Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
672 posty 5780 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Niemieckie "bicepsy".

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak upadają Niemcy. Największe mocarstwo Europy przeżywa największy kryzys od zakończenia II wojny światowej

 

Niemcy przeżywają dziś największy kryzys w swojej powojennej historii. Największe europejskie mocarstwo od trzech miesięcy nie ma rządu z większością parlamentarną. Zresztą partie, które mogą go stworzyć, i tak nie mają pomysłu, jak rozwiązać najbardziej palące (czasem dosłownie, jak podpalone zostaną jakieś budynki) problemy. Nie wiedzą, co zrobić z problemem emigrantów lekceważących niemieckie prawo i porządek.

 

Na oficjalną zmianę polityki promocji i akceptacji dla multikulti nie ma co liczyć, a z tym, co jest, nikt nie wie, jak sobie poradzić. Niemieckim strategom budowy IV Rzeszy (dla niepoznaki nazywanej Unią Europejską) wydawało się, że ten problem rozwiąże się wraz z powstaniem europejskiego superpaństwa. Do Niemiec miały walić tłumy białych, kulturalnych Europejczyków i grzecznie się germanizować. Zamiast tego zrobił się bliskowschodni targ, nad którym nikt nie panuje. Niemcy zachorowali na wirus bylejakości, tak w gospodarce, jak i polityce.

Tylko w ostatnich miesiącach afera z fałszowaniem danych o silnikach Volkswagena (koncern od lat sprzedawał auta znacznie bardziej zatruwające środowisko, niż twierdził) zachwiała mitem niemieckiej uczciwości. Potem okazało się, że sztandarowy projekt Nowych Niemiec Centralny Port Komunikacyjny ma PIĘCIO!-letnie spóźnienie (od 2012 r.) i końca nie widać. Podobną fuszerkę odstawiono przy przeniesieniu dworca w Stuttgarcie pod ziemię, który już jest opóźniony o trzy lata i droższy o parę miliardów euro. Całość jeszcze trzyma bogata i szybko rozwijająca się gospodarka napędzana gigantycznym eksportem, ale to wszystko zaczyna trzeszczeć na naszych oczach. Wszystko dlatego, że Niemcy zamiast zarażać imigrantów swoją solidnością, raczej przyjmują od obcych kulturowo nacji ich destruktywne cechy. Demoralizująco wpływa także na Niemców rozpasanie na państwowym socjalu, któremu może oddawać się wielu imigrantów. A przecież Niemcy „nie przetrawiły” wciąż sowieckiego eksperymentu o nazwie NRD, który ciąży gospodarczo i kulturowo niemieckiemu olbrzymowi. Krótko mówiąc Niemcy nie zintegrowali tych uchodźców, których przyjęli, a co gorsza, wciąż potrzebują kolejnych. Za trzy lata niemiecka gospodarka zmierzy się z problemem braku minimum 3 mln wykwalifikowanych pracowników. I ten problem będzie się powiększał.

Inwazja obcych kulturowo imigrantów zadziałała na Niemcy jak stłuczenie auta w słynnym eksperymencie psychologicznym w XX w. Otóż zaparkowany samochód był zostawiony w spokoju, jeżeli był cały. Wystarczało jednak ułamane lusterko, stłuczona lampka lub szybka, aby samochód zaczynał być demolowany przez ludzi. Takim demolowanym samochodem są dziś Niemcy. Sytuację ratuje gospodarka, ale tworzący ją ludzie nie mają zmienników. A zarządzający Niemcami nie mają pomysłu, jak uciec przed katastrofą.

Ambicje spóźnionego mocarstwa

 

Dwie najkrwawsze wojny w historii ludzkości zawdzięczamy późnemu zjednoczeniu Niemiec. Gdy Bismarck zjednoczył w 1871 r. Niemców, to okazało się, że najpotężniejsza nacja na kontynencie może liczyć na niezbyt atrakcyjne kolonie w Afryce i tyle. Nikt z dotychczasowych decydentów o losach świata nie chce jej dopuścić. Wynik znamy, ale Niemcy bynajmniej nie pozbawiło to ambicji. Dobrze czuł to wybitny brytyjski mąż stanu i premier Winston Churchill, który żartem (czy aby na pewno?) twierdził, że „Niemcy należy bombardować co 50 lat, bez podania przyczyny, na wszelki wypadek”.

Kolejny podbój Europy Niemcy zaplanowali dokonać gospodarczo. I wszystko szło przez lata znakomicie. Gdy w 2002 r. wprowadzono wspólną europejską walutę, to wydawało się, że są już „na ostatniej prostej”. Dwa lata później miała zostać uchwalona europejska konstytucja, ale się nie udało. Francuzi i Holendrzy „nie dojrzali do demokracji” i odrzucili ową konstytucję w referendum. Kolanem przepchnięto więc traktat europejski z Lizbony z 2007 r. Czyli ogłoszono, że decydować o jego wprowadzeniu w życie będą parlamenty, a nie obywatele. Udało się, ale cena za to była wysoka.

Dobrze naoliwiona maszyna współpracy gospodarczej i politycznej, jaką były Europejskie Wspólnoty Gospodarcze, źle zniosła błyskawiczne przyśpieszenie integracji. Tym razem uciekać zaczęli już politycy, czyli szefowie państw, a nie obywatele. Najpierw zaczęli wyplątywać się Węgrzy, potem całą wstecz dała Wielka Brytania. Tak mocno, że w ogóle postanowiła opuścić Unię Europejską. Gdzieś po drodze omal nie wyszła z Unii Europejskiej Grecja. Projekt budowy europejskiego superpaństwa pod egidą Niemiec zwyczajnie się rozsypał. A zaraz po tym zaczęły sypać się Niemcy. Okazało się, że cały pomysł na istnienie niemieckiej dominacji w Europie zakładał tylko szybką integrację. I teraz nie wiadomo, co z tym fantem zrobić.

Integracyjnyblitzkrieg

Dlatego lider niemieckich socjalistów, niedawny szef parlamentu europejskiego Martin Schulz, ogłosił, że „do 2025 roku powstaną Stany Zjednoczone Europy (SZE). Kto się nie podporządkuje, opuści Unię Europejską”. Po co integracja? W imperiach centra żywią się i wyludniają prowincje, i zapewne na ten efekt liczą architekci „integracyjnego blitzkriegu”. Ta mocna deklaracja to nie tyleż dowód siły, co słabości. Integracja się zatrzymała i niemieccy architekci SZE próbują „kolanem dopchnąć” swoją utopijną ideę, podobnie jak wcześniej przepchnięto konstytucję. Schulz wie, co mówi. W takim szpagacie Niemcy długo nie wytrzymają. Powrót normalnych Niemiec (niekoniecznie korzystny dla Polski) oznaczałby reorientację niemieckiej polityki o 180 stopni, powstrzymanie bezsensownego otwarcia na imigrantów z kultur, które nigdy się z europejskimi nie zasymilują, i powrót do rozbudowy gospodarczego imperium. To jednak projekt na dziesiątki, jeśli nie setki lat. A tego eurokraci nie chcą. Pozostaje więc im desperacka „szarża” w rodzaju „integruj się lub giń”.

W kultowym komiksie wśród urodzonych w PRL po wojnie autorstwa Janusza Christy Kajko i Kokosz, o przygodach dwóch dzielnych wojów w prasłowiańskiej osadzie, walczących zwykle z ciągle knującymi zbójcerzami (luźno przypominającymi niemieckich Krzyżaków), w tomie Dzień Śmiechały jest ciekawa historia. Otóż zbójcerze przygotowali machinę oblężniczą, aby zdobyć i ograbić gród broniony przez Kajka i Kokosza. Raz okazało się, że pomost jest za długi i atakujący spadli z machiny oblężniczej, a innym razem za krótki i nie dali rady przejść przez wały grodu. Na dodatek, aby być pewnym odwagi swoich żołnierzy, ich wódz Hegemon podpalił machinę oblężniczą. Ta historia poniekąd przypomina obecny los Niemiec. Najpierw chcieli budować czyste rasowo imperium i skończyło się hekatombą i przegraną wojną. Gdy postanowili zbudować wielonarodowe imperium pod swoim kierownictwem, okazało się, że tym razem przesadzili z tolerancją. Najgorzej zaś, że autorzy tego pomysłu – niczym Hegemon z komiksu Christy – spalili za sobą mosty i teraz mogą się tylko rzucić w dół z dużej wysokości…

Napisane przez Jan Pińsk

 

https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/14717-jak-upadaja-niemcy-najwieksze-mocarstwo-europy-przezywa-najwiekszy-kryzys-od-zakonczenia-ii-wojny-swiatowej

KOMENTARZE

  • „Stworzony dla Europy”. Gazociągu Północnego 2 nie da się powstrzymać
    https://cdnpl2.img.sputniknews.com/images/726/24/7262423.jpg

    Trwają prace nad Gazociągiem Północnym 2, pomimo tego iż niektórzy nie są z tego zadowoleni. Dążenie do pozyskiwania energii bez zakłóceń, wywołuje w Europie poważne rozbieżności natury politycznej.

    https://pl.sputniknews.com/opinie/201802037262450-sputnik-gazociag-polnocny-2-rosja-ukraina/

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY