Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
431 postów 4703 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Komunistyczni zbrodniarze

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pion śledczy IPN będzie ścigał komunistycznych zbrodniarzy!

 

 

Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w postępowaniu prowadzonym na wniosek twórcy Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich Adama Słomki jednoznacznie stwierdził, że pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej „ma obowiązek ścigać z urzędu przestępcze działania funkcjonariuszy komunistycznych”. To przełomowa decyzja!

 

Decyzja ws. ścigania komunistycznych zbrodniarzy zapadła w związku ze sprawą dotyczącą bezprawnego pozbawienie w 1982 roku wolności działaczy Organizacji Młodzieżowej Konfederacji Polski Niepodległej, m.in. Sławomira Skrzypka, Witolda Słowika oraz Adama Słomki. Decyzja sądu w tej sprawie stanowi jednak precedens na skalę całego kraju.

W oświadczeniu biura prasowego KPN czytamy:

„Dotychczas sądy i prokuratorzy IPN najczęściej odmawiały ścigania zbrodni z PRL-u powołując się na kuriozalną uchwałę Sądu Najwyższego z 5 VIII 2010 roku, który uznał zbrodnie komunistyczne za przedawnione i to już w 1995 roku! (sic!). W efekcie w chwili obecnej toczą się w całej Polsce tylko dwa procesy za represje z lat 80-tych: o usiłowanie zamordowania Anny Walentynowicz przez SB oraz o utworzenie wojskowych obozów internowania zimą 1981/82 pod namiotami. Dzięki licznym staraniom Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich (współtworzonego przez Marszałka Seniora Sejmu Kornela Morawieckiego i posła Andrzeja Melaka) oraz wnioskom formalnym środowiska Niezłomnych weteranów od 4 sierpnia decyzją Sądu w Katowicach nie może być mowy o przedawnieniu dla ścigania zbrodniarzy komunistycznych - zbrodni przeciwko ludzkości! Domagać się należy również orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w tej materii (taki wyrok jest obiecywany od dawna).”

Według dr Jerzego Bukowskiego to przełomowa decyzja. Pozwoli ona mieć nadzieję, że niebawem będzie można pociągnąć do odpowiedzialności osoby odpowiedzialne za represjonowanie opozycji antykomunistycznej w czasach PRL.

- Po raz kolejny okazało się, że presja społeczna ma sens i warto niekiedy bić głową w mur, jeżeli dostrzeże się w nim jakąś szczelinę. Mam nadzieję, że wkrótce ruszy fala procesów komunistycznych zbrodniarzy, co jest konieczne jeżeli mamy żyć w naprawdę niepodległej Rzeczypospolitej, które definitywnie zerwała z PRL-bis, jaką zafundowali nam w 1989 roku uczestnicy Okrągłego Stołu. - podkreśla dr Bukowski

 

http://www.dzienniknarodowy.pl/7785/pion-sledczy-ipn-bedzie-scigal-komunistycznych-zbr/

 

Lista Agentów SB

KOMENTARZE

  • autor
    presją społeczna ma sens
    i że nie jest łatwo wiem to Ty i ja
    5*
    Pozdrawiam
  • @Husky 09:45:27
    Dlatego komunistyczna Hydra w akcie rozpaczy nazywa nas "żydami" - to taki "słowiański" folklor.
  • @Talbot 09:55:52
    // to taki "słowiański" folklor.//
    bingo 8-))))
  • Komunizm w obecnej Rosji...
    Władza w Rosji NIE jest rosyjska !!!

    http://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2017/08/a17.jpg

    Dobrze jest obejrzeć poniższe video tym, którzy wierzą, że władza w Rosji spoczywa w rękach Rosjan a „wybory” prezydenta i rządu są uczciwe…Po obejrzeniu poniższego video mogą, co najmniej, zrodzić się wątpliwości jaka nacja rządzi w Rosji? Mity i propagandowe baśnie o Rosji i misji Rosji obrony cywilizacji prawa naturalnego są jednakże mitami i baśniami. Natomiast widoczna jest duża rola Rosji we wprowadzaniu, na skalę globalną, talmudyczno-kabalistycznej cywilizacji noachickiej dla gojów.

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/wladza-rosji-rosyjska-2017-08
  • 5* ;)
    DZIĘKUJĘ TABORECIKU ZA KOLEJNĄ WKLEJKĘ.. :D

    CZYM BYŁBY NEON BEZ KUNDLO-TALBOTO- KSEROKOPIARKI?
  • @Paulus Aquarius 10:28:10
    Już wiesz dlaczego Rosja grozi Polsce sankcjami za demontaż pomników sowieckich bohaterów?
  • @Talbot 10:34:54
    Już wiesz CZYM BYŁBY NEON BEZ KUNDLO-TALBOTO- KSEROKOPIARKI?
  • TALBOT W ROLI KSEROKOPIARKI Z FUNKCJĄ ŚLEDCZEGO :)))
    "@Paulus Aquarius 09:54:37
    No to się dorobiłeś Max von Stirlitz - pod każdym innym Nickiem też będziesz banowany za trolling i chamskie odzywki.

    http://www.neon24.pl/comments/12257,max-von-stirlitz,112"

    MAX I PAULUS TO JEDNA OSOBA...

    CIEKAWE CZY MAXOWI PODOBA SIĘ TAKI UKŁAD?
  • Talbot i kundel Husky vel durny Józio z Londynu - awangarda syjonizmu na Neon.pl
    Panie Talbot,
    z żydowskiego prowokatora Słomki robisz Pan autorytet - autorytet czyj i w czym?

    2014.03.02 - A. Słomka, A. Podgórski na Majdanie w Kijowie

    https://www.youtube.com/watch?v=7jHHxohMM4Y
  • @Talbot 10:04:58
    Panie Talbot,
    tak nie lubi Pan Rosji i jej władz, a prezydent Rosji przyjmuje waszych - pańskiego i kundla Huski vel durnego Józia z Londynu - wujów na Kremlu.
    Ładnie to tak pluć na własnych wujów?
  • @Rzeczpospolita 11:24:03
    Panie Rzeczpospolita (Piłsudskiego?) - ZSRR był syjonistycznym projektem, także PRL i inne demoludy.
    Obecna Rosja nadal żyje w sowieckiej mentalności i czci bohaterów z Wall Street.
    Swoją nteligencję powinien pan wykorzystywać dla dobra Rzeczpospolitej, a nie do promowania syjonistycznych projektów mafii światowej.
  • @Rzeczpospolita 11:16:17
    "Panie Talbot,
    z żydowskiego prowokatora Słomki robisz Pan autorytet - autorytet czyj i w czym?

    2014.03.02 - A. Słomka, A. Podgórski na Majdanie w Kijowie"

    Jeżeli Słomka jest żydowskim prowokatorem to oznacza, że żydzi chcą zniszczyć system komunistyczny, którzy sami stworzyli.

    Co do Podgórskiego i Majdanu należy pamiętać, że Ruś Kijowska była kolebką Rosji carskiej - nie obecnej.
  • @Talbot 12:12:41
    "Jeżeli Słomka jest żydowskim prowokatorem to oznacza, że żydzi chcą zniszczyć system komunistyczny, którzy sami stworzyli."

    Pan tkwi jeszcze w latach 1950., a mamy już dzisiaj rok 2017 i Żydzi podbijają kolejne państwa, ale nie pod komunistycznymi hasłami. Dzisiaj jazgoczą o liberalizmie, wolnym rynku, demokracji obywatelskiej, personalizmie, NWO, itp.
  • @Talbot 11:53:21
    Epicentrum światowej mafii z całą pewnością nie jest zlokalizowane w Rosji, ale znacznie dalej - tak, skąd płyną nawoływania o demokracje obywatelską, itp.
  • @Rzeczpospolita 13:01:32
    "Epicentrum światowej mafii z całą pewnością nie jest zlokalizowane w Rosji, ale znacznie dalej "

    Chyba nie ...

    Syjonizm: plany i środki wg rabina Sanhedrynu Menachema Mendla Schneersona

    http://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2016/03/a54.jpg

    Syjonizm: plany i środki: „A słowiańskie bydło wypędzimy daleko na północ…” – Słowa rabina Sanhedrynu Rebe Menachema Mendla Schneersona, chabadskiego przywódcy.

    http://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2016/03/a49.jpg

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/syjonizm-plany-i-srodki-wg-rabina-sanhedrynu-menachema-mendla-schneersona-2017-07

    Putin pionkiem Sanhedrynu. Apokalipsa rozpoczęła się

    http://ruch-obywatelski.com/wp-content/uploads/2014/06/a147-264x300.jpg

    http://ruch-obywatelski.com/nwo/putin-pionkiem-sanhedrynu-apokalipsa-rozpoczela-sie/
  • @Talbot 15:28:15
    Trochę za późno na sciganie originalnych zbrodniarzy począwszy od Bieruta poprzez Józefa Goldberga „Różańskiego”i Grzegorza Piotrowskiego do Kiszczaka.
    Ale najwyższy czas zabrać się za ich sympatyków, takich jak żydo-Kosiur, Paulus Aquarius, RAM, eonmark, ALIK, roux, itp.
  • @Zdzich 17:08:30
    Kosiur popadł w szemrane towarzystwo - szkoda faceta.
    Turańska dzicz go wykorzysta i wypluje....
  • @Talbot 17:28:22
    Lepsza turańska niż żydo-chrześcijańska
  • @Rzeczpospolita 17:45:26
    Lepsza Tradycja chrześcijańska, niż sowiecka.
  • @Talbot 17:28:22
    Ten grzechotnik jest wyjątkowo niebezpieczny. Dać mu władzę, do której dobiera się od lat, i ludobójca gotowy.

    „Należy żałować, że żydo-bolszewia okresu PRL (1944-56) nie zlikwidowała Kościoła w Polsce.” - Dariusz Kosiur 24.08.2015 16:00
    "ZLIKWIDOWAĆ KATOLICKICH BYDLAKÓW"! - Dariusz Kosiur 24.08.2015 16:00
  • @Talbot 18:11:00
    Cosik osobisty komputer nie najlepiej Panu działa.

    Cywilizacja turańska (wg Konecznego) istnieje, sowieckiej nie ma chyba, żeby przyjąć, iż to jakiś odprysk żydowskiej - Rosja od 2000r. nie może być brana pod uwagę, odrzuciła żydowską demokrację. Jeśli tak, to tzw. cywilizacja łacińska - dzisiaj powszechnie nazywana judeo-chrześcijańską ma wspólne korzenie z żydowską.
    Zatem, proszę sobie wybrać, w której Pan cywilizacji gustuje - obawiam się, że za każdym razem wypadnie Panu coś żydowskiego. Ja pozostaje przy swoim: lepsza turańska niż żydo-chrześcijańska.

    Chrześcijaństwo, marksizm, liberalizm – antykultura - https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/03/18/chrzescijanstwo-marksizm-liberalizm-antykultura/
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/06/chrzescijanstwo-marksizm-liberalizm-antykultura/
    http://wps.neon24.pl.neon24.pl/post/137563,chrzescijanstwo-marksizm-liberalizm-antykultura
  • @Zdzich 19:44:16
    Dziduś, słoneczko,
    myślisz, że miałbym szansę wymordować tylu ludzi, ile wymordował Kościół przez 2000 lat?
  • @Zdzich 19:44:16
    Poglądy na temat Kościoła Katolickiego mnie nie dziwią. Gdy Szef udaje prawosławnego, to podwładny wroga katolików, aby przypodobać się Szefowi.
    Wszak KK i cerkiew prawosławna się nie lubią.
  • @Zdzich 19:44:16
    Tak,wyjątkowo niebezpieczny,
    Ale to tylko skrajny przypadek zidiocenia i internetowego ekshibicjonizmu.
  • @Husky 20:03:09
    "Ale to tylko skrajny przypadek zidiocenia i internetowego ekshibicjonizmu."

    Delikatnie o Dzierżyńskim - z grubej rury o JP II

    https://wiernipolsce.files.wordpress.com/2013/10/pomnik-dzierc5bcyc584skiego.jpg

    https://wiernipolsce.wordpress.com/2013/10/20/w-moskwie-na-lubiance-odrestauruja-pomnik-feliksa-dzierzynskiego/
  • @Husky 09:45:27
    Zaczęło się wycie i obrona ubecji bo będą masowe samobójstwa i lądowanie w psychiatrykach. Proponuję chowanie w masowych dołach jak oni to robili.
    Lament w „Wyborczej”! Byli esbecy potrzebują pomocy psychologicznej. Z powodu emerytur. Redaktorzy z Czerskiej rozczulają się nad losem byłych esbeków. W dzisiejszym wydaniu „Gazety Wyborczej” napisali, że osobom objętym ustawą dezubekizacyjną potrzebna jest pomoc psychologiczna. Powód? Przechodzą załamanie...Tzw. ustawa dezubekizacyjna obniża emerytury i renty za okres „służby na rzecz totalitarnego państwa” od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. (w połowie 1990 r. powstał UOP). Od 1 października 2017 r. maksymalna emerytura dla tych osób nie będzie mogła być wyższa niż średnie świadczenie w ZUS (emerytura około 2 tys. zł, renta około 1,5 tys. zł, renta rodzinna około 1,7 tys. zł).

    W dzisiejszej „Wyborczej” zaczął się lament nad losem esbeków. Gazeta Michnika, która zawsze krytycznie odnosi się do zmian proponowanych przez rząd PiS, tym razem obwieściła, że byłym funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa potrzebna jest pomoc psychologiczna.

    Federacja Stowarzyszeń Służb Mundurowych chce zapewnić pomoc psychologiczną objętym ustawą dezubekizacyjną byłym funkcjonariuszom i ich rodzinom

    – czytamy w „GW”.

    Internauci odpowiednio skomentowali absurdalny pomysł... http://niezalezna.pl/200525-lament-w-wyborczej-byli-esbecy-potrzebuja-pomocy-psychologicznej-z-powodu-emerytur
  • @Zdzich 19:44:16
    Podejrzewam, że w jego przypadku sprawa jest prozaiczna. Kosiur chodził do szkoły talmudycznej, gdzie nie stresowano uczniów nauką
    pzdr.
  • @Husky 09:45:27
    Już skaczą z okien! Na stronie federacji stowarzyszeń byłych funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa PRL-u ukazał się dramatyczny apel, w którym można przeczytać: „Wiemy, że już kilkoro z nas po otrzymaniu decyzji o jawnie bezprawnym i drastycznym obniżeniu emerytury lub renty targnęło się na własne życie”. Temat podjęła „Gazeta Wyborcza”, która idąc tym tropem, skrupulatnie opisuje trzy samobójstwa i pięć śmiertelnych zawałów jako efekt przyjętej przez PiS ustawy dezubekizacyjnej. Nie mieści im się w głowie, że nie będą dostawali więcej, niż wynosi średnia emerytura lub renta. Zawsze byli traktowani jak święte krowy. Mogli zrobić wszystko. Mogli wsadzić do więzienia, pobić, a nawet bezkarnie zabić. I robili to, a zwłaszcza tym, którzy zagrażali istnieniu PRL-u. Za swoje czyny byli sowicie nagradzani, a później cieszyli się wysokimi emeryturami. W tym samym czasie ci, którzy walczyli z komuną, żyli na granicy egzystencji. Nadal będę się upominał o obniżenie emerytur byłym milicjantom, którzy bili równie skutecznie jak esbecy. Prokuratorom i sędziom, którzy skazywali niewinnych ludzi. I przede wszystkim partyjnym kacykom, którzy im wszystkim wydawali polecenia.

    Ps..Jak widać nie trzeba do nich strzelać czy ich wieszać, pomioty przywiezione na sowieckich taczankach, czy fornali z czworaków, żydokomuniści, komunistyczni oprawcy sami się wieszają, dostając POwiastki o 1000zł-1700zł emeryturze, rencie. Cóż za sprawiedliwość dziejowa. Jak chazarstwo tw. Bolek Leiba Kone alias Wałęsa z Silberstein alias Suchocką wprowadzili ograniczenia emerytur do 250% kwoty bazowej dla pracowników, którzy zarabiali lepiej, ale płacili odpowiednio wysokie składki do ZUS-u, to wtedy było cicho! W końcu pracownicy NKWD/SMIERSZY/IW-WSW-WSI/UB, SB, etc.. składek na ZUS nie płacili jak do dziś uważający się za nadzwyczajną książęcą kastę prokuratorzy i sędziowie, których majątki nie mają pokrycia w pensji urzędnika państwowego, czas na dokładne rozliczenie i zastosowanie wobec nich Ustawy z 1921 Trąmpczyńskiego, czyli rozstrzelanie skorumpowanych złodziei.!(Ustawa z dnia 18 marca 1921 roku o zwalczaniu przestępstw z chęci zysku, popełnionych przez: urzędników. ) Z czego takie wysokie emerytury? Także lewak Miller zabrał Polakom świadczenia gwarantowane lecz ubecji/esbecji nie ruszył. Czekam kiedy będą to robić prokurwatorzy, sędziowie, Bolek, Bul, etc..etc... Toż to miód na moje serce Polaka. Im więcej ich z okien wyskoczy, czy się powiesi lub z "bulu" po obniżce zemrze to tym lepiej dla budżetu państwa i ZUSu!. A owe skakanie z okna zapoczątkował chazarski pomiot Henryk Holland, mąż tej parszywej lewaczki chazarskiej żydowicy "reżyserki" Holland i tate ich córki lesby z czego mamełe Holland i córusia są bardzo dumne! Henryk Holland żydowski bolszewik, członek syjonistycznej organizacji Haszomer Hacair, oficjalnie w Polsce rozwiązanej w 1949 roku, będącej odłamem Światowej Organizacji Syjonistycznej. Członek Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. Redaktor „Czerwonego Sztandaru” i „Młodzieży Stalinowskiej”, dwóch komunistycznych gadzinówek wydawanych przez sowieckie władze okupujące Polskę. W późniejszym okresie członek komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej oraz czołowy propagandysta PRL-u. Z polskich komunistów czapkował bardzo Gomułce, ale temu tez Gomułce narazi się bardzo, ponieważ gdy otrzymał poufne informacje o treści przemówienia Nikity Chruszczowa na XXII Zjeździe KPZR, w którym opisano okoliczności śmierci Józefa Stalina i Ławrientija Berii oraz poddano przez Chruszczowa krytyce stalinowską politykę. Henryk Holland starając się zapewnić sobie przychylność zachodu i dolarowy dodatek do komunistycznej pensji, Holland natychmiast przekazał informacje korespondentowi „Le Monde” w Warszawie Jeanowi Wetzowi oczywiście za dolarowe wynagrodzenie. Henryka Hollanda zatrzymano 19 grudnia 1961 i następnie poddano wielogodzinnemu przesłuchaniu, a w dniu 21 grudnia 1961 został aresztowany pod zarzutem z art. 7 „małego” kk. Po ogłoszeniu decyzji o aresztowaniu, przewieziono go do jego mieszkania na rewizję, aby rewindykować otrzymane od korespondenta Le Monde, Wezeta dolary. W czasie tej rewizji w momencie odkrycia skrytki z dolarami i wszelakimi złotymi precyzjami Henryk Holland popełnił samobójstwo, skacząc z okna mieszkania, znajdującego się na 6 piętrze budynku, w którym mieszkał.
  • @Talbot
    PREZYDENT MUSI BYĆ NICZYM LATARNIA…Daleki jestem od posądzania pana prezydenta o działania nierozważne lub przypadkowe. Z jeszcze większym dystansem oceniam rozmaite „teorie ambicjonalne” oraz diagnozy o „konfliktach silnych osobowości”. Nie byłoby tego typu fantazji, gdyby głoszący je zechcieli zrozumieć treść zeznań Andrzeja Dudy z 29.10.2010 roku, złożonych przed zespołem smoleńskim Antoniego Macierewicza, ale też potrafili dostrzec, kim naprawdę jest ów wyniesiony na wyżyny prawnik, na tle historycznej postaci obecnego ministra obrony narodowej. „Prezydent musi być niczym latarnia morska - szukać tych, którym należy pomóc i ostrzegać przed zagrożeniem” – 20 maja 2015 roku napisał na Twitterze ówczesny kandydat na prezydenta i – paradoksalnie, trzeba było ponad dwóch lat, by ten „pijarowski” frazes nabrał stosownej treści. Bo rzeczywiście - prezydent Andrzej Duda jest dziś „latarnią morską” i prawdziwie „ostrzega przed zagrożeniami”.
    Jest „latarnią” dla ludzi Targowicy i tzw. elit III RP, które trafnie wiążą z nim nadzieje na zablokowanie zmian i reaguje dokładnie tam, gdzie zagrożone są najżywotniejsze interesy sukcesorów komuny.
    W działaniach tego pana dostrzegam też logikę wpisaną w wielowątkową operację wojny hybrydowej oraz w strategię środowiska, które od 2013 roku aranżowało „nowe rozdanie” – zakończone wygraną A. Dudy i partii pana Kaczyńskiego. Nie jest to opinia stworzona na gruncie ostatnich decyzji pana prezydenta. Wysyp różnej maści mędrców, którzy dopiero dziś dywagują o „zawiedzionych nadziejach”, „zawróconym prezydencie”, a nawet „strażniku ubekistanu” i z zapałem wygłaszają gołosłowne teorie, potwierdza jedynie tragiczną kondycję „wolnych mediów”. To ludziom z rządowych przekaźników, wyborcy PiS zawdzięczają bolesne „zderzenie ze ścianą” i perspektywę dalszych rozczarowań. To one hołubiły i kreowały na „męża stanu” postać, która od dawna powinna być oceniana wyłącznie w kontekście realnych poczynań, ale też ogromu zaniechań. We wrześniu 2015 roku, w tekście „NIEPRZEMIJAJĄCY UROK REŻIMU BELWEDERSKIEGO” napisałem, że „prezydentura pana Dudy otoczona jest przedziwną atmosferą. Za niedopuszczalne i niepoprawne uważa się stawianie jakichkolwiek pytań panu prezydentowi, zaś wyrażanie opinii krytycznych, jest uznane za działanie wrogie. Ta atmosfera doskonale pokazuje rzeczywistą wartość "nowego rozdania", obnaża jakieś potężne lęki i skrywa niejasne, mętne intencje. Wydawałoby się , że po pięcioletniej "cмутное время", powinniśmy zacząć traktować głowę państwa, jako "naszego", polskiego przedstawiciela. To by oznaczało, że możemy doń kierować swoje oczekiwania i postulaty, a co więcej - liczyć na ich wysłuchanie. To również oznacza pewną transparentność działań pana prezydenta, formułowanie jasnych celów, wniosków i ocen.” Rozpostarcie nad prezydentem Dudą medialnego „parasola ochronnego” (identycznie ośrodki propagandy osłaniały B.Komorowskiego) sprawiło, że dopiero ataki na ministra Macierewicza, weto prezydenckie i widowiskowa odmowa nominacji generalskich, otworzyły oczy niektórym wyborcom PiS. Otworzyły, ale często na teorie bałamutne i bezpodstawne. Przypisywanie panu prezydentowi, jakoby ulegał wpływom niemieckim (a nawet żydowskim) i tłumaczenie tym procesu „wybudzenia”, jest może miłe dla ucha niektórych fantastów i agentury Putina, ale trudne do obrony na gruncie faktów. Bo tu i teraz, nadal działają nasze „rodzime szatany” i nie warto „umiędzynaradawiać” czegoś, co na odległość cuchnie wojskowymi onucami. Przez ponad dwa lata nikogo nie dziwiło, że pan prezydent z rozmysłem i wielką determinacją unika tematów, które łączył wspólny mianownik - dotyczyły środowiska b.WSI lub dotykały obszaru odpowiedzialności Bronisława Komorowskiego – politycznego patrona tego środowiska. Otoczenie Andrzeja Dudy nigdy nie podjęło recenzji działań Belwederu w latach 2010-2015, w związku z kwestiami bezpieczeństwa narodowego, nie przeprowadzono żadnego audytu w BBN i Kancelarii Prezydenta (np. w/s dokumentów wywożonych z BBN w dniu porażki wyborczej BK), zignorowano liczne apele o wznowienie śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego (kwestia udziału wojskowej bezpieki, podnoszona przez prok. Witkowskiego), przemilczano prośby o pośmiertne uhonorowanie gen Kuklińskiego Orderem Orła Białego oraz degradację Kiszczaka i Jaruzelskiego, utajniono Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI, a nawet odmówiono odpowiedzi – czy tajny dokument znajduje się w posiadaniu prezydenta. Na stronie BBN nadal straszy „doktryna Komorowskiego” i tzw. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, sporządzona przez S.Kozieja, a w wśród urzędników Biura, można znaleźć szereg postaci z czasów Komorowskiego. Gdy w czerwcu 2015, Sławomir Cenckiewicz postulował: „Obóz polityczny, który odchodzi z Kancelarii Prezydenta to obóz, który zdefiniował przeciwników politycznych jako wrogów. Analiza całego tego materiału o charakterze bardzo często operacyjnym, ten cały olbrzymi potencjał wiedzy musi zostać udźwignięty przez analityków nowego prezydenta” – nikt nie odważył się domagać od „naszego” prezydenta tak arcyważnych działań. W efekcie, środowisko Andrzeja Dudy nie tylko nie podjęło żadnych wyzwań, ale dokonało widowiskowego szalbierstwa, epatując wyborców tzw. „raportem otwarcia Kancelarii Prezydenta”, który w miejsce poważnej analizy przynosił zbiór drugorzędnych frazesów na poziomie bilansu gminnego buchaltera. Nie dziwiło także to, że w działaniach prezydenta można było dostrzec intencję kontynuowania niektórych aspektów „komorowszczyzny”. Ludzi lokatora Belwederu pozostawiono w KP i w BBN, do ochrony obiektów prezydenckich zaangażowano te same firmy ochroniarskie (w tym prowadzone przez b.esbeków), przedłużono kadencję gen. Gocuła na stanowisku Szefa Sztabu Generalnego, wzorem poprzednika - ukryto Aneks do Raportu WSI i odmówiono udostępnienia dokumentu prokuraturze, wznowiono „strategiczne partnerstwo” z chińskimi komunistami, a w obszarze obronności próbowano zakonserwować układ z czasów Komorowskiego. Regułą stał się udział urzędników BBN w imprezach-dyskusjach, w których w latach ubiegłych uczestniczyli też ludzie Komorowskiego (np. organizowanych przez Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie, którego jednym z założycieli i wieloletnim prezesem był Komorowski). Już we wcześniejszych odsłonach „esbeckiego gambitu” (operacji wymierzonej w ministra obrony narodowej), można było podziwiać zdumiewającą logikę działań pana prezydenta. Gdy w marcu br. środowisko Andrzeja Dudy skorzystało z przekazu TVN, by nagłośnić „dyscyplinujący” list do Antoniego Macierewicza, okazało się, że na poczesnym miejscu tej korespondencji znajduje się tematyka „zaniepokojenia brakiem obsady ataszatów” w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Bułgarii czy na Ukrainie, a pan prezydent domaga się natychmiastowego „podjęcia stosownych działań w sprawie obsady stanowisk attache”. To zaskakujące, bo właśnie sprawa personelu ataszatów „od zawsze” leżała w centrum zainteresowania b. WSI, a na forum internetowym stowarzyszenia „Sowa” łatwo znaleźć teksty, w których powiela się ataki funkcjonariuszy medialnych na szefa MON i stawia zarzuty usuwania z placówek ludzi związanych z tym środowiskiem. W obronie attache wojskowego w Waszyngtonie, gen. Jarosława Stróżyka (od 1996 w WSI, powołanego na attache 29 kwietnia 2010) wystąpił nawet wybitny znawca obyczajów anglosaskich, M. Dukaczewski. Przez wiele lat, oficerowie WSI zajmowali stanowiska polskich attache na placówkach zagranicznych. Lista 90 oficerów – attache wojskowych, opublikowana na str.35-39 Raportu z Weryfikacji WSI pokazuje skalę zjawiska i dowodzi, że ten obszar znajdował się w wyłącznej dyspozycji „wojskówki”. Kariery J.Bojarskiego, J.Stróżyka i wielu innych kierowanych na ataszaty po roku 2007, świadczą natomiast, że likwidacja WSI nie ukróciła wpływu na obsadę stanowisk. Trudno uznać za przypadkowe, że właśnie w ośrodku propagandy, którego założycielem był współpracownik służb wojskowych PRL i które przez wiele miesięcy nagłaśniało temat obsady ataszatów, pojawił się „dyscyplinujący” list pana prezydenta. Tak, jak trudno uwierzyć, by temat ten na tyle zaprzątał uwagę pana prezydenta, że zdecydował się na listowne pouczenia Antoniego Macierewicza. Panu Dudzie nie przeszkadzało, gdy polskie interesy reprezentowali byli oficerowie z nadania „długiego ramienia Moskwy”. Dopiero ich usunięcie wywołało zainteresowanie i reakcję ośrodka prezydenckiego. Wiele wskazuje, że te same motywacje, sprowadzone do kwestii personalnych, a szerzej – obrony układu stworzonego przez poprzednika, leżą też u podstaw decyzji o odmowie wręczenia nominacji generalskich w dniu 15 sierpnia. Oficjalna argumentacja, przedstawiona przez prezydenta : „trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich” – nie zasługuje na wiarę. Od października ubiegłego roku, Andrzej Duda i jego urzędnicy uczestniczyli w licznych spotkaniach (m.in. w Dowództwie Generalnym RSZ, w Dowództwie Operacyjnym i Sztabie Generalnym Wojska Polskiego), podczas których omawiano zmiany w systemie dowodzenia wojskiem. W listopadzie 2016, szef BBN, Paweł Soloch stwierdził, że „prezydent czeka na rekomendacje trwającego w MON Strategicznego Przeglądu Obronnego”. "Zakładam – dodał Soloch, „że do końca roku będziemy w podstawowych zarysach wiedzieli, jak głęboko będzie ten system zmieniany". Wyjątkowo fałszywie, a wręcz niegodziwie brzmią komunikaty BBN, w których czytamy, że „prezydent oczekuje szybkiego zakończenia prac nad projektem reformy systemu dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi”. Takie żądania, pod adresem ministra Macierewicza formułuje polityk, który przez połowę swojej kadencji nie podjął żadnej inicjatywy ustawodawczej na rzecz obronności i wykazywał rażącą indolencję i ignorancję w kwestiach bezpieczeństwa narodowego. Formułuje zaś, za pośrednictwem „specjalisty od obrony cywilnej i pożarnictwa”, urzędnika, który nie miał czasu sporządzić (po wielokroć zapowiadanego) „przeglądu i audytu szeroko pojętego bezpieczeństwa narodowego” i jak żaden inny zasługuje na miano „mistrza nic nierobienia”. Wiceminister obrony Tomasz Szatkowski przypomniał, że „podczas pracy nad Strategicznym Przeglądem Obronnym komunikacja z BBN była bardzo dobra, zaś przedstawiciele BBN-u brali udział we wszystkich tych częściach SPO, w których chcieli brać udział”, zaś w komunikacie MON z 8.08. br. podkreślono, że „Na prośbę Szefa BBN odbył się cykl spotkań konsultacyjnych z udziałem podsekretarza stanu w MON Tomasza Szatkowskiego, mających na celu wymianę poglądów oraz udzielenie niezbędnych wyjaśnień Szefowi BBN. Dodatkowo w maju br. do konsultacji Prezydenta RP został przesłany przez MON projekt nowelizacji ustawy o urzędzie Ministra Obrony Narodowej oraz niektórych innych ustaw w zakresie reformy SKiD.” Oznacza to, że prezydencki zarzut „braku uzgodnień”, w sprawie systemu dowodzenia wojskiem, jest kiepskim pretekstem do rozpętania nowej awantury. Po co Andrzej Duda próbuje generować kolejny konflikt, który nie tylko trudno uzasadnić, ale nawet go dostrzec? To tym bardziej zaskakujące, że ani prezydent ani szef BBN słowem nie wspominają o realnym problemie - postać kluczowa w procesie podejmowania prezydenckich decyzji o awansach generalskich, dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi gen. bryg. Jarosław Kraszewski, stracił dostęp do informacji niejawnych i (przynajmniej na razie) nie może wykonywać swoich obowiązków. Gdyby odmowa wręczenia nominacji, była motywowana taką przesłanką, świadczyłoby to o małostkowości i mściwości pana prezydenta. Mało to wiarygodne, bo jak trafnie zauważyła premier Szydło – „postępowanie w sprawie gen. Kraszewskiego nie powinno mieć wpływu na procedurę dotyczącą awansów”. Decyzja Andrzeja Dudy ma zatem głębsze i poważniejsze tło. Zostało ono wyraźnie naświetlone w komunikacie MON z dn.8.08.br.: „Kluczowym czynnikiem tych zmian jest ukształtowanie nowej kadry dowódczej. Bez niej wszystkie pozostałe reformy mogą zostać zaprzepaszczone” i powtórzone następnego dnia przez ministra Macierewicza – „jak bardzo potrzebne są nowe kadry generalskie i oficerskie w Wojsku Polskim. Bez nowych kadr nie nastąpi realna zmiana, która jest niezbędna dla rzeczywistego wzmocnienia armii.”
    Dopiero w takim kontekście, decyzja pana prezydenta jawi się jako celne, precyzyjne uderzenie – nie tylko w politykę kadrową szefa MON, który od wielu miesięcy wymienia wyższych oficerów zakorzenionych w „ludowym wojsku”, ale w cały system realnych reform organizacyjnych, personalnych, strategicznych i modernizacyjnych, zapoczątkowanych w armii przez Antoniego Macierewicza. Kluczem do dokonania głębokich zmian, są nowe kadry oficerskie i generalskie. Blokując nominacje, pan prezydent staje się (choćby mimowolnym) rzecznikiem dziesiątków „pokrzywdzonych” oficerów i generałów, którzy niemal każdego dnia wylewają żale w ośrodkach propagandy III RP – dając tym żelazny dowód, że nie tylko nie zasługują na miano oficerów, ale nawet mężczyzn. Słusznie pokomunistyczne lobby, zakorzenione dotąd w polskiej armii, uważa zmiany kadrowe za największe zagrożenie dla swoich interesów. Uzasadnione obawy budzą też dwie wojskowe ustawy: tzw. dezubekizacyjna i degradacyjna, które po rocznej peregrynacji wśród luminarzy „dobrej zmiany”, mają wreszcie szanse na uchwalenie przez Sejm. W połączeniu z obecną polityką kadrową szefa MON, stanowiłby prawdziwy „młot na czerwonych” i pozwoliły skutecznie oczyścić Siły Zbrojne z wpływów „długiego ramienia Moskwy”. Tym pilniejsza staje się potrzeba szybkiego usunięcia Antoniego Macierewicza. To priorytet „esbeckiego gambitu” i akcji propagandowych w ramach wojny hybrydowej. Ten cel został wyraźnie sformułowany przez polityka, który często chwalił Andrzeja Dudę i był też darzony uznaniem przez pana prezydenta. „Tak naprawdę politycznym rozwiązaniem tego konfliktu jest odejście Macierewicza” – oznajmił niedawno Tomasz Siemoniak, autor innej doskonałej rady – „więcej Andrzeja Dudy, mniej Antoniego Macierewicza”. To zrozumiałe, bo na tle realnych osiągnięć „dobrej zmiany” i strategii unikania tematów związanych ze środowiskiem b. WSI, działania szefa MON stanowią poważną „anomalię” i faktycznie zagrażają układowi pokomunistycznemu. Niezależnie, jak bałamutne powody wskazuje dziś prezydent i jego urzędnicy, i jak dalece żurnaliści „wolnych mediów” wtórują kłamstwu o „sporze kompetencyjnym” itp. motywach, reakcje ośrodka prezydenckiego skutecznie paraliżują zmiany w polskiej armii i są wymierzone w osobę szefa MON. W połączeniu z niedawnym wetem ustaw sądowych i (słusznie) przewidywaną blokadą tzw. medialnej ustawy dekoncentracyjnej, stworzy to swoisty „pakiet ochronny” na rzecz zachowania wpływów sukcesorów komuny i – w zgodzie z przeznaczeniem „latarni” - wytyczy kierunek kolejnych ataków.
    Ta sytuacja ma jeszcze jeden, interesujący aspekt.
    Jeśli trafna jest hipoteza, że akuszerami „nowego rozdania” z roku 2015 byli ludzie związani ze środowiskiem WSI, „wybudzenie” pana prezydenta potwierdzałoby też zasadę stosowaną w latach ubiegłych – gwarantem zachowania status quo jest ośrodek prezydencki i jakiekolwiek spory w tym zakresie, będą rozstrzygane na korzyść tego ośrodka. To ważna wskazówka, w przewidywaniu reakcji PiS na prezydenckie kontry. Autor: Aleksander Ścios


    Ps...Szanowny panie Aleksandrze, cóż napisać po takim tekście? Jak skomentować? Gdyby pisał pan pierwszy raz o wybudzeniu śpiocha i celach tego wybudzenia, wielu nie dowierzało, zalecało poczekać, nie wysnuwać zbyt szybkich wniosków. Mimo, że dowodów było aż nadto. Ale my, którzy od lat czerpiemy wiedzę i mądrość z pańskich analiz, wiedzieliśmy, że ma pan rację. Że gra została uruchomiona, kolejne ruchy rozplanowane.Teraz, gdy doszły kolejne argumenty, kolejne prezydenckie czyny i zaniechania, nikt nie powinien i nie może już mieć wątpliwości. Mając pewność co do proweniencji odgrywanego spektaklu, opisał pan stan rzeczy z tak dużym spokojem. A my ze spokojem to czytamy, choć przecież są to fakty porażające i stan rzeczy dla wolnej Rzeczypospolitej, do której zmierzać byśmy chcieli, fatalny. Bardzo proszę o jak najszersze rozpowszechnienie tekstu pana Aleksandra! Żeby jego spokojna, konsekwentnie uargumentowana analiza dotarła do jak najszerszego kręgu osób. Żeby nikt nie mówił, że nie widział, nie wiedział, czytał co innego w "prawicowych mediach"...
    Ten głos jest jak latarnia wśród niespokojnej nocy. Błyszczy jasnym światłem. Uparcie tchnie prawdą. Wygląda na to, że prezydent przeszedł na stronę "dark side of power" (czyli ciemnych mocy) jeśli użyć terminologii znanego filmu. Wiele przemawia za tym, że PO czy WSI mają jakieś "haki" na niego co powoduje, że musi sabotować wysiłki PiS-u i aktualnej administracji.
  • @Talbot
    Reagan Collection Welcome to the new CIA Electronic Reading Room. Be sure to bookmark this site, and note that our former URL will be decommissioned in the near future.

    https://www.cia.gov/library/readingroom/collection/reagan-collection
  • @Husky 10:04:26
    R A P O R T o działaniach żołnierzy i pracowników WSI oraz wojskowych jednostek organizacyjnych realizujących zadania w zakresie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego przed wejściem w życie ustawy z dnia 9 lipca 2003 r. o Wojskowych Służbach Informacyjnych w zakresie określonym w art. 67. ust. 1 pkt 1 – 10 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 r. „Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego” oraz o innych działaniach wykraczających poza sprawy obronności państwa i bezpieczeństwa Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej

    http://www.rodaknet.com/raport_wsi.pdf
  • @Husky 10:04:26
    Od 2 lat rządowe "wolne media" osłaniają prezydenta Andrzeja Dudę parasolem łgarstw i mitów.To im wyborcy PiS będą zawdzięczać zderzenie ze ścianą. Prezydent wymyślił sobie być prezydentem wszystkich Polaków. A zapomniał, że część przyszła z Armią Czerwoną. Niestety uśpiony PAD zaczął swoją misję podtrzymania betonu III RP, WSI wdraża plan obalenia PiS !!! Komorowski doradza Dudzie ws. Macierewicza. Czy trzeba więcej dowodów na haniebne zachowanie Dudy?
  • Autorze wszystko co napisałeś wiąże się z tym o czym poniżej.
    AFERA MARSZAŁKOWA, ANEKS – NIERÓWNA GRA
    „Gdyby afera marszałkowa została rzetelnie wyjaśniona, a jej mechanizmy ujawnione społeczeństwu, zablokowałoby to karierę Bronisława Komorowskiego, udaremniało jego udział w wyborach prezydenckich i oszczędziło Polakom wielu bolesnych doświadczeń i upokorzeń. Odsłonięcie patologicznych relacji już w roku 2008 uchroniłoby nas od niebezpieczeństw wywołanych wpływem Rosji na polskie życie polityczne, zapobiegło obcym knowaniom w ramach konfliktu rząd-prezydent, a w rezultacie o czym jestem przeświadczony, udaremniło pułapkę smoleńską i zamach z 10 kwietnia. Nie trzeba tworzyć alternatywnej historii, by zrozumieć, że do dziś płacimy cenę za zignorowanie tego największego zagrożenia.”
    Cytowany fragment pochodzi z jednego z moich tekstów z roku 2013. Przyznaję, że w tamtym czasie do głowy mi nie przyszło, że po wygranych wyborach parlamentarnych partia pana Kaczyńskiego nie powróci do wyjaśnienia okoliczności afery marszałkowej i nie pokaże Polakom, kim był człowiek sprawujący najwyższy urząd w III RP.
    Choć osiem lat rządów reżimu PO-PSL obfitowało w setki najpoważniejszych występków, nie było w tym czasie sprawy równie ważnej, a zarazem symbolicznej niż afera marszałkowa – „matka” wszystkich afer. Powstały wówczas układ, oparty na patologicznych relacjach służby-politycy-media stworzył fundament dla kolejnych szalbierstw i gier operacyjnych i do dnia dzisiejszego decyduje o kondycji tego państwa i logice wielu procesów publicznych.
    Nie ma potrzeby wracać do szczegółowego opisu sprawy. Na moim blogu, pod hasłami „Komorowski” i „afera marszałkowa” widnieje kilkadziesiąt tekstów poświęconych tematowi. Przypomnę jedynie, że afera marszałkowa była wielowątkową kombinacją operacyjną z udziałem ludzi WSW/WSI, Bronisława Komorowskiego, ABW, prokuratury i ośrodków propagandy, zmierzającą do uzyskania dostępu do tajnego uzupełnienia (Aneksu) z Raportu z Weryfikacji WSI. Gdy okazało się to niemożliwe, podjęto działania służące skompromitowaniu członków Komisji Weryfikacyjnej i sparaliżowaniu prac Komisji oraz akcję odwetową wobec dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Działania te mogły mieć również na celu uprzedzenie ewentualnych zarzutów dotyczących powiązań polityków PO ze środowiskiem byłych WSI i były rodzajem „uderzenia wyprzedzającego”. Chodziło o zdezawuowanie treści zawartych w Aneksie i wytworzenie wokół Komisji Weryfikacyjnej atmosfery podejrzeń o nielegalne działania. Priorytetem kombinacji pozostawała ochrona politycznego „patrona” wojskowych służb - Bronisława Komorowskiego. Są w tej sprawie skandaliczne akcje prokuratury i ludzi ABW, jest wątek funkcjonariuszy ośrodków propagandy, są próby stosowania aresztów wydobywczych, rewizje, zastraszanie i nękanie świadków, są niewyjaśnione zgony. Logikę kombinacji wytyczały słowa B. Komorowskiego ze stycznia 2008 roku – „Muszę zobaczyć aneks przed publikacją”. Padły one w reakcji na wiadomość, że prezydent Lech Kaczyński rozważa publikację Aneksu i ma wątpliwości, czy przed ujawnieniem dokumentu powinien skierować go do marszałków Sejmu i Senatu. Komorowski, o czym w grudniu 2014 roku przypomniał Antonii Macierewicz – „robił wszystko, działał legalnie i nielegalnie, by zapoznać się z tym dokumentem i uniemożliwić jego opublikowanie, bądź go za wszelką cenę zdyskredytować.”
    Można przyjąć za pewnik, że wobec tak silnego imperatywu i wewnętrznego przymusu, lektura Aneksu była pierwszą czynnością, jakiej oddał się B. Komorowski po przeprowadzeniu operacji zajęcia Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś oświadczenie lokatora Belwederu, złożone podczas sądowych zeznań w sprawie afery marszałkowej – „aneks jest wymierzony we mnie”, opiera się na bezpośredniej wiedzy Komorowskiego i znajduje potwierdzenie w treści dokumentu. Wszystko, co wiemy na temat tej ponurej postaci oraz niezwykle dramatyczne okoliczności towarzyszące aferze marszałkowej, muszą prowadzić do konkluzji, że sam zainteresowany, jak i bliskie mu środowisko b. WSI, uważało publikację Aneksu za rzecz wyjątkowo niepożądaną i wręcz groźną dla swoich interesów. W tzw. stanowisku stowarzyszenia „Sowa” do projektu nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, z 28 listopada 2012 roku, można znaleźć opinię ludzi b. WSI na temat „rozwiązania problemu Aneksu”. „Sowa” doradzała dwa scenariusze :
    „Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „A” i zostaje przekazany do archiwum centralnego, np. Archiwum Akt Nowych z zastrzeżeniem, że może być udostępniony po 50 latach, tj. po 2056 roku. Drugie: Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „Bc”, co oznacza, że dokumentacja ma krótkotrwałe znaczenie praktyczne i po pełnym jej wykorzystaniu (co już nastąpiło), jest przekazywana na makulaturę – Aneks zostaje zniszczony”. Na podstawie wiedzy o aferze marszałkowej i wydarzeniach prowadzących do 10 kwietnia 2010 roku, warto postawić pytanie: jeśli po to, by nie doszło do ujawnienia Aneksu, w latach 2007-2008 prowadzono brutalną i bezprawną grę wymierzoną w ustawowy organ państwa – Komisję Weryfikacyjną, podczas której dopuszczono się szeregu poważnych przestępstw, jeśli B. Komorowski nie cofnął się przed atakami na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i usilnie zabiegał o dostęp do tajnego dokumentu, zaś środowisko b. WSI tak wielką wagę przywiązywało do jego zablokowania, a nawet doradzało całkowite zniszczenie, jak należy interpretować stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy wyrażone w słowach – „to nie jest najważniejsza sprawa dla Polaków, mam znacznie poważniejsze sprawy do załatwienia” oraz znamienne słowa prezydenckiego ministra K. Szczerskiego z 2015 roku – „to temat, którego nie ma”? Jest w tym wyraz nonszalancji, niewiedzy i niezrozumienia wagi tematu, czy objaw koniunkturalizmu i zakulisowych ustaleń ze środowiskiem Komorowskiego? Nie wiemy nawet, czy opinia pana Dudy powstała po uważnej lekturze Aneksu, czy też pan prezydent, nie czytając tego dokumentu, wie lepiej, co jest lub nie jest ważne dla Polaków? A skoro pan Duda uważa sprawę Aneksu za mało ważną – dlaczego jego Kancelaria odmawia nawet odpowiedzi na pytanie: czy dokument nadal istnieje i znajduje się w prezydenckim sejfie? Skąd wyborcy pana prezydenta mają wiedzieć, czy jego poprzednik nie „rozwiązał problemu”, w sposób, jaki doradzali mu ludzie b. WSI? Zdaję sobie sprawę, że nie ma dziś tak szokujących ani doniosłych informacji, które mogłyby wstrząsnąć opinią publiczną lub postawić polityków PO przed poważnymi zarzutami.
    Już publikacja Raportu z Weryfikacji WSI dowiodła, że sprawność aparatu propagandy znacząco przewyższa dążenie do prawdy i potrzebę wiedzy na temat otaczającej nas rzeczywistości. Następnego dnia po opublikowaniu 374 stronicowego Raportu, opatrzonego obszernymi aneksami, podano opinii publicznej wyniki tzw. „sondażu”, z którego miało wynikać, że 44,9 proc. Polaków ocenia dokument jako niewiarygodny, 31,2 proc. - za wiarygodny, zaś 18,7 proc.-nie ma zdania na temat dokumentu. Jeśli Bronisław Komorowski, którego nazwisko pojawia się blisko 60 razy na kartach Raportu, nadal był uważany za solidnego polityka, a nawet został wybrany prezydentem III RP, jest w tym dowód skrajnej ignorancji Polaków, ale też prymatu propagandy nad faktami. Niewykluczone, że również publikacja Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI nie wywołałaby większego zainteresowania, niż różne „newsy’ i „sensacje dnia”, jakimi karmi się naszych rodaków. Ujawnienie Aneksu, mogłoby zatem spowodować chwilowe „wzmożenie” uwagi elektoratu i podwyższenie emocji społecznych, ale nie wiązałbym z tym wydarzeniem szczególnych nadziei. Brak woli politycznej wyklucza możliwość wykorzystania takiej okazji do likwidacji wpływów Onych i rozprawy z patologiami magdalenkowego tworu, zaś deficyt wolnych mediów i fatalna kondycja intelektualna środowiska dziennikarskiego, skutecznie blokowałyby próby przekazania Polakom tej wiedzy. Z drugiej strony, działania ludzi WSI i ewidentny lęk B. Komorowskiego przed publikacją tajnego dokumentu, pozwalają przypuszczać, że znajdują się w nim treści, które poważnie mogłyby naruszyć interesy triumwiratu III RP lub wywołać polityczne „trzęsienie ziemi”. W taki kontekście interpretowałbym również zachowania obecnego prezydenta oraz wyjątkowo gorliwe unikanie tematu przez ludzi „dobrej zmiany” i ich media.
    Byłoby więc rozsądne nie brać pod uwagę potencjalnych reakcji społecznych, a tym bardziej, wrzasku propagandystów, lecz skoncentrować się na rzeczywistym znaczeniu Aneksu w kontekście bezpieczeństwa wewnętrznego. Zakładam, że każdy, kto rozumie znaczenie wpływów „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa”(jak onegdaj prof. Zybertowicz określił rolę WSI), będzie też zainteresowany publikacją uzupełnienia do Raportu z Weryfikacji WSI.
    Gdy w latach 2008-2009 opisywałem na blogu aferę marszałkową (ówczesne „niezależne media” używały szalbierczego terminu „afera aneksowa”) i przez kolejne miesiące zadawałem B. Komorowskiemu szereg pytań, publikacje te były "profilaktycznie" cenzurowane na „niezależnym forum blogerskim” - Salon24. Doświadczałem też szczególnych form zainteresowania służb III RP, o których – z oczywistych powodów, nie mogę otwarcie dywagować.
    W całej przestrzeni publicznej nie było wówczas przyzwolenia na niepokojenie polityka PO, ani większego zainteresowania wyjaśnieniem roli Komorowskiego w aferze marszałkowej. Wygrana „necandusa” w tzw. wyborach prezydenckich 2010 roku sprawiła, że nad Komorowskim roztoczono szczelny parasol medialny, temat wyciszono i skazano na zapomnienie. O tej sprawie, podobnie jak o Aneksie i działaniach p.o. prezydenta, nie wolno było głośno mówić ani o nie pytać. Choć B. Komorowski jest dziś (niesłusznie) traktowany niczym niegroźny „emeryt polityczny”, a od dwóch lat doznajemy dobrodziejstw i swobód „dobrej zmiany”, mam nieodparte wrażenie, że nad bohaterem afery marszałkowej i jego sprawkami nadal roztacza się polityczny parasol ochronny, zaś temat Aneksu należy do ścisłego tabu. Jeśli wtedy i dziś nie można pytać o tę aferę ani domagać się publikacji Aneksu, jeśli Pałac Prezydencki nadal ignoruje kwestie niewygodne dla Andrzeja Dudy – gdzie przebiega granica owej „dobrej zmiany” i na czym w istocie polega? Nie tylko nie dopuszcza się do publicznej dyskusji nad kluczowym dla naszego bezpieczeństwa dokumentem, ale nikt nie odważy się pytać pana prezydenta o powody ukrywania Aneksu, bądź nalegać na polityków partii rządzącej w sprawie wyjaśnienia afery marszałkowej i prześwietlenia działań Komorowskiego w latach 2008 -2015. Partyjni cmokierzy i pospolici głupcy, mogą wzruszać ramionami na wagę takiej tematyki, ale już próba postawienia rzeczowych pytań obnaża absurdalność tak nierozumnej postawy. Można bowiem zapytać: kto i jakimi metodami zbadał, czy afera marszałkowa i zawiązany wówczas sojusz rosyjskiej agentury ze służbami III RP, miał, czy też nie miał wpływu na działania zmierzające do zastawienia pułapki smoleńskiej i doprowadzeniem do śmierci 96 Polaków, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Czy w latach poprzedzających Smoleńsk, mogło dojść do równie spektakularnej aktywności ludzi b.WSI (w tym powołania jawnej reprezentacji ) oraz reaktywacji ich wpływów, gdyby B. Komorowski poniósł odpowiedzialność za udział w aferze marszałkowej i nie mógł kandydować na stanowisko prezydenta?
    Czy bez przeprowadzenia śledztwa w sprawie układu ludzi WSI z politykami PO-PSL oraz ustalenia, jakie konsekwencje wynikały z tych patologicznych relacji, możliwa jest rozprawa z ową „obcą agenturą”, o której Jarosław Kaczyński informował Polaków podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej? Jak to możliwe, że ten arcyważny temat, w którym ogniskują się interesy rosyjskiej agentury i ponure tajemnice następcy Lecha Kaczyńskiego, nie jest dziś przedmiotem zainteresowania polityków Prawa i Sprawiedliwości, nie znajduje miejsca w publikacjach „wolnych mediów” i został skazany na kolejną kadencję milczenia? Dlaczego właśnie B. Komorowski i środowisko b. WSI wyjęci są spod jakichkolwiek działań organów tego państwa, nie toczą się w ich sprawach żadne postępowania, zaś inicjatywy ustawowe związane z tym środowiskiem zostały wycofane przez prezesa PiS? Powstała dziś sytuacja, należy do wyjątkowo groźnych. Można zakładać, że życzenie Komorowskiego – „muszę zobaczyć aneks przed publikacją”, zostało spełnione. Wbrew woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego i na przekór intencjom, z jakimi został sporządzony Aneks. Uważam za wielce prawdopodobne, że były lokator Belwederu oraz ludzie z bliskiego mu środowiska WSI posiadają nie tylko informacje na temat zawartości tajnego dokumentu, ale wiedzą, co naprawdę wydarzyło się w dniu 10 kwietnia 2010 roku. Tej wiedzy nie mają Polacy, a dzięki postawie prezydenta Dudy, nie mają też szans poznania treści Aneksu do Raportu WSI ani zrozumienia czego tak bardzo bał się Komorowski i jego przyjaciele? Tworzy to niebezpieczną dysproporcję, w której tylko jedna strona dysponuje cenną wiedzą, ale też, dostatecznym materiałem, dla prowadzenia dowolnych gier i kombinacji operacyjnych. W kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej oraz aktywności wewnętrznej agentury, nie mamy żadnej pewności, czy właśnie ta wiedza nie buduje uprzywilejowanej pozycji naszych największych wrogów. Kolejna odsłona gry „taśmami Sowy”, za którą najprawdopodobniej stoi środowisko byłej wojskówki, jest wyraźnym sygnałem, że nie zakończono jeszcze procesu „formatowania” układu rządzącego, ale też dowodzi dużej swobody działania środowiska b. WSI. Utrzymywanie stanu tak poważnej dysproporcji, zawsze będzie korzystne dla tych, którzy więcej wiedzą i mogą. Dlatego na ukrywaniu Aneksu i milczeniu wokół afery marszałkowej, wygrywa tylko Komorowski i ludzie w brązowych butach. Jeśli wyborcy PiS godzą się na grę o tak nierównych szansach i nie mają odwagi upomnieć o swoje bezpieczeństwo, wynik tej rozgrywki został już rozstrzygnięty.

    Ps...Nie wiem, dlaczego Lech Kaczyński nie opublikował Aneksu i mogę się jedynie domyślać prawdziwych przyczyn. Z pewnością, przeszkodą stało się orzeczenie TK z 28 czerwca 2008 roku, w którym znalazło się następujące zalecenie: "Organy władzy publicznej powinny wstrzymać się z podawaniem do publicznej wiadomości pełnej wersji uzupełnień raportu Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej bez uprzedniej anonimizacji danych osób objętych raportem. Uzupełnienia do raportu mogą zostać podane do publicznej wiadomości bez takiej anonimizacji dopiero po zapewnieniu osobom zainteresowanym odpowiednich gwarancji proceduralnych”. Mogę również przypuszczać, że na decyzji prezydenta Kaczyńskiego zaważyły opinie prezydenckich doradców i prawników. Późniejsze zachowania niektórych współpracowników z Kancelarii Prezydenta, byłyby istotną wskazówką w zakresie motywacji. Nie wykluczam także, że brano pod uwagę tzw. względy wizerunkowe i wobec szalejącej wówczas kampanii nienawiści do Lecha Kaczyńskiego, zdecydowano o zaniechaniu publikacji. Nie sądzę jednak, by te okoliczności miały dziś jakiekolwiek znaczenie lub mogły usprawiedliwiać postawę Andrzeja Dudy. Obecna sytuacja jest zdecydowanie inna, niż w latach 2007-2008. Pełnię władzy - w tym zarząd nad publicznymi mediami, sprawuje dziś PiS. Nie ma również żadnej "nagonki" na prezydenta ani konfliktu na linii rząd-prezydent. Poparcie dla ujawnienia Aneksu byłoby też zdecydowanie większe niż oczekiwania związane z publikacją Raportu z Weryfikacji WSI. Przypomnę też ubiegłoroczną wypowiedź Sławomira Cenckiewicza: "Aneks jest dostosowany do reguł, które prezydentowi narzucił Trybunał Konstytucyjny”. Chodzi o wymóg anonimizacji danych osób objętych raportem. Oznacza to, że nie ma żadnych formalnych przeszkód.
    Autor: Aleksander Ścios

    Ps..Swoją drogą, bracia Kaczyńscy nie zawsze potrafili dobrać sobie odpowiednich współpracowników. Gotowy do publikacji Aneks, spełniający wymagania TK, po dwóch latach urzędowania "naszego prezydenta" pozostaje nadal w obszarze baśni o żelaznym wilku, czyli w tzw. strefie hakowej. A ja jeszcze dziś mam w uszach wielokrotnie powtarzane, gromkie okrzyki kampanijne kandydata Andrzeja Dudy: "JESTEM CZŁOWIEKIEM NIEZŁOMNYM!" - i wiele podobnych, pustych, jak się okazało, zapewnień. Przytomni, pamiętający umiarkowanie waleczną postawę obecnego prezydenta bezpośrednio po zamachu 10.04.2010, i jego bezbarwne, zająkliwe zeznania przed Komisją Smoleńską, pamiętają też, że waleczności starczyło mu na żółty pasek w TVN oraz urzędnika Czaplę, ale na wieść o telefonie iz Maskwy - od SAMEGO Miedwiediewa (!) nic z niej nie zostało. Dzisiaj ten tchórzliwy, bezbarwny człowiek uzurpuje sobie, w planowanej na 2019 Konstytucji, nieograniczone zwierzchnictwo nad armią (także w czasie pokoju) pozbawiając tym samym prerogatyw ministra Obrony Narodowej. Wódz, który kapituluje na telefoniczne polecenie z Moskwy, miałby stanąć na czele odrodzonego Wojska Polskiego? W najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że osławiony "KOMPUTER" prezesa Kaczyńskiego wygotuje nam podobny pasztet. Widać i on, zaprogramowany na przestrzeganie OMERTY OKRĄGŁEGO STOŁU, dodatkowo pomny losu śp. Lecha Kaczyńskiego, uległ nieodpartej argumentacji oficyjerów WSI. Którzy lubią od czasu do czasu przypomnieć, że z ponad 1900 godzin "taśm Sowy" ujawniono zaledwie kilka procent...Polecam Państwu wywiad ze Sławomirem Cenckiewiczem opublikowany przez dzieje.pl

    http://dzieje.pl/aktualnosci/slawomir-cenckiewicz-w-polsce-antykomunizm-jest-sierota
    Zaczyna się tak:
    "W Polsce antykomunizm jest sierotą, dobrze pokazuje to sytuacja wokół tzw. zbioru zastrzeżonego i honorowania 1. Armii Wojska Polskiego m.in. przez prezydenta Andrzeja Dudę." Jak widać, nie tylko pan prezydent ukrywający (wbrew prawu) Aneks, ale i "odnowione służby" swoje ustawowe zobowiązania dotyczące odtajniania "urobku" komuny traktują z zadziwiającą nonszalancją; tak, jakby ich ustawy nie zobowiązywały. Przypominałem już kilkakrotnie, że w czasie kadencji B. Komorowskiego, ówczesna opozycja z PiS podnosiła zarzut, iż niepublikowanie Aneksu jest sprzeczne z ustawą z dnia 9 czerwca 2006 r. „Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego”.
    Ustawa ta mówi:
    „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, po zasięgnięciu opinii Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Marszałka Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, podaje Raport do publicznej wiadomości w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”. Postanowienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o podaniu Raportu do publicznej wiadomości jest równoznaczne ze zniesieniem klauzuli tajności w rozumieniu art. 21 ust. 1 i 3 ustawy z dnia 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych.”
    Oznacza to że Raport oraz uzupełnienia (aneksy) do niego muszą być publikowane przez Prezydenta RP. Przepis ten nie zawiera trybu warunkowego lecz nakłada na prezydenta obowiązek publikacji tego typu materiałów i wręcz wymusza ich ujawnienie.
    Rzeczą niezwykle znamienną jest fakt, że dziś nikt nie stawia prezydentowi tego rodzaju zarzutu. To, że nie czynią go rządowi propagandyści, jest oczywiste. Znacznie ważniejsze jednak, że nie robi tego również zbieranina, zwana „opozycją” – tak rzekomo wyczulona na przypadki łamania prawa przez polityków PiS.
    To jeszcze jedna przesłanka pozwalająca stawiać hipotezę o istnieniu zakulisowych ustaleń w kwestii Aneksu i odpowiedzialności B.Komorowskiego.
    Ten człowiek jest dziś pewny swojej bezkarności, a znakiem rzeczywistych relacji Komorowskiego z Dudą, winny być sceny z wizyty ówczesnego prezydenta-elekta w Pałacu Prezydenckim.

    Dziękuję za link do świetnego wywiadu z panem Cenckiewiczem. Jest tam wiele stwierdzeń, z którymi się identyfikuję, ale szczególnie blisko brzmi dla mnie ta deklaracja:
    „Jest dla mnie – antykomunisty – dyskomfortem, że po blisko 30 latach od formalnego upadku komuny próbuje się wymusić na mnie de facto akceptację urobku komunistycznych tajnych służb, które – ZAWSZE – w porozumieniu z KGB dokonywały kradzieży technologii na Zachodzie! Mam opór by to dzisiaj sankcjonować.”

    Cenckiewicz jest bodaj jedynym człowiekiem, który w tak trafny sposób potrafi ocenić „urobek komunistycznych tajnych służb”.
    Rzecz sprowadza się do konkluzji, którą starałem się też wykazać w książce „Bezpieka - O mitologii służb specjalnych PRL” – to nigdy nie były polskie służby, zaś ludzie w nich służący nie mieli nic wspólnego z ochroną państwa i społeczeństwa polskiego. Od początku do końca były to służby sowieckie, służące wyłącznie interesom okupanta, zaś ich funkcjonariusze nie mają pojęcia o pracy dla Polski i bezpieczeństwa narodowego.
    Dlatego zatrudnianie jakiegokolwiek „fachowca” – esbeka lub czynienie z nich jakichś „ekspertów”, (jak z pewnym płk. Wrońskim robią rządowe „wolne media”) jest wyjątkowym draństwem i kpiną z Polaków.
    Ponieważ tej prawdy nie chcą przyjmować „elity” III RP, jesteśmy skazani na skandaliczny spektakl związany z ujawnieniem tzw. zbioru zastrzeżonego.
    Ludziom PiS do głowy nie przyjdzie, że nie ma takich „tajemnic” ani „zdobyczy” owych służb sowieckich, których państwo polskie powinno strzec lub chronić. Jeśli to robi – a wiemy, że takie zakusy mają nawet szefowie służb wojskowych, świadczy to nie tylko o rażącej ignorancji historycznej, ale intencji ochrony okupacyjnej spuścizny. Cenckiewicz powiedział również i to, że – „W Polsce antykomunizm jest sierotą” i bardzo trafnie scharakteryzował kondycję partii odwołującej się do tradycji tej „utraconej broni”. Powiedziałbym więcej: w III RP nie ma antykomunizmu ani antykomunistów, a ci, którzy wycierają sobie gęby tą polską tradycją, nie wiedzą co czynią lub kpią z antykomunizmu II Rzeczpospolitej. Naszym rodakom wmówiono nie tylko „śmierć’ komunizmu ( co czyni postawę antykomunistyczną zbędną i anachroniczną) ale kłamstwo jeszcze gorsze – że państwo powstałe na fundamencie PRL-u i związane z nim tysiącami relacji, państwo czerpiące z sukcesji czasu okupacji i zaprzaństwa, może być wolną i demokratyczną Rzeczpospolitą. To ordynarne kłamstwo utrwala dziś pan Kaczyński i jego partyjni koledzy. Gdy Cenckiewicz wspomina o wycofanym projekcie nowelizacji ustawy o uposażeniu emerytalnym żołnierzy, trzeba podkreślić, że nie wycofały go mityczne "krasnale", ale zrobił to prezes PiS.

    Dlatego nasi rodacy odrzucają dychotomię My-Oni, nie chcą słyszeć o fałszu, jakim karmią ich politycy i tzw. intelektualiści i chętnie uciekają przed odpowiedzialnością za zbudowanie wolnej Polski.
    Cenckiewicz trafnie nawiązał do antykomunizmu Józefa Mackiewicza, bo postawa tego pisarza najpełniej wyraża myśl całkowicie obcą współczesnym Polakom:
    „My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! Nie możemy im dawać forów, nie możemy stwarzać takich warunków walki, które z góry przesądzają na naszą niekorzyść. Musimy zastosować ten sam żelazno-konsekwentny system. A tym bardziej posiadamy ku temu prawo, ponieważ jesteśmy nie stroną zaczepną, a obronną!” Nawiązując do słów Mackiewicza - w artykule prof. Cenckiewicza znamienne, moim zdaniem, niezwykle pesymistyczne stwierdzenie:

    "Nie ma u nas integralnej partii antykomunistycznej, która nazwałaby przeszłość tak jak ona na to zasługuje i wyciągnęła z tego wnioski. Są owszem partie mniej lub bardziej antykomunistyczne, ale jednej, w ścisłym sensie antykomunistycznej, w duchu Józefa Mackiewicza, po prostu nie ma i już nie będzie." Nie ma i już nie będzie...
  • @Husky 10:04:26
    To, że nie wiemy nawet, czy Aneks nadal istnieje, jest najbardziej kuriozalne, ale też niezwykle groźne. Przed dwoma laty Stowarzyszenie Blogmedia24 pl. wysłało do Kancelarii Prezydenta wniosek o udzielenie informacji publicznej w tej sprawie. Tu znajduje się całość korespondencji z urzędnikiem pana prezydenta, A.Dorszem, obecnym w KP od czasów Jaruzelskiego:

    http://www.blogmedia24.pl/node/35213#comment-346230
    Mimo dwukrotnych wystąpień, KP nie udzieliła jednoznacznej odpowiedzi na pytanie-"czy ten aneks jest w dyspozycji prawowitego dysponenta, jakim jest prezydent?", a tym bardziej nie odpowiedziała na drugą kwestię - "czy prezydent Andrzej Duda zdecyduje się na jego publikację – jak nakazuje ustawa z 14 grudnia 2006 r.?" Nie udzielił jej też żaden z urzędników A.Dudy, przy czym na uwagę zasługuje jedna z wypowiedzi P.Solocha. Pytany w sierpniu 2015 roku - "Czy aneks owiany pewną aurą tajemniczości, pozostawiony w spadku po Bronisławie Komorowskim, jest tam, gdzie być powinien?" - Soloch odparł:

    "Według informacji, które dostałem formalnie z archiwum – w kancelarii tajnej nie ma aneksu, o który panowie pytają. Nie ma go na terenie Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Poinformowałem o tym prezydenta i to wszystko, co w tej sprawie mogę na tę chwilę powiedzieć." Tyle tylko, że Aneks nie mógł znajdować się w archiwum BBN, bo jego miejsce jest w tajnym sejfie pana prezydenta. Po co więc zapewniać, że dokumentu nie ma w BBN? Przypomnę również, że w styczniu 2016 prokuratura zwróciła się do A.Dudy z prośbą o przekazanie kopii Aneksu. Miało to związek ze śledztwem dotyczącym dezinformacji rozpowszechnianych przez tyg."Wprost" w 2014 r. Prezydent Duda, podobnie, jak rok wcześniej zrobił to Komorowski, odmówił udostępnienia kopii dokumentu. Co to oznacza? Można z całą stanowczością stwierdzić, że poprzez odmowę udzielenia odpowiedzi na pytanie - czy Aneks w ogóle istnieje, pan Andrzej Duda nie tylko "kryje" potencjalne przestępstwo popełnione przez B.Komorowskiego, ale bierze na siebie pełną odpowiedzialność polityczną i karną. Jeśli bowiem Komorowski posłuchał "dobrych rad" swoich przyjaciół z WSI i Aneks został zniszczony, zaś obecny prezydent zataił przed Polakami ten fakt - ponosi odpowiedzialność na równi ze sprawcą tego czynu. Ponieważ upłynęły dwa lata odkąd ta kwestia nie została jednoznacznie wyjaśniona i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić, można uznać za wielce prawdopodobne, że tajny dokument został zniszczony za czasów B.Komorowskiego. Pytanie, którego nie zada sobie żaden z wyznawców A.Dudy brzmi: w czyim interesie pan prezydent ukrywałby tak istotny fakt, kogo przez to chronił i dlaczego? Taka okoliczność byłaby wręcz koronnym dowodem, że przed wyborczymi hucpami z roku 2015 doszło do zakulisowych ustaleń między rzeczywistym decydentem - środowiskiem B.Komorowskiego, a ludźmi "dobrej zmiany".

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY