Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
431 postów 4703 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Rosja jest największym światowym mocarstwem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Technika wyjścia z progu - z "lamusa" wyciągnięte

 

 

Nakręcane złotym kluczykiem z Kremla media mainstreamowe i rosyjscy politycy od kilku miesięcy mieli obiekt ekstatycznego uwielbienia: prezydenta. Tak, prezydenta Putina – to rzecz oczywista. Ale jeszcze i drugiego prezydenta – Donalda Trumpa.

Każda jego wypowiedź, każdy gest pod adresem Moskwy kwitowane były przez większość komentatorów w rosyjskiej telewizji i wysokonakładowej prasie uniżenie, z miłością. Dygot przed pierwszą rozmową telefoniczną Putin-Trump, a teraz dygot przed pierwszym przygotowywanym w mozole spotkaniem przypominają zawroty głowy pensjonarki, która umówiła się na randkę z profesorem. Trump nasz, Trump nas przytuli, Trump nas zrozumie. Dogadamy się, świat podzielimy tak, żebyśmy krzywdy nie mieli. A że sankcje to nasza krzywda, to zaczniemy może od sankcji – to znaczy, żeby ich wreszcie nie było. Krym nasz, Ukraina nasz, Syria nasz. I będziemy żyć długo i szczęśliwie.

Moskwa z uwagą przyglądała się kandydatom do pracy w administracji Trumpa. Nominacja kawalera Orderu Przyjaźni Rexa Tillersona na sekretarza stanu została powitana z zadowoleniem. Tymczasem wczoraj na pierwszym spotkaniu szefów dyplomacji Rosji i USA Tillerson zachowywał się i wypowiadał sztywno, starannie kontrolując każde słowo i podkreślając, że USA realizują amerykańską politykę w amerykańskich interesach. A nazajutrz cały w uśmiechach spotkał się z prezydentem Poroszenką.

Cieniem na rosyjskim optymizmie położyła się też dymisja doradcy ds. bezpieczeństwa Michaela Flynna, człowieka zaprzyjaźnionego z Rosją. Media społecznościowe kolportowały w ostatnich dniach zdjęcie Flynna, na którym siedzi on przy jednym stole z Putinem podczas uroczystej gali ku czci propagandowej tuby Kremla na zagranicę TV RT. Flynn złożył dymisję po tym, jak wyszły na jaw jego rozmowy z ambasadorem Rosji w USA, panem Kislakiem, na temat zdjęcia sankcji. Ale nie sam fakt kontaktów z rosyjskim dyplomatą i tematy podnoszone przez obu panów stały się przyczyną odwołania w atmosferze skandalu. Flynn początkowo kluczył, nie przyznawał się, świadomie wprowadził w błąd prezydenta i wiceprezydenta, w efekcie stracił ich zaufanie, a następnie posadę.

Sekretarza obrony Jamesa Mattisa w Moskwie raczej się obawiano. Więc gdy zapowiedział, że porozmawia z Moskwą z pozycji siły, nikt się specjalnie nie zdziwił. Rosyjski kolega Szojgu natychmiast odparował, że Rosja nie pozwoli rozmawiać ze sobą z pozycji siły. Bo wielkie światowe mocarstwo, jakim Rosja ma ambicję ponownie się stać, inaczej odpowiedzieć nie może.

To jeszcze nie wszystkie nieprzyjemności. Rzecznik Białego Domu powiedział, że Rosja powinna oddać Krym Ukrainie, wycofać się z poparcia separatystów w Donbasie; jednocześnie zapewnił, że Trump chce poprawy stosunków z Moskwą. Dziś sam Trump na konferencji prasowej rozwinął temat: „Lubię się układać (negocjować), nieźle mi to idzie i podoba mi się. Być może nie uda mi się dogadać z Putinem. Ale chcę wam powiedzieć, że fałszywe informacje mediów […] tylko utrudniają wysiłki na rzecz poprawy relacji z Rosją. Byłoby mi łatwiej potraktować Rosję twardo, ale wtedy nie zdołam się porozumieć”. Po zdecydowanym komunikacie służb prasowych ta wypowiedź Trumpa brzmi wręcz pojednawczo. Choć wcześniej w tweecie napisał: „Krym został ZABRANY Ukrainie w czasie prezydentury Obamy. Może Obama postępował zbyt łagodnie”. Jednym słowem: klasyczny przekładaniec. Raz gorzko, raz słodko.

Ciekawa była reakcja w Moskwie na przypomnienie, że Krym jest ukraiński. Szeroko potraktowano to stwierdzenie jako symboliczny koniec miodowego miesiąca w relacjach. Przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin z wyrzutem wypomniał Trumpowi, że nie wypełnia obietnic wyborczych. To swoiste kuriozum: pan Wołodin nie jest wyborcą Trumpa, Trump jako kandydat nic mu nie obiecywał. Przez media społecznościowe przetoczyła się jak burza informacja, że telewizja i prasa dostały instrukcję z góry, aby zaprzestać wychwalania Trumpa. Trump już nie nasz. Прошла любовь, завяли помидоры. Koniec miłości, panie i panowie.

Miłości może i koniec, ale przecież nic się jeszcze nie wydarzyło. To na razie gra wstępna, przedstawianie listy rzeczy do uzgodnienia, wyznaczanie jakichś linii – czerwonych i zielonych. Na razie została oznaczona na tej skomplikowanej mapie dochodzenia do uzgodnień pozycja USA w sprawie przynależności terytorialnej Krymu. To ukraińskie terytorium i kwita. I teraz są dwie drogi: albo na tym się rozchodzimy do swoich pokoi i nie gadamy w ogóle, albo na razie zostawiamy Krym na boku i gadamy o tym, co możemy zrobić razem. Według Trumpa, tym czymś do „zrobienia razem” jest walka ze światowym terroryzmem. Zobaczymy.

Zdaniem krytyka Kremla, politologa Andrieja Piontkowskiego, punktem zwrotnym, który przyczynił się do zmiany stosunku Trumpa do Putina, była wypowiedź tego ostatniego o Trumpie i moskiewskich prostytutkach (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2017/01/18/w-obronie-czci-donalda-fredowicza/). „To na zawsze pogrzebało rodzącą się męską przyjaźń dwóch brutalnych alfa-samców. Po 17 stycznia Trump zamilkł jak nożem uciął, przestał radośnie wykrzykiwać „Putin znowu mnie pochwalił”. […] Trumpowska karta Putina okazała się bita, tak jak wcześniej bite były karty „rosyjskiego świata”, Noworosji czy obrony ojczyzny przed terrorystami na dalekich rubieżach [w Syrii]”.

Na koniec jako swoiste podsumowanie tych rozważań niech posłużą słowa, które wczoraj prezydent Putin wypowiedział na spotkaniu z aktywem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (http://echo.msk.ru/blog/echomsk/1929596-echo/): „Na szczycie NATO w Warszawie Rosja została uznana za główne zagrożenie dla Sojuszu, powstrzymywanie Rosji zostało ogłoszone nową misją NATO. Rosja jest nieustannie prowokowana. Powtarzają się próby wciągania nas w konfrontację i próby mieszania się w nasze sprawy wewnętrzne”. Nie będzie łatwo się dogadać…


http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2017/02/17/technika-wyjscia-z-progu/

KOMENTARZE

  • Duumwirat Rosji i Niemiec a rozbiór Polski Rafał Brzeski
    https://www.youtube.com/watch?v=yfOQz08zerQ
  • Kto ma rozum niech myśli...
    „Rozmieszczenie wojsk USA w Polsce ma wymiar strategiczny"

    http://niezalezna.pl/uploads/imagecache/300s/still2017/149087050415529096270.jpg

    https://www.youtube.com/watch?v=AAxKKPn63-0
  • ?
    A kiedy to Polska "podbiła" Moskwę...???
    Jest subtelna różnica miedzy zaproszeniem a podbiciem.
    A zaproszenie to tak się skończyło :

    Józef Budziło, czyli jeden z dowódców obleganej załogi moskiewskiego Kremla, tak opisał głód, który wówczas zapanował:
    "[...] wytrwać nie mogą dla głodu, który nastąpił niesłychany i do wypisania trudny, jakiego żadne kroniki i historie nie świadczą, aby który, będący kiedy na świecie w oblężeniu, mógł go znosić, albo kiedy miał być. Bo gdy już traw, korzonków, myszy, psów, kotek, ścierwa nie stało, więźnie [i] trupy wyjedli, wykopując [je] z ziemi. Piechota się sama między sobą wyjadła i ludzi łapając pojedli. Truskowski, porucznik piechotny, dwóch synów swoich zjadł; hajduk jeden także syna zjadł, drugi matkę; towarzysz też jeden sługę zjadł swego; owo zgoła syn ojcu, ojciec synowi nie spuścił; pan sługi, sługa pana nie był bezpieczen; kto kogo zmógł, ten tego zjadł, zdrowszy chorszego pozbił. O powinnego albo towarzysza swego, jeśli kto komu inszy zjadł, jako o własny spadek się prawowali, że go był bliższy zjeść, niż kto inszy […]. W tak tedy okrutnym głodzie nastąpiły rozmaite choroby, śmierci srogie, że na człowieka z głodu umierającego patrzać ze strachem i nie bez płaczu przychodziło, których wielem się napatrzył, ziemię pod sobą, ręce, nogi, ciało, jako mógł, żarł, a co najgorsza, że choćby rad umarł, a umrzeć nie mógł, kamień albo cegłę kąsał, prosząc Pana Boga, aby w chleb [one] przemienił, ale ukąsić nie mógł."
    Zaiste, viktoria !
  • Na żołdzie u Niemca! Oto niezwykle groźna dla Polski sytuacja, którą należy rozwiązać!
    http://polskaniepodlegla.pl/media/k2/items/cache/54634fdd7983d8ab469969405042238f_L.jpg


    O palącej potrzebie repolonizacji mediów „Warszawska Gazeta” pisała od dawna, dlatego dla Naszych Czytelników nie jest na pewno żadnym nadzwyczajnym zaskoczeniem ujawniony instruktarzowy list szefa koncernu Ringier Axel Springer, Marka Dekana do zatrudnionych przez niego polskich dziennikarzy, w którym nie tylko instruuje ich jak mają pisać i kogo atakować, ale także, co mają myśleć o polskim rządzie.

    Mało tego, okazało się, że takie rozkazy przychodzą ze sztabu dowodzenia, co tydzień. Ta informacja potwierdziła tylko to, o czym pisaliśmy od bardzo dawna. Jednak ujawnienie treści tego listu może być przełomowe dla sporej części społeczeństwa, szczególnie tej, która bezrefleksyjnie łykała treści tych wszystkich onetów, faktów, newsweeków i tefałenów. Dzisiaj wszyscy powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytania, czy byłoby możliwe, aby niszczące Polskę rządy koalicji PO-PSL trwały aż osiem lat gdyby nie wsparcie zagranicznych, głównie niemieckich koncernów medialnych? Czy byłoby możliwe forsowanie w Polsce antypolskiej polityki służącej niemieckiej racji stanu? Otóż nie. Bez tej propagandowej osłony i pomocy udzielanej antypolskim rządom przez obcy medialny kapitał niemożliwe byłoby sprawowanie władzy przez PO-PSL aż przez dwie kadencje. Idźmy dalej. Bez parasola ochronnego i nabrania przez media wody w usta nie udałaby się cała ta złodziejska prywatyzacja i wykreowanie towarzysza z PZPR Balcerowicza na geniusza ekonomii.

    Jesienią ubiegłego roku z hukiem ruszyła najnowsza ramówka niemiecko-szwajcarskiej Grupy Onet RAS Polska zapowiadająca nowe twarze i nowe programy publicystyczne portalu. Od rana do wieczora na stronie głównej Onetu widniały portrety gwiazd wraz z tytułami firmowanych przez nie programów. Oto one: Jarosław Kuźniar („Onet Rano”), Iwona Kutyna („Onet24”), Tomasz Lis („Tomasz Lis”), Renata Kim ( „Z Kim dziś?”), Andrzej Gajcy („Posłowie”), Andrzej Stankiewicz („Stan Wyjątkowy”), Agnieszka Burzyńska („Burza polityczna”), Bartosz Węglarczyk („Subiektywny”), Tomasz Jachimek („Świat według Jachimka”).

    Na miejscu wymienionych wyżej gwiazdek po ujawnieniu listu ich niemieckiego szefa Marka Dekana zapadłbym się pod ziemię, bo przecież śledząc publicystykę Lisa, Stankiewicza, Węglarczyka, Kuźniara, Kim oraz obserwując kierunek, w który skierował ostrze swojej przaśnej satyry Jachimek widać jak na dłoni, że oni wszyscy na rozkaz niemieckiej generalicji wypruwają sobie flaki i wypluwają płuca robiąc te wszystkie antypolskie medialne pompki, szpagaty i przysiady. Najtrafniejszym określeniem tej szkopskiej drużyny byłoby nazwanie ich antypolską dziennikarską psiarnią do wynajęcia. Warto pamiętać, że dawniej staropolskie słowo szkop oznaczało wykastrowanego barana.

    Na szczęście dzisiaj o tej szkodliwej dla Polski medialnej rzeczywistości przynajmniej wolno już otwarcie mówić. Nie wszyscy już pamiętają, co groziło za to jeszcze kilka lat temu. W 2008 roku Jarosław Kaczyński zwrócił się do dziennikarzy takimi słowami: „Ja bym bardzo prosił radia, w szczególności niemieckie, by nie prowadziły kampanii zmierzającej do tego, aby odwracać uwagę od ważnych spraw, a zajmować się jakimiś bzdurami, zupełnie drobnymi wydarzeniami. To powinno dotyczyć wszystkich mediów, ale media niemieckie powinny być tutaj szczególnie ostrożne, bo zawsze mogą być posądzone o wtrącanie się do polskich spraw wewnętrznych”.

    Za te słowa prezes PiS został medialnie zlinczowany i wracano do tej wypowiedzi nawet po latach i przy każdej nadarzającej się okazji, kiedy chciano Kaczyńskiemu dowalić. Dwa lata temu, kiedy na antenie Radia Zet Jarosław Gowin podniósł problem zdominowania mediów w Polsce przez kapitał zagraniczny, głównie niemiecki, Monika Olejnik powróciła do tamtych słów z 2008 roku mówiąc: „Powiedziałabym o pewnym polityku, który był z partii rządzącej, który tak ordynarnie się zwracał do dziennikarzy mediów publicznych… Tylko nikt nie chce o tym mówić […] Cieszę się, że politycy PO i SLD pokazali, że nie widzą nic złego w tym, że media są zdominowane przez kapitał zagraniczny”. To oczywiste, że Monika Olejnik nie może widzieć niczego złego w zdominowaniu polskich mediów przez obcy kapitał gdyż sama od lat podryguje w tak zaordynowanej z zagranicznej centrali muzyki. Ta jawna ingerencja zagranicznego koncernu w niezależność mediów działających na terytorium Polski to skandal na międzynarodową skalę. Jednak nie liczmy, że dziennikarze w rodzaju tych wymienionych przeze mnie zastrajkują lub w jakikolwiek inny sposób zaprotestują. Za dobrze znamy tych najemników gotowych służyć każdemu, kto może pomóc im w karierze i trwaniu przy pełnym medialnym korycie.

    Aby zrozumieć kuriozalną i niezwykle groźną dla polskiego państwa sytuację mediów przytoczę jeden przykład z Niemiec, który już na łamach „Warszawskiej Gazety” kiedyś przywoływałem. Otóż w 2005 roku fundusze inwestycyjne z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych przejęły dziennik „Berliner Zeitung”. Nagle okazało się, że nowymi właścicielami niemieckiej gazety zostali, „Mecom” należący do brytyjskiego magnata prasowego Davida Montgomery’ego oraz fundusz „Veronis Suhler Stevenson” z USA. Pomimo, że „Berliner Zeitung” nie był jakimś wielkim i specjalnie opiniotwórczym tytułem to w Niemczech zawrzało. Protestowali wszyscy począwszy od samych dziennikarzy po polityków wszystkich opcji oraz niemieckie elity intelektualne. Wszyscy jak jeden mąż twierdzili, że doszło do groźnego precedensu zagrażającego wolności słowa i suwerenności państwa. Nie może tak być twierdzono, aby ktoś zza granicy zdobył przyczółek, dzięki któremu może wpływać na poglądy i gusta niemieckiej opinii publicznej. Nie można pozwolić by ktoś spoza Niemiec kształtował charakter i język debaty publicznej. Nie znalazł się tam nikt, kto tak jak Monika Olejnik bredziłby, że oddanie mediów w obce ręce to nie jest nic złego. Przypominam, że działo się to wszystko w kraju, w którym udział obcego kapitału w mediach jest śladowy, żeby nie powiedzieć zerowy, a przejęty przez kapitał amerykański i brytyjski dziennik sprzedawał niecałe 200 tysięcy egzemplarzy, co jak na niemieckie warunki nie stanowi jakiejś wielkiej skali. Jak ta cała awantura się skończyła? „Berliner Zeitung” od dawna jest już z powrotem w niemieckich rękach.

    III RP wpadła w ręce zdrajców, albo idiotów, bo innej możliwości nie widzę. Zdrajca robi to z premedytacja wywiązując się z zadań powierzonych mu przez zagranicznych mocodawców. Z kolei tylko idiota może sądzić, że oddając media w niemieckie ręce można będzie od nich oczekiwać reprezentowania naszych interesów i obrony polskiej racji stanu. Widzimy, że Niemcy swoje państwo traktują śmiertelnie poważnie zaś Polska to dla nich tylko podbita kolonia. Dobrze się stało, że instrukcje przekazywane polskim dziennikarskim najemnikom na niemieckim żołdzie ujrzały światło dzienne i wywołały słuszne oburzenie. Najlepiej zaistniałą sytuacje podsumował doradca polityczny, dziennikarz i publicysta, Eryk Mistewicz pisząc na Twitterze: „Nie rozumiem. Gdyby to była Francja jutro odcięto by prąd od Ringier Axel Springer w związku z zaplanowaną konserwacją sieci energetycznej..”.

    Jak powinien w takiej sytuacji zachować się polski rząd? Tak jak ktoś, komu do domu wdarł się bogaty awanturujący się sąsiad przestawiający nie swoje meble i buntujący dzieci przeciwko rodzicom. Należy takiego intruza wspólnie całą rodziną złapać za frak i z hukiem zrzucić ze schodów nie zważając na to, że będzie się odgrażał, albo skręci sobie kark. Jeżeli rząd Prawa i Sprawiedliwości tego nie zrobi to później niech nie ma pretensji, jeśli przegra następne wybory, albo będzie zmuszony do tworzenia jakichś zgniłych koalicji. Intruza zawsze trzeba przepędzić, a jeżeli chce on nadal nas obszczekiwać i kąsać to niech to robi zza płotu, czyli z własnego podwórka. Ustawa zabraniająca koncentracji obcego kapitału w polskich mediach powinna być jak najszybciej opracowana, uchwalona przez sejm i podpisana przez prezydenta.

    I jeszcze na koniec dwie rady. Po pierwsze, skoro wiemy czyje interesy reprezentują media typu Onet, Fakt, Newsweek, TVN, TVN24 czy Gazeta Wyborcza to już najwyższy czas wziąć przykład z Donalda Trumpa i bez zbędnych skrupułów bojkotować wrogie media. Już czas, aby politycy prawicy przestali bohatersko stawać tam w szranki w charakterze gruszek i worków treningowych. Z kolei Telewizja Publiczna nie powinna zapraszać przedstawicieli tych mediów i prezentowania ich w roli komentatorów i dyskutantów, bo w ten sposób tylko ich uwiarygodnia. Warto też cały czas przypominać jak pluralizm medialny pojmują takie media jak stacja TVN24. Oto początek jednego z programów „Loża prasowa” i historyczna już zapowiedź prowadzącej: „- Małgorzata Łaszcz, Loża Prasowa, witam Państwa. Przedstawiam państwu naszych dzisiejszych gości: redaktor Ernest Skalski z „Rzeczypospolitej”, redaktor Jacek Żakowski z „Polityki”, Piotr Niemczycki z Międzynarodowego Instytutu Prasy, redaktor Piotr Najsztub z „Przekroju”. No i dla równowagi, redaktor Piotr Pacewicz z „Gazety Wyborczej”.

    Po drugie, jeżeli szukamy w Polsce wrogów naszej suwerenności i wolności gotowych klękać i lizać buty Niemcom to przeczytajmy list tak zwanego „Towarzystwa Dziennikarskiego”, które postanowiło przeprosić Berlin za tych Polaków, którzy nie życzą sobie niemieckiego dyktatu w Polsce. Oczywiście Czytelnik „Warszawskiej Gazety” także tym drugim haniebnym listem nie będzie zaskoczony, bo wie, że w tym pożal się Boże towarzystwie prym wiodą: Seweryn Blumsztajn, Jacek Żakowski, Wojciech Maziarski i Jan Ordyński.

    Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie”

    ---
  • Żyrinowski: za rok Niemcy i Rosja podzielą Polskę na pół. Znikniecie z map.
    https://i2.wp.com/pikio.pl/wp-content/uploads/2015/09/wojna2.jpg

    Rosyjski polityk Władimir Żyrinowski, tolerowany przez Kreml, udzielił wywiadu portalowi Fakt24.pl. Żyrinowski przekonuje, że w czerwcu wybuchnie wojna na terytorium Polski, którą toczyć będą między sobą Niemcy i Rosja.

    W wyniku konfliktu połowa kraju ma zostać spalona, a Polacy rozstrzelani. Polska zniknie z map świata. Należy jednak zaznaczyć, że polityk lubi straszyć, a jego wypowiedziały już zdarzały się być nieprawdziwe.

    Żyrinowski twierdzi, że to Polacy doprowadzają do coraz gorszych relacji z Rosją. Opowiada, że w całej historii zawsze trzymali z wrogami Rosji, a teraz są na usługach USA. Ponadto, nasz kraj ma prowokować NATO i Unię i nastawiać Europę przeciwko Rosji.

    Żyrinowski sądzi również, że Europę zniszczy kryzys imigrancki, a USA doskonale zdają sobie z tego sprawę. Uważa, iż nie ma już żadnego wyjścia, a Europa musi oddać przybyszom hotele i mieszkania. Uważa, że to czas za płaty za epokę europejskich kolonii w Afryce i Azji.

    Rosyjski polityk proponuje też Polakom zajęcie Lwowa w „ukraińskich mundurach”.

    – Bierzcie zachodnią Ukrainę teraz, póki nie jest za późno. To wasza ziemia, to Polska. A wy z nimi romansujecie. To oni zabijali Polaków, to oni mówią na was Lachy, a wy ich wspieracie razem z reżimem faszystowskim, który oni szerzą. Dla Ukrainy najgorszy wróg to Rosja i Polska, a wy traktujecie ich jak braci – mówił.

    – Niech wasi żołnierze założą ukraińskie umundurowanie, wkroczą na Ukrainę, przecież tamci nawet się nie zorientują. Oni na Donbas nie mają sił, co dopiera mówić o zachodnich ziemiach – dodał.

    – Nikt nawet nie będzie się sprzeciwiał, mieszkańcy się uradują i przyjmą was jak swoich. Rosja potrzebowałaby tylko korytarza, bezpośredniego połączenia pomiędzy Białorusią a Kaliningradem. To jakieś 80 km, więc powinniście nam ten teren oddać – proponuje Żyrinowski.

    Rosyjscy polityk przekonuje również, że Polska powinna trzymać z Rosją, ponieważ nadchodzą trudne czasy. Jego źródło mówi, że wojna między Rosją a Niemcami wybuchnie w czerwcu, podpisano już nawet porozumienie w tej sprawie.

    – W najbliższym czasie rozpęta się konflikt lokalny pomiędzy Rosją a Niemcami. Gdzie? Znów na terenie Polski! Niemcom będzie szkoda swojej ziemi, swoich miast i ludzi, Rosjanom swoich terenów, więc walki odbędą się na polskiej ziemi. Znów Polaków rozstrzelają, a połowę Polski spalą. Po co wam to wszystko? Po co wam tarcza antyrakietowa? Czy nie rozumiecie, że w pierwszej kolejności wszystko zostanie zniszczone w tych okolicach? Po co pomagacie Ukraińcom? Oni rżnęli Polaków! Zostało już podpisane porozumienie, zgodnie z którym wojna rozpocznie się w czerwcu 2016 roku. Gdyby coś uległo zmianie, termin będzie wydłużony do czerwca 2017, ale to z pewnością stanie się w ciągu kilku najbliższych lat.

    Żyrinowski twierdzi jednak, że nie będzie III wojny światowej, a konflikt ma być lokalny. Polska zniknie z map świata, a Europa nie pomoże, ponieważ będzie zajęta kryzysem imigranckim.

    – Nie. Oni się umówili, tam na górze, w Nowym Jorku, zaznaczam, że ja w tym nie uczestniczyłem. III wojny światowej nie będzie, ale tzw. konflikt lokalny się szykuje. Niemcy napadną na Rosję, wszystko, jasna rzecz, będzie rozgrywało się na terenie Polski. Niemcy dostaną swoją ziemię – zachodnią Polskę, no a resztę będziemy zmuszeni zabrać wraz z krajami bałtyckimi oraz Ukrainą. Państwa europejskie wciąż będą borykać się z problemem emigrantów. Taka szykuje się przyszłość na kolejne kilka lat. I dla Polski w tej przyszłości nie ma miejsca – kończy Żyrinowski.

    http://pikio.pl
  • @SZS 16:24:38
    Pójdziesz święcić jajka?

    WesołegoAlleluja i Śmigusa Dyngusa

    Trzymaj się
  • @SZS 16:24:38
    To jest w zakładce HUMOR

    "Rosja jest największym światowym mocarstwem"

    Co do podbijania, to Rassija jest ekspertem - po II wojnie światowej podbiła Polskę i pół Europy.
    Do tej pory nikt nie może się pozbierać.
    Teraz podbija Ukrainę, gdzie korupcja bije światowe rekordy.
    Może Nawalny to zmien chyba, że mu Polon zaaplikują.
  • @Talbot 16:43:58
    Z wzajemnością.
    I też się nie puszczaj....

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY