Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
442 posty 4754 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Armagedon “Castle Bravo”.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Skutki uderzenia jądrowego USA na Koreę Północną

 

 

Miliony zabitych, skażony cały Półwysep Koreański, Japonia, wschodnie Chiny, Władywostok.

 

Co się stanie jeśli Donald Trump zrzuci bombę atomową na Koreę Północną? Ilu ludzi zginie? W sytuacji kiedy wybuch konfliktu między Stanami Zjednoczonymi i Koreą Północną wydaje się nieuchronny eksperci NuclearSecrecy postanowili przeanalizować skutki ewentualnego uderzenia jądrowego USA na państwo Kim Dzong Una.

 

Analiza zakłada użycie tzw. Matki Wszystkich Bomb Jądrowych – ładunku wodorowego o nazwie Castle Bravo (Shrimp) o sile 15 megaton – 1000 razy potężniejszego niż bomba zrzucona na Hiroszimę w czasie II wojny, choć i tak 4-krotnie słabszego niż największa sowiecka Car-Bomba (58 Mt).

Jeśli amerykańska bomba zostanie zrzucana na stolicę Korei Północnej – Phenian, liczba zabitych na miejscu wyniesie 2.354.690. Tak precyzyjna liczba to, oczywiście, tylko wynik symulacji komputerowej, ale pokazuje faktyczną skalę rażenia.

Kolejne 616 tys. ludzi zostanie rannych, a prawie 4 mln – skażonych radioaktywnie. Kula ognia początkowej eksplozji będzie miała promień 43,2 km a zasięg fali cieplnej dojdzie do 293 km zgodnie z kierunkiem wiejącego wiatru.

Oznaczałoby to również radioaktywne skażenie całego terytorium Korei Południowej, części Japonii, a z drugiej strony – nawet chińskiego Szanghaju. Ponieważ prezydent Trump nie zamierza raczej wymordować swoich sojuszników, bomba Castle Bravo zostanie użyta kiedy kierunek wiatru zmieni się na północny.

W takim przypadku promieniowanie pójdzie w kierunku północno – wschodnich Chin i rosyjskiego Władywostoku. Trudno przewidzieć jaka będzie reakcja przywódców tych tych państw – Xi Jinpinga i Władimira Putina, ale z pewnością gwałtowna.

Gdyby Chiny w odwecie uderzyły swoimi rakietami w Nowy Jork, na miejscu zginęłoby 2,3 mln Amerykanów, a 9,3 mln zostałoby rannych lub napromieniowanych. Odwetowe uderzenie USA na Pekin zabiłoby 4,5 mln Chińczyków, 5 mln zostałoby rannych, a 13,6 mln – napromieniowanych.

Odwetowe uderzenie Rosji największą wersją Car – Bomby na Waszyngton to 10 mln zabitych, rannych i napromieniowanych i skażenie od Quebecu na północy po Haiti na południu. Dalsze podobne scenariusze trudno jest już nawet przewidzieć.

A jak odpowie na ten atak reżim Kim Dzong Una? O wiele skromniej. Ma do wyboru: uderzenie jądrowe na Seul, na Hawaje albo na Los Angeles. W tym ostatnim przypadku nie ma jednak pewności czy Korea Północna dysponuje już rakietami o takim zasięgu, a ponadto istnieje duże prawdopodobieństwo ich strącenia przez system antyrakietowy USA.

Nie wiemy jaka jest siła rażenia głowic jądrowych Korei Północnej. Możemy opierać się tylko na ocenie tej, którą reżim przetestował w 2013 r. i zakładać, że obecne głowice nie są od niej słabsze. Tamta głowica miała siłę 10 kiloton, co oznacza, że jeśli zostanie zdetonowana nad Seulem może zabić na miejscu 78 tys. osób i poranić 270 tys. osób – wynika z symulacji.

Jeśli w obawie przed zestrzeleniem jego pocisku przez stacjonujący w Korei Południowej amerykański system obrony antyrakietowej THAAD Kim Dzong Ung zdecyduje się na uderzenie nie w jej stolicę, ale w bliżej leżące terytorium – zabije 49 tys. osób, ale skażenie rozprzestrzeni się na prawie 100 km i potencjalnie może pokryć jego własny kraj, jeśli wiatr powieje w złą stronę.

Jeśli natomiast koreańska rakieta przedarłaby się w jakiś sposób przez amerykańską tarczę antyrakietową i uderzyła w centrum Los Angeles, zabitych byłoby 87 tys., a rannych 215 tys.

źródło: reporters

KOMENTARZE

  • Zbigniew Brzeziński:
    Obecnie jest dużo łatwiej zabić milion ludzi, niż ich kontrolować

    http://www.koniec-swiata.org/wp-content/uploads/2017/05/zbigniew-brzezi%C5%84ski-585x300.jpg

    Zbigniew Brzeziński, starszy doradca Prezydenta Baracka Hosena Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej, wygłosił mowę w Chatham House, w Londynie, 17 listopada 2008 r.

    „Niebezpieczeństwo ich władzy jest większe, niż kiedykolwiek. Ich możliwość kontrolowania politycznie obudzonych rzeszy świata jest tymczasem najmniejsza. Kiedyś ująłem to raczej ostro. To było dla mnie pochlebne, że brytyjski minister spraw zagranicznych powiedział o tym w następujący sposób: “Kiedyś było łatwiej kontrolować miliony ludzi, dosłownie, zamiast fizycznie ich zabijać. Obecnie jest dużo łatwiej zabić milion ludzi, niż ich kontrolować”. Oczywiście, to oznacza wprost użycie siły, szczególnie przez społeczeństwa które są kulturalnie obce w stosunku do innych społeczeństw.”

    https://www.youtube.com/watch?v=maF6KCFeBXg
  • A po co tam zrzucać bombę atomową.
    Wystarczy kilka dni nalotów dywanowych jak w Iraku a następnie 100h ofensywa wojsk lądowych i ...
    po ptokach
  • Mobilne wyrzutnie rakiet balistycznych
    Czyżby import wprost z Ursusa ???

    http://8.s.dziennik.pl/pliki/5385000/5385591-900-588.jpg
  • @Husky & Talbot
    Chrześcijańskie rozwiązanie , atom i dywanowe naloty . Bóg z wami . Ave.
  • @Repsol 20:29:16
    //Chrześcijańskie rozwiązanie//

    W Korei Północnej istnieje około 30 obozów, w których przebywa od 50 do 70 tys. chrześcijan – o sytuacji wyznawców Chrystusa pod reżimem Kim Dzong Nama opowiada Tomasz Korczyński

    Dlaczego tak trudno być dziś chrześcijaninem w Korei Północnej?

    Ponieważ za bycie chrześcijaninem grozi tam kara śmierci. Za dystrybucję Biblii grozi kara śmierci, za posiadanie Biblii grozi kara śmierci, za noszenie i posiadanie krzyżyka grozi kara śmierci przez powieszenie albo zsyłka do obozu zagłady. To wystarczy, żeby nie chcieć być chrześcijaninem w Korei Północnej… a jednak, według danych Open Doors, w tych mrokach i ciemnościach zła, żyje od 200 do 400 tys. chrześcijan. To cud, zważywszy na fakt, że za wyznawanie Chrystusa państwo skazuje swoich obywateli na fizyczną zagładę.


    Czy prawdą jest, że prześladowanie chrześcijan w Korei Północnej ma miejsce aż do trzeciego pokolenia?

    Rzeczywiście tak jest, a aparat bezpieczeństwa, który opiera się na tajnej milicji, na siatce donosicieli i szpicli jest bezwzględny. Posiadanie Biblii, krzyżyka albo modlitwa w ukryciu, w domach prywatnych, jest wystarczającym powodem do tego, żeby trafić do obozu pracy. Przy okazji również trafia tam cała rodzina właśnie do trzeciego pokolenia, czyli zarówno dziadkowie, jak i rodzice i dzieci.


    Korea jest też podobno państwem donosicieli?

    Tak, każdy tam donosi na każdego i wszyscy muszą też zgodnie z ideologią Dżucze uważać jeden na drugiego. Już dzieci od najmłodszych lat uczą się w szkole, żeby donosić, co inne dzieci z klasy zrobiły źle i co ja sam zrobiłem źle. Wiadomo, że dzieci w ten sposób chowane będą później jako dorośli również donosić.


    Wielu chrześcijan trafia do obozów pracy, które są de facto obozami zagłady, podobnymi do tych z czasów niemieckich czy sowieckich. Na przykład poddawani są tam eksperymentom medycznym. Trudno uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się w naszym wieku.

    To ogromny wstyd i hańba dla XXI w., że świat cywilizowany pozwala na to, aby istniały obozy eksterminacji, w których przebywają chrześcijanie traktowani jako szczególni wrogowie narodu. Są to obozy pracy rzeczywiście tylko z nazwy. Osoby, które tam trafią, już nigdy z niego nie wyjdą, chyba że uciekną, co jest niezwykle trudne. Dochodzi tam do straszliwych wydarzeń, jak właśnie eksperymenty medyczne, tortury, rozstrzeliwania, masowe wieszanie więźniów, gwałty. Chrześcijanie zgromadzeni na modlitwie wiedzą, że narażają się tym samym na śmierć, ale mimo wszystko modlą się razem. Wówczas zaczyna się bicie, kopanie, następnie masakrowanie tych, którzy się modlą. Chrześcijanie nadal się modlą trzymając się za ręce i wołając: „Panie, Panie” i giną w ten sposób. Mamy takie doniesienia od świadków tych dramatycznych wydarzeń.


    Według informacji Open Doors istnieje około 30 takich obozów, w których przebywa od 50 do 70 tys. chrześcijan. To zastraszające liczby.

    Na naszej stronie internetowej można zobaczyć dokładną topografię tych miejsc zagłady, dysponujemy też zdjęciami satelitarnymi. Najsłynniejszym obozem pracy jest oczywiście obóz nr 15, w Yodok, ale są jeszcze inne.


    Jeszcze na początku XX w. stolica Korei – Pjongjang – była określana mianem Jerozolimy Wschodu, ze swoją ogromną liczbą kościołów i rozwijającym się chrześcijaństwem. A jak jest obecnie?

    Dzisiaj pozostała już tylko garstka kościołów, które służą reżimowi jako wizytówka, swoista atrapa pokazująca, że niby wszystko jest w porządku. W Piongjang istnieje kościół katolicki, prawosławny, protestancki. Tak naprawdę do tych kościołów chodzą osoby niewierzące, a agenci i urzędnicy sprawują tam Msze czy nabożeństwa. Wszystko jest fikcją, żeby uspokoić sumienie Zachodu czy też turystów, którzy później wracając do swoich krajów, opowiadają o rzekomej wolności religijnej w Korei Północnej. Dla mnie fakt, że w samej stolicy Pjogjang jeszcze w 1900 r. było ponad sto kościołów, a w całej Korei dwa tysiące, jest pewnym znakiem, że tak naprawdę nawet potężna wiara czy rozwijający się Kościół nie oznacza, że będzie tak zawsze. Wolność religijna nie jest nam dana raz na zawsze i może ona w każdej chwili zniknąć.


    Od dziesięciu lat Korea Północna otwiera Światowy Indeks Prześladowań Open Doors, czyli listę krajów, gdzie najbrutalniej i najdotkliwiej prześladuje się dziś chrześcijan.

    Tak, to jest kraj, w którym dziś najtrudniej być chrześcijaninem i wymaga to wielkiego heroizmu, wielkiej wiary. Pomimo tych straszliwych prześladowań Kościół się ozwija. Dysponujemy danymi pochodzącymi od naszych informatorów – bo pomagamy w Korei Północnej od 1996 r. dosyć aktywnie, choć dyskretnie – że jest tam od 200 do 400 tys. wyznawców Chrystusa. Przy takim aparacie bezpieczeństwa, sieci donosicieli i konsekwencji zwalczania wiary, czyli eksterminacji fizycznej, jest to – moim zdaniem – ogromny heroizm i mamy do czynienia z prawdziwymi świadkami wiary, którzy teraz, w tej chwili, w Korei Północnej potrzebują naszej modlitwy i wsparcia.


    A dlaczego świat zachodni udaje, że nie widzi problemu i nie pomaga tym ludziom?

    Dzieje się tak, ponieważ największym patronem i Wielkim Bratem Korei Północnej są Chiny, których świat Zachodu po prostu się boi ze względu na układy gospodarcze i polityczne. Liczę na to, że wkrótce komunizm w Chinach upadnie, a wtedy upadnie komunizm w Korei Północnej, która tak naprawdę jest całkowicie uzależniona od Chin i odcięta od świata. Uciekinierzy z Korei Północnej, jeżeli zostaną złapani w Chinach na granicy czy też wewnątrz kraju, nie są traktowani jako uchodźcy, ale są natychmiast odsyłani. Świadczy to, że tak naprawdę Chinom zależy na utrzymaniu tego totalitaryzmu.

    http://idziemy.pl/spoleczenstwo/przesladowani-w-korei/
  • Autor
    Jest to proba analizy sytuacji ktora myli pojecia geograficzne na poziomie szkoly podstawowej np. wiatr polnocny a skazenia Chin i Rosji.
  • jakby co
    to ruskie lub chińczycy nie będą się bawić w wymianę ciosów atomowych tylko walną porządnie w kalderę yellowstone i jewmeryki niet :)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY