Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
455 postów 4800 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

KAPUŚ.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Donosiciel komunistycznej bezpieki Michał Boni pozuje dziś na stróża praworządności w Polsce

 

 

fot: YT

Jak nazwać człowieka, który donosił komunistycznym służbom PRL-u na swoich kolegów i koleżanki? Kapuś wydaje się być tutaj najbardziej łagodnym ze wszystkich możliwych określeń charakteru kogoś, kogo godność sąd wycenił na 20 tys. złotych.

Tyle bowiem musiał zapłacić Janusz Korwin-Mikke, który publicznie spoliczkował Michała Boniego. Dlaczego? Otóż Boni w 1992 r., gdy jego nazwisko pojawiło się na tzw. liście Macierewicza, wszystkiemu zaprzeczył i zarzucił JKM, że kolportuje pomówienia. Twierdził, że nie był agentem, przyznał się dopiero w 2007 r., gdy musiał wypełnić deklarację lustracyjną. Wówczas JKM zapowiedział, że przy pierwszym możliwym spotkaniu go spoliczkuje, odbierają mu zdolność honorową. Jak powiedział, tak zrobił.

Znak Solidarności

Deklarację współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa podpisał w 1985 r. Jego pseudonim to TW „Znak”. Jak sam twierdzi, nikt przez jego działalność jako TW nie cierpiał. Co ciekawe, jak ustaliła „Warszawska Gazeta” w werbunku Boniego wzięła udział słynna agentka „Stokrotka”. To udokumentowane relacje z nią były podstawą werbunku. Okazuje się jednak, że aktywnie donosił na kolegów i koleżanki z Regionalnej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność” Region Mazowsze. Był to podziemny organ koordynujący działalność struktur „S” na terenie Mazowsza. „Kapuś” – tak zdefiniował Michała Boniego dziennikarz i publicysta Wojciech Cejrowski i trudno się z nim nie zgodzić. Kapuś to ktoś mały, niezwykle wyrachowany i lawirujący pomiędzy poszczególnymi osobami. Michał Boni właśnie taką osobą jest i nawet posturą odpowiada charakterystyce. Jest też niezwykłym cynikiem. W swojej wypowiedzi, którą wygłosił po przemówieniu Timmermansa, przypomniał wartości Solidarności, która wywalczyła wolność w demokratycznym państwie. Boni często też przypomina o swojej działalności opozycyjnej. Co ciekawe, nie robi tego jeżeli chodzi o jego agenturalną przeszłość. Dawniej krytykował pomysły lustracyjne, a obecnie robi to w przypadku ustawy dezubekizacyjnej. Jak twierdzi, może i jest słuszna, ale ma wiele luk. Rodzi różnego rodzaju niesprawiedliwości…

 

Judasz cytuje Jezusa

Chociaż czasy się zmieniły, a stolica imperium okupującego polskie terytorium nie jest już na wschodzie, to charakter Michała Boniego pozostał ten sam. Nie widać u niego skruchy, na którą się powoływał, przyznając do współpracy ze służbami PRL-u. Podczas debaty nad „kwestią polską” w Parlamencie Europejskim Boni dziękował głównemu oskarżającemu nasz kraj eurokracie Fransowi Timmermansowi za… dialog z polskich rządem. Dziękuję panu, panie przewodniczący Timmermans, za pańską cierpliwą gotowość do dialogu z rządem Polski, obiektywną ocenę systemowego zagrożenia praworządności w Polsce, jaką Pan przedstawia w imieniu całej Komisji Europejskiej. Nie jest pan sam, co już dzisiaj było powiedziane. Są z panem miliony Polaków, którzy myślą podobnie i te dziesiątki tysięcy, które wyszły na ulice w lipcu tego roku, także mnóstwo młodych ludzi, w obronie konstytucji, niezależności sądownictwa, niezawisłości sędziów w pięknych akcjach. Można by spytać: Boni, co wy tam palicie? Jak agent, który rozpracowywał struktury Solidarności na Mazowszu, śmie nawiązywać do tradycji jednego z największych ruchów w historii Polski?

Słowa Boniego w Parlamencie Europejskim wywołały lawinę komentarzy. Nie pozostawiono na nim suchej nitki. Targowiczanin czy hipokryta to tylko najlżejsze z określeń, jakie padały. Cała historia jest tym bardziej bulwersująca, że przewodniczący Komisji Europejskiej podczas swojego wystąpienia wypowiedział słowa, które można uznać za obraźliwe. Polska dzisiaj jest bardziej suwerenna, wolna niż przez wieki w przeszłości. Przez tysiąc lat chyba Polacy nie byli aż tak wolni. Polski nie było na mapach Europy. Polska nie miała nic do powiedzenia, nie miała wpływu na granice. Gdyby Niemcy były silniejsze, to Polska miałaby granice bardziej na zachodzie, a gdyby Rosja, to na wschodzie. Dodał jeszcze: UE nie odbiera suwerenności. Ona tworzy suwerenność dla Polski, której nie miała przez wieki. Czyli pan Timmermans stwierdził w gruncie rzeczy, że możemy wybrać, czy to Niemcy będą silne, czy też Rosja? Jego wypowiedź pokazuje, jak mierne i żałosne jest jego pojęcie o naszym kraju. W ślad za Timmermansem można by zatem stwierdzić, że pomiędzy 1989 a 2004 r. Polska nie była krajem suwerennym, gdyż to dopiero UE stworzyła nam suwerenność…
Spadkobierca targowicy

Boni kontynuuje tradycję zdrajców targowickich, którzy dziękowali za poparcie u zagranicznych mocarstw. W ich przypadku była to Rosja. W jego przypadku jest to Unia Europejska. Boni należy do przedstawicieli tej części społeczeństwa, która nie może pogodzić się z wynikami demokratycznych wyborów. Najwyraźniej temu „dziedzicowi” wartości Solidarności nie na rękę jest przekazanie władzy na rzecz partii, która nie realizuje polityki dyktowanej z Brukseli. Jak twierdzi, takich jak on są miliony. Tylko gdzie się pochowali, „kapusiu”?

 

Napisane przez Robert Kolski

https://warszawskagazeta.pl/polityka/item/5149-kapus-donosiciel-komunistycznej-bezpieki-michal-boni-pozuje-dzis-na-stroza-praworzadnosci-w-polsce

KOMENTARZE

  • Panie Wojtas!
    Żona z bezpieki

    http://wf4.xcdn.pl/files/12/03/10/385904_jasienica_PAP_68.jpg



    Paweł Jasienica był zachwycony swoją nową żoną. A tymczasem ona codziennie pisała na niego... raporty dla SB. Słynny pisarz ożenił się z jedną z najlepszych agentek bezpieki w historii PRL-u.

    Zofia O’Bretenny, zwana Neną, pisała swoje raporty w łazience, żeby Jasienica się nie zorientował. Często szła pisać do esbeckiego „lokalu konspiracyjnego”, a mężowi wmawiała, że idzie na zakupy. Bywało, że już trzy godziny po odwiedzinach u Jasienicy Melchiora Wańkowicza czy Stefana Kisielewskiego, bardzo szczegółowy raport Neny leżał na biurku oficera SB. A kobieta pobierała za donosy na męża sowite wynagrodzenia.

    Jasienica miał niezwykły dar: jego książki porywały młodych ludzi i budziły w nich historyczną pasję. Jednak jego dzieł w księgarniach nie znajdziesz, bo zdrada Neny O’Bretenny do dzisiaj wydaje zatrute owoce. Te książki nie są wznawiane. Dlaczego? Bo prawa autorskie należą nie tylko do jedynej córki pisarza, Ewy Beynar-Czeczott. Także do jego pasierba Marka, syna agentki. Pasierb był już dorosły, kiedy jego matka usidliła Jasienicę. Słabo się z pisarzem znał. Kiedy pani Ewa poznała całą prawdę o „pracy” swojej macochy, powiedziała: nie, nie będę już dzielić praw autorskich z jej synem. Bo to byłby dalszy ciąg wynagradzania za zdradę. Pani Ewa skierowała sprawę do sądu. Jednak dopiero przed dwoma tygodniami, po kolejnym odwołaniu, sąd przyznał jej pełnię praw autorskich.

    Nena pyta o romans
    „Paweł Jasienica” to tylko pseudonim literacki. Naprawdę nazywał się Leon Lech Beynar. Beynarowie to stary szlachecki ród herbu Nowina. Jasienica był dumny ze swojego przodka, który podpisywał akt polsko- -litewskiej Unii Horodelskiej – ze strony litewskiej. Jego pierwszą miłością była Władysława, sierota wychowana przez starsze siostry. Poznali się w „Klubie Włóczęgów Wileńskich”, organizacji studentów, którzy spędzali czas na dyskusjach i wspólnych wędrówkach.

    Jednym z ich kolegów-włóczęgów był Czesław Miłosz. Leon i Władysława pobrali się w 1934 roku. Urodziła im się córka Ewa. W czasie wojny Leon walczył w AK przeciw Niemcom, a później przeciw komunistom. Był zastępcą słynnego majora AK Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Jednak w sierpniu 1945 roku w czasie potyczki kula rozszarpała mu udo. Leona ukrył proboszcz z Jasienicy. To tam narodził się jego pseudonim „Paweł Jasienica”. Jego żona Władysława zmarła w 1965 roku. A bezpieka podsunęła mu agentkę o pseudonimie „Ewa” – czyli Nenę O’Bretenny.


    Nena za młodu nazywała się Zofia Darowska. Brała udział w powstaniu warszawskim. Później trafiła do obozu w Niemczech i wyszła za Irlandczyka. To małżeństwo jednak się rozpadło. Nena wróciła z synem do Polski, już pod nazwiskiem O’Bretenny. Miała wielkie ambicje, chciała błyszczeć, a tymczasem zarabiała grosze na chałupniczej produkcji słomianych serwetek dla Cepelii. Znała jednak sławnych ludzi z opozycji, choćby Janusza Szpotańskiego, poetę i satyryka. Dlatego tajniacy złożyli jej propozycję współpracy... Przyjęła. Bezpieka załatwiła jej lepszą pracę, w dziekanacie na uczelni. Donosiła tam na studentów i profesorów. Spisała się, więc dostała pracę w recepcji Grand Hotelu. Była dosyć ładna i wyjątkowo bystra, trudno było jej nie lubić. Budziła zaufanie. W jej raportach roiło się od bardzo przydatnych dla komunistycznych służb szczegółów.

    W połowie lat 60. Nena dostała nowe zadanie operacyjne: zbliżyć się do Leona Beynara, czyli Jasienicy. Agentka siadała więc z przodu na jego spotkaniach autorskich. Zadawała mądre pytania, które ułożyli dla niej esbeccy konsultanci. Prosiła o autografy. Ale wokół Jasienicy zawsze był taki tłum, że pisarz nie zwracał na nią uwagi. A jednak w końcu się udało. Zaczepiła go na ulicy. – Ja w sprawie romansu... – zaczęła. Pisarz przystanął, zaskoczony. Nena poprosiła, żeby pomógł jej zdobyć materiały o XVII-wiecznej miłosnej historii Halszki Ostrogskiej. Udawała, że pisze o tym książkę. Historyk połknął ten haczyk. Zainteresował się, dał się zaprosić na kawę. A po śmierci żony bez pamięci zakochał się w tej uwodzącej go agentce. On miał 56 lat, ona 40.

    Intryga i donos
    W 1968 r. Jasienica ostro wystąpił przeciw władzom. Potępił antysemityzm, który rozpętali komuniści. Pierwszy sekretarz Władysław Gomułka zaczął wtedy publicznie atakować Jasienicę. Obrzucał go z trybuny fałszywymi zarzutami. Wkrótce do mieszkania pisarza zaczęli dzwonić jacyś ludzie z pogróżkami albo też panowało w słuchawce głuche milczenie. Nena przekonała wtedy pisarza, że dostała „cynk” o ludziach z Białegostoku i Narewki, gdzie w 1945 roku działał partyzancki oddział Jasienicy. Mówiła, że ludzie ci chcą się na nim fizycznie zemścić. Namawiała, żeby pisarz się do niej na jakiś czas przeprowadził. Jasienica się zgodził.

    „...mieszka u mnie Paweł Jasienica. Nastąpiło to (...) po wypadku pobicia Kisielewskiego” – napisała Nena dla SB 19 marca. – „Obecnie jest pod moją zupełną kuratelą, dzięki czemu wiem, z kim się kontaktuje i kto do niego dzwoni i przychodzi” – przechwalała się tydzień później. Jasienica zabierał ją na przyjęcia. Nena wreszcie zaczęła brylować w towarzystwie. Zaufali jej tacy czołowi opozycjoniści jak mecenas Jan Olszewski z żoną.

    A ona przeprowadzała intrygi i informowała bezpiekę o wszelkich ich kontaktach i nazwiskach współpracowników. 6 czerwca 1969 roku raportowała: słynny AK-owiec pułkownik Rzepecki powiedział Jasienicy, że na granicy złapano parę młodych Polaków, którzy przemycali paryską „Kulturę” i inne pisma. Znaleziono przy nich imienny wykaz polskich opozycjonistów, którym należy tę „bibułę” przekazać. Miało tam być też nazwisko Jasienicy.

    „Powyższe wiadomości przyniósł płk. Rzepeckiemu jego znajomy i współpracownik z okresu okupacji (z Komendy Głównej AK), który jest od szeregu lat pracownikiem w Prokuraturze. To już nie pierwsza wiadomość, którą przynosi J. Rzepeckiemu z terenu prokuratury (nazwiska nie znam)”. Po tak precyzyjnym raporcie SB miało spore szanse, żeby tego informatora opozycji namierzyć. Jeśli ten człowiek dostał się w ręce SB, jego los mógł być straszny.

    Łzy na pogrzebie
    W końcu Jasienica oświadczył się Nenie. Wyszła za niego osiem miesięcy przed śmiercią pisarza.
    Tylko nieliczni zaczęli w końcu podejrzewać, że Nena może być agentką. Nie ufali jej Jan Rzepecki i Władysław Bartoszewski. Od pierwszej chwili sceptycznie oceniał ją słynny „Kisiel”. „Byłem u Jasienicy, postanowił mi bowiem przedstawić »swoją panią«. Jest to osoba wyszczekana, inteligentna, bywała, jeszcze »akówka«, ale coś mi za mądra” – zanotował Stefan Kisielewski. Na ich ślub przysłał kartkę, w której życzył panu młodemu rozumu. Jasienica zmarł w 1970 roku. Wdowa założyła na pogrzeb czarne okulary. Mecenas Siła-Nowicki swoją mowę nad grobem zakończył nieco patetycznie: „A święta ziemia polska, którą tak ukochał, niech go ogarnie swoimi ramionami i przytuli jak matka, jak małżonka, jak córka i siostra, jak ramiona jego towarzyszy broni” – powiedział. Nena w tym momencie zapłakała.

    Zresztą łez używała częściej, budziła nimi zaufanie. Donosiła na opozycjonistów jeszcze długo. Żyła dostatnio. Wkrótce zaczęła wyprzedawać wspaniałą bibliotekę Pawła Jasienicy. Zmarła w 1997 roku.
    Historycy wytykają zbytnie uproszczenia w historii według Pawła Jasienicy. Jego książki rzeczywiście nie nadają się na podręczniki dla studentów. Jednak ich siła leży gdzie indziej. One, w przeciwieństwie do wielu nudnych naukowych „cegieł”, budzą ogromne zainteresowanie historią. Po przeczytaniu Jasienicy wielu ludzi sięgnęło po bardziej specjalistyczne książki. Jeśli pasierb pisarza nie odwoła się od wyroku sądu, jeszcze w tym roku na półki księgarń wrócą słynne książki Jasienicy: „Polska Piastów”, „Polska Jagiellonów” czy „Rzeczpospolita Obojga Narodów”.

    http://gosc.pl/doc/761493.Zona-z-bezpieki
  • "Bonizm" to szerszy problem;
    Skupianie sie na łajdactwach Boniego niczego nie wnosi, bo taka jest jego natura (DNA, popłączenia w mózgu oraz wychowanie - oprogramowanie). To tak jakby powierzyć gorylowi pilotowanie samolotu pasażerskiego, a potem mieć do niego pretensje że spowodował katastrofę. Problem jest w braku testów na człowieczeństwo - uniemożliwiających takim półpawianom sprawowanie odpowiedzialnych stanowisk. Technika w niektórych niehuanistycznych dziedzinach wydaje się być bardzo zaawansowana, natomiast w kwestiach wykorzystania zdobyczy nauki w odsiewaniu psychopatów i innych dewiantów od stanowisk decydujących o naszym być albo nie być brak postępu i nadal tkwimy w prawach dżungli i nie zanosi się na przełom. Percepcja jest w związku z tym taka, że po jasną cholerę starać się, budować cokolwiek, odkrywać, wynajdywać, ulepszać, skoro jakiś psychol u władzy w oka mngnieniu może to wszystko zniszczyć. Ludzkość przestawiła się na tryb przetrwalnikowy.
  • JE Michał Boni (Tajny Współpracownik SB ps.”Znak”, nr rej. 54946)
    P.Boni ostatnio mocno się uaktywnił. Proszę przyjrzeć się tej buziuchnie:

    http://korwin-mikke.pl/uploads/img/indeks.jpg

    Nie ukrywam, że przyłożenie w nią z rozmachu to najłagodniejszy czyn, jaki przychodzi mi na myśl, gdy ją widzę. Jest to o tyle dziwne, że jestem człowiekiem łagodnym. Ludzi, również wrogów, szanuję, niektórych lekceważę, niektórymi pogardzam, tacy jak p.Tomasz Lis czy p.Jacek Żakowski budzą we mnie (nie wiem, dlaczego?) – a wiem dlaczego tacy jak pp.Robert Biedroń czy Szymon Niemiec – obrzydzenie, ale tylko obrzydzenie.
    Staram się unikać – i tyle. Jak się natknę – zachowuję się uprzejmie.
    Widok p.Boniego – i tylko p.Boniego - wyzwala we mnie najgorsze instynkty.
    Póki nie mogę zdefasonować Mu facjaty, re-publikuję fragmenty artykułu na Jego temat z „NIE” (Nr 4/09):

    Służebności ministra B.
    Jest to nieprawdopodobne, ale naj­większe polskie media nie zaintereso­wały się karierą zawodową szefa ze­społu strategicznych doradców w rzą­dzie Donalda Tuska, człowieka uzna­wanego za głównego stratega tego rzą­du, najbardziej pracowitego i wydaj­nego urzędnika kancelarii premiera, nazywanego wręcz "wicepremierem", a ostatnio mianowanego konstytucyj­nym ministrem, chociaż bez teki.
    W wyszukiwarce Krajowego Reje­stru Sądowego można odnaleźć nazwisko Boniego w 22 fundacjach, spół­kach z o.o. i akcyjnych. Dwóch spółek był współwłaścicie­lem (od 2003 do 2007 r. sp. z 0.0. Pro­file-Dialog i krótko w 2003 r. sp. z 0.0. Labora Service) w pozostałych zasiadał we władzach.
    Dialog pod prądem
    O spółce Profile-Dialog pisaliśmy (,,NIE" nr 26/2004). Najwyższa Izba Kon­troli kontrolująca Elektrownię Opole miała zastrzeżenia do umów między elek­trownią i spółką Boniego. Umowy doty­czyły systemu wartościowania pracowni­ków oraz przygotowanie koncepcji nego­cjacji wraz ze wsparciem logistyczno -meto­dologicznym w procesie wprowadzania nowych systemów. NIK uznał, że część tego zamówienia niekoniecznie była racjonal­na z punktu widzenia potrzeb elektrowni. Ale to ta mniejsza. Umowy zawierane by­ły w tzw. trybie zamówień z wolnej ręki (czyli bez przetargów). Najpierw Profile­-Dialog podpisywały umowę na 195 tys. zł, potem aneksem zamieniły ją na 235 tys. zł, a w końcu kolejnym aneksem na 247 tys. zł. I taki sam mechanizm w kolej­nej umowie. W sumie spółka Michała Boniego zarobiła prawie 700 tysięcy.
    W czasie gdy Profile-Dialog opraco­wywały systemy wartościowania ze wsparciem logistyczno-metodologicznym Michał Boni był współwłaścicielem spółki, członkiem jej zarządu i jedno­cześnie przez pewien czas szefem gabi­netu politycznego ówczesnego wice­premiera oraz ministra pracy i polityki socjalnej Longina Komołowskiego.
    Facet od wszystkiego
    Jednak ciekawszy w karierze zawo­dowej ministra Boniego jest trop zwią­zany ze spółkami, w których radach nadzorczych zasiadał. Rozrzut zainte­resowań ma duży: ściąganie długów, medycyna rodzinna, rynek pracy cza­sowej, produkcja trójpolifosforanu so­du pylistego z niską fazą i pylistego .z wysoką fazą, oprogramowania kom­puterowe, wyroby gumowe, budowa­nie aparatury rozdzielczej średnich i dużych napięć, marketing i reklama, produkcja dyspersji winylowych i kopolimerowych, produkcja kosmety­ków, ubezpieczenia emerytalne, pro­dukcja prądu przez wiatraki, produk­cja odkurzaczy i żelazek, kolejnictwo, produkcja glazury do łazienek.
    (...)
    Waldemar Kuchanny
    Od razu wyjaśnijmy: Elektrownia Opole należy do PGE, a 60% PGE należy do obecnego reżymu. W ten sposób dofinansowuje się (również z pieniędzy pozostałych 40% udziałowców!!) agenturę.
    Bo nie mam najmniejszej wątpliwości, że „system wartościowania pracowni­ków oraz przygotowanie koncepcji nego­cjacji wraz ze wsparciem logistyczno -meto­dologicznym w procesie wprowadzania nowych systemów” to bełkot służący jako podkładka do wyciągnięcia tych 700.000 zł – a p.Boni nie był ani jedynym, ani najważniejszym, agentem czerpiącym zyski z tego źródełka.
    No, i co?
    No i nic... Można sobie o tym pisać. Na Berdyczów. Nikt nawet nie fatyguje się, by sprostować.
    Mamy wolność słowa. Takie pisma jak (na Lewicy) „NIE” czy (na Prawicy) „Najwyższy CZAS!” mogą sobie pisać, co chcą. Establishment dostojnie i łaskawie raczy tego nie zauważać.
    Taki wentyl bezpieczeństwa...
    Brosze to docenić! Za PRLu by nas zapuszkowano. Za sanacji grupka jakich oficerów spontanicznie by mnie czy p.Kuchannego sflekowała.
    A u nas – wolność! Obowiązuje zasada: „My kradniemy, bo lubimy – Wy sobie o tym piszcie, bo lubicie”
    Suum bonum cuique

    http://korwin-mikke.pl/blog/wpis/je_michal_boni_tajny_wspolpracownik_sb_psznak_nr_rej_54946_/1625
  • Skąd ten wykrzyknik do Pana Wojtasa...
    odnośnie artykułu o Pawle Jasienicy?

    W jednym z artykułów poruszających wątek Pawła Jasienicy, które opublikowałem Pan Wojtas napisał: ostrożnie z Pawłem Jasienicą, bo zna się On z jego żoną.

    Niczego ne sugeruję.
  • Pytanie do Rzeczpoxpolitej...
    czy wszyscy komuniści to żydzi?
  • Do @Talbot 21:43:18
    Talbot pisze ! [ Donosiciel komunistycznej bezpieki Michał Boni pozuje dziś na stróża praworządności w Polsce ] !

    Panie Talbot ! on wyłącznie broni żydowskiej dominacji w Polsce przed POLAKAMI SŁOWIANAMI !
    stąd paniczny krzyk w sejmie i w mediach przed uzbrojeniem Polaków w broń !! od lewa do prawa żydostwo jest przeciw posiadaniu broni przez Polaków w Polsce

    Ireneusz Tadeusz Słowianin Lach . Polska Krajem NEUTRALNYM !!!!
  • @Nibiru 20:35:29
    "Ludzkość przestawiła się na tryb przetrwalnikowy."

    Może dlatego Polacy uciekają z własnej Ojczyzny?

    Prawda jest jedna, że przy zablokowanym systemie demokracji, jeden psychol u władzy w oka mgnieniu może zniszczyć wszystko.

    Trochę czasu wymaga przejście z totalitaryzmu do narodowej demokracji. Lecz, uruchomienie trybu przetrwania Polaków jest możliwe z nową konstytucją gwarantującą prawdziwą równowagę władzy zapisaną w liczbie parzystej.

    Skupianie się na łajdactwach , znacząco wydłuża czas uruchomienia prawdziwego systemu równowagi demokracji.
    Prawda może uratować Polskę.
  • Jest MOC!
    Tej siły jak ta w Rzeszowie już nikt nie za3ma!
    Protest w obronie UB-ekow i SB-ekow

    https://pbs.twimg.com/media/DK_awCYXUAEcvko.jpg
  • @Talbot 21:43:18
    Ktoś kiedyś powiedział, że nie każdy żyd to komunista, ale każdy komunista to żyd.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY