Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
676 postów 5801 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

W Rosji to nie do pomyślenia...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Obsesja poniżej pasa. Rządy starych satyrów

 

 

W centrum obrazu znajduje się grupa rozpustnych biesiadników, wyczerpanych i rozczarowanych. Inni przedstawieni zostali w pijackich pląsach. Kilka par obściskuje się, choć w tym „miłosnym zwarciu” nie widać pożądania, tym bardziej – uczucia. Raczej rutynę bądź spełnienie obowiązku ciążącego nieodmiennie na każdym uczestniku orgii. Z wolna nużącego. Na pierwszym planie, po prawej, widzimy dwu mężczyzn nieuczestniczących w bachanaliach. Wyglądają na przybyszów z daleka, rzucają na pijaną grupę potępiające spojrzenie. Podobnie jak antyczni bogowie wyrastający na swych kolumnach ponad scenę libacji.

Kompozycja nosi tytuł Rzymianie w okresie upadku. Namalował ją Tomasz Couture w 1847 r. jako „realistyczną alegorię” upadku moralnego Francji okresu monarchii lipcowej, wstrząsanej raz po raz skandalami obyczajowymi. Zdjęciem płótna czasopismo „Vanity Fair” zilustrowało zamieszczony w styczniu 2018 r. na swych łamach tekst autorstwa Emily Chang. I nie zrobiło tego przypadkiem.

 

Technorozpusta

Tomasz Couture bardzo jednoznacznie wyraził przesłanie namalowanego dzieła, cytując w katalogu salonu wystaw poetę rzymskiego Juwenalisa z Akwinum, żyjącego na przełomie I i II w. naszej ery: „Okrutniejszy niż wojna występek spadł na Rzym i pomścił podbity świat”.

Emily Chang we wspomnianym tekście zatytułowanym „Przecież to jest chore”: tajemnice Doliny Krzemowej, ciemna strona orgii, ujawnia, że wielu ważnych ludzi z północnej części Doliny Santa Clara w Kalifornii stale uczestniczy w przyjęciach wypełnionych alkoholem, narkotykami i seksem. Co równie istotne, uczestnicy tych orgii często nie kryją się z tym, traktując je jako odważny, alternatywny i niekonwencjonalny sposób życia.

Mniej więcej raz w miesiącu, w piątek lub sobotę wieczór, technokraci z Doliny Krzemowej zbierają się na „drug-heavy, sex-heavy party”. Czasami miejscem tej megaschadzki jest rezydencja Pacific Heights w San Francisco; niekiedy jest to wystawny dom u podnóża Atherton lub Hillsborough. Czasami pojawiają się specjalne okazje, a wtedy goście jadą na północ do czyjejś rezydencji w Dolinie Napa w Kalifornii, prywatnej nieruchomości przy plaży w Malibu lub na jacht zacumowany u wybrzeży Ibizy. „Miejsce się zmienia, ale większość obsady i cel zawsze jest ten sam – trwające cały weekend bachanalia”. Emily Chang pisze też, że jeśli osoba zapoznająca się z jej tekstem stwierdzi, iż nie rozpoznaje w nim znanego jej obrazu Doliny Krzemowej, oznacza to jedynie, że „nie jest bogatym i kanciastym fundatorem lub inwestorem płci męskiej bądź związaną z technopolis kobietą w wieku dwudziestu kilku lat”. Ludzie spoza tej sfery mogą po prostu nie zrozumieć tego, co dzieje się w elitarnym klubie najbogatszych mężczyzn i najładniejszych kobiet w technokorporacji. „Każdy, kto jest z zewnątrz, spoglądałby na to, co dzieje się w niespecjalnym nawet ukryciu, i powiedziałby: »O rany, ale to jest popieprzone!«”, zwierzyła się dziennikarce jedna z bizneswoman. „Ale ci ludzie, którzy są w środku tej gry, mają zupełnie inne zdanie na ten temat”.

W czerwcu 2017 r. młoda kobieta, nazwijmy ją Jane Doe, otrzymała zaproszenie do udziału w „party na krańcu świata” w posiadłości zamożnego inwestora. Jane poszła tam, a później o tym, czego doświadczyła, opowiedziała Emily Chang. „To wszystko było takie niedorzeczne”. Doe znalazła się na podłodze między dwiema parami, jedną z nich tworzył mąż z żoną. Pomieszczenie obite było białym pluszem, wokół leżały poduszki. W takiej to scenerii ludzie leżeli aż do wieczora, głaszcząc się nawzajem. „Było to takie wielkie party-przytulanka”, powiedziała Jane Doe. Jedna z imprezowiczek przebrana w kostium królika zaproponował Doe trochę proszku z plastikowej torebki. „Powiedzieli mi, że po tym poczuję się znacznie lepiej i będę chciała, aby mnie dotykano”, relacjonowała dziewczyna dziennikarce „Vanity Fair”.

 

O dalszy dynamiczny rozwój na odcinku frywolności

Stremowana, zanurzyła palec w proszku, po czym włożyła szczyptę do ust. Wkrótce po zdenerwowaniu nie było śladu. Jeden z mężczyzn zapytał, czy mógłby ją pocałować. „To wszystko było jakieś takie dziwne”, opowiadała dziennikarce. „Tak, ale twoja żona jest tuż obok, czy nie będzie jej to przeszkadzać?” Na to żona mężczyzny odpowiedziała, że wszystko jest w porządku, że nie ma nic przeciwko zalotom męża do nowo przybyłej. Jane Doe, „która uważała siebie za osobę śmiałą i o otwartym umyśle, pocałowała mężczyznę”. Później jednak Doe o „otwartym umyśle” zaczęła się tłumaczyć dziennikarce, zrzucając wszystko na działanie narkotyków i pośrednio przynajmniej obwiniając o to mężczyznę, który „wiedział, że nigdy nie zażywałam dragów”. Jane Doe próbowała uciec przed absztyfikantem, przemieszczając się w inną część posiadłości. „Czułam wściekłość, ponieważ dałam się mu wciągnąć w tę grę, on teraz szukał mnie po całym domu, a ja starałam się uciec i gdzieś schować. Pamiętam, jak go zapytałam: czy nie będzie to nikogo dziwić. Wtedy on odpowiedział: ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, co robię, a zdaniem innych się nie przejmuję”. Skoro świt dziewczyna wskoczyła do samochodu i opuściła przyjęcie. „Co jest złego w całej tej historii? To, że zdominowana została przez pieniądze i władzę. W tym jest problem, w nadużywaniu władzy. Nigdy tam już nie pójdę”. Zauważmy, że w ocenie dziewczyny na naganę zasługuje nie to, że grupa ludzi organizuje sex party i drag party, tylko że za orgiami stoją „pieniądze i władza”. Jakby kiedykolwiek było inaczej. Wyuzdane zabawy w scenerii przepychu i dobrobytu nigdy nie były specjalnością biednych i słabych, natomiast silnych i bogatych – owszem. Ale przecież „otwarte umysły” nie muszą tego wiedzieć.

Uczestnicy orgii, podczas których wymuszają uległość kobiet za pomocą marihuany (w tym wypadku nieleczniczej), LSD, heroiny czy innych środków halucynogennych, nie uważają siebie za łobuzów, tylko za ludzi wyzwolonych z uprzedzeń, starej, obłudnej moralności, być może dobrej dla filistrów o wąskich horyzontach myślowych. „Kiedy patrzą w lustro, widzą w nim ludzi stosujących nowe zasady i wzorce zachowań, przesuwających granice społecznych obyczajów i wartości”, pisze dziennikarka „Vanity Fair” i cytuje jednego z uczestników takich imprez: „To, co sprawia, że ten typ zachowań jest możliwy, czyli postępowość i otwartość umysłu, pozwala nam jednocześnie na bycie kreatywnymi i pełnymi pomysłów”.

Ponieważ cytowany magazyn jest wydawany przez lewactwo, niech nie zdziwi nas, że pani redaktor podzieli się z czytelnikami takim oto „przemyśleniem”: „Skoro te seksualne przygody są takie postępowe, dlaczego przeważają w nich fantazje heteroseksualnych mężczyzn? Kobieta spotyka się tam w trójkącie z inną kobietą; brak jest tam pederastów [u dziennikarki występują pod nazwą „gejów” – przyp. R.K.] i biseksualistów”. Innymi słowy, gdyby trójkąty były w proporcjach korzystnych (jeśli się można tak wyrazić) dla pań, a wśród par szaleliby też dewianci seksualni, to wszystko byłoby OK. Uwagi poczynione przez Emily Chang na marginesie głównego przekazu artykułu więcej mówią o pewnych, niewielkich, ale wpływowych, grupach w Ameryce niż opisane orgie w Dolinie Krzemowej.

 

Przepowiednia Pitirima Sorokina

Wbrew temu, co się w lewackich głowach roi, wysokie standardy obyczajowe obowiązywały niegdyś głównie kręgi arystokratyczne, a nie ludowe, plebejskie. A co za tym idzie – kaznodzieje za złamanie tych norm straszyli piekłem przede wszystkim wielkich tego świata, a nie maluczkich. Stosowano biblijną zasadę, że komu więcej dano, od tego też więcej się będzie wymagać.

Jednym z uczonych, którzy przewidzieli upadek świętych do tej pory zasad panujących w krajach Zachodu oraz USA, był Pitirim Sorokin (1889–1968). Sorokin, który utworzył na Harwardzie Wydział Socjologii w 1930 r., zarysował w swych pracach okoliczności mogące rychło doprowadzić funkcjonujące społeczeństwa Zachodu do upadku oraz „rozpadu wartości moralnych, prawnych i innych, za pomocą których od wewnątrz kontrolowano i kierowano zachowaniem jednostek i grup”, czytamy w artykule Gilberta T. Sewalla zamieszczonym w styczniowym numerze „The American Conservative”. W Social and Cultural Dynamics, dziele z 1937 r., Pitirim Sorokin napisał: „Organizm społeczeństwa i kultury Zachodu wydaje się przechodzić jeden z najgłębszych i najrozleglejszych kryzysów w całej swej historii. Jest on daleko większy niż dotychczasowe; jego głębia jest bezkresna, nie sposób dostrzec dna, i całe społeczeństwo Zachodu jest w ten kryzys zaangażowane”.

Opinie Sorokina zyskały na znaczeniu w drugiej połowie lat 60. XX w., bowiem zjawiska takie jak „rewolta studencka” 1968 r. i dynamiczny ruch kontrkultury inspirowany przez lewackich, promarksistowskich pracowników amerykańskich uniwersytetów, wymierzony w tradycyjne amerykańskie wartości, zdawały się potwierdzać analizy emigranta z Rosji, który był świadkiem rewolucyjnego obłędu, przyniesionego na obszar imperium carów w wyniku bolszewickiego przewrotu w 1917 r. II wojna światowa, zrzucenie bomby atomowej na dwa japońskie miasta oraz komunistyczna, powojenna agresja na kraje Europy Wschodniej i w Azji umocniły w Sorokinie przekonanie o schyłkowości cywilizacji Zachodu, którą w tej fazie określił mianem „sensate”, co w tym wypadku można by przetłumaczyć jako – „odczuciową”.

W społeczeństwie odczuciowym nie liczy się duch, intelekt, wrażliwość moralna, ale bogactwo, komfort, siła, sława i zabawa. Dwoje dorosłych może robić, co chce; małżeństwo jest umową do rozwiązania na życzenie.

Osiągnięcia technologiczne będą niebywałe, do tej pory niespotykane w dziejach ludzkiej cywilizacji. Ale rządy, system edukacyjny, przemysł, technologia, finanse uzależnią się od skomplikowanej sieci logistyki, wiedzy, reguł, kierowanej przez ośrodki będące poza kontrolą społeczną, mające na celu zachowanie bogactwa i władzy. Skala i złożoność zjawiska sprawią, że instytucje społeczne staną się kruche i nieelastyczne.

Takie społeczeństwa, niemające umocowania w wartościach metafizycznych, rozpadają się. Agresywny indywidualizm i nieokiełznana wolna wola podkopują powściągliwość i przedsiębiorczość. Potrzeba nowości, stymulacji i przyjemności okazuje się nienasycona. Reguły i tradycje wydają się arbitralne, czymś, co budzi opór lub irytuje, a nie skłania do czci i trwogi, ponieważ przeszkadzają w wyrażaniu siebie. Nuda karmi niezadowolenie i ekstremizm. Działania uznane za haniebne, przestępcze lub obłąkane stają się dozwolone.

W takiej sytuacji – Sorokin wskazuje tu na schyłkowy okres antycznego Rzymu oraz Zachód w XX w. – społeczeństwa doświadczają coraz większej liczby wojen, przestępstw, deprawacji. Kiedy zło eskaluje, rządy wykorzystują okazję, aby wziąć społeczeństwa na krótką smycz, pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. Pod pozorem równych praw i równości społecznej państwo wzmacnia kontrolę oraz omnipotencję swoich urzędników. Rezultatem jest ograniczenie indywidualnej autonomii, zmniejszenie wolności, zwiększenie reglamentacji oraz osłabienie konstytucyjnych i demokratycznych instytucji.

 

 

Rząd lędźwi, nie dusz

Ludzka energia przenosi się z coraz bardziej reglamentowanej przedsiębiorczości w sferze gospodarczej, kulturalnej, artystycznej, naukowej, na obszary szybkiego samospełnienia i natychmiastowej konsumpcji. Skutek jest taki, pisze Gilbert T. Sewall, że uwolnione od moralnych i prawnych ograniczeń społeczeństwo polityczne przeradza się w „ludzkie zwierzę kierowane głównie przez prawa biologii, namiętności, pożądania”, mówiąc słowami Sorokina.

Przejawy upadku Zachodu zaczynają się uwidaczniać w kryzysie rodziny. „Rozwody i separacje będą rosły tak długo, jak długo nie uświadomimy sobie głębokiej jakościowej różnicy między usankcjonowanym normami społecznymi małżeństwem, a przygodnymi relacjami damsko-męskimi”. Sorokin przewidział we wstrzemięźliwych jeszcze latach 50. XX w. nadejście seksualnej anarchii. Zresztą były już pierwsze tego przejawy: raport Alfreda C. Kinseya, który choć był badaczem os galasówek, przeprowadził badania nad seksualnością obywateli USA. Wyszło mu, że połowa Amerykanów zdradza żony, a 26 proc. Amerykanek – mężów. Że seks przedmałżeński to norma, a co dziesiąty mężczyzna jest homoseksualny. Jego badania wywołały szok i przyczyniły się do wybuchu rewolucji seksualnej. Dopiero po pół wieku okazało się, że Alfred Kinsey był oszustem. Skalę jego konfabulacji świat poznał w 1990 r. W USA wyszła wtedy książka Kinsey – seks i oszustwo, napisana przez Judith Reisman i Edwarda Eichela.

Na rynku pojawił się magazyn „Playboy”, z kobiecych walorów eksponujący głównie seksapil. W tym też czasie rozpoczął swą karierę Elvis Presley, kręcący lubieżnie bioderkami. Sukcesem komercyjnym mogły pochwalić się książki obnażające „mieszczańską obłudę” i „fałszywą pruderyjność” mieszkańców amerykańskiej prowincji: Peyton Place Grace Metalious czy Kotka na gorącym blaszanym dachu, film fabularny produkcji amerykańskiej z 1958 r. w reżyserii Richarda Brooksa, oparty na motywach sztuki Tennessee Williamsa pod tym samym tytułem z 1955 r. Czy w końcu proza Vladimira Nabokova. W 1957 Sorokin napisał: „Amerykanie stali się ofiarami manii seksualnej, tak złośliwej jak nowotwór i społecznie równie groźnej jak komunizm”. Za te słowa myśliciel został publicznie ośmieszony, znieważony i nazwany „świętoszkiem”.

Dziś z całą oczywistością widzimy, jak wiele prawdy było w prognozach Pitirima Sorokina, pisze Gilbert T. Sewall. Jeszcze niedawno będąca sprawą intymną, zachodzącą między dwojgiem dorosłych ludzi, obecnie „seksualność domaga się reflektorów. Wartościowe i godne realizacji czy też nie, to nie ma znaczenia, nadzieje i marzenia wypierają to, co jest możliwe i co może zostać wykonane. Pogoń za przyjemnościami – Neil Postman [amerykański filozof, medioznawca, krytyk kultury – przyp. R.K.] nazywa to pragnieniem, aby »zabawić się na śmierć« – stała się śmiertelną chorobą społeczeństwa. Na Zachodzie małżeństwo traci swój urok. Idea rodziny zmienia się, powodując, że dziś w USA 40 proc. dzieci rodzą niezamężne kobiety. Ten rodzaj aktywności seksualnej i jej konsekwencji cieszy się, jak chyba nigdy dotąd w historii Zachodu, zarówno poparciem państwa, jak i społeczeństwa”.

 

Zero zdziwień

W listopadzie 2017 r. szef Departamentu Policji Los Angeles (LADP) Charlie Beck poinformował media, że LADP zajmuje się kilkudziesięcioma zarzutami molestowania seksualnego w Hollywood, natomiast oskarżeń wpłynie zapewne więcej. „Spodziewamy się, że policja w Los Angeles oraz sądy otrzymają w nadchodzących tygodniach i miesiącach jeszcze więcej doniesień o przestępstwach seksualnych popełnionych przez wysoko postawione osoby”. „Zachęcamy wszystkie ofiary napaści seksualnych, aby zgłaszały się do organów ścigania”, pisał „Los Angeles Times”.

W tym czasie LAPD miał już 28 rozpoczętych spraw dotyczących zarówno Hollywood, jak i osób związanych z mediami. Wśród nich potentata w branży producentów filmowych Harveya Weinsteina, aktora Ediego Westwicka, pisarza, scenarzysty Murraya Millera i agenta filmowego Tylera Grashama. Poza tym Wydział Policji LA zebrał materiał w sprawie kolejnych 37 przestępstw na tle seksualnym, które wysłał do innych wydziałów policji, ponieważ miały one miejsce na obszarach ich jurysdykcji. Policjanci z Miasta Aniołów powołali specjalne grupy śledcze, mające zajmować się wyłącznie napływającymi doniesieniami o molestowaniach i innych przestępstwach seksualnych.

Podobne specjalne grupy utworzono przy Prokuraturze Dystryktu Los Angeles. Szefowa tej instytucji pani Jackie Lacey ogłosiła w listopadzie, że wyznaczyła grupę prokuratorów doświadczonych w ściganiu przestępstw seksualnych, mających zbadać każdy zgłoszony przypadek i „zapewnić jednolite podejście prawne oraz ewentualne ściganie każdego przypadku, który spełnia zarówno prawne, jak faktyczne standardy umożliwiające wszczęcie procedur postępowania karnego”.

Niestety niektóre zgłoszone przypadki nie mogą zostać rozpatrzone. Aktor Corey Feldman poskarżył się niedawno LAPD, że jako dziecko został wykorzystany seksualnie przez dwoje dorosłych z branży filmowej. Jednak sprawa nie będzie miała ciągu dalszego ze względu na przedawnienie. „Mimo to policja LA pochwaliła Feldmana za ujawnienie tego faktu”. Feldman ma 46 lat, a sprawa dotyczy wydarzeń z początku lat 80. XX w., kiedy aktor był dziecięcą gwiazdą.

Przestępstwa seksualne dotyczą nie tylko świata filmu. Strona internetowa The Free Thought zamieściła informację, również w listopadzie 2017 r., że izba reprezentantów wydała w ciągu minionej dekady 15 mln dolarów z kieszeni podatnika na sprawy sądowe związane z przestępstwami seksualnymi popełnionymi przez kongresmenów. Oświadczenie to złożyła pani Jackie Speier, członek Izby Reprezentantów z Partii Demokratycznej. Problem w tym, że o ile potentaci Hollywood muszą płacić ofiarom swych czynów z własnych pieniędzy, politycy wykorzystują fundusze pochodzące z podatków obywateli, aby zadośćuczynić pokrzywdzonym i wymusić na nich milczenie.

To daleko nie wszystkie środowiska, w których starsi, dobrze sytuowani ludzie wykorzystywali swoją pozycję, aby wyżyć się seksualnie. Niedawno pojawiła się nowa afera. Tym razem w środowisku gimnastyczek. Jak informuje strona Humans Are Free, od dawna toczą się sprawy, jakie byłe gimnastyczki, w tym również uczestniczące w igrzyskach olimpijskich, wytoczyły dr. Larry’emu Nassarowi, byłemu lekarzowi narodowego zespołu gimnastyczek USA. W styczniu 2018 r. prawie 100 kobiet odczytać miało swoje oświadczenia, dzieląc się z opinią publiczną „świadectwem straszliwych napaści seksualnych, jakich doświadczyły, będąc młodymi zawodniczkami, od Larry’ego Nassara”. Ujawniając w ten sposób również to, że Związek Gimnastyczny USA tolerował przestępczą działalność lekarza.

Zdecydowana większość mężczyzn oskarżonych o napastowanie seksualne swoją młodość przeżywało w latach 60. i 70. XX w. W okresie „rewolty studenckiej”, kontrkultury młodzieżowej, ruchów hippisowskich głoszących hasła wolnej miłości. Symbolem tych czasów był Woodstock, gdzie młodzi ludzie z lubością sięgali po narkotyki i taplali się w błocie. Później dokonali „marszu przez instytucje”, stając się z „rebeliantów” potentatami i przywódcami establishmentu. Niestety, błoto, którym oblepili się w czasach „górnej i durnej młodości”, nie chciało się od nich odlepić. Więc nanieśli je na salony.

 

 

https://www.vanityfair.com/news/2018/01/brotopia-silicon-valley-secretive-orgiastic-inner-sanctum

http://www.theamericanconservative.com/articles/pitirim-sorokin-revisited/

http://beta.latimes.com/local/lanow/la-me-hollywood-sex-crimes-beck-20171124-story.html

http://thefreethoughtproject.com/house-spent-millions-taxpayer-dollars-sexual-misconduct/

http://humansarefree.com/2018/01/100-victims-testify-in-court-over.html

 

Napisane przez Robert Kościelny

https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/5454-obsesja-ponizej-pasa-rzady-starych-satyrow

 

https://wolna-polska.pl/wiadomosci/rosja-rzadzi-pedofil-2012-02

Zobacz koniecznie: Rosją rządzi pedofil!!!

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY