednak za zgodą przynajmniej kierownictwa NKWD, dalej rozstrzeliwano, zamiast oddawać ich sprawy do właściwego sądu – a taki teoretycznie był wymóg zawarty w rozkazie 00762.

Ofiary ludobójstwa

Liczba osób skazanych w wyniku rozkazu 00485, według ustaleń Memoriału sprzed 15 lat, wynosi 139.835, a rozstrzelanych – 111.091. Tak wielka precyzja ustaleń wynika z tego, że zgodnie z rozkazem 00485, z terenowych jednostek NKWD spływały dokładne raporty dotyczące liczby ofiar. Policzenie aresztowanych i zamordowanych polegało więc na zsumowaniu danych z tych raportów oraz częściowym porównaniu ich z zachowanymi „albumami”. W praktyce, co nie wynika bezpośrednio z rozkazu, ta ludobójcza statystyka dotyczyła głównie pracujących mężczyzn w wieku produkcyjnym. Wynikało to z doświadczenia komunistycznego w rozbijaniu społeczeństw tradycyjnych, w których role społeczne odzwierciedlały naturę, a więc stawiały mężczyzn w pozycji głowy rodziny, po której utrąceniu rodzina rozpadała się. Było też podyktowane zdrowym, choć zbrodniczym rozsądkiem decydentów sowieckich – dla nich kategoria wroga była zarezerwowana właśnie dla aktywnych mężczyzn, mogących stanowić największe zagrożenie z uwagi na możliwości, czyli siłę fi zyczną, zdolności intelektualne oraz potencjalną aktywność.

Jeśli chodzi o przekrój społeczny aresztowanych, a następnie w większości wymordowanych polskich mężczyzn, to odzwierciedlał on cały przekrój społeczny mieszkających w Związku Sowieckim Polaków. Nadreprezentowana była inteligencja oraz specjaliści, zwłaszcza ci, którzy zajmowali funkcje urzędowe, co wiązało się ze ścisłym nadzorem politycznym. Skali tej nadreprezentacji na razie nie da się dokładnie określić, gdyż nie są znane listy wszystkich represjonowanych. Nie ma wszelako wątpliwości co do tego, że liczbowo największą grupę rozstrzelanych stanowili jednak pracownicy rolni – zarówno z tego powodu, że stanowili oni przytłaczającą większość polskich mężczyzn zamieszkujących ZSRS, jak i dlatego, że na wsi ludobójcza akcja przebiegała często w formie łapanki i zdarzały się miejscowości, z których wywieziono na rozstrzelanie wszystkich mężczyzn, jakich udało się w trakcie krótkotrwałej akcji NKWD schwytać. W miastach starano się, zwłaszcza w początkowej fazie ludobójstwa, aresztować Polaków wybiórczo. Wybierano mężczyzn z kategorii wymienionych w rozkazie 00485. Gdy jednak tych zabrakło, a „operację” trzeba było prowadzić dalej, uciekano się do takich metod jak np. wyłapywanie ludzi na podstawie książek telefonicznych (co jednocześnie pozwalało złapać ludzi, którzy byli na wyższym poziomie społecznym – nie każdy w Związku Sowieckim w tym okresie miał przecież telefon). Do akcji wprzęgano także np. poborców opłat za energię elektryczną, będących jednocześnie agentami tajnej policji, którzy odwiedzając mieszkania odbiorców prądu bądź przeglądając listy płatników za energię, poszukiwali tych, którzy byli obcej, wrogiej narodowości.

Dwie kategorie polskich mężczyzn, które ucierpiały w wyniku ludobójstwa zarządzonego rozkazem 00485, są znane lepiej niż pozostałe. Po pierwsze – polscy komuniści (ta grupa zresztą nie była w stu procentach męska – zabito też sporo komunistek, choć generalnie stalinowscy kaci zachowywali się wobec nich bardziej pobłażliwie); po drugie – księża. Jeśli chodzi o księży, to polityka sowiecka doprowadziła do tego, że spośród ponad 470 kapłanów katolickich (zdecydowana większość z nich była Polakami), którzy pozostali na terenach ZSRS po przewrocie bolszewickim, rok 1938 przetrwało na miejscu zaledwie nieco ponad 10. Duża część z nich uciekła (bądź została wymieniona) do Polski lub innych krajów przed latami 1937-1938, a spośród tych, którzy pozostali, większość została rozstrzelana w ramach ludobójstwa na Polakach.

Ksiądz Roman Dzwonkowski stwierdza nawet, że wobec duchowieństwa katolickiego władze sowieckie po prostu przyjęły plan całkowitej likwidacji. Paradoksalnie podobne były losy polskich komunistów, wcześniej tak bardzo zaawansowanych w zwalczanie katolicyzmu i polskości wśród swoich rodaków. To oni, zdaniem swych oprawców, mieli się okazać grupą najbardziej przeżartą przez polską agenturę spod znaku POW. Zamordowano niemal wszystkich działaczy wyższego stopnia – w różnych źródłach mówi się o od 3 tys. do 5 tys. ofiar. Oczywiście księży od komunistów różniła zasadnicza sprawa – ci drudzy sami uczestniczyli wcześniej w potoku zbrodni, którego później sami stali się ofi arą. Co więcej, sami przyczyniali się do śmierci księży, prowadząc wobec nich brutalną nagonkę, a niekiedy fizycznie uczestnicząc w represjach.

Ludobójstwo na Polakach, jak widać, pochłonęło zarówno ludzi zupełnie niewinnych, jak i takich, których sumienie było mocno obciążone. Niejako w cieniu komunistów i księży pozostała największa liczba polskich ofiar, jaką byli pracownicy kołchozów lub wyrażając się precyzyjniej: mieszkańcy wsi, głównie płci męskiej. Jak już wspomniałem, byli oni często przedmiotem łapanek, czasem jednak ginęli w wyniku donosów, także z powodu napięć etnicznych. Na Polaków często donosili Żydzi, choć zdarzały się sytuacje, w których, z racji związków z sowiecką władzą, co dawało im dostęp do informacji, Żydzi ostrzegali swoich polskich znajomych przed potencjalnym zagrożeniem. Czasem do aresztowania, a w efekcie stracenia Polaka wystarczył zarzut antysemityzmu.

Istnieje także jeszcze jedna, niemal kompletnie nieznana grupa ofiar, która liczbę represjonowanych znacznie – być może nawet dwukrotnie – powiększa. Chodzi o rodziny aresztowanych. By uniknąć problemów – takich jak na przykład skargi, poszukiwanie miejsca aresztowania czy pochówku małżonka, czy po prostu nagłaśnianie informacji o szczegółach Wielkiego Terroru przez rodziny, które straciły najbliższych – Jeżow wydał rozkaz 00486, który precyzował, jak władze mają się zachowywać wobec rodzin represjonowanych wrogów ludu. Początkowo miał on dotyczyć rodzin wrogów ludu represjonowanych w ramach innych operacji Wielkiego Terroru, jednak szybko rozszerzono go także na ofiary „operacji polskiej”. Rozkaz przewidywał, że po aresztowaniu męża aresztowana ma także zostać jego żona i za sam fakt bycia żoną wroga ludu ma zostać zesłana, w praktyce najczęściej do Kazachstanu, na pięć do 10 lat. Z kolei dzieci wroga ludu, zgodnie z tym rozkazem, trafiały do domów dziecka, gdzie wynaradawiano je (w przypadku gdy nie były narodowości rosyjskiej), a majątek rodziny konfiskowano w całości. Konfiskata majątku z kolei uderzała w rodziców bądź teściów aresztowanego, a trzeba mieć świadomość, że w tym okresie, zwłaszcza na wsi, rodziny były zwykle trzypokoleniowe – czyli składały się z rodziców oraz będących na ich utrzymaniu dzieci i dziadków. Los starców pozbawionych dzieci, a tym samym źródła utrzymania, oraz majątku był z reguły tragiczny. Los dzieci, które trafiały do domów dziecka w tym okresie, też był co najmniej niepewny. Można z dużą pewnością założyć, że w wyniku procedur zawartych w rozkazie 00486 w każdej trzypokoleniowej rodzinie, która straciła ojca, zginęła bezpośrednio wskutek tego zdarzenia, w krótkim okresie czasu, jeszcze co najmniej jedna osoba. Chociaż szacunek ten prawdopodobnie trudno będzie oprzeć na twardych danych statystycznych.

W sumie więc akcja ludobójcza przeprowadzona przez Sowietów w latach 1937-1938 spowodowała aresztowanie nie 144 tys. ale pomiędzy 240 tys. a 280 tys. Polaków. Z kolei śmierć poniosło od 200 tys. do 250 tys. Polaków (z czego znaczna, ale trudna do oszacowania część nie była aresztowana, a zmarła w wyniku aresztowania dzieci bądź rodziców). Te liczby stanowią ponad jedną trzecią Polaków, jacy wg oficjalnych danych zamieszkiwali wówczas ZSRS.

Wykonanie wyroków

Sposób wykonania wyroków w czasie trwania Wielkiej Czystki, której częścią było ludobójstwo na Polakach, opisał w obszernej pracy A. G. Tiepliakow. Skazanych rozstrzeliwano, najczęściej strzałem w tył głowy, choć nie była to reguła – czasem zabijano salwami niemal na oślep. Czasem zabijano też skazanych bez użycia broni palnej, np. przy pomocy kijów. W toku mordów używano specjalnego oprzyrządowania – fartuchów, wiader, sznurów, szczotek itp. – co pomagało uchronić ubrania i mundury katów oraz miejsca kaźni przed lejącą się z przestrzelonych głów krwią. Na podstawie doświadczenia wypracowano też technologię użycia i wybierania broni, która była najskuteczniejsza i najmniej awaryjna. Generalnie procedura mordowania związana była z użyciem brutalnej przemocy, w tym przemocy seksualnej. Mordowani byli dodatkowo okradani. Wykonanie wyroków nie polegało tylko na samym rozstrzelaniu ofiar, ale także na pochowaniu zwłok oraz przeprowadzeniu całej procedury przy zachowaniu tajności. Masowe mordy skazanych przeprowadzano często na terenach będących z różnych powodów we władaniu NKWD i zakopywano je na miejscu, co miało także miejsce w przypadku późniejszej o dwa lata Zbrodni Katyńskiej. Czasem jednak ciała wrzucano np. do rzek czy zakopywano w lasach bez oznaczenia miejsca. Do takich praktyk dochodziło zwłaszcza na Syberii i w północnej Rosji, gdzie znajdują się duże dzikie przestrzenie. Wykonywanie wyroków i ukrywanie ciał na obszarach byłej I Rzeczpospolitej, które znalazły się w Związku Sowieckim, także miało swoją specyfikę. Należało do niej mordowanie skazanych i zakopywanie ich ciał w kościołach i budynkach poklasztornych.

W sumie, jak wspomniałem, w morderczych operacjach Wielkiej Czystki w roli katów wystąpiło być może nawet kilkanaście tysięcy osób. Za szczególne dokonania w tej morderczej działalności czekiści mogli liczyć na awanse oraz przywileje finansowe i wypłacane w naturze. Wiadomo też, że wielu z dowódców NKWD z okradania mordowanych uczyniło sobie intratny biznes.

http://nczas.com/wyroznione/operacja-polska-czyli-rozstrzelac-polakow/

 

Dokąd Zmierzamy - [23] - Tomasz Sommer

 

KOMENTARZE

  • Jak uniknąć geopolitycznej pułapki?
    http://www.polishclub.org/wp-content/uploads/2014/02/jalta-1945-churchill-roosevelt-stalin.png

    Polska nie może dłużej pełnić funkcji satelity realizującego amerykańską rację stanu. W obliczu przebudowy porządku międzynarodowego taka polityka może mieć tragiczne konsekwencje – twierdzi działacz Prawicy Rzeczypospolitej.

    Od czasu podpisania układu o nieagresji z Niemcami w styczniu 1934 roku relacje polsko-niemieckie układały się poprawnie. W Niemczech nastąpiło wyciszenie polityki rewizjonistycznej, co było zasadniczym celem polskiej polityki zagranicznej, zaś udział Polski w rozbiorze Czechosłowacji był traktowany jako sygnał wskazujący na gotowość Rzeczypospolitej do zachowań proniemieckich, a w każdym razie neutralnych, w zbliżającym się konflikcie europejskim. Monachium pokazało nie tylko dążenie Niemiec do rewizji systemu wersalskiego, ale także izolację sprzymierzonej z Francją Czechosłowacji. Nauka płynąca z tego porozumienia była taka, że Francja nie jest wiarygodnym sojusznikiem, więc Polska w razie konfliktu, nie może liczyć na jej pomoc. W sytuacji, w której Hitler w pierwszym rzędzie zamierzał uderzyć na Francję, zadaniem Polski, w jego perspektywie, była osłona Niemiec przed możliwym atakiem Związku Sowieckiego. Postulaty Berlina wobec nas, przyłączenie Gdańska do III Rzeszy oraz przeprowadzenie przez Polskę eksterytorialnej autostrady z Niemiec do Prus Wschodnich, były dość umiarkowane. Jako cena wzajemnego porozumienia, które w perspektywie mogło prowadzić do wspólnej polsko-niemieckiej wojny ze Związkiem Sowieckim, były one właściwie do przyjęcia.

    Sojusz z Niemcami miał uchronić Polskę przed przystąpieniem w pierwszej kolejności do zbliżającej się wojny. I przeciwko takiemu właśnie scenariuszowi Anglia podjęła działania, aby odwrócić niemieckie plany uderzenia na Zachód i skierować go na Wschód. Temu celowi służyły brytyjskie gwarancje. Minister Beck wybrał Londyn i tym samym wpadł w pułapkę zastawioną przez Brytyjczyków. W rezultacie Polska nie tylko walczyła samotnie we wrześniu 1939 roku, ale już na samym początku wojny wyłączyła się jako samodzielny podmiot z rozgrywki, która miała miejsce w dalszym toku wojny. Beck zignorował dwa podstawowe aksjomaty polskiej polityki, jakimi były: dążenie, aby nie dać się wyizolować w warunkach zagrożenia wojny i nie wejść do niej jako pierwszy.

    Pułapka, w którą wpadł minister Beck, powinna stać się memento dla polskiej polityki zagranicznej. Dziś, kiedy podobnie jak przed I czy II wojną światową nadchodzi radykalne przewartościowanie systemu międzynarodowego, tak jak w przeszłości nadchodzące zmiany mogą mieć fundamentalne konsekwencje dla miejsca Polski w świecie. To czas rywalizacji mocarstw, chaosu, niepewności i narastających zagrożeń – nie tylko na głównym teatrze zmagań o nowy porządek międzynarodowy na zachodnim Pacyfiku, ale też obejmującym praktycznie cały świat, w tym również obszar Europy Środkowo-Wschodniej. Warto zauważyć, że w obliczu narastającego konfliktu amerykańsko-chińskiego kluczem do jego rozstrzygnięcia zarówno w wariancie handlowym, jaki i militarnym staje się Rosja. Jest ona co prawda drugorzędnym mocarstwem ekonomicznym, ale posiada nowoczesną armię, a przede wszystkim ma kluczowe położenie w kontekście nadchodzącego konfliktu.
    Przyczajona Rosja

    Zarówno Rosja, jak i Chiny są mocarstwami rewizjonistycznymi, dążącymi do zasadniczego przebudowania porządku międzynarodowego opartego na militarnej i ekonomicznej dominacji Stanów Zjednoczonych. To dążenie do rewizji jest dziś podstawą ich sojuszu. Ale jest to sojusz asymetryczny, w którym zasadniczą rolę odgrywają Chiny. Rosja korzysta zaś na współpracy z Pekinem, która wzmacnia jej pozycję. Marzeniem Putina jest pozycja zbliżona do roli Związku Sowieckiego w czasach systemu jałtańskiego – mocarstwa dyktującego zasady funkcjonowania systemu międzynarodowego. Możliwa jest więc reorientacja polityki Putina w kontekście rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Czas, w miarę narastania tego konfliktu, działa na korzyść Moskwy. Pod warunkiem że wcześniej nie nastąpi destabilizacja samej Federacji Rosyjskiej.

    Obecny spór w amerykańskiej polityce nie polega na tym, czy porozumieć się z Rosja, tylko na tym, w jakich okolicznościach i na jakich warunkach to zrobić. Zarówno demokraci, jak i republikanie opowiadają się za powstrzymaniem chińskiego marszu ku światowej hegemoni. Różnica polega na tym, czy należy porozumieć się już teraz, przyjmując rosyjskie warunki, czy też zaczekać na destabilizację Rosji i samemu podyktować warunki amerykańsko-rosyjskiego sojuszu. W pierwszym przypadku będzie to sojusz dla USA symetryczny i bardzo kosztowny, natomiast w drugim – asymetryczny i znacznie mniej kosztowny. W każdym wariancie ten sojusz oznacza rosyjskie profity zarówno ekonomiczne, jak i geopolityczne. Pytanie tylko, jaka będzie ich cena.

    Putin stawia sprawę jasno. To Moskwa, w jego przekonaniu, jest kluczem do rozwiązania zbliżającego się konfliktu i tym samym urasta do rangi głównego rozgrywającego polityki międzynarodowej. Bo bez Rosji ani nie da się zablokować chińskiego rozwoju, ani, najprawdopodobniej, nie da się Chin pokonać militarnie. Odbudowa wpływów z czasów sowieckich oznacza między innymi przywrócenie wpływów Rosji w Europie Środkowo-Wschodniej. Na to jednak nie godzą się Amerykanie. Ich polityka wynika z geopolitycznych doktryn, według których Rosja nie będzie miała możliwości zagrożenia w przyszłości ich pozycji, dopóty nie zapanuje nad naszym regionem. Jak dotąd jest to trwały aksjomat amerykańskiej polityki.
    Wstańmy z kolan

    I to jest zasadnicze wyzwanie dla Polski. Odpowiedzią na potencjalne rosyjskie zagrożenie było w ostatnim ćwierćwieczu wstąpienie do NATO i Unii Europejskiej. Dziś obie te instytucje znajdują się w kryzysie. Dodatkowo Rosja nie jest też postrzegana przez kraje NATO jako podstawowe zagrożenie. Także w Unii narastają tendencje do porozumienia się z Moskwą. W tej sytuacji konieczne stało się więc ponowne określenie kierunków i celów polskiej polityki zagranicznej. Na razie odpowiedzią rządu na tę sytuację jest rezygnacja z podniesienia wydatków zbrojeniowych do 3 proc. PKB i tym samym rezygnacja z budowy własnej siły militarnej. Jest to więc wybór polityki satelickiej, analogicznej do akceptacji angielskich gwarancji z 1939 roku, rezygnacja z samodzielnego wpływania na rozwój sytuacji, uznania USA za reprezentanta naszych interesów w stosunku do Rosji i sprowadzenia Polski do roli reprezentanta amerykańskich interesów w naszej części kontynentu.

    Doświadczenie uczy, że polityka satelicka jest pułapką i na ogół kończy się katastrofą. Nasze interesy i interesy zarówno USA, jak i zachodnich państw europejskich nie są tożsame. A protektor, jeżeli musi płacić swojemu ewentualnemu sojusznikowi, najczęściej płaci interesami swoich satelitów. I istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przypadku sojuszu amerykańsko-rosyjskiego ceną będzie bezpieczeństwo naszego obszaru. Wtedy albo bezpośrednio znajdziemy się w rosyjskiej strefie wpływów, albo, co jest bardziej prawdopodobne, będziemy bezpośrednio graniczyć z rosyjską strefą wpływów. To oznacza, że w sensie geopolitycznym staniemy się państwem frontowym, zdanym na łaskę naszych sąsiadów. Byłoby to przekreślenie zarówno naszej podmiotowości, możliwości rozwojowych, jak i bezpieczeństwa.

    Koniecznym warunkiem uniknięcia najbardziej niekorzystnego scenariusza jest przede wszystkim samodzielność polityki, to znaczy suwerenne definiowanie naszych interesów i samodzielne jej prowadzenie, a więc przezwyciężenie satelickiej postawy w polskiej polityce. Nie musi to wcale oznaczać zerwania dotychczasowych sojuszy, tylko redefinicję miejsca Polski w tych sojuszach, jak też przedefiniowanie naszej polityki w stosunku do głównych aktorów międzynarodowej sceny. Wybicie się na podmiotowość oznacza zachowanie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie na zasadach państwa satelickiego. Zbieżność polskich i amerykańskich interesów polega na powstrzymaniu w naszej części Europy ekspansji rosyjskiej. Ale Polska nie może brać na siebie większości odpowiedzialności za powstrzymywanie Rosji.

    Stanom Zjednoczonym zależy na tym, by to Polska pilnowała amerykańskiego interesu w tej części naszego kontynentu. Temu celowi służyć ma obecność sił amerykańskich na wschodniej flance NATO, która ma jednak raczej symboliczne niż militarne znaczenie. Polska powinna dążyć przede wszystkim do odprężenia i współpracy z Rosją, aby zminimalizować groźbę konfrontacji, zamiast stać się instrumentem amerykańskiego nacisku na Moskwę. Wzorem dla nas powinna stać się polityka prowadzona przez RFN w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia. Pozostając lojalnym członkiem NATO, Niemcy dążyły wówczas do uniknięcia wybuchu wojny i przekształcenia własnego terytorium w pobojowisko.

    Rozwijanie współpracy ekonomicznej z Rosją nie tylko zmniejsza ryzyko wybuchu konfliktu, ale także sprzyja budowaniu naszego potencjału ekonomicznego i tym samym stwarza warunki do zbudowania ekonomicznych podstaw bezpieczeństwa narodowego. Podstawą naszego przedefiniowania polityki wobec Rosji jest przywrócenie własnych kanałów komunikacyjnych z Moskwą i własnej agendy politycznej we wzajemnych relacjach. Niestety, wydaje się, że obecny rząd jest do tego psychologicznie i politycznie niezdolny. Taka polityka oznacza przywrócenie samodzielności polskiej polityki w stosunku do Waszyngtonu i współpracę w sytuacji amerykańskiego zaangażowania się w Europie Środkowo-Wschodniej, ale nie zastępowania tego zaangażowania. Dlatego Polska także powinna dokonać korekty swojej polityki w stosunku do Ukrainy. To nie Polska, ale Stany Zjednoczone i Wielka Brytania gwarantowały w 1994 roku integralność terytorialną Ukrainy po jej rezygnacji z broni jądrowej. I to nie Polskę, ale Niemcy i Francję Ukraina wybrała na swoich pośredników w rozmowach z Rosją. Polska powinna w tej sytuacji ograniczyć swoje zaangażowanie na Ukrainie do obrony własnych interesów gospodarczych, naszego dziedzictwa, praw mniejszości polskiej i kwestii potępienia przez państwo ukraińskie zbrodni wołyńskiej.

    Przywrócenie podmiotowości polskiej polityki oznacza także samodzielne definiowanie jej celów i charakteru nie tylko w stosunku do Rosji, ale i Chin. Narastający konflikt amerykańsko-chiński nie jest naszym konfliktem. Sojusz amerykańsko-polski powinien być obustronnie korzystny. Oznacza to, że polityka amerykańska nie może blokować polskich możliwości rozwojowych. Silna ekonomicznie i militarnie Polska będzie czynnikiem zapewniającym stabilność i równowagę w naszej części kontynentu. W ten sposób staniemy się skuteczniejszą barierą dla rosyjskiego ekspansjonizmu niż Polska ekonomicznie słaba i zależna tylko od zewnętrznych gwarancji.
    Chińska rozgrywka

    Dlatego Amerykanie nie mogą domagać się od naszego kraju rezygnacji ze współpracy gospodarczej z Chinami, a zwłaszcza z udziału w korzyściach rozwojowych płynących z powstania Nowego Jedwabnego Szlaku, kanału handlowego łączącego Państwo Środka z Europą. Zaangażowanie w ten projekt wpłynęłoby pozytywnie na nasze bezpieczeństwo, bowiem Chiny są żywotnie zainteresowane, aby żadne konflikty nie zakłócały jego funkcjonowania. Tym samym Polska zyskałaby sojusznika wywierającego presję na Rosję w celu pohamowania jej rewizjonistycznych interesów w naszym obszarze bezpieczeństwa. Nasza polityka wobec Chin powinna być analogiczna do tej, jaką prowadzą azjatyccy sojusznicy USA. Państwa te współpracują z Amerykanami w zakresie bezpieczeństwa, nie rezygnując ze współpracy gospodarczej z Chinami.

    Powierzenie Amerykanom prowadzenia polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego i uznanie amerykańskich interesów za własne, jak to czynią dotychczasowe rządy, oznacza zagrożenie wpadnięcia w pułapkę podobną do tej z 1939 roku. Porozumienie rosyjsko-amerykańskie może zostać zawarte kosztem żywotnych polskich interesów. Jesteśmy już w okresie zakwestionowania systemu postzimnowojennego i kształtowania się nowego porządku międzynarodowego. W sytuacji zagrożenia wojną najważniejszym wymogiem jest zbudowanie własnej, samodzielnej siły militarnej, zdolnej do skutecznej obrony naszego bezpieczeństwa i interesów. Przebudowa systemu międzynarodowego może mieć charakter pokojowy, ale niestety może się także dokonać poprzez wojnę. Dlatego najważniejszym zadaniem polskiej polityki jest dążenie do minimalizowania groźby wojny, uniknięcie izolacji oraz niewchodzenie do potencjalnego konfliktu tak długo, jak to tylko będzie możliwe. Dlatego nie zrywając naszych zobowiązań sojuszniczych, nie możemy rezygnować z samodzielnego definiowania własnych interesów i ich obrony, nawet wbrew żądaniom naszych sojuszników. W przeciwnym razie znajdziemy się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znalazła się Polska po przyjęciu przez ministra Becka brytyjskich gwarancji. Znajdziemy się w pułapce, której koszty będziemy musieli zapłacić. Oby nie były to koszty tak wielkie, jak koszty błędnej polityki ministra Becka.



    Marian Piłka

    Autor jest historykiem, wiceprezesem partii Prawica Rzeczypospolitej

    Źródło: Dziennik Rzeczpospolita,

    Za: PRAWICA Rzeczypospolitej, 03-04-2017
  • żydowska chamska propaganda przecie ROSJANOM !
    Winić Rosjan za mordy żydo-bolszewi to jak winić nas Polaków za krwawe lata rządów żydowskich w Polsce 1945-56 r

    Przypominam ! że w Rosji komuna bolszewicko żydowska doszła do władzy w wyniku rewolucjnego terroru i Rosjanie byli tak samo mordowani jak Polacy w Rosji !

    Przypominam śmierdzącym żydom którzy uprawiają tutaj chamską propagandę anty-rosyjską że w Polsce komuna żydowska która mordowała Polaków
    też doszła do władzy w wyniku zdrady USA i wojskowej pomocy Stalina
    i żydów sprowadzanych z Rosji by obsadzała stanowiska rządowe prokuratorskie wojskowe sądowe i UB !!!!

    ANI POLACY ANIE ROSJANIE [Słowianie ] NIE SĄ WINNI MASOWYCH MORDÓW ! TO WYŁĄCZNIE WINA BOLSZEWI ŻYDOWSKIEJ !!!

    Ireneusz Tadeusz Słowianin LACH ! Apel do Słowian NIGDY NIE WIERZCIE CO MÓWIĄ żydzi ! to najnikczemniejsza nacja na świecie !!
  • @ele 19:32:25
    Te słowa Józefa Piłsudskiego tak mi jakoś pasują do....... ?

    https://pbs.twimg.com/media/C8y5pwIVYAA_c4s.jpg
  • Do Huski
    Huski pisze [ Te słowa Józefa Piłsudskiego tak mi jakoś pasują do.. ? ]

    pasują do czego ? bo jak do Tuchaczewskiego to dobrze się wyraził bo to bolszewik leninowski ! Białych Rosjan Piłsudski zdradził ! wybrał dzicz żydo-bolszewicką !!! Więc Huski odpierdo... sie od ROSJAN !!! oni tak samo byli ofiarami bandytów żydo-bolszewickich !

    Ireneusz Tadeusz Słowianin LACH ! nigdy nie wierz żydowi ! to podły kłamca oszust i pasożyt !
  • Jacek K. Matysiak: Trump ostrzega Syrię…
    W czwartek wieczorem prezydent Trump wydał rozkaz ataku na jedno z 6 lotnisk syryjskiego reżimu Baszszara al-Asada. Dług USA podskoczył o kolejne $59 mln

    https://img.washingtonpost.com/rf/image_1484w/2010-2019/WashingtonPost/2017/04/07/National-Security/Graphics/2300-ussyria-entire-country-0406-WEB-V4.jpg


    Amerykański atak z dwóch niszczycieli pływających obok Krety był uderzeniem w międzynarodowy stół jako odpowiedź na atak chemiczny w miejscowości Chan Szajchun w rebelianckiej prowincji Idlib (północno-zachodnia Syria), w którym zginęło ok. 90 Syryjczyków, w tym ponad 30 dzieci. USA zdecydował o uderzeniu 59 pociskami Tomahawk, z których każdy zawiera 1,000 funtów ładunków wybuchowych (ok. 500 kilo), mierzy 18 stóp długości, 2 stopy szerokości i przypomina telefoniczny słup. Tomahawk znany nam jeszcze z pierwszej wojny irackiej leci dość wolno z szybkością 500 mil na godzinę i każdy kosztuje $1 mln.

    Według doniesień w ataku na rebeliancką wioskę został użyty groźny gaz bojowy sarin, którego nawet nie ważył się użyć Adolf Hitler. W 2013 r. również reżim al-Asada został oskarżony o broni chemicznej przeciwko swoim zbuntowanym obywatelom, ofiarą wówczas padło aż 1,400 osób. Doprowadzono do porozumienia, w którym al-Asad pozbywał się broni chemicznej przy pomocy Rosji. Z Syrii wtedy usunięto 1,300 ton broni chemicznej. W USA były wielkie naciski na ówczesnego prezydenta Obamę, aby militarnie ukarał al-Asada za przekroczenie “czerwonej” kreski którą było użycie broni chemicznej. Z powodu wahań prezydenta Baracka Husseina Obamy jak wyżej nadmieniłem Putin miał zagwarantować wywiezienie broni chemicznej z rąk al-Asada. Oczywiście były wtedy też opinie, że atak chemiczny z 2013 r. przeprowadzili rebelianci, aby wciągnąć głębiej do wojny USA.

    Zachowały się twitty Donalda Trumpa z 2013 r. w których odradza on prezydentowi Obamie militarne uderzenie, w ramach represji, na siły reżimu al-Asada. Biznesmen Trump argumentował wówczas, że ewentualna odpowiedź militarna tylko bardziej zadłuży USA, a na Bliskim Wschodzie i tak jest bałagan i wszyscy walczą ze wszystkimi, a USA nie stać na zapobieganie wszystkim nieszczęściom na świecie i najlepiej będzie jak zajmie się swoimi problemami.

    W dzisiejszej odsłonie podobnej sytuacji (już) prezydent Trump ze swojej “letniej” rezydencji Mar-a-Lago w Palm Beach na Florydzie, Trump poinformował o militarnym ukaraniu reżimu al-Asada i wezwał cały cywilizowany świat o uczestnictwo w powstrzymaniu rzezi i bestialstwa wobec ludności cywilnej w Syrii.

    ”Dzieci Boga nigdy więcej nie powinny cierpieć takiego horroru”

    Putin szybko ogłosił, że amerykańskie uderzenie na bazę lotniczą Syrii jest aktem agresji i stanowi pogwałcenie prawa międzynarodowego. Trochę to dziwne, przecież rosyjskie siły wspierające al-Asada w Syrii też nie strzelają do kaczek. Według źródeł amerykańskich dowodzący siłami USA w rejonie Morza Śródziemnego godzinę wcześniej powiadomił odpowiednika rosyjskiego w Syrii o mającym nastąpić uderzeniu. Aby zmniejszyć ofiary w ludziach w syryjskiej bazie lotniczej Amerykanie wybrali czas wieczorowy, starając się również nie uderzyć w rosyjskie samoloty stacjonujące na lotnisku. Również zadbano, aby nie uderzyć w magazyny w którym mogła składowana być broń chemiczna. Przypominam, że Rosjanie mają w spadku po ZSRR dwie bazy wojskowe na zachodzie Syrii.

    Amerykanie przedstawili zdjęcia satelitarne śledzące wojskowy samolot syryjski jak ładuje bomby właśnie w tej bazie lotniczej położonej 120 mil od celu ataku, którym była zbuntowana miejscowość i jak ok. 6 rano zrzuca bomby. Przypomnijmy, że Rosja zablokowała 7 rezolucji w ONZ potępiających militarne represje reżimu z Damaszku wobec ludności cywilnej.

    Jeszcze do niedawna prezydent Trump oświadczał, że o losie prezydenta al-Asada zdecydują Syryjczycy. Jednak po ataku bronią chemiczną i filmach z umierającymi w konwulsjach małymi dziećmi, Trump zmienił zdanie i uznał, że czegoś tak zbrodniczego nie można tolerować. Teraz Trump stwierdził, że musi dojść do zmiany reżimu w Damaszku.

    Miejscowy polityczny rynek w USA bardzo się ożywił. RINO-s, neocons i inni reprezentujący kurs na konflikt z Rosją natychmiast pospieszyli do wyrażenia swojego poparcia dla decyzji ataku w Syrii. Nawet przedstawiciele ruchu “nigdy Trump” pospieszyli z wyrazami poparcia. Pewnie podobnie postąpią niektórzy Demokraci. Jedynie libertarianin senator Rand Paul potępiając atak bronią chemiczną, zauważył, że USA nie jest w stanie wojny z Syrią i o zaangażowaniu militarnym zgodnie z prawem powinien zdecydować na wniosek Prezydenta Kongres. Z zagranicy napływają również wyrazy uznania i poparcia, pierwszy zgłosił się premier Izraela Netanjahu, płyną pozytywne recenzje od krajów sunnickich.

    Trump w czwartek wieczorem spotkał się w swojej rezydencji na Florydzie z prezydentem Chin Xi Jinping i jego małżonką. Z powodu zaangażowania w uderzenie w Syrii był spóźniony o godzinę. Trump niedawno zagroził, że jeśli Chiny nie zrobią porządku z szalonym grubaskiem z Korei Północnej (Kim Dzong Un), to on go będzie musiał sam uspokoić. Przypomnijmy, że Kim ostatnio dość intensywnie testuje swoje pociski średniego i dalekiego zasięgu i otwarcie grozi Ameryce bronią nuklearną.

    Kilka dni temu u prezydenta Trumpa gościł prezydent Egiptu al-Sisi, następnie przybył król Jordanii Abdullah.

    Powstaje pytanie, co rzeczywiście na naszych oczach wydarzyło się w Syrii? W aspekcie polityki wewnętrznej nękający Trumpa Demokraci za jego wypowiedziane życzenie polepszenia stosunków z Rosją Putina odetchnęli z ulgą. Wybuchające amerykańskie pociski Tomahawk na lotnisku w Syrii zdmuchnęły natarczywą propagandę establishmentu o jakichś specjalnych powiązaniach Trumpa z Putinem. Sekretarz Stanu Rex Tillerson w następnym tygodniu wybiera się do Moskwy, jeśli przyjmiemy, że istotnie broń chemiczna była użyta przez reżim z Damaszku to Syria chce głębiej wciągnąć Trumpa do wojny na polecenie Putina, czy może Teheranu?

    Czy może ktoś testuje nowego nieopierzonego prezydenta? Do tej pory Putin i inni mogli liczyć na brak zdecydowania byłego prezydenta Obamy sparaliżowanego myśleniem o niebezpiecznych konsekwencjach eskalacji zbrojnej, Jak zachowa się Trump, szczególnie po zmniejszeniu roli swojego filozofa-doradcy Steve’a Bennona i otoczeniu się wianuszkiem generałów? Może Putin ma dosyć wydatków na ekspedycję syryjską i chce usiąść do stołu i zadbać jedynie o swoje bazy wojskowe w Syrii i zniesienie sankcji, a moze uznanie “rosyjskości” Krymu? Inną sprawą jest, że każda wojna w tym regionie spowoduje wzrost cen ropy i gazu, co nie jest bez znaczenia dla ubożejącego Putina…

    Z jednej strony uderzenie Trumpa to pokazanie, że era Obamy zakończyła się i w Białym Domu zasiadł prezydent, który zwykł podejmować ryzykowne akcje i świat musi się do tego przyzwyczaić. W Syrii dziś mamy dwie wojny: jedna przeciwko ISIS, druga przeciwko al-Asadowi. Ameryka wysłała do walki z ISIS co najmniej 1,000 żołnierzy, w sąsiedztwie trenuje 5,000 żołnierzy. pamiętajmy jednak, że każda wojna rządzi się swoimi prawami, a plany generałów są aktualne tylko pierwszego dnia wojny.

    Z kolei dla prezydenta Chin wydarzenia w Syrii pozwolą obserwować reakcje nowego prezydenta Ameryki, która zajęta może być większym zaangażowaniem na Bliskim Wschodzie, coraz bardziej popadając w długi i pozostawiając Chiną wolną rękę w ich przepychance z sąsiadami?

    Powstaje wiele pytań. Jedno z nich może brzmieć: co stanie się z syryjskimi chrześcijanami, kiedy utracą opiekę reżimu al-Asada?
    Jacek K. Matysiak
    Kalifornia, 2017/03/07
  • @Husky 20:04:18
    sęk w tym że piłsudski nigdy tych słów nie powiedział. teoretycznie mógłby je wypowiedzieć ale był zajęty ratowaniem swojego anusa, czyli dokładnie tak ja ty i tobie podobni . szczekasz z daleka a jak przyjdzie co do czego to schowasz sie w swojej budzie 8-))) takie tchórzliwe indywidua jak ty tak mają 8-))) co prawda schowanie do budy na wiele się nie zda bo... 8-))) póki co, wegetuj sobie w słodkiej ignorancji 8-)))))))))))))))))))))))))))
  • @Talbot 20:40:15 - co NA-TO NATO
    http://Bar-bara.neon24.pl/post/137878,atak-dzihadystow-w-sztokholmie#comment_1378271
  • @Husky- Oj naiwny, naiwny, naiwny,J ak dziecko we mgle,
    .

    Jak goliat na pchle,
    Mól w otchłani wód,
    Który liczy wciąż na cud.
    Oj naiwny, naiwny, naiwny,
    Dziecko w kwiecie sił
    Choć w intencjach
    To w zasadzie pozytywny.


    Oj naiwny, naiwny, naiwny,
    Naiwny jak ćma,
    Co w ogień się pcha.
    Jaki sens to ma
    Gdy nie warta świeczki gra.
    Oj naiwny, naiwny, naiwny.
    Dziecko w kwiecie lat
    Choć w intencjach
    To w zasadzie pozytywny.

    http://m.neon24.pl/3af143207ec1ab67891a8d7f67a0f599,14,0.png
  • Uchwała Dumy Państwowej o Katyniu
    Przy każdej okazji obchodzenia rocznic 17 września (agresja ZSRR na wschodnią Polskę) i 5 marca (rozkaz Stalina o rozstrzelaniu polskich oficerów) pojawiają się u nas głosy o konieczności ustalenia „prawdy o Katyniu”. Niektóre środowiska pisowskie organizują pikiety pod Ambasadą Rosji domagając się „prawdy”. Te same środowiska są jednak obojętne na fakt, że inne państwo na Wschodzie – Ukraina – nie tylko nie uznało prawdy o Wołyniu, ale w dodatku uznała zbrodniarzy za bohaterów.

    Ponieważ pamięć ludzka jest krótka, przypominamy dzisiaj, w dniu 17 września, uchwałę Dumy Państwowej Rosji o zbrodni katyńskiej. Jest ona prawie nieznana w Polsce, gdyż media, zajmujące się podsycaniem wrogości do Rosji nie były zainteresowane w jej nagłośnieniu. Uchwałę przegłosowane ogromną większością głosów 342, przy 57 przeciwnych na. Oto tekst uchwały:

    „Siedemdziesiąt lat temu rozstrzelano tysiące polskich obywateli, którzy byli przetrzymywani w łagrach dla jeńców wojennych NKWD ZSRR, a także w więzieniach zachodnich obwodów Ukraińskiej SRR i Białoruskiej SRR.
    W oficjalnej propagandzie radzieckiej odpowiedzialność za tę zbrodnię, którą zbiorczo nazwano tragedią katyńską, przypisywano nazistowskim zbrodniarzom. Wersja ta przez długie lata była przedmiotem utajonych, co nie znaczy, że mniej zażartych dyskusji w społeczeństwie radzieckim, i niezmiennie wywoływała gniew, obrazę i nieufność narodu polskiego.

    Na początku lat 90. nasz kraj wykonał ważne kroki na drodze do wyświetlenia prawdy o tragedii katyńskiej. Uznano, że masowa zagłada polskich obywateli na terytorium ZSRR w czasie II wojny światowej była aktem przemocy ze strony totalitarnego państwa, które poddało represjom także setki tysięcy ludzi radzieckich za przekonania polityczne i religijne, według społecznych i innych kryteriów.
    Opublikowane materiały, które przez wiele lat były przechowywane w tajnych archiwach, nie tylko ujawniają skalę tej strasznej tragedii, lecz także dowodzą, iż zbrodnia katyńska została dokonana z bezpośredniego rozkazu Stalina i innych radzieckich przywódców.

    Potępiając terror i masowe prześladowanie obywateli swojego kraju i obywateli innych państw jako będące nie do pogodzenia z ideą prymatu prawa i sprawiedliwości, Duma Państwowa Zgromadzenia Federalnego Federacji Rosyjskiej wyraża głębokie współczucie wszystkim ofiarom nieuzasadnionych represji, ich rodzinom i bliskim.

    Kopie wielu dokumentów, które przechowywano w zamkniętym archiwum Biura Politycznego KC KPZR, już przekazano polskiej stronie. Deputowani do Dumy Państwowej są przekonani, że te praca powinna być kontynuowana. Należy dalej badać archiwa, weryfikować listy zabitych, przywracać dobre imię tych, którzy zginęli w Katyniu i innych miejscach, wyjaśniać wszystkie okoliczności tragedii.

    Dzieląc smutek z polskim narodem, deputowani do Dumy Państwowej pamiętają, że Katyń jest tragicznym miejscem również dla naszego kraju. W dołach katyńskich spoczywają tysiące radzieckich obywateli, zgładzonych przez reżim stalinowski w latach 1936-38. To właśnie na nich ćwiczono technologię masowych morderstw, którą później w tym samym miejscu zastosowano w stosunku do polskich jeńców wojennych. Obok znajdują się też mogiły radzieckich jeńców, rozstrzelanych przez hitlerowskich katów w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

    Nasze narody zapłaciły ogromną cenę za zbrodnie totalitaryzmu. Stanowczo potępiając reżim, który gardził prawami i życiem ludzi, deputowani do Dumy Państwowej w imieniu narodu rosyjskiego wyciągają przyjazną dłoń do narodu polskiego. Wyrażają też nadzieję na początek nowego etapu w stosunkach między naszymi krajami, które będą rozwijać się na gruncie demokratycznych wartości.

    Osiągnięcie takiego rezultatu będzie najlepszym pomnikiem ofiar katyńskiej tragedii, które z wyczerpującą oczywistością zrehabilitowała już sama historia, żołnierzy-czerwonoarmistów poległych w Polsce i radzieckich żołnierzy, którzy oddali życie za jej wyzwolenie spod hitlerowskiego nazizmu”.

    Moskwa, 26 listopada 2010 roku
    Przewodniczący Dumy Państwowej Zgromadzenia Federalnego Federacji Rosyjskiej.
    http://www.mysl-polska.pl/620
    --------------------------------------------------------
    Talbot siejesz nienawiść aby skłócić Polaków z Rosjanami - ciekawe jaki masz w tym cel? Bo jeśli niby tak roztkliwiasz się nad Rosjanami, że mają Putina, to jest Rosjan sprawa a nie Polaków. Polacy nie wybierają prezydenta Rosji, to tak dla Twojej wiadomości.
  • @Talbot -Musimy wiedzę o tej zbrodni utrwalić i rozpowszechnić, dzieląc się nią z innymi
    Holokaust Polaków w ZSRS

    Rozkaz 00485 z 11 sierpnia 1937 r., wydany przez szefa NKWD Nikołaja Jeżowa, pociągnął za sobą śmierć 111 091 Polaków. Jedyne kryterium ludobójstwa - etniczne Niewiele pamiętamy. Coraz mniej wiemy o naszej wspólnej historii. Niedawna wypowiedź rzecznika SLD, w której umiejscowił on Powstanie Warszawskie w 1988 roku, nie jest już dzisiaj niczym wyjątkowym. To raczej typowy obraz polskiej świadomości historycznej przeoranej przez maszynerię obojętności i zapomnienia, sprawnie funkcjonującą w III RP. Poza jednym wyjątkiem, który symbolizuje Jedwabne: wytrwała praca najpotężniejszych ośrodków medialnych tej samej III RP, by czas II wojny światowej kojarzył się dzisiejszym Polakom ze wstydem współodpowiedzialności za holokaust ludności żydowskiej. Na szybko kurczącym się skrawku wspólnej pamięci narodowej walczymy o to, by poza Jedwabnem utrzymać także wspomnienie Westerplatte, Monte Cassino, Powstania Warszawskiego, nie tylko bohaterskich walk, ale i cierpień zadanych polskiej wspólnocie w czasie II apokalipsy. Tego miejsca jest już tak mało, że niekiedy nawet obrońcy pamięci o Katyniu traktowani są jako swego rodzaju rywale dla tej grupy, dla której szczególnie bolesna jest pamięć masowych zbrodni nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej w latach 1943-1944, a jedni i drudzy wydają się zabierać przestrzeń publicznej żałoby tym, dla których najważniejsze w oczywisty sposób pozostaje ludobójstwo niemieckie na Polakach i setki jego symboli: Bydgoszcz, Piaśnica, Stutthof, Palmiry, Dachau, Pawiak, Auschwitz... Rozkaz 00485 Czy możemy jeszcze coś zmieścić w tym krajobrazie pamięci polskich bohaterów i ofiar tragicznej historii XX wieku, kiedy wszelka polska martyrologia jest tak wyśmiewana, przyjmowana zaporowym ogniem szyderstwa najpotężniejszych mediów i wykreowanych w nich autorytetów? Nie wiem, czy możemy. Wiem, że musimy - bo to nasz, nie tylko polski, ale po prostu ludzki obowiązek. Musimy do kalendarium naszej zbiorowej pamięci wprowadzić jeszcze jedną datę, symbol losu Polaków i zarazem wspomnienie ponad 150 tysięcy konkretnych istnień ludzkich, przekreślonych jednym rozkazem wydanym przez najbardziej zbrodniczy system w historii XX wieku. Musimy przypomnieć rozkaz 00485 z 11 sierpnia 1937 r. szefa NKWD Nikołaja Jeżowa na podstawie wydanej dwa dni wcześniejszej decyzji Politbiura Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików). To rozkaz o ludobójstwie Polaków mieszkających w ZSRS. Nie było wcześniej pojedynczego dokumentu, który pociągnąłby za sobą świadomą likwidację tak wielkiej liczby ludzi na podstawie kryterium etnicznego. Jeżow ogłosił walkę z "faszystowsko-powstańczą, szpiegowską, dywersyjną, defetystyczną i terrorystyczną działalnością polskiego wywiadu w ZSRS", jaką rzekomo miała prowadzić gigantyczna siatka Polskiej Organizacji Wojskowej (POW - rozbita już całkowicie na terenie państwa sowieckiego w 1921 r.). Stawiał też jasno zadanie podległym służbom NKWD w całym państwie: "całkowita likwidacja nietkniętego do tej pory, szerokiego, dywersyjno-powstańczego zaplecza POW i podstawowych ludzkich rezerw ["osnownych ljudskich kontingientow"] wywiadu polskiego w ZSRS". Owo "zaplecze" i "podstawowe rezerwy" mogli tworzyć wszyscy, którzy mieli wpisaną do paszportów narodowość polską. Według spisu powszechnego w ZSRS, w 1926 roku było takich osób 782 tysiące. Według następnego spisu, z 1939 roku, liczba Polaków w ZSRS zmniejszyła się do 626 tysięcy. To był właśnie efekt systemu bezprecedensowych prześladowań, jakim poddani zostali w państwie Stalina Polacy. Ponad 150 tysięcy - rozstrzelanych (nie tylko w latach 1937-1938), zmarłych w czasie deportacji, zamęczonych głodem w 1932-1933. Nie mniej niż co drugi dorosły mężczyzna został w tej polskiej wspólnocie losu pozbawiony życia. Pierwszą książkę tej zbrodni ("Pierwszy naród ukarany: Polacy w Związku Radzieckim w latach 1921-1939", Warszawa 1991), jeszcze bez dostępu do podstawowych źródeł sowieckich, poświęcił Rosjanin z urodzenia - dziś profesor Uniwersytetu Opolskiego - Mikołaj Iwanow. Przełomowe znaczenie w poznaniu skali tej operacji miały prace rosyjskich badaczy z Memoriału: Nikity Pietrowa i Arsenija Rogińskiego (z 1993 i 1997 roku), którzy przedstawili oficjalne dane NKWD. Kto nie ufa polskiej skłonności do cierpiętnictwa, niechaj zaufa sprawozdawczości wewnętrznej NKWD. To są jej dane: w "operacji polskiej", między wrześniem 1937 a wrześniem 1938 roku, zostało aresztowanych 143 810 osób. Spośród nich 111 091 rozstrzelano. Nie wszyscy byli etnicznymi Polakami, ich liczbę wśród straconych w tej jednej operacji szacuje się na 85 do 95 tysięcy. Polacy byli jednak zabijani systematycznie w państwie sowieckim także w innych operacjach: od czasu pogromów polskich dworów i zaścianków w 1917 roku, poprzez prześladowania księży i wiernych Kościoła katolickiego (w polskiej literaturze historycznej najbardziej kompetentnie przypomina te prześladowania w licznych swych monografiach i kompendiach ks. Roman Dzwonkowski); następnie przez ofiary wspomnianej już operacji "antykułackiej" z lat 1930-1931; ofiary Wielkiego Głodu z 1932 i 1933 roku, zarówno na Ukrainie, jak i w Kazachstanie (przecież od głodu ginęli nie tylko Ukraińcy i nie tylko Kazachowie); dalej - wskutek kolejnych fal aresztowań i deportacji ludności polskiej najpierw z terenów przygranicznych z II RP na sowieckiej Ukrainie i Białorusi, a następnie (w 1936 r.) w ogóle z tych republik do Kazachstanu. W okresie największego nasilenia terroru - 1937-1938 - Polacy byli rozstrzeliwani także masowo w ramach mniejszych operacji NKWD, takich jak np. "niemiecka" (likwidująca "niemieckich szpiegów"), "czyszczenie" samego NKWD z wprowadzonego do niego licznie jeszcze przez Dzierżyńskiego "polskiego elementu" - i wiele innych. Statystyka zbrodni Rozkaz nr 00485, pierwotnie mający obowiązywać 3 miesiące, został przedłużony na blisko dwa lata. Jego zabójcze efekty - przypomnijmy: ponad 111 tysięcy rozstrzelanych na podstawie jednego rozkazu, to jest ponad pięć razy więcej niż w całej operacji katyńskiej - dopełnił cztery dni później wydany kolejny rozkaz Jeżowa. Nosił on numer 00486, a dotyczył rodzin "zdrajców ojczyny" (nie tylko Polaków). Aresztowania mogli uniknąć tylko ci, którzy wydali swoich najbliższych. Dzieci powyżej 15. roku życia podlegały "dorosłym" represjom. Młodsze miały być kierowane do domów dziecka lub do pracy. Na absolutnie wyjątkową skalę represji skierowanych przez państwo sowieckie przeciw Polakom zwrócił uwagę profesor Uniwersytetu Harvarda Terry Martin. Na podstawie imiennej listy ofiar rozstrzelanych w latach 1937-1938 w Leningradzie obliczył, że Polacy byli zabijani 31 razy częściej, aniżeli wynikało to z ich liczebności w tym mieście. Innymi słowy: Polak w Leningradzie i okolicach miał w okresie największego nasilenia Wielkiego Terroru 31 razy mniejszą szansę przeżycia aniżeli przeciętny mieszkaniec tego najbardziej doświadczonego przez zbrodnie stalinowskie miasta. Profesor Uniwersytetu Yale Timothy Snyder obliczył taką statystykę dla całego Związku Sowieckiego czasu Wielkiego Terroru: Polacy byli w niej, niestety, narodem wybranym. Wybór Stalina zdecydował o tym, że byli 40 razy częściej rozstrzeliwani, niż wynosiła przeciętna dla wszystkich narodów ZSRS. Polaków było w ZSRS 0,4 proc. ogółu ludności, natomiast w grupie 681 tysięcy rozstrzelanych w latach 1937-1938 stanowili ok. 13-14 proc. ofiar. Tyle sucha statystyka na podstawie danych NKWD. Ale, jak słusznie napisał Snyder w swojej monografii "Skrwawione ziemie" (2010), musimy przede wszystkim pamiętać, że każda z ofiar miała imię, każda to indywidualna biografia, każda zasługuje na ludzką pamięć. Z przejmującą empatią losy Polaków mordowanych w ramach operacji NKWD na Ukrainie w latach 1937-1938 przedstawił najwybitniejszy chyba współcześnie badacz systemu stalinowskiego profesor Hiroaki Kuromiya z Uniwersytetu Indiany. W jego książce "Głosy straconych" (wydanie polskie 2008, wydanie amerykańskie 2007) możemy zobaczyć tę wielką zbrodnię przez pryzmat indywidualnych losów ludzi rozstrzeliwanych tylko za stwierdzenie "Polska to dobry kraj" (to oznaczało "faszystowską agitację") albo za niezgodę na wyrzeczenie się polskiego męża czy żony. Inny autorytet studiów nad sowieckim totalitaryzmem, profesor Norman Naimark z Uniwersytetu Stanforda, w swej książce "Stalin´s Genocides" (2011) nie waha się porównać sytuacji Polaków pod panowaniem sowieckim - od września 1937 do lipca 1941 roku ("amnestia" po układzie Sikorski - Majski) - do sytuacji Żydów w okresie holokaustu. Prawda o wielkiej zbrodni na Polakach pod panowaniem Stalina zaczyna się przebijać do świadomości - przynajmniej kół akademickich - na Zachodzie. Biała plama w podręcznikach A u nas? Z najnowszych podręczników dopuszczonych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej do I klasy szkół ponadgimnazjalnych - a więc podsumowujących wiedzę polskich uczniów o historii XX wieku - żaden nie zawiera najmniejszej choćby wzmianki o tej, raz jeszcze powtórzmy, największej zbrodni dokonanej na Polakach w minionym stuleciu. Nie ma też w ogóle tego tematu wśród realizowanych przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia (finansowane z budżetu państwowego, powołane z inicjatywy premierów Putina i Tuska po spotkaniu w Smoleńsku) problemów badawczych. Najważniejszymi zdobyczami naszej historiografii są w tym zakresie wciąż tylko wycinkowe zbiory dokumentów - dwutomowa publikacja IPN "Wielki Terror: Operacja Polska 1937-1938" (2010), oparta na materiałach pozyskanych z archiwów ukraińskich, jak również wybór w opracowaniu Tomasza Sommera ""Rozstrzelać Polaków". Ludobójstwo Polaków w Związku Sowieckim w latach 1937-1938. Dokumenty z Centrali" (2010). Ostatnio przegląd interpretacji tej wielkiej zbrodni przedstawiono w dwumiesięczniku "Arcana" (nr 106-107: 4-5/2012), zbierając przy okazji jej 75. rocznicy wypowiedzi wszystkich poważnych badaczy tego zagadnienia: Nikity Pietrowa, Hiroaki Kuromiyi, Krzysztofa Jasiewicza, Marka Jana Chodakiewicza, Bogdana Musiała, Tomasza Sommera, Jerzego Bednarka, Jana Jacka Bruskiego, Marka Kornata, Henryka Głębockiego. Oni właśnie mówią najdobitniej, dlaczego nie można o tej zbrodni zapomnieć. Profesor Marek Kornat wskazuje, iż zbrodnia ta spełnia bezdyskusyjnie definicję ludobójstwa przyjętą przez Konwencję ONZ w grudniu 1948 r., mówiącą o "niszczeniu grup narodowych, etnicznych, rasowych i religijnych". Stwierdza także, iż historia tej bezprecedensowej zbrodni powinna być przyjęta do wiadomości przez historyków polskiej polityki zagranicznej okresu międzywojennego: eksterminacja polskiej grupy narodowej w ZSRS pokazuje, że "możliwości pokojowej egzystencji Polski z państwem Sowietów w zasadzie nie istniały (...) kierownictwo stalinowskie postrzegało Polskę jako wroga, z którym nie może być zbliżenia". Tomasz Sommer i Henryk Głębocki podkreślają, że trzeba się upominać o pamięć tej zbrodni w imię prawdy historycznej o czasach Wielkiego Terroru. Pojęcie to, łączone z latami 1937-1938, obecne we wszystkich podręcznikach do historii (także polskich) XX wieku, ograniczane jest najczęściej do rozprawy Stalina ze starymi kadrami "leninowskimi" i wierchuszką Armii Czerwonej. Dzisiejsza propaganda historyczna w Rosji, bezkrytycznie przyjmowana przez dominującą część mediów w Polsce, przedstawia Wielki Terror, Wielką Czystkę jako wewnętrzną tragedię Rosjan, "domowy konflikt", o którym mają prawo mówić tylko Rosjanie. Tymczasem według danych NKWD, wśród 681 tys. rozstrzelanych w latach 1937-1938 ofiary tzw. operacji narodowościowych to 247 tysięcy osób (na czele z Polakami), a ponad 350 tysięcy - "kułacy" (niekoniecznie Rosjanie, wśród nich było także bardzo wielu Polaków, na pewno natomiast nie było w tej kategorii komunistów). Polskie ofiary, tak liczne w tej straszliwej zbrodni, pozostają "nieme". Nie możemy im oddać głosu, ale możemy, musimy przywrócić pamięć o nich. Nie możemy dopuścić do ich rozpuszczenia w fałszywym obrazie Wielkiej Czystki, w której pamięta się tylko o Bucharinie, Zinowiewie, Tuchaczewskim... Alternatywny przekaz pamięci Marek Jan Chodakiewicz i Nikita Pietrow zwracają uwagę na inny, nie mniej ważny aspekt tej pamięci. "Pamiętając ofiary, czcimy je, a potępiamy katów. Przekazując historię o ofiarach, pomagamy innym dojść z sobą do ładu. Chodzi głównie o post-Sowietów, większość z nich to spadkobiercy ofiar komuny, ale sami o tym nie wiedzą, czy nie chcą wiedzieć. (...) Podnosząc dzieje eksterminacji Polaków w ZSRS, tworzymy alternatywny wobec oficjalnego (putinowskiego) paradygmatu pamiętania ofiar. Ten drugi opiera się na rusyfikacji i prawosławizacji ofiar". Warto o tych słowach profesora Chodakiewicza pamiętać, kiedy obserwujemy, jak nad Katyniem zaczyna dominować prawosławna cerkiew... Ale warto także usłyszeć głos uczciwej, dążącej do prawdy Rosji, jaką reprezentuje Nikita Pietrow, który z ubolewaniem stwierdza, że obecne "rosyjskie władze występują w roli ukrywających przestępstwa stalinowskie". Jeśli chcemy pomóc uczciwej Rosji, tej, która chce dojść do ładu sama z sobą - musimy przypominać o ukrywanych, relatywizowanych, a nawet usprawiedliwianych zbrodniach sowieckiego imperium - tak na Rosjanach, jak i na "inorodcach". Profesor Krzysztof Jasiewicz ujmuje istotę naszego obowiązku inaczej: "Powinniśmy przywrócić z niebytu nazwiska Ofiar i ich groby oraz zapewnić im godne miejsce na pomnikach, w nazwach ulic, w formie specjalnego muzeum itp. Nie powinniśmy zgadzać się na wspólne cmentarze wraz z innymi nacjami, bo to służy na obszarze postsowieckim do rozmydlania zbrodni i obniżania jej rangi. Kaci i ich pomocnicy winni być znani. Polska musi upominać się o Polaków pod każdą szerokością geograficzną". Henryk Głębocki podsumowuje wszystkie motywy pamięci o zbrodni, której 75. rocznicę właśnie powinniśmy obchodzić. To nasz obowiązek - wyrzut sumienia, także dlatego, że nawet dla potomków deportowanych do Kazachstanu rodzin ofiar "operacji polskiej" nie udało się stworzyć szerszego programu pomocy. Musimy wiedzę o tej zbrodni utrwalić i rozpowszechnić, dzieląc się nią z innymi - "tak na Zachodzie, jak i dawnej "nieludzkiej ziemi" - właśnie po to, żeby stała się bardziej ludzka". Od siebie dodam ten jeszcze postulat i pytanie, które już od wielu miesięcy powtarzam: Musimy wprowadzić tę trudną pamięć do polskich szkół, do polskich rozmów, do polskich modlitw. Jeśli nie zrobimy tego, trudno będzie od nas - jako politycznej wspólnoty - wymagać szacunku dla innych ofiar.

    Prof. Andrzej Nowak, historyk, sowietolog, wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim

    Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/mysl/7089,holokaust-polakow-w-zsrs.html
  • @lorenco 20:03:01
    "Talbot siejesz nienawiść aby skłócić Polaków z Rosjanami - ciekawe jaki masz w tym cel? "

    Przedstawiam polską Historię - taki jest mój cel.

    "Moskwa, 26 listopada 2010 roku"

    A czy ta uchwała Dumy ma związek z wyrzutami sumienia po zamachu w Smoleńsku?
  • @Talbot 20:39:18
    Wątpię. Ten projekt był już w Dumie od lat: Jelcyn przeprosił, Putin przeprosił, to było dużo wcześniej przed katastrofą: to komuniści blokowali uchwałę, uważając, że Katyń to sprawka Niemców. Być może, że w tym wypadku katastrofa smoleńska wpłynęła na komunistów?
    Czyli to rosyjscy komuniści zamachnęli się na Lecha Kaczyńskiego, pewnie taki Twój wniosek będzie. No ale Putin wpłynął na komunistów aby zrobili zamach.
    Tak czy inaczej, Putin winny, co nie Talbot?
  • @lorenco 21:24:26
    https://cdnpl1.img.sputniknews.com/images/508/17/5081790.jpg


    https://pl.sputniknews.com/swiat/201704095211134-Donbas-kobiety-snajperzy-Polska-Litwa/

    Ruskie chyba zaczadzieli....
  • @Talbot 21:57:26
    A dlaczego zaczadzieli? Na terenach, które, jak uważają republiki DRL i ŁRL są pod okupacją ukraińską, są ludzie sprzyjający republikom i donoszą o pozycjach wojska, kto w jakim języku mówi itp.
    Są strony w necie np. z Charkowa i Odessy, na których mieszkańcy tych miast piszą i umieszczają zdjęcia czy filmy dot. ruchu wojsk ukraińskich, administracji, banderowskich wyczynów itd.
    Tobie się wydaje, że Zacharczenko przebija się przez krzaki i podsłuchuje co tam i jak tam:)
    Tam jest podział ludności z tendencją na prorosyjską.
    Dlatego - kierując się przepisami ONZ o samostanowieniu narodów - pomimo racji DRL i ŁRL, republiki te nie są brane pod uwagę do samostanowienia. Rosja w tym względzie postepuje też bardzo ostrożnie.
    A dlaczego?
    Ponieważ gdyby obie republiki otrzymały wolność, jest duże prawdopodobieństwo, że Charków, Odessa i Zaporoże a Zakarpacie też, będą chciały także wolności od Ukrainy.
    Jak masz wyobraźnię, to powinieneś sobie wyobrazić coby się wtedy działo - efekt domina: np. Katalonia, Wenecja, Kalifornia i Teksas, Szkocja, Quebec, Tybet itd.
    Po to te bzdurne mińskie ustalenia, których i tak nikt, zwłaszcza UPAina nie przestrzega.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY