Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
334 posty 4266 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

5 Żydów, którzy dorobili się na II wojnie światowej.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Aż trudno uwierzyć, że znalazły się osoby, które nie miały żadnych skrupułów, aby dorabiać się na krwi i łzach własnego narodu.

 

 

 

I wcale nie pociesza, że przeważnie ich fortuna okazywała się wyjątkowo nietrwała…

Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją (tzw. „Trzynastka”) skupiał największych cwaniaków getta warszawskiego. Mimo szlachetnej nazwy, zajmował się dokładnie tym, z czym powinien walczyć.

Donosicielstwo, szmuglerka, łapownictwo i szantaż – to tylko niektóre z jego grzechów. A wszystko pod kontrolą „redaktora” Abrahama Gancwajcha.

Znajomości z dyrektorem propagandy Wilhelmem Ohlenbuschem oraz niczym niezachwiana wierność niemieckiemu okupantowi sprawiły, że Gancwajch cieszył się specjalnymi przywilejami. Nie musiał nosić opaski z gwiazdą Dawida, a droga do aryjskiej części miasta stała przed nim otworem.

Abraham Gancwajch (po lewej, autor zdjęcia: nieznany, źródło: domena publiczna) kierował Urzędem do Walki z Lichwą i Spekulacją, który znajdował się w kamienicy przy dzisiejszej al. Solidarności (autor: Adrian Grycuk, lic.: CC BY-SA 3.0 pl).

 

Oprócz tego mógł robić naprawdę duże pieniądze. Pod jego zarządem była ponad setka domów, biuro afiszowe, kilka fabryk i mnóstwo innych drobniejszych interesów. Nic zatem dziwnego, że nigdzie się tak nie jadło i nie piło jak na uroczystych obiadach u Gancwajcha, na które zapraszał największe znakomitości getta warszawskiego.

Zresztą, kto bogatemu zabroni. Kiedy tysiące ludzi głodowało, Gancwajch z wielką pompą zorganizował bar micwę swojego syna w teatrze Nowy Azazel, która zakończyła się rozdawaniem kawy i chleba dla biednych. Jak podaje jeden ze świadków: musiało kosztować go to fortunę.

Inspiracją do napisania artykułu była najnowsza powieść Artura Baniewicza „Pięć dni ze swastyką”, wydana właśnie przez Znak Horyzont.

Zaraz, zaraz… Chleb dla biednych? To się chwali!

Niekoniecznie. Gancwajch był mistrzem w tworzeniu (a raczej dublowaniu już istniejących) instytucji, które oprócz pozytywnie brzmiącej nazwy, nie miały wiele do zaoferowania. Weźmy takie Żydowskie Pogotowie Ratunkowe. Może i miało własną karetkę, ale co z tego, skoro służyła ona głównie do szmuglowania towarów.
Jak pisał jeden ze świadków: Biedny koń uginał się pod ciężarem towarów kontrabandy, które znajdowały się w zamkniętym samochodzie.

A co z rozdawanym chlebem? Całkiem możliwe, że wcześniej został zarekwirowany jakiemuś piekarzowi, w ramach kary za nielegalne wypiekanie. Takie pozyskiwanie towarów nie należało wtedy do rzadkości.

Gancwajch, który wierzył, że tylko współpraca z Niemcami może przynieść ratunek jego narodowi, na własnej skórze przekonał się o prawdziwych zamiarach nazistów. O ile po rozwiązaniu „Trzynastki” 5 sierpnia 1941 roku dalej prowadził swoje biznesy, to z czasem jego dobra passa się skończyła. Poszukiwany przez Niemców, ukrywał się po aryjskiej stronie. Prawdopodobnie został rozstrzelany na Pawiaku w 1943 roku.

Na ulicach getta ludzie umierali z głodu, a Abraham Gancwajch urządzał synowi wystawną bar micwę! (źródło: Bundesarchiv, lic. CC BY-SA 3.0 de).

Afera Hotelu Polskiego

„Trzynastka” przyciągała ludzi, którzy chcieli popróbować wesołego życia – jak to określił jeden z mieszkańców getta. Jednak urzędnicy musieli mieć się na baczności, bo ani Polskie Państwo Podziemne, ani żydowskie organizacje konspiracyjne nie miały zamiaru tolerować rozpasanego życia kolaborantów.

Tu, w Hotelu Polskim przy ul. Długiej, internowano nieszczęsne ofiary przekrętu „Lolka” Skosowskiego (autor: Mzungu , lic.: GFDL).

Leon „Lolek” Skosowski przekonał się o tym na własnej skórze. Ten prosty technik tekstylny z Łodzi, za murami getta zmienił się w jednego z najbardziej oddanych działaczy „Trzynastki” i Żagwi.

Jego kolaboracja była na tyle obrzydliwa, że polowały na niego wszystkie organizacje podziemne. 21 lutego 1943 roku został postrzelony, ale po wyleczeniu ran, szybko wrócił do poprzedniej działalności.

Największą fortunę zrobił na aferze „Hotelu Polskiego”. Zgodnie z zabiegami dyplomatów i innych osobistości ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono przesłać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i jego kompana Adama Żurawina. Takiej okazji nie mogli przepuścić.

Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet 300 tysięcy złotych za sztukę. Chętnych jednak nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej w Warszawie. Całe przedsięwzięcie wydawało się wiarygodnym. W końcu wśród internowanych znaleźli się zarówno przedstawiciele żydowskiego ruchu oporu, jak również kolaboranci (w tym żona Gancwajcha).

Niemcy zorientowali się jednak, że mają do czynienia z oszustwem. Zaczęli dokładnie sprawdzać dokumenty i wszyscy, którzy mieli nie swoje paszporty zostali rozstrzelani. A Skosowski? Pławił się w luksusach, nie szczędząc sobie alkoholu i towarzystwa prostytutek. Na szczęście nie na długo. Zginął z rąk Armii Krajowej 1 listopada 1943 roku. Zresztą, sama historia tej egzekucji to materiał na kolejny artykuł.

 

Symche Spira i jego odemani

Instytucją, która szczególnie parszywie zapisała się w historii Holocastu była Żydowska Służba Porządkowa (Jüdischer Ordnungsdienst). W „Archiwum Ringelbluma” wprost nazywana jest przedsiębiorstwem. Co prawda, była powołana do pilnowania porządku w gettach, ale w rzeczywistości stała się rękami, uszami i oczami gestapo.

Żydowscy policjanci w getcie warszawskim, sfotografowani w maju 1941 roku (autor: Ludwig Knobloch, źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).

W krakowskim getcie szczególnie odrażającą postacią był Symche Spira. Ten przedwojenny szklarz, megaloman i fantasta, klasyczny przykład psychopaty, neurastenik, wątrobowiec, ulegający częstym atakom kamicy, erotoman, szukający coraz nowych, łatwych przygód miłosnych, na pół analfabeta, źle mówiący po polsku i równie źle po niemiecku wywoływał prawdziwe obrzydzenie swoim posłuszeństwem wobec Niemców.

Zarówno Spira, jak również inni odemani – nie tylko z getta krakowskiego – doskonale wiedzieli, że wysoka pozycja w getcie i wiążące się z nią znajomości otwierają kieszenie innych Żydów.

Jak pisał Aleksander Bieberstein: OD-mani opływali w dostatki. W szczególności kierownicy dorabiali się łapówkami wielkich majątków. W krakowskim getcie szczególnie złą sławą cieszyli się bracia Michał i Ignacy Pacanewiczowie – chciwi i skorumpowani, zbijali majątki w niecny sposób.

Żydowscy policjanci byli przekonani, że kolaborując z Niemcami, ocalą swoją skórę. Nic bardziej mylnego, Symche Spira zginął w obozie w Płaszowie. Niedługo po tym, jak sam wysyłał ludzi na śmierć.

 

Wydaj rodziców, a kupię Ci loda

Z historią krakowskich Żydów związana jest jeszcze jedna postać. To Stefania Brandstätter, którą od początku wojny miała słabość do mundurów gestapo. Szczególnie upodobała sobie komendanta Rudolf Körnera, który był stałym bywalcem w jej mieszkaniu.

Bardzo troszczyła się o swojego kochanka, i kiedy z sąsiedzkiego mieszkania dochodziły zbyt głośne rozmowy, potrafiła wparować i bez wstydu rzec, że komendant znajduje się w tej chwili u niej w mieszkaniu i po ciężkiej pracy (podkreślenie autora) odpoczywa. Dlatego głośni sąsiedzi powinni się rozejść, bo inaczej zobaczą, co to Oświęcim.

Cierpienia innych w ogóle nie obchodziły Stefanii Brandstätter. Na zdjęciu likwidacja krakowskiego getta (autor: nieznany, źródło: domena publiczna).

Brandstätter nigdy nie mogła narzekać na biedę. Jej przyjaciółka ze szkolnej ławki, Zofia Weindling, wspomina, jak Stefania chwaliła się posiadanymi kosztownościami i kontaktami, niejednokrotnie zapraszając ją do drogich restauracji.

Po aresztowaniu Izabeli Czecz, która miała nieszczęście być upomnianą sąsiadką, Brandstätter zabrała jej mieszkanie wraz z całym wyposażeniem, nie zapominając oczywiście o futrach. Ale kto by się zadowolił takimi ochłapami! Poszła jeszcze do matki Izabeli i zażądała 50 tysięcy złotych w zamian za uwolnienie córki.

Ale to jeszcze nic. Potrafiła grasować po Plantach w poszukiwaniu żydowskich dzieci, które były przechowywane po aryjskiej stronie. Kiedy namierzyła malucha o semickim wyglądzie, wypytywała go o rodziców, przekupując go słodyczami. Niczego nie spodziewające się dziecko ujawniało adresy prawdziwych rodziców. A wtedy Brandstätter ruszała do akcji, albo donosząc gestapo, albo szantażując ofiary.

Niczym nie niepokojona dożyła spokojnej starości. W 1944 roku Kröner pomógł jej przedostać się do Węgier, skąd wyemigrowała do Nowego Jorku. Tam prawdopodobnie przyjęła nazwisko nowego męża.

 

Nie zadzieraj z fryzjerem

Krakowskim gettem trząsł szklarz, natomiast lubelskim – fryzjer. Szama Grajer dzięki sprawnym ruchom nożyczek, szybko został zwolniony z niemieckiego więzienia na Zamku Lubelskim. Tak się bowiem złożyło, że korzystający z jego usług dygnitarze dostrzegli w nim doskonały materiał na konfidenta gestapo. I rzeczywiście, w strzyżeniu własnych rodaków nie miał sobie równych.

Jak czytamy w jednej z relacji, Grajer po wyjściu z więzienia stal się „macherem”, zdrajcą i oszczercą. Niemcom przysłużył się tym, że pokazywał im, gdzie Żydzi ukrywali towary. Informował, kto czym się zajmuje, kto nie pracuje, kto ukrył dobytek itp. Wysyłał ludzi do więzienia i za to mu płacili. Potem starał się swoje ofiary uwolnić z aresztu i za to znów rodziny płaciły.

Niemcy oczywiście docenili starania donosiciela, nadając mu wiele przywilejów. Do jednych z nich należało otwarcie restauracji. Bawiła w niej bardzo specyficzna mieszanka towarzyska, którą tworzyły prostytutki ze swoimi alfonsami, SS-mani oraz żydowskie elity.

Szama Grajew żył na poziomie, o którym inni lubelscy Żydzi mogli wówczas tylko marzyć. Tylko czy warto było dla pieniędzy upaść tak nisko? (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).

Ci ostatni wcale nie pojawiali się u Grajera z własnej woli. Kolaborant potrafił bowiem zaczepiać przechodniów i wymuszać na nich obecność w lokalu. A trzeba przyznać, że zadane przez Grajera pytanie Ze mną się nie napijesz? było propozycją nie do odrzucenia. Dlatego pili wszyscy. Nawet abstynenci.

Po przeniesieniu getta na Majdan Tatarski, Grajer jeszcze bardziej zatracił się w swoim ześwinieniu. Otworzył kolejną restaurację, do której znowu zapraszał najbogatszych Żydów. Pewnego wieczoru, kiedy goście rozsiedli się wygodnie, oznajmił im, że są mu winni sporą sumę pieniędzy. Niektórzy usłyszeli nawet, że aż 20 tysięcy złotych!

W swojej restauracji w lubelskie getcie były fryzjer lubił bawić się w Boga (autor: Johannes Hähle, źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).

Oczywiście nikt żadnych pieniędzy nigdy nie pożyczał. Ale również nikt nie zamierzał zwlekać ze spłatą „długu”.

Oprócz tego Grajer szczególnie upodobał sobie pewną sadystyczną zabawę. Spacerował po swoim lokalu, wskazywał pejczem na któregoś z gości i wykrzykiwał: Kolego, wstań! Nie było to nic innego, jak oficjalne ogłoszenie wyroku śmierci.

W trakcie likwidacji getta na Majdanie Tatarskim, to Grajer usłyszał „Wstań”. Został aresztowany przez SS, a następnie rozstrzelany. Nie pomogły mu doskonałe relacje z oficerami, którym dostarczał alkohol i prostytutki. Dla Niemców był tylko Żydem. Natomiast dla mieszkańców getta – niestety Żydem.

Bibliografia:
Archiwum Ringelbluma, pod red. M. Markowskiej, Warszawa 2008.
Engelking B., Leociak J., Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, Warszawa 2013.
Low A., Roth M., Krakowscy Żydzi pod okupacją niemiecką 1939–1945, przeł. E. Kowynia, Kraków 2014.
Mędykowski W., Przeciw swoim. Wzorce kolaboracji żydowskiej w Krakowie i okolicy, „Zagłada Żydów” 2006, nr. 2.
Pankiewicz T., Apteka w getcie krakowskim, Kraków 2015.
Radzik T., Lubelska dzielnica zamknięta, Lublin 1999.
Rigg B.M., Losy żydowskich żołnierzy Hitlera, Poznań 2010.

Krystian Fred
http://ciekawostkihistoryczne.pl 

 

Oczywiście czytelnikom gajówki nie trzeba odkrywać Ameryki, że kilka opisanych przypadków ludzkich gnid to nawet nie pierdnięcie komara w porównaniu z tym, czego dorobiło się pare rodzin zza Oceanu.
Admin

Na zdjęciu tytułowym: Fragment obrazu „Lichwiarze” pędzla niderlandzkiego malarza Quentina Massysa (źródło: domena publiczna).

Polish-Club-Online-PCO-logo-2

   , 2017.05.02.

KOMENTARZE

  • Te firmy dorobiły się na wojnach
    http://finanse.wp.pl/gid,15511399,kat,36874,page,6,title,Te-firmy-dorobily-sie-na-wojnach,galeria.html
  • @ autor
    Przecież cała receptura na żydo-komunizm sporzadzona przez Karola Marksa w Manifescie Komunistycznym i Das Kapital napisana była, w jego własnych słowach: „celem emancypacji Żydów".
    To nie dla Gojów!

    Pierwszym publicznie znanym „wyemancypowanym” Żydem był Eduard Petrovich Berzin, komendant gułagu Kołyma.
    Kiedy więźniowie umierali z głodu i prace przerywano dopiero przy -54 °C, Eduard Petrovich Berzin jadł kawiory, pił szampany, chodził w karakułowym futrze, i jeździł Rolls Roycem. (http://www.gulag.eu/kolyma/time_of_berzin.html)
    („Stalin's Jewish Mass Murderers” - Sever Plocker)
  • @Husky 22:27:05
    Najbardziej dorobiły się firmy BAYER (Aspiryna opracowana na eksperymentach dr-a Mengele), SIEMENS (producent pieców w obozie Auschwitz), oraz BOSCH (Fritz Haber, wynalazca Zyklonu B).

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY