Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
455 postów 4800 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Dlaczego Polacy dają się tak łatwo manipulować?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nowy Jork: Marian Jurczyk – spotkanie z Polonią (19.II.2005)

 

 

Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Przypomniałem to popularne przysłowie w kontekście osoby Mariana Jurczyka, jednej z ważniejszych i odważniejszych postaci szczecińskiego ruchu związkowego na długo zanim powstała Solidarność. W 1980 przewodniczy Komitetowi Strajkowemu w szczecińskiej stoczni, później Międzyzakładowemu KS. Prowadził negocjacje z delegacją rządową, sygnatariusz szczecińskich Porozumień Sierpniowych. KOR obstawił Gdańsk. Na Szczecin i Jastrzębie nie zwracali uwagi. Zapewne dlatego też, aczkolwiek w Szczecinie dogadano się wcześniej, to na efekty propagandowe czekaliśmy na głos z Gdańska. Ważnym było co wniosą do postulatów związkowców doradcy i eksperci pod przewodnictwem Tadeusza Mazowieckiego, z udziałem Bronisława Geremka, Bohdana Cywińskiego, Tadeusza Kowalika, Waldemara Kuczyńskiego i Andrzeja Wielowieyskiego i innych. Marian Jurczyk był kontrkandydatem Wałęsy w wyborach na przewodniczącego „S”. Założył związek zawodowy „Solidarność 80”, którym kierował przez blisko dziesięć lat. Więcej o Marianie Jurczyku w Encyklopedii Solidarności. Poniżej wystąpienie ówczesnego prezydenta Szczecina na spotkaniu z Polonią w Nowym Jorku w lutym 2005 roku i komentarz Henryka Pawelca „Dlaczego Polacy dają się tak łatwo manipulować?” napisany po wizycie. Myślę, że po przeczytaniu obu tekstów, szczególnie tym co mają problemy z eliminacją dziennikarskiej sieczki, łatwiej będzie zrozumieć dlaczego agentura u władzy zrobiła z Jurczyka agenta. Dlaczego po dzień dzisiejszy nie dobrano się do skóry reformatorom pookrągłostołowym i fachowcom od złodziejskiej prywatyzacji Polski. Dlaczego Bufetowa patronując wyprzedaży stołecznych kamienic gra na nosie skrzywdzonym warszawiakom w rytmie nasze kamienice a wasze ulice.  wg/PCO

 

 

     *     *      *

 

Na zdjęciu archiwalnym z sierpnia 1980 r. Marian Jurczyk (C) przemawia podczas rozmów komisji rządowej ze strajkującymi w Szczecinie. Marian Jurczyk, jeden z czołowych działaczy opozycji w PRL, sygnatariusz szczecińskich Porozumień Sierpniowych i były prezydent Szczecina. Zmarł, 30 grudnia 2014r. Miał 79 lat. Fot. Jerzy Undro / PAP

W dniu 19 lutego 2005, w Sali Centrum Polsko-Slowianskiego, odbylo sie
interesujace spotkanie z legenda solidarnosci, obecnie prezydentem
miasta Szczecina, Marianem Jurczykiem. Tematem spotkania byla sytuacja
spoleczno-polityczna w Polsce. Spotkanie cieszylo sie duzym
zainteresowaniem. Obecnych na sali bylo okolo 300 osob. Wystapienie
Prezydenta, Pana Mariana Jurczyka, zostalo przyjete burzliwymi
oklaskami, wreczeniem mu kwiatow i odspiewaniem „sto lat”.

Po spotkaniu Pan Marian Jurczyk nie ukrywal swojego wzruszenia z tak
spontanicznego przyjecia przez Polonie nowojorska, ktorej – jak
powiedzial – „nigdy nie zapomne za tak gorace przyjecie”. Nie spodziewal
sie tego – po latach ostrej nagonki na jego osobe przez polsko-jezyczne
krajowe media. Pozytywnie wyrazil sie tez o prowadzonej dyskusji przez
Polonusow nowojorskich i wysoko ocenil ich swiadomosc
spoleczno-polityczna. Jak powiedzial: „dodaliscie mi sil do dalszej
dzialalnosci”.

Referat ten zostal wygloszony przez Mariana Jurczyka (prezydenta Miasta Szczecina), na spotkaniu z Polonia nowojorska w dniu 19.II. 2005 r. w Sali Centrum Polsko-Slowianskiego.

 

Marian Jurczyk.

 

Szanowni Państwo!

 

Przybywam do Was z Polski, która jest Waszą Ojczyzną. Dla jednych Ojczyzną, z której emigrowali za chlebem Wasi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie, dla innych Ojczyzną, z której sami wyjeżdżaliście z przyczyn politycznych bądź ekonomicznych . Dziecko, gdy usamodzielnia się i opuszcza swoją Matkę, nigdy o niej nie zapomina i stara się utrzymywać z nią kontakt. Tak samo Wy, żyjąc i pracując w Ameryce, nie zapominacie o swojej Matce – Polsce. Niektórzy z Was z pewnością byli tam w ostatnich latach, niektórzy pamiętają ją z czasów komunistycznych.

W tym roku minie 25 lat od wielkiego zrywu Polaków i powstania „Solidarności”. „Solidarności” – słynnej na całym świecie która dawała narodowi nadzieję, „Solidarności”, w której miałem zaszczyt być jednym z przywódców. Po zdławieniu rewolucji solidarnościowej przyszły ciemne lata stanu wojennego, aż po kolejnych kilku latach zaświtała znowu jutrzenka wolności. Upadł komunizm, legły w gruzach instytucje i zasady, na których opierał się cały ustrój i ówczesna władza, zmienił się kraj. Co prawda nie od razu, ale pojawiły się wolne, demokratyczne wybory: do parlamentu, do samorządu, na Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej. Ileż w nas wtedy było nadziei. Wielu wydawało się, iż w niedługim czasie Polska stanie się krainą miodem i mlekiem płynącą. Nikt nie zaprzeczy, że po 16 latach od przemian ustrojowych Polska jest innym krajem. Czy tak jednak wyglądały nasze marzenia po upadku komunizmu? Czy błysk reklam i neonów rozświetlających ulice większych miast jest w stanie odwrócić uwagę od problemów nękających dzisiaj przeciętnego mieszkańca Polski? Czy wysokie i nowoczesne budynki hoteli i biurowców, w których siedzibę mają zagraniczne banki i koncerny, zasłonią to co jest w polskiej rzeczywistości wstydliwego? Na pewno nie. Kraj jest wolny, ale wielu jego obywateli żyje w ubóstwie i nie może, a nawet już nie potrafi cieszyć się wolnością.

Przede wszystkim główną plagą III Rzeczypospolitej jest największe w krajach europejskich bezrobocie, oficjalnie wynoszące 20%. Jest to jednak tylko część prawdziwego bezrobocia, jest to, by tak rzec, bezrobocie jawne, bezrobocie zarejestrowane w statystykach. Dochodzą do tego ludzie zmuszeni do przejścia na wcześniejsze emerytury, w związku z likwidacją ich miejsc pracy. Jest to ogromna, wielomilionowa rzesza ludzi bez żadnych perspektyw na polepszenie swojego losu. Istnieją obszary na mapie Polski, w których bezrobocie sięga nawet 60%.

Władze obecne chwalą się przed światem, że Polska, nieoczekiwanie, wysunęła się na czoło krajów europejskich pod względem oświatowym, osiągając bodajże najwyższy w Europie tzw. wskaźnik scholaryzacji. Na polskich wyższych uczelniach uczy się aktualnie prawie 2 miliony młodych ludzi.

Tymczasem jest znowu odwrotna strona tego miłego obrazu. Przede wszystkim większość tych szkół wyższych to pseudoszkoły, serwujące pseudowiedzę, niestety, za prawdziwe pieniądze, wyciągane z kieszeni rodziców tych młodych ludzi, którzy robią wszystko, w nadziei, że zapewnią swoim dzieciom lepszą przyszłość. Jest to, de facto, odłożone bezrobocie, ponieważ Polska nie oferuje tym młodym ludziom zatrudnienia zgodnego z ich wykształceniem, właściwie, nie oferuje żadnego zatrudnienia. Obserwujemy więc gigantyczny proces ucieczki młodych i wykształconych ludzi z Polski, którzy teraz wędrują po Europie i świecie, w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy. Każdy, kto dzisiaj wsiądzie do autobusu jadącego z Małopolski, ze Śląska, z Podlasia, do Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec, autobusu wypełnionego młodymi ludźmi, jadącymi w nieznane, z nadzieją, że może tam, daleko, znajdą to, czego nie jest w stanie dać im ich kraj, będzie przygnębiony ich nocnymi szeptami, rozmowami, przepełnionymi strachem, nadzieją, obawą. Potem może się przejść po dworcach Londynu czy Paryża i znajdzie tam młodych Polaków śpiących po kątach, na jakichś kartonach, na czym się tylko da.

Uciekają, bo znane im są te obrazy z polskich blokowisk, gdzie każdym świtem wyruszają na poszukiwania grupy przeszukiwaczy śmieci, którzy w odpadkach, w pojemnikach na śmieci poszukują rozwiązania ich problemów życiowych. Upokarza ich to, nie mieści im się w głowie, że mogą brać w tym udział, w swoim kraju, który codziennie stacje telewizyjne i radiowe stawiają innym za wzór. Wiedzą już czym jest bieda, wiedzą czym jest nędza i głód.

Zagraniczny turysta nie doświadczy tego, czego doświadcza już prawie połowa mieszkańców osiedli mieszkaniowych, którzy nie są w stanie opłacić czynszu i z dnia na dzień oczekują komornika i eksmisji. Powiększa się rzesza bezdomnych, kiedy jednocześnie, tuż obok, wyrastają wspaniałe, bogate rezydencje.

Zagraniczny turysta, być może, doświadczy prędzej skandalicznej sytuacji w służbie zdrowia, zetknie się z przepełnionym szpitalem, gdzie nawet na korytarzu trudno będzie znaleźć miejsce. W tym samym czasie, jeden po drugim likwidowane i zamykane są w pełni wyposażone szpitale, z kwalifikowanym personelem lekarskim i pielęgniarskim. Zamykane są całe oddziały, bo nie ma pieniędzy na opłacenie ich pracy, nie ma pieniędzy na leki, nie ma pieniędzy na operacje. Polscy lekarze i pielęgniarki, na których wykształcenie państwo polskie wydało ogromne pieniądze, masowo emigrują do innych krajów, gdzie ich kwalifikacje mają szanse być wykorzystane. W Polsce tymczasem wydłuża się kolejka oczekujących na wizytę u specjalisty, na zabieg operacyjny, na protezę. Nie pomagają protesty, nie pomagają manifestacje, nie pomagają głodówki protestacyjne.

Zastraszająco powiększa się strefa przestępczości, i tej tzw. zorganizowanej, mafijnej i tej indywidualnej, czy grupowej. Jak doniosły właśnie środki masowego przekazu, na drogę przestępstwa wchodzi coraz więcej dzieci, najmłodsi złodzieje mają dzisiaj w Polsce 5-6 lat. Więzienia są przepełnione, a tysiące skazanych na więzienie prawomocnymi wyrokami pozostaje na wolności, bo nie ma warunków do odbycia kary.

Niesamowite rozmiary przyjęła w Polsce korupcja, która obok bezrobocia uważana jest dzisiaj za największą plagę społeczną. Jest to korupcja „odgórna”, a więc taka, która rodzi się na szczytach władzy, w kolejnych rządach, w parlamencie, w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej, w strukturach samorządowych. Polska, od 1989 roku targana jest gigantycznymi skandalami korupcyjnymi, ale żadna z największych afer gospodarczych nie została do tej pory rozstrzygnięta na drodze prawnej. Od 15 lat toczy się śledztwo i proces w tzw. aferze Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, uważanej za „matkę afer”. Pod przykrywką obsługi zadłużenia zagranicznego wyprowadzono z kasy państwa miliardy dolarów, ale za tę potworną zbrodnię na narodzie polskim nikt nie zostanie skazany, ponieważ, dzięki nowemu prawodawstwu, sprawa ta już za kilka miesięcy zakończy się przedawnieniem. Tak zwany wymiar sprawiedliwości jest sparaliżowany ilością spraw czekających na rozstrzygnięcie, lukami w prawie, nieudolnością bądź przekupstwem prokuratorów i sędziów. Ten stan rzeczy tworzy prawdziwe Eldorado dla wszelkiego rodzaju przestępczości.

Wobec skandalicznej niewydolności prokuratorów i sądów pojawiła się w Polsce nowa instytucja, sejmowych komisji śledczych. Aktualnie działają trzy takie komisje, w tzw. aferze Rywina, w sprawie największego koncernu naftowego PKN Orlen i w sprawie prywatyzacji Państwowego Zakładu Ubezpieczeń. Nie wiadomo, czym naprawdę zakończą się śledztwa sejmowe, ale już dziś to, co te komisje ujawniły i codziennie ujawniają, wstrząsnęło i wstrząsa opinią publiczną. Komisje te ujawniają skalę przestępczych powiązań w elicie władzy, powiązania ludzi pełniących najwyższe funkcje państwowe z pospolitymi przestępcami, z obcymi agenturami, agentami zarówno służb specjalnych obcych państw, jak i zagranicznymi strukturami mafijnymi.

Omówienie tego, jak w tych warunkach funkcjonuje polska gospodarka wymagałoby osobnego referatu. Jedno jest pewne: z roku na rok rośnie deficyt budżetowy i rośnie zadłużenie państwa, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Każdego roku Polska importuje towarów na sumę ok. 20 miliardów dolarów większą niż wynosi jej eksport, w związku z czym coraz większa część majątku narodowego przechodzi w obce ręce. Praktycznie cały sektor bankowy jest już w obcych rękach. Jeśli obejrzeć, corocznie publikowane listy 500 największych przedsiębiorstw w Polsce, to są to już w większości firmy zagraniczne. Jest rzeczą godną uwagi i nie bez znaczenia dla rozwoju sytuacji gospodarczej w Polsce, że wiele z tych firm wykazuje straty, a więc nie odprowadza do budżetu państwa podatków. Wynikiem tego wszystkiego jest to, że coraz więcej Polaków czuje się we własnym kraju jak ludzie drugiej kategorii.
Dlaczego tak się dzieje? Gdzie szukać źródeł takiego stanu rzeczy? Jak to jest możliwe, że Polska, wraz z odzyskaniem wolności i przejściem od komunizmu do demokracji skazała tak wielkie rzesze swoich obywateli na wegetację, na margines? Jak powstrzymać upływ polskiej krwi wyrażający się przede wszystkim emigracją ludzi młodych, wykształconych i przedsiębiorczych?

Dzisiaj już mało kto w Polsce wątpi, że źródeł tej sytuacji poszukiwać należy w opłakanej jakości elity polityczno-gospodarczej, rządzącej krajem, w stanie praktycznie niezmienionym, od 16 lat. Piszą o tym uczeni socjolodzy, piszą dziennikarze i publicyści, dowodzą tego badania opinii publicznej. Badania te pokazują, że w Polsce dzisiejszej na samym dole społecznego prestiżu i zaufania stoją parlamentarzyści, posłowie i senatorowie, politycy wszelkiej maści. Wszyscy już dawno zauważyli, że pomimo tego, że od roku 1989 już pięć razy przeprowadzane były wybory parlamentarne, Polską nadal rządzi elita polityczna ukształtowana na początku 1989 roku, przy tzw. Okrągłym Stole. W tej elicie dokonały się najróżniejsze przegrupowania, politycy do niej należący już wielokrotnie zmieniali partyjne szyldy, aliansy, koalicje, przechodzili z jednej strony sejmowej sali na drugą, ale ten trzon okrągłostołowy trwa i wydaje się nie do ruszenia.

W ostatnich dniach i tygodniach opinię publiczną w Polsce szokują wieści wychodzące z Instytutu Pamięci Narodowej. Tydzień temu pojawiła się tzw. Lista Wildsteina, zawierająca ok. 250 tysięcy nazwisk, o których twierdzi się, że zawiera nazwiska funkcjonariuszy i tajnych współpracowników służb specjalnych w PRL. W moim odczuciu lustracja była konieczna, ale przeprowadzona powinna być we właściwym czasie. Najpierw wyczyszczono tysiące najważniejszych funkcjonariuszy, natomiast dzisiaj publikuje się listę, która doprowadzi tylko do skłócenia społeczeństwa, co może źle zaowocować w czasie wyborów.

Niestety, rok obecny jest rokiem szczególnym. Mają się bowiem odbyć w tym roku i wybory parlamentarne, i wybory na Urząd Prezydenta, a jeszcze do tego referendum o konstytucję europejską. Jest to więc czas burzliwy, czas wielkiej politycznej młocki, czas hałasu medialnego, wielkiej manipulacji społecznej. Nic nie wskazuje na to, że przed tymi wyborami uda się oczyścić elitę polityczną Rzeczypospolitej z agentury, i tej rodzimej i tej obcej, że uda się w sposób zasadniczy zmienić pookrągłostołową scenę polityczną.

Takie oczyszczenie się nie uda i nie jest możliwe, ponieważ przeszkadza temu fatalny system wyborczy, system, który sam w sobie generuje korupcję, sprzyja mafijności i niejasności sceny politycznej i ukrytych powiązań pomiędzy różnymi politykami i różnymi grupami polityków. Jest to tak zwana ordynacja proporcjonalna w wyborach do Sejmu, która stanowi najpoważniejszą wadę ustrojową Rzeczypospolitej, wadę podobną do nieszczęsnego ongiś liberum veto. Jest to ordynacja wyborcza, która narusza nasze prawa obywatelskie, przede wszystkim nasze bierne prawo wyborcze, i nie pozwala obywatelowi Rzeczypospolitej na kandydowanie do Sejmu inaczej niż za uprzednia zgodą i aprobatą jakiejś partyjnej koterii. Ordynacja, która łamie konstytucyjną zasadę równości, gdyż uprzywilejowuje partyjne „biura polityczne”, daje ogromną władzę w ręce tzw. partyjnych baronów. To ta ordynacja powoduje, że z wyborów na wybory, bez względu na to, jak pogarsza się sytuacja i wewnętrzna i międzynarodowa Polski, wciąż ta sama elita pozostaje przy władzy.

Jako Prezydent Szczecina mam zaszczyt należeć do grona Samorządowych Patronów Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Do grona tego należy obok mnie około 100 innych prezydentów i burmistrzów miast polskich. Ruch ten ukazuje drogę wyjścia z impasu, w jakim znalazł się nasz kraj, drogę autentycznej wymiany elity politycznej, drogę naprawy Rzeczypospolitej. Jako zasadniczy krok naprawy widzimy usunięcie tej najważniejszej wady ustrojowej, jaką jest fatalna ordynacja wyborcza i wprowadzenie zasady wyboru takiej, jaką od ponad 200 lat posługują się obywatele Stanów Zjednoczonych: wyboru posłów w jednomandatowych okręgach wyborczych. Tylko jeden poseł z okręgu, ten, który uzyskuje największą ilość głosów w otwartym, obywatelskim konkursie.

Przedstawiając tę propozycję mamy za sobą nie tylko wieki demokracji w Ameryce, w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i dziesiątkach innych krajów. Mamy za sobą także już i polskie doświadczenie. W 2002 roku po raz pierwszy przeprowadzone zostały w Polsce tzw. bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Po raz pierwszy to nie jakieś koterie partyjne desygnowały gospodarzy miast i gmin, lecz prawdziwego wyboru dokonali ich mieszkańcy. Warto wiedzieć, jak wypadły te wybory? Ponad 75% mandatów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast uzyskali kandydaci nie wysunięci przez żadne partie polityczne! Była to prawdziwa rzeź wszystkich partii politycznych, od lewicy do prawicy.

Jest to ogromne doświadczenie Polaków, którzy mogą teraz sami przekonać się czy sposób wyboru, jakim od wieków posługują się Amerykanie, jest lepszy czy gorszy od wyboru dokonywanego przez partyjne koterie? Czy nasze gminy na takich wyborach skorzystały czy straciły? Czy do władzy, w wyniku takich wyborów doszli ludzie skorumpowani, umaczani w afery i niejawne związki, czy bogacze, którzy za piwo i kiełbaski przekupili tzw. elektorat, czy też jest to doświadczenie pozytywne, pozytywnie wpływające na gospodarowanie i zarządzanie gminą?

Oczywiście, nie mogę być sędzią w tej sprawie, gdyż to ja jestem egzaminowany i podlegam ocenie. Na podstawie jednak tego, co do mnie dociera z różnych stron Polski uważam, że jest to zmiana pozytywna, ukazująca zalety jednomandatowego wyboru. Jeśli wyborcy dokonali złego wyboru wybierając mnie na prezydenta Szczecina, to niebawem będą mieli okazję swój błąd naprawić i powołać na moje miejsce kogoś innego. I dlatego wierzę, jestem o tym głęboko przekonany, że jest to propozycja słuszna, prosta i konkretna, którą łatwo przeprowadzić, która nie wymaga nakładów finansowych, a jej skutki byłyby zbawienne dla naszego kraju. Wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych wreszcie przecięłyby pępowinę łączącą III Rzeczpospolitą z PRL. Na ostateczne przecięcie tej pępowiny czeka dzisiaj cała Polska. Mam nadzieję, że nasi Rodacy, którzy zdecydowali się żyć i pracować w Ameryce, pomogą w tym, żeby z Ameryki do Polski przychodziły nie tylko hamburgery i cheeseburgery, MacDonaldsy i adidasy, ale rozwiązania ustrojowe, które zapewniły Ameryce i jej obywatelom przodującą pozycję wśród narodów świata.

Marian Jurczyk
prezydent Szczecina

Nowy Jork, Centrum Polsko-Słowiańskie, 19 lutego 2005

Tekst przemówienia i zdjęcie za: Koszalin7.pl, 29 stycznia 2015

 

   *    *    *

 

 

DLACZEGO POLACY DAJA SIE TAK LATWO MANIPULOWAC?

Tytulowe pytanie jest tak ogolne ze niemalze retoryczne. Niestety, w
kontekscie wynikow polskich wyborow od 1989 r., a wlasciwie w kontekscie
ich skutkow pytanie zaczyna miec charakter dramatyczny. Podstepne
manipulacje dokonywane na swiadomosci latwowiernych Polakow, wynosily do
wladzy ugrupowania i ludzi odrzucajacych polskie tradycje. Nobilitowani
tym sposobem „wybrancy”, dokonali olbrzymich spustoszen we wszystkich
niemal dziedzinach zycia publicznego i indywidualnego Polakow,
nazywanych przewrotnie spustoszenia „postepem”.

Ludzie upominajacy sie o polskosc, godnosc narodowa, okrzyknieto
oszolomami i usilowano zniszczyc fizycznie i moralnie. Doskonalym
przykladem jest tu Marian Jurczyk, obecny Prezydent Szczecina. Jak
wiadomo, bedac jeszcze senatorem, zostal oskarzony o zlozenie falszywego
oswiadczenia lustracyjnego, co zostalo „roztrabione” w usluznych
mediach. Byl niewygodny bowiem podnosil problem jedno-mandatowych
okregow wyborczych, godzacy w system partyjnych list wyborczych. Ale
wiekszosc Polakow uwierzyla w te pomowienia. Po wieloletnich procesach
Marian Jurczyk zostal oczyszczony z zarzutow wspolpracy ze SB, o czym
nieprzychylne mu media – informowaly lakonicznie cicho i drobnym
maczkiem na przedostatniej stronie lub nie informowaly wcale.

Dla ludzi, ktorzy przeszli „magiel esbeckiego glaskania”, od poczatku
bylo jasne, ze jest to nagonka na czlowieka szczerze oddanego sprawie
Ojczyzny, mimo ze Sluzba Bezpieczenstwa PRL, „wylazila ze skory” aby
pozyskac wspolpracownikow posrod dzialaczy opozycji (ja nie uwzgledniam
tych ktorzy weszli do opozycji „z ramienia SB”). My wiezieni w
Krasnymstawie i Wlodawie, wiedzielismy ze ci ktorzy zostali zwolnieni
przed Swietami Bozego Narodzenia (1981) – podpisali oferte wspolpracy z
SB. Co trzeci dzien bylismy „walkowani” po kilka godzin przez
funkcjonariuszy SB, przekonywani, kuszeni, straszeni. Nie wspominajac ze
w kazdej celi, SB mialo swego TW (Tajnego Wspolpracownika), nas
probowano zwerbowac a oni skladali meldunki. SB nie przetrzymywala
niepotrzebnie w wiezieniach, pozyskanych TW. Kto nie podpisal „kiblowal
za kratami” co najmniej 6 i wiecej miesiecy. Pan Jurczyk byl wieziony 12
miesiecy z przerwa na pogrzeb Syna i Synowej, ktorzy wypadli przypadkiem
(!) z 9 pietra. Po takim dramacie dziecka, ojcu nawet smierc wlasna nie
straszna a SB, juz nie miala czym straszyc. Synow swych TW, „ubecja” nie
zabijala, ofiarowala im intratne stanowiska.

Oskarzanie Mariana Jurczyka o wspolprace z zabojcami swego syna, z tymi
ktorzy wiezili go bezprawnie i poddawali represjom bylo perfidna zemsta
ekipy, ktorej Jurczyk jako wrogiej Polakom, sluzyc nie chcial. Na tym
przykladzie widac jak latwo „napuscic” Polakow na tego, ktory sluzy ich
sprawie. Na ogol Polacy nie zdaja sobie sprawy ze wszystkie media w
Polsce (z wyjatkiem Naszego Dziennika, Radia Maryja i TV „Trwam”), sa
wlasnoscia obcego kapitalu, ktory dyktuje im jak maja Polakow oklamac,
co im wmowic, co przemilczec a kogo „zgnoic”.

Jak trudno scierpiec bezpanstwowej holocie fakt ze prezydentami duzych
miast sa prawdziwi Polacy, jak Marian Jurczyk w Szczecinie czy Jerzy
Kropiwnicki w Lodzi. Media caly czas napastliwie szukaja ich
najmniejszych potkniec czy uchybien, poki co bezskutecznie. To nie ta
kategoria aferzystow z FOZZ, PKN Orlen, PZU i innych wielkich
„przekretow”, to sa ludzie uczciwi w sluzbie Polsce.

Nietrudno wyobrazic sobie jaka bylaby „afera”, gdyby np. M. Jurczyk
sprzedal zdezelowany miejski rower, swemu sasiadowi po cenie zlomu. Ah
jak judeofilskie media „pialy” by miesiacami z powodu tej „afery” ale
ten niekoszerny Jurczyk, nawet tak malego „geszefciku” zrobic nie chce.

Koledzy partyjni najwiekszych aferzystow a tym samym „wyznawcy” UW, PO,
PiS, SLD i jej filii, rozjuszeni troska Jurczyka o interes Polski i
Polakow w Szczecinie, postanowili usunac go ze stanowiska Prezydenta.
Szale przewazyla decyzja Prezydenta Szczecina o sprzedazy gruntow w
centrum miasta, dotychczasowym ich uzytkownikom (czyli Polakom) za 5%
ceny a nie niemieckim firmom. Doszlo do referendum i co? Mieszkancy
Szczecina zaglosowali wbrew oczekiwaniom „autorytetow”. Marian Jurczyk
nadal prezydentuje Szczecinowi a tzw. elity z wscieklosci obgryzaja
paznokcie. Przedreferendalna nagonka na Prezydenta Jurczyka, miala
zdyskredytowac go w oczach mieszkancow. „Gazeta Wyborcza Szczecin”
(3/4.04.2004) opublikowala sondaz „wsrod stu znanych Szczecinian”.
Sposrod tej setki tylko jedna osoba (prof. Boron-Kaczmarska), odwazyla
sie ujawnic o co chodzi „…brak elastycznosci w polityce zagranicznej,
to, ze nie oddamy ziemi Niemcom…”. Wiekszosc opinii „znanych
Szczecinian”, byla Prezydentowi Jurczykowi nieprzychylna i trudno sie
temu dziwic. Wlasnie ta nieprzychylna wiekszosc, zostala wyniesiona na
dotychczasowe stanowiska, przez szumowiny przeciwne dbalosci o sprawy
Polakow. To tez oczywiste jest, ze Prezydent z ktorym nie mozna „ubic”
zadnego „ciemnego” interesu, jest przeszkoda w rozwoju przestepczej
przedsiebiorczosci. Na szczescie Szczecinianie nie ulegli mocy
miejscowych autorytetow chyba zaczynaja domniemywac, kto ich dobroczynca
a kto lupiezca.

Smutna to prawda ze Polacy uwierzyli w agenturalnosc Jurczyka a nie
wierza w powiazania z obcymi wywiadami Kwasniewskiego, Oleksego,
Cimoszewicza i gotowi sa zawierzyc im swoj los. Niestety mija 15 roczek
od „upadku” komunizmu a my nadal nie uporalismy sie z rozliczeniem czasu
PRL. Agenci SB i kadrowi pracownicy aparatu terroru, wowczas decydowali
o naszym losie i niestety decyduja nadal. A wbrew oczekiwaniom TW,
mlodemu pokoleniu Polakow wcale nie jest obojetne, kto trzyma wladze,
gdzie sa teczki i czy decyzje beda wymuszane szantazem czy podejmowane
suwerennie. Nie jest obojetne czy dysponuje nimi mafia czy Kreml. Nie
jest obojetne co przy pomocy strachu przed ujawnieniem tych teczek,
mozna wymusic na „polskich” politykach i biznesmenach?

Az „wybuchla” tzw „lista Wildsteina”. Winowajca zostal wyrzucony z
Rzeczypospolitej, jak zreszta z wielu redakcji za niepokorne postawy
wobec „jedynie slusznej racji”. Wildstein juz od 1990 roku nie „przyjal
sie” w UW a w czasach „przepychanek” o Jedwabne (gdzie jak wiadomo…
sasiedzi aby dopiec Zydom, podpalili stodole sasiadowi…)
przeciwstawial sie zydowskim klamstwom. Zreszta w telewizyjnych
dyskusjach w wezlowych sprawach, zawsze podzielal stanowiska polskich
konserwatystow nie ukrywajac zreszta ze jest Zydem.

Nie zamierzam dociekac intencji Bronislawa Wildsteina, przyswiecajacych
mu przy upublicznianiu, jak to wyraznie okreslil: „katalogu zasobow
IPN”. Gazeta Wyborcza „dostala bialej goraczki”, obwieszczajac
wszystkich ze Wildstein opublikowal „liste agentow”. Nie zamierzam tez
dociekac, kto Wildsteinowi „podsunal” liste i w takim ksztalcie. Jedno
jest pewne, „lista Wildsteina” wbrew straszeniu GW i tych ktorym „portki
lataja”, nie spowodowala ani „trzesienia ziemi” ani fali samobojstw,
natomiast postawila na ostrzu noza sprawe nierozliczenia PRL. Smieszne
sa lamenty zagrozonych jawnoscia, cierpieniem wielu tysiecy ludzi,
pokrzywdzonych umieszczeniem na liscie, ja tam jestem i moj Brat takze i
co? Wcale nie cierpie z tego powodu, majac czyste sumienie „smieje sie w
nos” tym, ktorzy troska o moja rzekoma krzywde, chca zabezpieczyc swoja
anonimowosc i bezkarnosc. Ostatnio w „salonach warszawki” pojawily sie
pogloski o ujawnionej „teczce Wildsteina”, jak sadze spreparowanej przez
specjalistow, od „czarnego PiaR” (negatywny „public relations”) GW i
Agory. Tak czy siak, trudno bedzie wygasic wszechobecnym dzisiaj nadal,
agentom bylej SB, fale naporu na lustracje. Transmitowane w TV obrady
Sejmu nad sprawozdaniem Prezesa IPN Kieresa (18.02), wydobyly na swiatlo
dzienne kilka ukrytych w cieniu, aspektow lustracji. Zaczne od
wystapienia pos. Nowaka (niezrz.), ktory uswiadomil nam ze ok. 700
oswiadczen lustracyjnych sedziow i prokuratorow czeka na weryfikacje juz
od lat. To wyjasnia dlaczego nie sa lustrowani ci ktorzy powinni a
lustruje sie niewinnych takich jak M. Jurczyk, skoro orzekaja o tym
niezlustrowani lub koledzy niezlustrowanych.

Dalej padaly zarzuty pod adresem prof. Kieresa, ze lista w IPN
sporzadzana byla pod jego nadzorem, ze celowo zostal wymieszany rejestr
ofiar i przesladowcow aby w tlumie ukryc prawdziwych agentow. Zarzucano
mu ze na liscie tej nie znalazly sie „grube ryby”, chronione w IPN w
sposob szczegolny, a poza lista znalazla sie agentura wsrod kleru.
Zarzucano mu ze IPN tak naprawde nie wie, ile jeszcze teczek
operacyjnych znajduje sie poza IPN (w tym w archiwach KGB), kto nimi i w
jakim zakresie moze dysponowac. Zarzucano Kieresowi ze nie podjal proby
wyjasnienia szkod jakie poczynila tzw „komisja Michnika” (czlonek tej
komisji prof. Paczkowski pracuje w IPN), ktora z upowaznienia bylego
min. Krzysztofa Kozlowskiego (dzis TP), przez 3 miesiace „czyscila”
archiwa MSW. Wzywano Prezesa IPN do sporzadzenia z listy Widsteina kilku
list, listy pokrzywdzonych, listy TW i listy kadrowych pracownikow
aparatu terroru PRL. Wreszcie wzywano Kieresa do dymisji, bowiem jego
osoba nie gwarantuje rzeczywistego zakonczenia lustracji, uniemozliwia
definitywnego przeciecia „wrzoda agenturalnosci” III RP. Domagano sie
wreszcie rownouprawnienia w dostepie do materialow IPN, jako ze obecnie
jedni przyznane arbitralnie, prawo to maja a obywatele „normalni” nie maja.

Opublikowanie „listy Wildsteina”, pozniej „II listy Maciarewicza” oraz
kolejnych modelowanych wedlug wlasnych potrzeb wersji tych list,
wytworzylo znaczny szum informacyjny i stepilo ich wymowe. Wczoraj
(23.02) TV Trwam podala iz do naszej lustracji wlaczylo sie KGB i
oglosilo liste swoich wspolpracownikow w Polsce. Co prawda tego
traktowac powaznie nie wolno, bo swych agentow KGB nie ujawnila na
pewno. „Wymieciono” natomiast bezuzytecznych ale na liscie umieszczono
glownie niewygodnych polskich politykow, ktorych nalezy „pograzyc” i
zneutralizowac aby nie przeszkadzali. Jedno jest pewne, kazdy ubiegajacy
sie o jakakolwiek godnosc publiczna w przyszlosci, moze byc zapytany o
przeszlosc zawarta w teczce ktorej istnienie zostalo obwieszczone
publicznie. Od oficjalnego potwierdzenia lub zaprzeczenia taki „amator
cudzych sliwek” nie ucieknie. To jest powazny hamulec i choc nie
wyeliminuje agentow z wplywu na zycie publiczne to powaznie je
ograniczy. PiS (chociaz osobiscie, tej partii w zadnym wypadku nie
wierze) i Samoobrona oglosily ze nikt nie zlustrowany nie bedzie
kandydowal z ich list, ani nalezal do tych partii.

Teorie o dzieleniu Polakow wymyslane w srodowiskach UW, GW i Tygodnika
Powszechnego, „unurzanych” w poprzednim rezimie, maja na celu
zasypywanie podzialow, ktore istnieja i poglebiaja sie. To oni „gracze”,
wywodzacy sie z Unii Wolnosci, chca abysmy nie dostrzegali ze sa „oni”
to sa „oni” a nie my. Chca abysmy uwazali ze i oni i my jestesmy rowni i
jestesmy tym samym, ale oni chca byc „na gorze”. Pytanie postawione w
tytule nie jest nawet pytaniem retorycznym, jest stwierdzeniem faktu
ktorego uswiadomienie sobie, jest najtragiczniejsza nasza wiedza
przelomu tysiacleci.

Henryk Pawelec, 21 lutego 2005 r.
Patriotyczny Ruch Polski

 

  • Ilustracja tytułowa: Widok Nowego Jorku. Fot. Saul Loeb, za: wiadomosci.wp.pl / wybór zdjęć wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2017.09.29.

KOMENTARZE

  • @Autor
    "Dlaczego Polacy dają się tak łatwo manipulować?"

    Dlaczego koncentrują się jedynie na tym, by znaleźć kogoś kogo można by obarczyć winą za wszystkie porażki?
    Czy dlatego że bardzo dużą wagę przykładają do emocji, a znalezienie winowajcy pozwala na szybkie ich rozładowanie?
    Każda manipulacja opiera na emocjach.
  • "Polacy" Bis
    http://s.tvp.pl/images2/9/1/3/uid_913456bc1126fa26ec8bab00a4eed83d1400333851919_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355.jpg



    https://www.youtube.com/watch?v=M7MSG4Q-4as
  • Dlaczego Polacy dają się tak łatwo manipulować?
    Pod tym względem Polacy nie ustępują żadnemu zachodniemu narodowi. W zachodnich państwach żydowskie reżimy funkcjonują nawet dłużej niż w Polsce - np. w NRF nieprzerwanie od 1945r. (nie wspominając żydowskiej Republiki Weimarskiej 1918-33).

    Szczecińscy związkowcy M.Jurczyka nie odegrali żadnej roli politycznej, ponieważ ich protest nie był inicjowany przez żydowską V kolumnę wspomagana przez żydo-katolicki Kościół - oto cała tajemnica.

    Syn i synowa Jurczyka zostali zamordowani z tych samych powodów, z jakich zamordowano stu kilkunastu księży - M.Jurczyk i zamordowani księża nie rokowali dobrej współpracy z syjonistyczną juntą Jaruzelski-Kiszczak przy tworzeniu zrębów żydowskiego reżimu dla przyszłej IIIŻydo-RP w unijnych strukturach.
  • @Rzeczpospolita 11:58:11
    Gazprom -KGB i Nordstream...
    http://galeria.bankier.pl/p/9/a/c089509c948091-645-463-0-0-2415-1734.jpg

    Bogdan Zalewski, publicysta, bloger


    Napisałem o tym, jak Kreml i Gazprom korumpował polityków w Danii, Szwecji i Niemczech
    O politykach, którzy sprzedali duszę Putinowi. O związkach gazu i KGB

    Dziennikarz musi umieć nie tylko mechanicznie zdawać relacje, jakby był dalekopisem odległym od swego tematu. Stawiam też sobie inne, bardziej ryzykowne cele, wymagające ostrego skrócenia dystansu do przedmiotu dochodzenia oraz odległości pomiędzy poszczególnymi doniesieniami. Tę metodę przyjąłem ostatnio analizując informacje o gazowych projektach.

    Pierwszego września na rynku księgarskim w Danii pojawiła się książka dziennikarza śledczego Jensa Høvsgaarda "Spionerne der kom ind med varmen" (w moim swobodnym tłumaczeniu "Ze śmiertelnej gorączki"). Jej tematem są niebezpieczne związki bezpieki i biznesu, energetyki i KGB, gazu i Stasi.

    Antybohaterami są najważniejsi europejscy politycy z krajów takich jak Niemcy, Dania, Szwecja i Finlandia oraz oczywiście Rosja, rządzona przez "zimnych czekistów" pod wodzą byłego oficera sowieckich służb Władimira Putina. Høvsgaard opisuje brudne metody pozyskiwania przychylności dla słynnego projektu gazrury pod dnem Bałtyku zwanej Gazociągiem Północnym albo inaczej Nord Stream. Zgodę na położenie nitki z błękitnym paliwem często kupowano za łapówki, a jeśli korupcja nie była skuteczną metodą, sięgano po szantaż. Taką możliwość dawały "kompromaty" z sowieckich i enerdowskich teczek.

    Zacząłem wiązać fakty. Skoro tak się działo w Niemczech i w krajach skandynawskich, to nasz kraj był "Zieloną Wyspą" uczciwości pływającą w mętnej bałtyckiej wodzie? Fakty wskazywały na coś innego.

    Na polskiej planszy też toczyła się i nadal się toczy brutalna, brudna gospodarczo-energetyczna gra, rodzaj Euromonopolgazu, o stawce większej niż życie, na co być może wskazuje zagadkowa katastrofa w Smoleńsku. Można nabrać mocnych podejrzeń, kiedy analizuje się kalendarium, zestawia daty wyroków sądowych, zmian własnościowych, umów, wizyt, rozmów polsko-rosyjskich w okresie 2009-10. Ich makabrycznym zwieńczeniem, choć jeszcze nie ostatecznym zakończeniem, była tragedia z dziesiątego kwietnia. Jedną z kluczowych, poprzedzających katastrofę, dat wydaje się 27 stycznia 2010 roku, dzień, w którym opublikowano komunikat PGNiG, EuRoPol Gazu SA i Gazpromu. Poinformowano w nim o umorzeniu Gazpromowi długu wobec Polski w wysokości 1,2 miliarda złotych. Gdy usłyszeli o tym pracownicy Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nawoływali do powołania sejmowej komisji śledczej w tej skandalicznej sprawie. Tak się dziwnie składa, że przygotowania do wizyty w Katyniu przebiegały w atmosferze bardzo ostrego konfliktu obu obozów politycznych Tuska-Pawlaka i braci Kaczyńskich o sprawę gazu i Gazpromu. Smoleńsk brutalnie przeciął polski gazowy węzeł gordyjski, ten niemożliwy do rozwiązania supeł: PiS kontra syjamscy polityczni bracia PO-PSL. Jednak smoleńska gra toczy się nadal, bo na szczęście, pomimo ogromnych strat osobowych, nie zginęli tam pod Katyniem wszyscy ekonomiczni patrioci, dbający o dywersyfikację dostaw energii, walczący o gazową a więc geopolityczną niepodległość (jak Jarosław Kaczyński i jego sojusznicy) ze zwolennikami podporządkowania się rosyjskiemu monopolowi ( czyli otoczenie D. Tuska i W. Pawlaka).

    Ostatnio tygodnik "Sieci" opisał kulisy niekorzystnej dla Polski umowy gazowej z 2010 roku. Dziennikarze zdobyli niejawne instrukcje negocjacyjne ludowo-liberalnego gabinetu. Umowa gazowa z 29 października 2010 r. to jeden z najcięższych grzechów poprzedniej ekipy. W strategicznym obszarze bezpieczeństwa państwa wykonano całą serię niezrozumiałych ruchów, by zadowolić Moskwę. Wymieńmy tylko najważniejsze: rezygnacja z ok. 1 mld zł, które był nam winny Gazprom; rezygnacja z setek milionów zysków spółki EuRoPol Gaz; szalenie niekorzystne dla Polski zmiany w strukturze organizacyjnej tej firmy; planowane wydłużenie o 15 lat uzależnienia od rosyjskiego gazu kupowanego po zawyżonych cenach; i wreszcie rezygnacja z dywersyfikacji dostaw surowca - wyliczały "Sieci". Tygodnik dotarł do niejawnych instrukcji negocjacyjnych rządu polskiego w sprawie tej umowy. Pierwsza pochodząca z marca 2009 roku zakładała "obronę polskich interesów". Natomiast w tej zatwierdzonej przez rząd Tuska w lipcu, Polska odeszła "od wszystkich najważniejszych postulatów, gwarantujących bezpieczeństwo energetyczne".

    Ta sekwencja wydarzeń być może nie będzie tak niezrozumiała, jeśli poznamy europejski kontekst gazowych kontraktów. Właśnie tę bezcenną wiedzę przynosi książka dociekliwego duńskiego reportera.
    ZAPIS ROZMOWY BOGDANA ZALEWSKIEGO

    Bogdan Zalewski: Naszym gościem jest Jens Høvsgaard, znakomity duński dziennikarz śledczy. Witamy w polskim radiu RMF FM, Jens!

    Jens Høvsgaard:Witam, dziękuję za zaproszenie.

    Jest pan autorem niezwykle interesującej książki, mam nadzieje, ba! jestem pewien, że także dla polskich czytelników. Jest zatytułowana "Spionerne der kom ind med varmen". To aluzja do słynnej szpiegowskiej powieści Johna le Caré "The Spy Who Came in from the cold". (W Polsce znanej pod tytułem "Ze śmiertelnego zimna"). Jednak pana tom to nie jest literacka fikcja, prawda?

    Nie, absolutnie nie! Mógłbym powiedzieć: niestety nie jest to fikcja literacka. To rzeczywistość. Napisałem o tym, jak Kreml i Gazprom korumpował polityków w Danii, Szwecji i Niemczech, aby uzyskać zgodę na budowę pierwszej nitki gazociągu Nord Stream.

    Władimir Putin to były agent KGB. Działał w Dreźnie w czasie Zimnej Wojny. Czy tajna wiedza, którą wtedy zdobył może być użyteczna w obecnych czasach w gazowych projektach?

    Tak, na pewno. Oczywiście. Może używać wielu narzędzi ze swego szpiegowskiego warsztatu. Jednym z najważniejszych jest przyjaźń z okresu Zimnej Wojny z obecnym dyrektorem zarządzającym Nord Stream.

    Z Matthiasem Warnigiem!

    Tak, Matthias Warnig to stary przyjaciel Władimira Putina. Spotkali się w Dreźnie w zimnowojennych czasach i wówczas współpracowali ze sobą. A teraz pracują razem w Gazociągu Północnym.

    Napisał pan, że najważniejsi politycy w Szwecji, Finlandii, Niemczech, Danii byli szantażowani i korumpowani w związku z budową Nord Stream - tej kontrowersyjnej gazrury na dnie Bałtyku. Czy możemy powiedzieć, że niektórzy politycy dosłownie sprzedali duszę Putinowi?

    Z pewnością. To właśnie uczynili. Widzimy takich polityków jak Gerhard Schroeder - eksszef niemieckiego rządu czy były fiński premier Paavo Tapio Lipponen. Pierwszy z nich potępił Putina i jego agresję na Czeczenię, kiedy sprawował swój urząd. Jednak kiedy Putin podpisał z nim kontrakt związany z Nord Stream, zamilkł. Nie mówił już nic o wojnie Putina z Czeczeńcami, ani w ogóle o tym, co złego Putin robi. Schroeder razem z Lipponenem siedzą w kieszeni rezydenta na Kremlu. A ich kieszenie są wypełniane naprawdę dużymi pieniędzmi. Obaj mają pensje po około pół miliona euro rocznie.

    Czyli to jest cena pokoju, spokoju.

    Tak, to prawda. Powiedziałbym też, że jest to cena lojalności. Tyle również kosztuje zgoda na przeprowadzenie gazowej rury na dnie Bałtyku.

    A Polacy? Co przedstawicielami różnych rządów w Polsce? Czy ma pan jakikolwiek informacje na temat podejrzanych relacji między polskimi politykami i Gazpromem. Czy zna pan nazwiska jakichś lobbystów, ludzi pozostających pod rosyjskim wpływem, takich jak Gerhard Schroeder w Niemczech?

    Próbowałem faktycznie przeprowadzić śledztwo w tej sprawie, bo były na ten temat pogłoski. Jednak nie byłem w stanie ich potwierdzić. Może pańscy słuchacze mogliby znaleźć dowody? Wiem, że były Sekretarz Generalny NATO Anders Fogh Rasmussen twierdził, że Putin i konsorcjum Nord Stream hojnie dotowali grupy obrońców środowiska w Polsce, które protestowały przeciwko szczelinowaniu hydraulicznemu. (Procesowi wykorzystywanemu do pozyskiwania gazu ziemnego z łupków.) Nie wiem, czy jego słowa są prawdziwe. Próbowałem zbadać tę sprawę. Niestety nie zdobyłem żadnych na to dowodów. To wciąż pogłoska.

    To tylko plotki?

    Nie wiem. To wy w Polsce, jeśli pogrzebiecie w tym głębiej, być może będziecie w stanie coś znaleźć. Jednak były ku temu wystarczające powody: i dla Nord Stream i dla Gazpromu.

    A co z narzędziami? Jakie narzędzia z tego szpiegowskiego zestawu, o którym pan wspomniał, są wykorzystywane, aby wywierać presję?

    Przede wszystkim pieniądze. To bardzo ważne narzędzie. Weźmy choćby Danię. W Danii konsorcjum Nord Stream nie musiało kupować najważniejszych polityków, tak jak to było konieczne w Szwecji, w Finlandii i w Niemczech. W 2009 roku kiedy Rosji potrzebna była zgoda Danii na przeprowadzenie rurociągu, klimat między obu państwami był tak zimny jak mróz za oknami na Syberii. Taka atmosfera panowała od siedmiu lat, od kiedy Dania zezwoliła na zorganizowanie czeczeńskiego kongresu światowego w Kopenhadze. Od tego czasu duński eksport do Rosji spadł niemal do zera. Wtedy nowy duński premier w 2009 roku Lars Løkke Rasmussen zapragnął otworzyć na nowo rynek rosyjski dla duńskiego rolnictwa, dla piwa z Danii.

    I możemy powiedzieć, że klimat między Rosją i Danią stał się cieplejszy?

    Tak, ociepliła się atmosfera, ponieważ Putin potrzebował duńskiej zgody na Nord Stream. Poprosił Danię o zainicjowanie procesu prowadzącego do zezwolenia na tę inwestycję. To było jedno z narzędzi wywierania presji. Rosyjski przywódca powiedział: jeśli to uczynicie, ponownie otworzę dla was nasz rynek.

    Wiemy, że Rosja używa gazu jako broni politycznej. Byli oficerowie KGB, tak zwani siłowicy, zajmują prominentne stanowiska w Putinowskiej Rosji i Gazpromie. Dlaczego Zachód nie dostrzega tego niebezpiecznego czynnika?

    Widzą to, widzą. Jednak zdecydowali, że przymkną na to oczy. W Danii ważniejsza dla rządu była sprzedaż do Rosji boczku i piwa, niż kwestie bezpieczeństwa, niż to, że daje się Putinowi polityczną broń, pistolet gazowy, który może on wykorzystać przeciwko waszemu krajowi, Ukrainie czy na przykład państwom bałtyckim.

    Czyli możemy powiedzieć ironicznie, że to był program "żywność za gaz".

    Tak! "Żywność za gaz." Może pan to tak określić.

    Europejskie kraje takie jak Polska muszą mieć różne źródła gazu. Gdzie zatem jest ta słynna energetyczna solidarność w Unii Europejskiej?

    Nie wiem. Ona nie istnieje. Niemcy bardzo chętnie kupują gaz od Rosji. Oni są partnerami w projekcie Gazociągu Północnego. Angela Merkel jest bardzo mocnym politykiem w Unii Europejskiej. A Niemcy mówią "TAK" na współpracę z Gazpromem i na Nord Stream. Dlatego w tak trudnej sytuacji są inne kraje Unii, wzywające do europejskiej solidarności. Powiem to jeszcze raz: chodzi o pieniądze. W grę wchodzą najważniejsze przedsiębiorstwa i duże sumy. To ważniejsze dla nich niż obowiązek solidarności.

    My nazywamy te dziwne stosunki, gazowe relacje między Moskwą i Berlinem, nowym paktem Ribbentrop-Mołotow. Czy to jest przesada, czy to prawda?

    Myślę, że to zrozumiałe, że używacie tego odniesienia. Ponieważ to bardzo bliskie partnerstwo między Niemcami i Rosją wokół Gazociągu Północnego.

    Czy wierzy pan w realizację projektu Baltic Pipe, planowanego rurociągu gazowego pomiędzy Danią a Polską?

    Mam nadzieję, że powstanie. To jest bardzo dobra, bardzo interesująca propozycja i dla Danii i dla Polski oraz dla Europy Wschodniej. To alternatywa dla gazociągu Nord Stream. A także alternatywna nitka do starego rurociągu, który działa obecnie i przesyła gaz przez Białoruś i Ukrainę i dalej do Europy, w tym także do Polski. Myślę, że byłoby to bardzo mądre posunięcie. Trzeba połączyć rurą Danię z Polską.

    A co pan sądzi o imporcie skroplonego naturalnego gazu (LNG) ze Stanów Zjednoczonych do Polski.

    Zapomnijcie o tym. Zapomnijcie.

    Dlaczego?

    W mojej opinii to zbyt trudne, abyście sobie z tym poradzili. To, czego potrzebujecie, to tak naprawdę alternatywny gazociąg, i może - w przyszłości - alternatywna, zielona energia, inny rodzaj energii, która zastąpiłaby ropę i gaz. Zamiast LNG ze Stanów Zjednoczonych.

    Bardzo dziękuję. Bardzo dziękuję za bardzo interesującą rozmowę. I czekam na pańską książkę w Polsce.

    To tak jak ja. Dziękuję, że pan do mnie zadzwonił.

    Bogdan Zalewski
    Blog autora
    Artykuł ukazał się 15 września 2017r. na portalu rmf24.pl

    25.09.2017r.
    rmf24.pl
  • @Talbot 16:11:20
    "Napisałem o tym, jak Kreml i Gazprom korumpował polityków w Danii, Szwecji i Niemczech"

    A dlaczego Gazprom miałby stosować inną taktykę i politykę niż żydowskie korporacje względem Rosji? Trzeba walczyć przynajmniej taką samą bronią jak syjonistyczny wróg.

    A co do Polski, polecam:
    http://wps.neon24.pl/post/105425,zydow-wojny-gazowe-z-rosja-walcza-i-placa-polacy
  • @Rzeczpospolita 17:55:12
    "A dlaczego Gazprom miałby stosować inną taktykę i politykę niż żydowskie korporacje względem Rosji?"

    Czyli twierdzi pan, że Rosja niczym nie różni się od syjonistycznych reżimów?
  • @Talbot 18:25:30
    Przeciwnie, różni się zasadniczo - np. nie stosuje agresji wobec innych państw.

    Twierdzę natomiast, że Rosja ma prawo stosować identyczną politykę, taktykę i broń, jaką stosują syjoniści wobec Rosji.
  • Dlaczego Polacy dają się tak łatwo manipulować?
    Nie tylko Polacy, dali się nabrać na równowagę Monteskiusza.

    Oczywiście, równowaga trójki to nieprawda.
    Muszą powstać nowe konstytucję, oparte na równowadze liczb parzystych w celu ożywienia uśpionych narodowych demokracji.

    Wybudzenie demokracji może uratować ludzkość.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY