Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
429 postów 4696 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

PRZECIWKO MITOLOGOM "GEOREALIZMU"

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W jakim zakłamaniu musi żyć społeczeństwo, które bez cienia refleksji przyjmuje werbalne deklaracje takich polityków, karmi się pustą symboliką i emocjonalnym pseudo patriotyzmem?

 

 

Wyhodowanie rzeszy „georealistów” jest największym, historycznym osiągnięciem komunizmu i jego sukcesorów. Na koncepcjach „georealizmu” zbudowano ład pojałtański, w którym okupacji sowieckiej nadano cechy pseudo-państwowości PRL, a gdy ta formuła zniewolenia okazała się zbyt anachroniczna, przekształcono ją w „państwo socjalistyczne nowego typy”, nazwane III RP.
„Georealizm” - to gatunek nienowy, wywodzący swoje korzenie z postaw targowiczan i tych XVIII –wiecznych „pragmatyków”, którzy wyborem „mniejszego zła” i poddaniem Polski Katarzynie II, zamierzali uniknąć agresji ze strony pruskiego monarchy.
Podstawowy dogmat „georealizmu” - jakoby Polska mogła być prorosyjska lub proniemiecka, albo nie istnieć w ogóle, doskonale oddaje fragment „Aktu założycielskiego konfederacji targowickiej”, w którym napisano:
A że Rzczplta pobita i w rękach swych ciemiężycielów moc całą mająca, własnymi z niewoli dźwignąć się nie może siłami, nic jej innego nie zostaje, tylko uciec się z ufnością do Wielkiej Katarzyny, która narodowi sąsiedzkiemu, przyjaznemu i sprzymierzonemu, z taką sławą i sprawiedliwością panuje, zabezpieczając się tak na wspaniałości tej wielkiej monarchini, jako i na traktatach, które ją z Rzczpltą wiążą.”
Współczesny  „georealizm” wynikał z akceptacji powojennego porządku i przyjęcia tezy, jakoby dominacja sowiecka miała być nieuniknionym efektem „historycznych uwarunkowań”, Polska zaś, miała stanowić przedmiot w grze światowych mocarstw. Komunistyczna agentura chętnie używała tego sofizmatu i wykorzystując pamięć o tragicznych doświadczeniach wojennych, przedstawiała sowiecką hegemonię jako „lepszą alternatywę”.
Przez półwiecze okupacji przekonywano Polaków, że Rosja jest gwarantem pseudo-państwowości PRL, a jej polityczna i militarna obecność wytycza granicę nieprzekraczalną dla naszych aspiracji. Zaszczepiany przez dziesięciolecia lęk przez Sowietami miał tłumić dążenia niepodległościowe i sprawić, że wszelkie koncepcje istnienia Niepodległej będą musiały uwzględniać interes rosyjski. Jednocześnie, „georealistyczni” namiestnicy PRL ze straszaka wojny z Rosją uczynili podstawowy element indoktrynacji społeczeństwa i główny wektor działań politycznych.
Mitologia „georealizmu” wywodziła, że z uwagi na nasze położenie geograficzne, jesteśmy „skazani” na budowanie dobrych relacji z sąsiadami, przy czym relacje te należy traktować dwutorowo i alternatywnie – jako opcję wschodnią lub prozachodnią.
Znakiem sukcesji komunistycznej III RP, było przyjęcie koncepcji, jakoby kultywowanie „przyjacielskich stosunków” z Niemcami, miało wyrażać prozachodnie i proeuropejskie aspiracje Polaków i w tym zakresie znacząco różniło się od kursu promoskiewskiego. Wykorzystano tu naturalne dążenia Polaków do odbudowy więzi ze światem Zachodu.
Postulat "integracji europejskiej" (przyjęty na początku III RP jako dogmat polityki zagranicznej), został skutecznie obciążony koncepcją zbliżenia z Niemcami, do czego przyczyniła się, nie tylko działalność agentów Stasi i KGB, oddelegowanych na "odcinek pojednania", ale wspólna rosyjsko-niemiecka gra, obliczona na zachowanie Polski w strefie obcych wpływów i uczynienia z naszego kraju obszaru eksploatacji ekonomicznej. Po upadku muru berlińskiego i zjednoczeniu państw niemieckich, wsparcia dla polskich dążeń upatrywano głównie ze strony Republiki Federalnej Niemiec, a do dziś Niemcy są uważani za głównych "akuszerów" naszego akcesu do UE i NATO.
To znamienne, że szereg zapisów „Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z roku 1991, można odczytać w kontekście tej samej wizji, jaka towarzyszyła targowiczanom -„georealistom”:
Rzeczpospolita Polska i Republika Federalna Niemiec (…) są głęboko przekonane, że urzeczywistniając żywione od dawna przez ich Narody pragnienie porozumienia i pojednania, wnoszą ważki wkład w zachowanie pokoju w Europie,(…) pomne niepowtarzalnego wkładu Narodów polskiego i niemieckiego do wspólnego europejskiego dziedzictwa kulturowego oraz wielowiekowego wzajemnego wzbogacania się kultur obu Narodów, jak również znaczenia wymiany kulturalnej dla wzajemnego zrozumienia i pojednania narodów”.
Ten poprawny geograficznie i fałszywy politycznie kierunek, stworzył trwałe, historyczne kajdany i od wielu dziesięcioleci oddala nas od perspektywy obalenia porządku pojałtańskiego.
Bo jeśli nie współpraca z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie zbliżenie z Berlinem, to moskiewski jasyr.
Mitologia "georealizmu" sprawiła, że od momentu powstania III RP, funkcjonuje tylko jeden i jedynie słuszny model państwowości, oparty na przeświadczeniu, że warunkiem istnienia państwa polskiego są "dobrosąsiedzkie" stosunki z Rosją i Niemcami oraz ciągłe "pogłębianie procesu integracji europejskiej”. Model ten, doprowadził nie tylko do konserwacji silnych wpływów okupanta rosyjskiego, ale na niespotykaną skalę utworzył i zabezpieczył wpływy niemieckie, głównie w obszarze ekonomii i mediów.
„Georealizm” elit politycznych III RP eksploatują zatem dwa państwa, którym Polska i świat zawdzięczają najokrutniejszą w dziejach wojnę i śmierć milionów istnień. Wbrew racjom historycznym, politycznym i moralnym, to one dyktują warunki ładu europejskiegoi decydują o kierunkach polskiej polityki.
Nazywam ten model mitologią, bo w sposób niedorzeczny odrzuca doświadczenia historyczne i przeczy elementarnej wiedzy o świecie współczesnym. Nikt bardziej od Polaków nie powinien wiedzieć, że Moskwa i Berlin zawsze pozostaną wrogami polskości i Niepodległej Rzeczpospolitej. Dążeniem tych państw jest ustanowienie na Wiśle granicy rosyjsko-niemieckiej i wymazanie Polski z mapy świata. To, czego głośno nie sformułuje żaden polityk niemiecki, jest od lat realizowane na mocy sojuszu Merkel-Putin i tworzy skuteczną barierę dla naszych narodowych dążeń.
Wytyczając fałszywe reguły i traktując Rosję i Niemcy, jako dwie przeciwstawne siły, III RP nie może realizować polskiej racji stanu ani prowadzić racjonalnej polityki zagranicznej. Nie potrafi tego również obecny rząd, w którym wyznawcy „georealizmu”, motywowani nadto mitologią demokracji,  zajmują pozycję dominującą.
Tak dalece sfałszowano pogląd na sprawy polskie, że ci sami politycy, którzy „rusofobię” i „antyniemieckość” uznają za polityczne tabu, deklarują dziś przywiązanie do tradycji całkowicie obcych dogmatyce „georealizmu” i przyznają do dziedzictwa, z którym nie mają nic wspólnego.
Powstanie Warszawskie czy walka Żołnierzy Niezłomnych, symbolizują bowiem postawy diametralnie różne i wyrastają z zasad, jakimi kierowała się myśl polityczna II Rzeczpospolitej. Zarówno Niemcy, jak Rosja stanowiły dla niej śmiertelne zagrożenie, były traktowane symetrycznie i z równą obawą.
Powstańcy warszawscy chwycili za broń, bo perspektywa zamiany okupacji niemieckiej na sowiecką, nie tylko przekreślała szanse budowania wolnej państwowości, ale niosła dla Polaków kolejne lata terroru i zniewolenia. Jeśli sukcesorzy komuny ,wespół z wyznawcami  „georealizmu” bełkoczą dziś o „katastrofie” i „szaleństwie” czynu powstańczego, jest w tym wyraz wyobcowania z polskości, ale też objaw kompletnego niezrozumienia tradycji II Rzeczpospolitej.    
Żołnierze Niezłomni musieli kontynuować walkę zbrojną, bo w antyludzkim komunizmie, niesionym przez ruskie tanki i agentów Moskwy, trafnie dostrzegali „starszego brata” niemieckiego hitleryzmu i na równi oceniali intencje obu agresorów.
Esesman, enkawudzista, moskiewski agitator czy polskojęzyczny ubek – byli wrogami tej samej kategorii, delegatami obcej, antypolskiej zgrai, z którą należało walczyć na śmierć i życie, lub ulegając jej – stać się niewolnikiem.
Ci ludzie nie tłumaczyli sobie, że z kolaboracji ze złem wychodzi się zwycięsko lub idąc z nim na ustępstwa, można ocalić dobro. Nie szukali „porozumienia” i „dróg kompromisu”, bo każda droga prowadziła do upadku i zaprzaństwa.
Nie próbowali odnajdywać „zgody budującej”, bo mieli świadomość, że ze śmiertelnym wrogiem rozmawia się tylko z pozycji siły.
Ich realizm wynikał z doświadczeń okresu rozbiorów, znajdował korzenie w walce Legionów Piłsudskiego i wojnie 1920 roku, czerpał z tragedii 17 września i pamięci o Zbrodni Katyńskiej.
 
Jest coś niewiarygodnie podłego w głoszeniu poglądu, jakoby III RP - bezpośrednia sukcesja PRL-u, zbudowana na pakcie esbeków z ich agenturą, w której zdrajcy i Obcy zachowali wszelkie przywileje, miała urzeczywistniać Wolną i Niepodległą, o którą walczyli Powstańcy Warszawy i Żołnierze Niezłomni.
To łgarstwo ma w sobie głębokie znamię niewolnictwa i przeczy wartościom, na jakich zbudowano II Rzeczpospolitą.
W istocie, „georealizm” polityków III RP polega na myśleniu dostosowawczym oraz na akceptacji ambicji rosyjskich i niemieckich. Prawdziwy realizm, wykuty na miarę naszej niepodległości, musiałby prowadzić do zanegowania i odrzucenia wszystkiego, co związane z ambicjami naszych wrogów.
Tam, gdzie II Rzeczpospolita odrzucała postawy klientelistyczne i wszelkimi metodami zwalczała ingerencję "czynników zewnętrznych", elity III RP preferują dogmat "integracji europejskiej" i próbują zabiegać o "wspólnotę interesów". Tam, gdzie politycy Polski międzywojennej wyznawali zasadę ograniczonego zaufania i trzeźwo oceniali gwarancje sojusznicze, III RP opiera bezpieczeństwo na papierowych klauzulach i daje wiarę "dobrej woli" naszych odwiecznych wrogów.
Nie pojmuję – jak wyznawcy kłamstwa o „upadku komunizmu”, kustosze czasów okupacji sowieckiej, czciciele „integracji europejskiej”, „gwarancji NATO” i  „dobrosąsiedzkich” relacji z Rosją i Niemcami, mogą przypisywać sobie wspólnotę z żołnierzami Powstania Warszawskiego i Niezłomnymi obrońcami polskości?
Co wspólnego z tą tradycją mają ludzie odrzucający żelazną dychotomię My-Oni, piewcy „kompromisów” i „porozumień ponad podziałami” ?
W jakim zakłamaniu musi żyć społeczeństwo, które bez cienia refleksji przyjmuje werbalne deklaracje takich polityków, karmi się pustą symboliką i emocjonalnym pseudo patriotyzmem?
 
 

KOMENTARZE

  • 5*!
    Aleksander Ścios... i wszystko jasne. Jak zawsze świetnie.

    Jakieś palanty wymachują pałami?

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • @wiedzajestwksiążkach 19:20:27
    "Jakieś palanty wymachują pałami?"

    W tekście jest zbyt wiele odniesień do Sowietów, Nazistów i Targowicy - poprawność polityczna zadziałała?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY