Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
334 posty 4266 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Laboratorium czerwonej śmierci.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak ginęli wrogowie władców Kremla?

 

Paweł Anatoliewicz Sudopłatow to postać niezwykła. Po pierwsze dlatego, że w sowieckich służbach specjalnych był właściwie od urodzenia – w 1921 r. wstąpił do Czeki, kierowanej przez Feliksa Dzierżyńskiego. Miał wówczas… 14 lat.

Przez lata sterane walką o lepsze jutro, pojutrze i do końca świata błyskotliwie awansował do stopnia generała sowieckich służb specjalnych, biorąc udział w wielu znanych na całym świecie akcjach, jak zabicie Lwa Trockiego czy w równie słynnym programie szpiegowskim, mającym odkryć tajniki budowy przez USA broni atomowej. Można to uznać za drugi argument na rzecz nietuzinkowości generała lejtnanta Sudopłatowa. Trzeci powód jest najistotniejszy.

Mimo posiadania, z racji wykonywanych obowiązków służbowych, głębokiej wiedzy na temat radzieckich tajemnic partyjno-rządowych, Paweł Anatoliewicz przeżył nie tylko samego Józefa Stalina, ale również wszystkich jego następców, po czym w 1996 r., jak gdyby nigdy nic, spokojnie sobie umarł, dożywszy 89 lat! Nie wszyscy towarzysze, z bezpieki zwłaszcza, mogli się pochwalić tak późnym zejściem. A trzeba zaznaczyć, że Sudopłatow miał udział w niejednym takim nagłym, a niespodziewanym zgonie kolegi po fachu. I to wcale nieskromny.

Truli, ale i ich truto

I właśnie Sudopłatow twierdził, że pierwsze radzieckie laboratorium, w którym zaczęto produkować trucizny przeznaczone dla wrogów ludu pracującego miast i wsi oraz przeciwników przywódców komunistycznych osiadłych na Kremlu, powstało w 1921 r. i funkcjonowało pod nazwą „Biuro Specjalne”. Pracami laboratorium kierował Ignacy Kazakow, profesor medycyny. Podczas stalinowskich czystek Kazakow został aresztowany. W czasie tzw. trzeciego procesu moskiewskiego, w ramach którego sądzono uczestników spisku „prawicowo-trockistowskiego bloku antysowieckiego”, skazano go na karę śmierci i w marcu 1938 r. rozstrzelano. Aresztowanie, a później śmierć Kazakowa nie przerwały prac laboratorium, tym bardziej że nie miały z nimi nic wspólnego. Po prostu – kaprysem samodzierżawcy Rosji lat 30. XX w. naukowiec został uznany za kolejnego wroga ludu.

W 1926 r. laboratorium znalazło się pod bezpośrednią kontrolą Gienricha Grigorjewicza Jagody, w tym czasie pierwszego zastępcy przewodniczącego OGPU – policji politycznej, będącej następczynią Czeki. Przewodniczącym OGPU – resortu sławnego z bardzo umiejętnego przeprowadzania przez Styks przeciwników politycznych, wówczas już mniej lub bardziej wyimaginowanych – był Wiaczesław Mienżyński. Po jego śmierci Jagoda stanął na czele OGPU, przemianowanego niedługo potem na NKWD. W gorliwości, a nawet zapamiętałości w walce o interesy władzy ludowej w niczym nie ustępował swojemu poprzednikowi. A może nawet go przewyższał?

Borys Wołodarski w książce Fabrika jadow KGB [Fabryka trucizn KGB], przetłumaczonej na angielski (KGB Poison Factory: From Lenin to Litvinenko), twierdzi, że pierwsze zastosowania „produktów” wytwórni trucizn miały miejsce już rok po jej powstaniu – w 1922. W wywiadzie, jakiego udzielił Radiu Swoboda w 2009 r., Wołodarski mówił m.in.: Istnieje bardzo długa lista osób (…) zabitych przy użyciu trucizny (…) bardzo dużo uciekinierów [na Zachód] zostało zabitych, bardzo duża liczba osób, które nie zgadzały się z reżimem. Wśród nich Ignacy Reiss, właściwe Ignacy Porecki, polski komunista, sowiecki szpieg, który odmówił powrotu z misji na Zachodzie do stalinowskiej Rosji, ujawniając rozmiar represji stosowanych przez Stalina. Reiss zginął w Lozannie w 1937 r. Inną ofiarą był Gieorgij Siergiejewicz Agabiekow – również sowiecki szpieg, zabity przez swoich w tym samym roku co Reiss, z tym że w Paryżu. W 1941 r. sowieccy egzekutorzy dotarli aż nad Potomak, do Waszyngtonu. Tam ręka ludowej sprawiedliwości dosięgła innego apostatę wiary w robotniczą sprawę, Waltera Kriwickiego, oficera służb specjalnych, który zdradził swoich towarzyszy, ujawniając w kwietniu 1939 r. trwające już od kilku lat dążenia Stalina do zawarcia sojuszu z Hitlerem.

Wołodarski przypomniał też, że KGB zabiło na Zachodzie ukraińskich nacjonalistów Łewa Rebeta i Stepana Banderę. Dokonał tego funkcjonariusz komunistycznej policji politycznej, zawodowy morderca, Bohdan Staszyński.

Specjaliści od popełniania „naturalnej śmierci”

Jak pisał Aleksander Ścios, zabójcy sowieckich służb specjalnych mawiali: Każdy głupiec potrafi popełnić morderstwo, ale trzeba być artystą, by popełnić naturalną śmierć. Jedną z takich organizacji przestępczych, które za pomocą „zbrodni doskonałych” pomagały komunistom budować ustrój, jakiego świat nie widział, była Grupa Jaszy. Nazwa pochodziła od jej szefa, przedrewolucyjnego kryminalisty, Jakowa Izaakowicza Sieriebriańskiego. Powstała w 1926 r. i zasłynęła m.in. porwaniem z Paryża Aleksandra Kutiepowa, carskiego generała, jednego z najważniejszych przywódców rosyjskiej emigracji. Porywaczom bardzo pomogły w ich misji środki odurzające, wytworzone w laboratorium OGPU. Przetransportowany do bolszewickiej Rosji carski generał został zamordowany. Siedem lat później Grupa Jaszy w podobny sposób porwała z Paryża i przywiozła do Związku Radzieckiego innego carskiego generała, Jewgenija Millera, który, podobnie jak jego poprzednik, został niebawem zabity. To oczywiście tylko niektóre przykłady wskazujące na „użyteczność” laboratorium, którego muzą byli kolejni szefowie policji politycznej Związku Radzieckiego, oraz na współpracę radzieckiej myśli toksykologicznej z postępem wdrażanym na różne sposoby. Jednak władza ludowa nie zawsze doceniała poświęcenie swoich uczonych.

Borys Sokołow na rosyjskojęzycznej stronie Grani.ru pisał, że w latach 30. XX w. na czele laboratorium, działającego już całkowicie w strukturze NKWD, stał lekarz biochemik Grigorij Majranowski, od 1940 r. pułkownik. W 1951 r. Majranowski został aresztowany w ramach kampanii przeciw spiskującej „grupie kosmopolitycznej” i skazany na 10 lat więzienia, a w 1960 roku, wkrótce po przedterminowym zwolnieniu, zmarł w tajemniczych okolicznościach. Najprawdopodobniej sam stając się ofiarą trucizny – za dużo wiedział, a ponadto próbował wnieść petycję, w której domagał się rehabilitacji. I tu już mocno przesadził. Taki tupetu być może zniósłby święty. A na Łubiance świętych nie było, a nawet, można powiedzieć, że niespecjalnie w nich wierzono.

Jeszcze siedząc w więzieniu Majranowski pisał z dumą do Ławrientija Berii: z mojej ręki zginęło kilkunastu wrogów władzy radzieckiej, w tym różnej maści nacjonaliści. W trakcie śledztwa, jakie przeprowadzono w czasie odwilży po śmierci Stalina, Kolegium Wojskowego Sądu Najwyższego ustaliło, że zarówno Beria, jak i znany ze swych ponadprzeciętnych umiejętności przetrwania w krętych korytarzach Łubianki Paweł Anatoliewicz Sudopłatow są bezpośrednio odpowiedzialni za otrucie czterech osób. Poza tym: Beria i jego współpracownicy winni są poważnych przestępstw wobec ludzkości, przeprowadzając bolesne, śmiertelne eksperymenty z zastosowaniem trucizn na ludziach. (…) Specjalne laboratorium, w którym przeprowadzano eksperymenty na żywych ludziach, pracowało w latach 1942 do 1946 r. pod kierunkiem Sudopłatowa i jego zastępcy Nahuma Eitingona. Jako ofiarę tych „eksperymentów” wymieniono m.in. arcybiskupa Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej Teodora Romżę, zamordowanego w 1947 r. przez wstrzyknięcie kurary dostarczonej przez Majranowskiego, który nadzorował iniekcję dokonaną przez pracownika NKWD. W tym samym 1947 r. przy użyciu trucizny w więzieniu na Łubiance został zabity szwedzki dyplomata Raoul Wallenberg. Oficjalna wersja, której do dziś trzyma się strona rosyjska, brzmi, że Wallenberg zmarł na skutek ostrej niewydolności serca.

Kogo jeszcze otruto lub zamierzano otruć?

Majranowski i jego koledzy przetestowali na więźniach gułagów („wrogach ludu”) działanie szeregu śmiercionośnych trucizn, w tym gazu musztardowego, rycyny, digoksyny, kurary, cyjanku i wiele innych. Celem eksperymentów było znalezienie toksyny bez smaku, bez zapachu, której nie można byłoby wykryć po zatruciu nią organizmu ofiary. Więźniom podawano porcje trucizn wraz z posiłkiem lub napojem, mówiąc, że jest to lekarstwo. W końcu udało się wytworzyć preparat o pożądanych właściwościach zwany C-2 i K-2 (carbylamine, chlorek choliny). Według zeznań świadków po spożyciu C-2 ofiara zmieniała się fizycznie, stawała się jakby niższa, skurczona, bardzo osłabiona i spokojna. Umierała w ciągu kwadransa. Paweł Sudopłatow i Nahum Eitingon zatwierdzali trucizny do, by się tak wyrazić, użytku służbowego NKWD, tylko wtedy gdy zostały przetestowane na ludziach – zeznawał później Michaił Filimonow, wysokiej rangi oficer NKWD. Wsiewołod Mierkułow, zastępca Berii, jeden z organizatorów zbrodni katyńskiej, powiedział, że eksperymenty te zostały zatwierdzone przez szefa Ławrientija Berię. Z kolei sam Beria po swym aresztowaniu zeznał w dniu 28 sierpnia 1953 r.: dałem rozkaz Majranowskiemu, aby prowadził eksperymenty na ludziach skazanych na najwyższy wymiar kary, ale to nie był mój pomysł. Pewnie Stalina, zwłaszcza że nie żył już od pół roku.

Zmiany, jakie nastąpiły po śmierci „ludojada z Kaukazu”, w niczym nie naruszyły istoty sowieckiego systemu zbrodni. 14 marca 1953 laboratorium zwane Biurem Specjalnym, zostało przemianowane na Laboratorium 12. Od 1978 r. działało ono w ramach Śledczego Instytutu Technologii Specjalnych w I Zarządzie Głównym KGB. Od roku 1991 wytypowano kilka laboratoriów (z siedzibą w Jasieniewie niedaleko Moskwy), które stały się odpowiedzialne za stworzenie broni biologicznej i toksycznej dla tajnych operacji na Zachodzie.

Borys Sokołow podaje też inne przykłady niewygodnych dla Kremla osób, które mogły stać się ofiarami sowieckich trucizn, wyprodukowanych w laboratorium toksykologicznym pod nadzorem radzieckich służb specjalnych. W połowie lat 50. zmarli w więzieniu we Włodzimierzu dwaj ważni niemieccy oficerowie: feldmarszałek Ewald von Kleist oraz ostatni komendant Berlina Helmuth Weidling. Obaj na ostrą niewydolność serca.

W październiku 1955 i w 1956 władze ZSRR ogłosiły, że Leopold Okulicki, jeden z sądzonych w procesie szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, zmarł w więzieniu na Łubiance 24 grudnia 1946 r. na skutek ataku serca. Czy nie mógł mu w tym pomóc produkt z laboratorium? W 1971 r. próbowano zatruć laureata literackiej nagrody Nobla Aleksandra Sołżenicyna, dysydenta i wielkiego rosyjskiego pisarza, autora Archipelagu Gułag, w którym przedstawił przerażający obraz życia w sowieckich łagrach. Sołżenicyn wprawdzie uszedł śmierci, ale inny dysydent i pisarz, Bułgar Georgi Markow nie miał już takiego szczęścia. W 1978 r. został w Londynie ukłuty końcem parasola, specjalnie w tym celu skonstruowanym w laboratorium KGB (tzw. bułgarski parasol), w środku którego znajdowała się niewielka porcja rycyny, wystarczająca jednak, aby zabić dorosłego człowieka. W grudniu 1979 r. KGB próbowało otruć prezydenta Afganistanu Hafizullaha Amina. Przygotowany środek wsypał do serwowanego prezydentowi posiłku szef jego kuchni, agent KGB. Jednak Amin, jakby spodziewając się otrucia, nie zjadł podanego mu dania. Natomiast jego pasierb poważnie zachorował i, jak na ironię, ratowany był i leczony w moskiewskim szpitalu.

Historycy podejrzewają, że za śmiercią wielu innych osobistości świata komunistycznego mogły stać sowieckie służby i ich ulubiona broń – trucizny. W związku z tym mówi się o znanym radzieckim pisarzu Maksymie Gorkim i jego synu jako ofiarach laboratoryjnych toksyn. Być może zatruty został Georgi Dymitrow, pierwszy przywódca komunistycznej Bułgarii, który zachorował w 1949 r. i został odesłany do szpitala w Moskwie. Po nagłej śmierci jego ciało zostało zmumifikowane i umieszczone w mauzoleum. Stalin nie miał żadnego powodu, aby zabijać Dimitrowa, ponieważ był on jego najwierniejszym sługą. Jednak przywódca bułgarskich komunistów nosił się z zamiarem przyłączenia Bułgarii do Federacji Jugosłowiańskiej, inicjatywy geopolitycznej planowanej przez Józefa Tito, przywódcę komunistów jugosłowiańskich. Nie było to po myśli Stalina. Czemu być może dał wyraz w charakterystyczny dla siebie sposób.

Również Józef Stalin miał być otruty przez NKWD na rozkaz Ławrientija Berii. Tak sądzą rosyjscy historycy Anton Antonow-Owsienko i Edward Radziński. Obaj badacze powołują się na świadectwa ochroniarzy Stalina. Beria, Mołotow i kilku innych przywódców sowieckich bało się o swoje życie, wiszące na włosku w związku z kolejnym atakiem paranoi Stalina. W jej wyniku szykowała się w ZSRR kolejna wielka czystka, której wspomniani przywódcy mogliby już nie przeżyć.

W Rosji Putina nie wstydzą się czerpać wzorców z przeszłości

W obecnych czasach dużo pisze się, zarówno w niezależnych rosyjskich dziennikach, jak też na Zachodzie, o tym, że rosyjska FSB, następczyni sowieckiej KGB, podobnie jak poprzedniczka, nie gardzi truciznami w walce o uwolnienie świata, a zwłaszcza Rosji, od wrogów Kremla i Włodzimierza Putina. Jeszcze w 1993 r. zmarł w niewyjaśnionych do tej pory okolicznościach Zwiad Gamsachurdia, pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Gruzji. Reprezentował on w swej polityce zdecydowanie antykremlowskie stanowisko. Według Kena Alibeka, byłego zastępcy dyrektora Biopreparatu (instytucji zajmującej się w ZSRR wytwarzaniem broni biologicznej), to laboratorium rosyjskich służb stało za przygotowaniem niewykrywalnej substancji, za pomocą której otruto Gamsachurdię. BBC News poinformowało w tym czasie, że niektórzy znajomi Gamsachurdii uważali, że popełnił on samobójstwo, ale wdowa utrzymuje, że został zamordowany.

W 1995 r. rosyjski bankier Iwan K. Kiwelidi zmarł po zetknięciu się z kadmem, substancją trującą, przenikającą przez skórę. Z tymi samymi objawami co bankier zmarła jego sekretarka. Prawdopodobnie dlatego, że związek był rozsmarowany na słuchawce telefonicznej w biurze.

Filiżanką herbaty, oczywiście odpowiednio „doprawionej”, miał zostać otruty w 2002 r. Lechi Islamow, przywódca czeczeńskich bojowników.

Jurij Pietrowicz Szczekoczichin – rosyjski dziennikarz z „Nowej Gazety”, który pisał m.in. o korupcji w prokuraturze generalnej, zmarł w szpitalu z powodu „poważnej reakcji alergicznej” w 2003 r. Uważa się, że tym śmiercionośnym „alergenem” była FSB. Anna Politkowska, pisząca również w „Nowej Gazecie”, była za swą krytykę reżimu Putina znienawidzona na Kremlu. W 2004 r. w samolocie rosyjskich linii lotniczych podano jej herbatę ze środkiem, który o mało nie pozbawił jej życia. Zamach na nią udał się dwa lata później – została zastrzelona. Inną ofiarą gniewu Kremla był dawny agent KGB Aleksander Litwinienko, zatruty w Londynie w barze sushi w 2006 r. W jego organizmie wykryto ślady polonu 210. W liście pożegnalnym Litwinienko oskarżył prezydenta Władimira Putina, że stoi za zamachem na jego życie. Litwinienko był krytyczny wobec reżimu Putina i obwiniał FSB o to, że dokonała w 1999 r. ataku na budynki mieszkalne w Rosji.

Również były prozachodni prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko, miał być zatruty dioksynami. Nafaszerowano nimi posiłek, porcję gotowanych raków. Juszczenko przeżył, ale toksyny pozostawiły ślad, zniekształcając mu twarz.

Zupełnie niedawno, bo w sierpniu 2016 r., na szpaltach „New York Timesa” pojawił się artykuł Andrew E. Kramera zatytułowany Wielu przeciwników Kremla kończy śmiercią. Autor podaje szereg przykładów, w jaki sposób za pomocą trucizny władca Kremla próbuje pokonać swoich krytyków.

W maju 2015 r. Władimir Kara-Murza, rosyjski dysydent, poczuł się bardzo źle. Wszystko działo się tak szybko – wspomina. – W ciągu około 20 minut z zupełnie zdrowego człowieka zamieniłem się w osobę o przyspieszonym biciu serca, z bardzo wysokim ciśnieniem, pocącą się obficie i wymiotującą. Kara-Murza stracił przytomność, po czym zapadł w śpiączkę. Gdy po tygodniu obudził się z niej, lekarz poinformował go, że tak gwałtowne pogorszenie się stanu zdrowia było zapewne efektem wcześniejszego spożycia trucizny. Francuskie laboratorium toksykologiczne po zbadaniu krwi stwierdziło obecność dużej ilości metali ciężkich w organizmie. Kara-Murza jest przekonany, że truciznę podano mu w posiłku podczas lotu Aerofłotem.

Aleksander Perepilichny w 2010 r. schronił się w Wielkiej Brytanii, gdzie pomagał szwajcarskim władzom w śledztwie dotyczącym domniemanego programu prania brudnych pieniędzy z udziałem rosyjskich urzędników podatkowych. Sprawa nie była błaha, chodziło o 230 mln dolarów. Mężczyzna posiadał również dowody przeciwko ludziom powiązanym ze śmiercią w Moskwie prawnika antykorupcyjnego Siergieja Magnickiego. W 2012 r. Perepilichny, który nie uskarżał się na kłopoty z krążeniem, dostał ataku serca podczas joggingu. Trzy lata później, w wyniku badań laboratoryjnych, wykryto w jego organizmie ślady trującej rośliny o nazwie gelsemium. Rzuciło to cień podejrzenia na rosyjskie służby specjalne, mające dostęp do tego, rosnącego jedynie w Chinach, specyfiku. Z kolei w 2008 r. Karinna Moskalenko, rosyjska prawnik specjalizująca się w sprawach kierowanych do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zachorowała w Strasburgu, we Francji, a przyczyną była rtęć, znaleziona w jej samochodzie.

W marcu 2013 r. Borys Bieriezowski – miliarder, niegdyś jeden z najpotężniejszych ludzi w Rosji, który w 2000 r. popadł w konflikt z Putinem i uciekł do Wielkiej Brytanii, został znaleziony martwy w swoim domu. Wprawdzie wiele wskazywało na to, że popełnił samobójstwo, ale koroner miał co do tego wątpliwości.

Trudno się przeto dziwić, że niektórzy przeciwnicy Kremla, jak wielokrotny mistrz świata w szachach Garry Kasparow, mają się na baczności. Były szachowy arcymistrz od dawna ma ochroniarza, który nosi za nim wodę mineralną i przygotowuje mu posiłki.

14 września 2016 r. „Daily Mail” podał sensacyjną wiadomość: otóż dwa dni wcześniej dr Bennet Omalu poinformował internautów, że według niego za pogarszającym się stanem zdrowia Hilarzycy Clintonowej stoi nie kto inny, tylko Putni i rosyjska FSB. Bennet Omalu, lekarz, z pochodzenia Nigeryjczyk, poradził pracownikom sztabu wyborczego, żeby wysłali kandydatkę na badania krwi. Nie wiadomo, czy do niego, czy też do innego medyka. Podobnie jak nie wiadomo, na czym dr Omalu oparł swoje przypuszczenia. Być może zabrakło mu miejsca na Twitterze, aby to wyjaśnić. Kampania prezydencka w pełni, więc jeszcze do niejednego objawu zatrucia może dojść, zwłaszcza u Clintonowej. 

 

https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/4859-laboratorium-czerwonej-smierci-jak-gineli-wrogowie-wladcow-kremla

KOMENTARZE

  • Info dla stawiającego pałę.
    W CIA było podobnie, wszak to służby Rothschilda.
  • @Talbot 18:32:34
    No to proszę o tekst na temat CIA - dobrze byłoby też wyjaśnić podłoże zamachów terrorystycznych i metod stosowanych przez "ludzki" zachód.
  • @Krzysztof J. Wojtas 18:42:50
    O CIA i ich zbrodniach można było poczytać na Neonie,
    Komunizm w ZSRR stworzyli amerykańscy żydzi i zaszczepli tradycje mordowania w Rosji.
    CIA i KGB to jedna i ta sama organizacja.
  • W Rosji Putina nie wstydzą się czerpać wzorców z przeszłości
    nie wstydzą się, oj nie
    5*
  • Agentem GRU jest się do końca życia
    "Rz: Wielu czynnych oficerów polskich WSI było szkolonych w GRU – organizacji jeszcze bardziej tajemniczej niż KGB…

    Wiktor Suworow: GRU utworzono w 1918 r. do prowadzenia operacji wywiadowczych poza granicami kraju. Istnieje pod obecną nazwą Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije (Główny Zarząd Wywiadu) – od 1942 r. Obecnie w jego skład wchodzi 18 specjalistycznych wydziałów. Był to wywiad wojskowy, natomiast KGB (Komitet Bezpieczeństwa Państwowego, którego następcą jest dzisiejsza Federalna Służba Bezpieczeństwa – „Rz”) można określić jako tajną policję, która zajmowała się ochroną reżimu przed wrogami wewnętrznymi. Nawet jeśli KGB prowadził operacje poza granicami kraju, to i tak jego głównym przeciwnikiem byli wrogowie wewnętrzni. Najprostsze porównanie wyglądałoby tak: KGB to był sowiecki odpowiednik gestapo, a GRU – Abwehry."

    https://7dni.wordpress.com/2006/10/03/agentem-gru-jest-sie-do-konca-zycia/
  • @Talbot 18:59:16
    Jak Rosja dzieli i rządzi na terenie byłego ZSRR

    Car Aleksander III miał powiedzieć, że Rosja ma dwóch wiernych przyjaciół: armię i flotę. Dziś można do nich dołączyć trzeci element: wywiad. Po utworzeniu Wspólnoty Niepodległych Państw rosyjskie służby nie ustają w inwigilacji krajów należących do WNP.

    Po likwidacji potężnego KGB prawo zagranicznej działalności wywiadowczej otrzymały: cywilna Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) oraz, tradycyjnie, Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego (GRU). Jednak SWR działała w tzw. dalekiej zagranicy i była ukierunkowana na szpiegostwo globalne. Natomiast z chwilą powstania Wspólnoty Niepodległych Państw pilnej interwencji specjalnej wymagała tzw. bliska zagranica. Przecież Federacja Rosyjska uznawała i uznaje WNP za strefę swoich wyłącznych interesów geopolitycznych. A rozwodowi republik ZSRR towarzyszyły gorące konflikty wywołane epidemią nacjonalizmów i separatyzmów oraz zbrojnymi sporami elit o władzę. Szczególnie gorące lata 1992–1993 były doskonałą okazją do kontynuacji rosyjskiej polityki divide et impera, w której rola arbitra i gwaranta pokojowych porozumień oznaczała zachowanie dominacji przez byłą metropolię. Początkowo funkcję kontrolera i kreatora politycznej sytuacji w bliskiej zagranicy Kreml powierzył GRU, który stał się prawdziwym wirtuozem gry o utrzymanie rosyjskich wpływów.

    http://www.rp.pl/Rzecz-o-historii/305049876-Jak-Rosja-dzieli-i-rzadzi-na-terenie-bylego-ZSRR.html
  • @Talbot 18:32:34
    Dlaczego nie warto być agentem Kremla

    Narażając życie za ojczyznę, żołnierz czy szpieg może liczyć na wdzięczność swojego kraju, upamiętnienie po śmierci lub wsparcie za życia. Jak zwykle i w tej kwestii Rosja odbiega od powszechnych standardów.


    Grzebano żołnierzy radzieckich z honorami wojskowymi, ale tylko niektórych. Jeśli był na to czas. Niemcy grzebali w trumnach i każdego w osobnym grobie. Każdy musiał mieć własny krzyż. A u nas nie było mowy o trumnach” – pisał Wiktor Suworow o Armii Czerwonej podczas II wojny światowej. „Nikt się takimi drobiazgami nie przejmował. I nie każdy miał swój grób, chowano zbiorowo. To mniej roboty: zwalić wszystkich do leja po bombie albo do rowu przeciwczołgowego i byle jak zasypać ziemią. I nawet wymyślono ładnie brzmiącą nazwę: bratnia mogiła” – pisał. Nie tylko zmarłych traktowano z pogardą. Jak przypominał krakowski historyk Henryk Głębocki, należy pamiętać także „o losie więźniów GUŁagu i żołnierzy wcielonych do batalionów karnych, traktowanych jak mięso armatnie, bez uzbrojenia rzucanych do ataku, pilnowanych z tyłu przez zagradotriady NKWD z karabinami maszynowymi”. Rekruci „Matki Rosji” woleli ginąć z rąk Niemców niż własnych oficerów politycznych.
    Żołnierze niewidzialnego frontu
    Także szpiegów traktowano jak frontowców. Z jednej strony opiewani w powieściach i filmach, na starość pokazywani w telewizji i na trybunach wojskowych defilad, jednak częściej zapomniani, skazani na niełaskę zmieniającej się władzy.
    Jeden z najsłynniejszych agentów GRU Oleg Pieńkowski miał zostać spalony żywcem, ale on przecież zdradził swój kraj, więc można doszukiwać się tutaj jakiegoś uzasadnienia. Jednak wierni funkcjonariusze KGB czy wywiadu wojskowego, a nawet najwierniejsi agenci zwerbowani na Zachodzie także obawiali się złego traktowania. Anatolij Golicyn, specjalista od dezinformacji, miał nawet w ZSRS napisać doktorat na temat uciekinierów, aby lepiej zrozumieć motywy i sposoby przedostawania się na drugą stronę żelaznej kurtyny. Wielu zasłużonych agentów wspominało, że byli przedmiotem małostkowych rozgrywek swoich skorumpowanych szefów, które przekonywały ich o bezsensowności dalszej służby. Właśnie dlatego sowiecką stronę miał porzucić Wiktor Suworow. Stanisław Lewczenko, pracujący dla KGB w Japonii, opowiadał o sabotowaniu jego pracy przez zwierzchników z powodu osobistych animozji. Kreml ujawniał także tych agentów, którzy przestawali być potrzebni. Jurij Nosenko, podstawiony zbieg, który miał przekonać CIA o szczerych motywach swojej ucieczki z Sowietów, sypał dawnych współpracowników KGB, aby się uwiarygodnić. Tak zdemaskowano sierżanta Roberta Lee Johnsona, działającego na rzecz Moskwy w centrum kurierskim przy lotnisku Orly. Gdy żołnierz przestał już być Sowietom potrzebny, Nosenko w ramach zaplanowanej operacji przekazał informację o współpracy Johnsona z komunistycznym wywiadem.
    Według Edwarda Epsteina, amerykańskiego eksperta od wojny wywiadów, demaskowanie własnych agentów realizuje następne cele: w zinfiltrowanym środowisku rodzi zniechęcenie, we wrogich służbach wywiadowczych wywołuje zamęt i dodatkowo odwraca uwagę od nowych operacji. Skoro agenturalna przeszłość Lecha Wałęsy została już odkryta, to czy nie jest wykorzystywana do deprecjonowania Solidarności, dzielenia Polaków i przykrywania aktualnych gier między agentami?

    http://gpcodziennie.pl/49553-dlaczegoniewartobycagentemkremla.html
  • @Husky 20:53:17
    Dlaczego nie warto zdradzać rosyjskiej ojczyzna zwłaszcza na rzecz Polski

    27 br kwietnia zmarł Oleg Zakirow http://www.dzienniklodzki.pl/wiadomosci/lodz/a/zmarl-oleg-zakirow-jako-oficer-kgb-w-tajemnicy-badal-mord-katynski,12021950/
    Zmarł w wyniku drastycznego FIZYCZNEGO WYCZERPANIA I niedożywienia.POSIADAJĄC POLSKIE OBYWATELSTWO OD 15-LAT UTRZYMYWAŁ SIĘ Z ŻEBRACTWA A POŻYWIENIE ZNAJDOWAŁ NA ŚMIETNISKU JEDNEGO Z ŁÓDZKICH TARGOWISK Opowiadał o tym z goryczą https://www.facebook.com/ZychowiczPiotr/photos/a.1446899808913011.1073741829.1444150745854584/1868334186769569/?type=3
    https://cont.ws/@osa777/599675
  • @ikulalibal 21:24:01
    wstrzasajace
  • @Husky 21:29:05
    Ano tak ,ktoś nas w bambuko chce zrobić . Ave :)))
  • 'Van hits pedestrians' on London Bridge in 'major incident'
    https://pbs.twimg.com/card_img/869938302299889666/YcbbnHVg?format=jpg&name=600x314

    Police are responding to reports that a van has hit a number of pedestrians on London Bridge in central London.
    Witnesses have said that armed officers are understood to be at the scene after a white van mounted the pavement before driving into people.
    The Metropolitan Police say they are dealing with an incident on the bridge.
    Transport for London said the bridge has been closed in both directions due to a "major police incident". Bus routes were being diverted.
    BBC reporter Holly Jones, who was on the bridge at the time of the incident, said the van was driven by a man and was "probably travelling at about 50 miles an hour".
    About five people were being treated for injuries after the vehicle mounted the pavement and hit them, she said.
    She said the van, which was travelling from the direction of central London, headed towards the south side of the river.
    London Ambulance Service tweeted: "Multiple resources attending an incident at #LondonBridge, please avoid the area".
  • @Husky 23:53:33
    Zamach w Londynie. Kierujący vanem rozjechał grupę przechodniów na London Bridge
  • @
    Minister obrony Czech: ''Nasza armia może się równać z rosyjską. Też w Pradze może być za trzy dni.''
    https://pbs.twimg.com/media/DBakjAZXUAUCeow.jpg
  • scislej w opisach prosze
    Kadm nie jest zwiazkiem chemicznym; jest to pierwiastek
  • @Husky 00:28:48
    Mie mogłeś iść właśnie tamtedy...
    ehhh.
    hihihi
  • W poniedziałek Czarnogóra oficjalnie przystąpiła do NATO,
    W poniedziałek Czarnogóra oficjalnie przystąpiła do NATO, stając się 29. krajem członkowskim Sojuszu. Tego samego dnia MSZ Rosji oświadczyło, że "z oficjalnej Czarnogóry napływa strumień dezinformacji" w stosunku do Rosji. Ostrzegło, że "w świetle wrogiej linii władz czarnogórskich strona rosyjska pozostawia sobie prawo do podjęcia działań w odpowiedzi na zasadzie wzajemności".


    Ławrow oznajmił w Kaliningardzie na konferencji prasowej po rozmowach z szefem MSZ Słowacji Miroslavem Lajczakiem, że akcesja Czarnogóry "to czystej wody projekt geopolityczny". Powiedział także, że państwa zachodnie, "przede wszystkim USA i główne kraje UE, są owładnięte ideą kolejnego opanowania Bałkanów".

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY