Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
704 posty 5932 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Żeby było tak, jak było.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Walka lewackiego establishmentu z wolnymi mediami

 

 

Dla nikogo, kto śledzi kolejne odcinki Teorii Spisku, nie powinno być niespodzianką, że wolne media, mające na celu informować, a nie uprawiać prorządową propagandę, są solą w oku mainstreamu. Ponieważ od kilku dekad główny nurt życia społeczno-politycznego bardzo nam się zlewaczył (ta jego część odgrywająca rolę prawicy postąpiła w tym procederze trochę mniej, trzeba zachować pozory, ale ta druga, nie musząc niczego udawać, poszła już na całość), więc w tych, akurat niesprzyjających okolicznościach przyrody, tak się złożyło, że głównym przeciwnikiem wolnego słowa jest właśnie lewactwo. Tak jak w czasach realnego komunizmu, starsi Czytelnicy doskonale go pamiętają, ten, kto nie kłamał, był podejrzany, a ten, kto w podziemiu drukował prawdziwe słowo, trafiał do aresztu, tak dziś na tych, którzy nie poddają się cywilizacji kłamstwa i obłudy, również spadają represje.

Więzienie może nie jest najczęściej spotykaną spośród nich, ale dezawuowanie – jak najbardziej. Nagminnie mówi się o takich ludziach, że są zaburzonymi wyznawcami teorii spisku, że mają skłonności paranoidalne i w ogóle, że są – „odrażający, brudni, źli”. Notabene komuniści, gdy karali swoich przeciwników, również nie mówili, że prześladują szlachetnych obrońców prawdy i wolności. W Związku Radzieckim mówiono o „schizofrenii bezobjawowej”, na którą mieli cierpieć przeciwnicy ustroju komunistycznego, w Polsce – o „warchołach”, „chuliganach”, a w latach 40. XX w., zabijając żołnierzy niezłomnych, mówiono o „likwidacji band”. Podobnie zresztą mówili Niemcy zwalczający polską partyzantkę.

 

Prestytutki” na usługach systemu zniewalania

Dlaczego tak się dzieje? Bowiem wolność, a jej fundamentem jest wolne słowo, oznacza zmiany, a establishment zmian nienawidzi. Boi się ich jak diabeł wody święconej. Chce, żeby zawsze było tak, jak było. Czyli on na górze, a reszta na dole. Dla niego – złoto, dla nas – kruszcu tego przeciwieństwo. Dlatego z wolnymi mediami walczy na śmierć i życie. I używa w tym celu różnych metod. Czasami, trzeba przyznać, wyrafinowanych. I o tym jest ten tekst.

Paul Craig Roberts był asystentem sekretarza skarbu USA oraz dziennikarzem współpracującym z „Wall Street Journal”. Ma na swym koncie wiele spotkań i dyskusji na uniwersytetach. Jego felietony zamieszczane w internecie przyciągały czytelników z całego świata. Roberts dziennikarzy pracujących dla mediów głównego nurtu nazywa wprost – „prestytutki” (presstitutes). Bowiem są to ludzie, którzy pomagają Waszyngtonowi w propagowaniu wygodnych dla administracji rządowej kłamstw. Mimo że już na pierwszy rzut oka widać, że działanie agendy rządowej w danej sprawie jest nieudolne, a oficjalne oświadczenie zawiera sprzeczności, dziennikarze mainstreamu nie odważą się zadać pytania, które zmusiłoby rządzących do tłumaczenia się z własnych nieudolności bądź kłamstw. Nigdy też nie przeprowadzają rzetelnych śledztw mających zweryfikować to, co podaje obywatelom administracja rządowa. „Oni po prostu tylko przekazują to, co mówią władze, traktując jej oświadczenia jako fakty”. Paul Roberts na stronie Humans Are Free podkreśla, że tak właśnie działa państwo totalitarne bądź autorytarne, o czym akurat my, pamiętający żelazny uścisk realnego socjalizmu, wiemy bardzo dobrze.

W takim państwie media nie są po to, aby badać, zadawać kłopotliwe pytania, informować opinię publiczną o sprawach, które establishment chce ukryć, bądź też ostrzegać przed niebezpieczeństwem mataczenia ze strony obozu władzy. One pełnią rolę tuby propagandowej. Przed pojawieniem się mediów alternatywnych wszystkie publikatory na Zachodzie odgrywały taką właśnie, przypisaną im przez wielkich tego świata, rolę zakłamywaczy rzeczywistości. W USA proces przekształcania dziennikarzy w propagandystów zakończył się koncentracją różnorodnych i niezależnych mediów w sześć megakorporacji, które nie są już zarządzane przez dziennikarzy. „W tej sytuacji ludzie myślący i świadomi coraz bardziej polegają na mediach alternatywnych, które nie boją się kwestionować, zadawać pytań, gromadzić i porównywać ze sobą fakty. Oferują czytelnikom analizę, z której wyłania się rzeczywistość, a nie jej fabularyzowana wersja”.

Współpraca z rządem w budowaniu świata iluzji, wygodnych dla establishmentu mitów, to jedna płaszczyzna aktywności „prestytutek”. Drugą jest dezawuowanie prawdy i jej głosicieli. Ani władza, ani podległe jej media nie są zainteresowane merytoryczną dyskusją z tymi, którzy na podstawie faktów podważają oficjalną narrację dotyczącą ważnych wydarzeń.

Od czasu do czasu informacje podające w wątpliwość oficjalne enuncjacje pochodzą od urzędników administracji prezydenckiej. Roberts podał tu jako przykład sekretarza skarbu Paula O’Neilla, który oznajmił, że obalenie prezydenta Iraku Saddama Husajna było tematem pierwszego posiedzenia gabinetu George’a W. Busha, zaprzysiężonego na prezydenta USA w styczniu 2001 r. Zamach na WTC miał miejsce dziewięć miesięcy później. Jedną z jego konsekwencji była interwencja Amerykanów w Iraku i obalenie prezydenta Husajna. O’Neill napisał o tym w książce, mówił też na ten temat w jednym z programów CBS News. Rewelacje urzędnika nagłośniła CNN i kilka innych stacji, ale bez rezultatów. Później „wolna” prasa nie naciskała na Biały Dom, aby wytłumaczył się z tego, o czym poinformował opinię publiczną sekretarz skarbu.

Lewak Obama w bardzo wielu wypadkach próbował niszczyć wiarygodność dziennikarzy mówiących o niewygodnych dla rządu sprawach, wtrącając ich do więzienia lub zatrzymując w areszcie pod spreparowanymi zarzutami – „kto wówczas uwierzyłby w to, co mówi przestępca?”.

Innych z kolei dezawuuje się określeniem wyznawcy teorii spiskowych, tak jakby spiski były zawsze urojeniami, coś jak widok różowego słonia w zoo, a jeszcze lepiej na wolności. Roberts przypomniał, że zaraz po tragedii 9/11 ponad 100 policjantów, strażaków i pierwszych ratowników przybyłych na miejsce wydarzenia stwierdziło podczas przesłuchania, że słyszeli dużą ilość eksplozji dobiegających z wnętrza bliźniaczych wież. Raport obsługi technicznej mówił, że w podpiwniczeniach budynku doszło do szeregu eksplozji, zanim jeszcze samolot uderzył w gmach. Żadne z tych świadectw nie miało najmniejszego wpływu na końcowy, oficjalny raport rządowy oraz na to, co pisały w prasie „prestytutki”.

Do amerykańskiego Kongresu napisało 2300 architektów i inżynierów, prosząc o prawdziwe śledztwo. Zamiast potraktować sprawę z szacunkiem, na który zasługuje 2300 profesjonalistów, politycy odrzucili postulat, nazywając wnioskodawców „teoretykami spisku”. Grupa uczonych z USA, Australii i Danii zgłosiła fakt odkrycia materiału pirotechnicznego w pyle pobranym na placu, gdzie zalegał gruz zniszczonych budynków WTC. Naukowcy proponowali czynnikom rządowym oraz badaczom związanym z agendami rządowymi przebadanie próbek zebranego materiału. Odpowiedzią było głuche milczenie. Powód jest oczywisty, pisze dr Roberts. „Dziś badania naukowe są w dużym stopniu finansowane przez państwo oraz firmy mające państwowe kontrakty. Uczeni doskonale wiedzą, że roztrząsanie wydarzeń 9/11 oznacza złamanie kariery zawodowej”. Zamykając usta fachowcom oraz wykorzystując mainstream do siania prorządowej propagandy, władza może robić z obywatelami, co chce. „Większość Amerykanów nie potrafi przecież odróżnić budynku zrujnowanego w wyniku uderzenia weń samolotu od zdewastowanego skutkiem eksplozji materiałów wybuchowych umieszczonych w piwnicach”.

Prawda została zepchnięta do mediów alternatywnych, na strony internetowe. Ale i tu rząd prowadzi pośrednie działania dyskredytujące. Jego urzędnicy oraz służby specjalne zakładają strony w sieci, mające uchodzić za media alternatywne, zawierające absurdalne teorie i fake newsy. Robią to w celu zniechęcenia ludzi do czerpania wiedzy z mediów niebędących w głównym nurcie.

 

Censura Americana

Wypowiadając się na YouTube, Edward Snowden wyraził taką opinię: „Problemu fałszywych informacji nie rozwiążemy, ustalając jakiegoś arbitra, który będzie nam mówił, co jest prawdą, a co nią nie jest. To my, obywatele, jako użytkownicy mediów powinniśmy sobie nawzajem pomagać. Rozmawiając ze sobą, dzieląc się informacjami i zwracając uwagę na to, które z nich są wiarygodne, a które nie”. Snowden dodaje, że „Odpowiedzią na błędne informacje nie jest cenzura, tylko więcej informacji. Musimy przekonać się i propagować ideę, że najważniejsza jest umiejętność krytycznego myślenia, rozumnego przetwarzania napływających do nas danych. Cecha ta jest nam dzisiaj szczególnie potrzebna, bowiem kłamstwo stało się obecnie bardzo popularną metodą zwodzenia ludzi”.

Mimo tych uwag cenzura w Ameryce ma się, niestety, dobrze. Jak zwraca uwagę Alanna Ketler, dziennikarka strony internetowej Collective Evolution, od czasu zwycięstwa wyborczego Donalda Trumpa takie firmy, jak: Facebook, YouTube i Google, zaczęły coraz bardziej zwracać uwagę na treści przekazywane za ich pośrednictwem. „Być może jest to związane z faktem, że Trump wygrał wybory, chociaż mainstream wykorzystał wszystkie środki, jakie ma do dyspozycji, aby uniemożliwić mu wprowadzenie się do Białego Domu. Czyżby miało z tego wynikać, że media głównego nurtu naprawdę tracą moc?”. A skoro tak, to sięgają po metodę, do której odwołują się z reguły wszyscy niepewni swych umiejętności przekonywania oraz nieposiadający wystarczających argumentów mogących rozstrzygnąć dyskurs na ich stronę. Tą metodą jest cenzura, niedopuszczanie na łamy gazet, na wizję lub radiofonię oraz na strony internetowe pewnych informacji, analiz, wypowiedzi, argumentów. „Tak więc mimo starań mediów mainstreamu wygrała osoba mająca poparcie mediów alternatywnych, natomiast namaszczona przez medialny establishment Clintonowa sromotnie przegrała. Może to świadczyć, że traci on swoją moc. Powoli, ale nieuchronnie”. Cenzura ma zahamować tę tendencję, a nawet ją odwrócić.

Jednym z ostatnio odnotowanych zjawisk cenzury na YouTube było usunięcie filmu podważającego niektóre wątki oficjalnego przekazu dotyczącego strzelaniny w szkole na Florydzie. Administracja strony nie tylko usunęła film, ale też złożyła przeprosiny w związku z zamieszaniem, jaki mógł wywołać. „Niezależnie od treści filmu należy zadać pytanie, dlaczego nie pozwolono użytkownikom zapoznać się z alternatywnym spojrzeniem na to, co miało miejsce w szkole na Florydzie?” Dla Alanny Ketler jest oczywiste, że jeśli przedstawione tam interpretacje przyczyn i przebiegu wydarzeń są pozbawione rozsądku, to będzie to mówić samo za siebie. „Jeśli przekaz na wideo jest tak bardzo zafałszowany, to czyż ludzie nie będą w stanie samodzielnie dojść do wniosku, że nie jest wiele wart i że trzeba odrzucić zawarte w nim informacje?” Popularna strona alternatywnych wiadomości Infowars utraciła możliwość informowania na YouTube po tym, jak przedstawiła tam stanowisko kwestionujące wydarzenia na Florydzie. „Czyż nie jest to oczywisty przejaw cenzury?”, pyta dziennikarka Collectice Evolution.

 

Z kolei JD Heyes z Natural News poinformował na początku marca o tym, że „naziści z YouTube” zablokowali, a później usunęli film Mike’a Cernovicha, na którym dokumentuje, jak „bandyci z Antify grożą śmiercią konserwatystom i zwolennikom Donalda Trumpa”. Administratorzy YouTube wysłali Cernovichowi wyjaśnienie następującej treści: „Wytyczne naszej społeczności wyraźnie mówią, jakie treści mogą być umieszczane na YouTube, a jakie nie”. Dodając jednocześnie, że „Pańskie wideo Skrajna lewica Antifa rozpoczyna straszenie śmiercią zostało oznaczone jako wymagające sprawdzenia”. Później Mike Cernovich otrzymał drugą informację: „Po sprawdzeniu uznaliśmy, że zamieszczone przez Pana wideo narusza zasady obowiązujące na YouTube”. Po czym usunięto film z konta YouTube.

Według Collection Evolution również wspomnianą wyżej stronę Natural News spotkały szykany ze strony Google. Alanna Ketler napisała, że strona przez pewien czas nie była uwzględniana w przeglądarce. Zresztą nie tylko Natural News dotykały represje, także inne strony czy treści są banowane, o czym od czasu do czasu pojawiają się informacje w sieci.

Podobnie Facebook usuwa treści niezgodne ze „standardami informacyjnymi”. Dotyczy to wiadomości, które podważają oficjalny, mainstreamowy obraz świata. Niedawno na stronie Spider’s Web Rafał Gdak przekazał informację, że „Facebook ogłosił właśnie zakończenie testów tzw. Explore Feed. Przedstawiciele serwisu tłumaczą, że zdecydowali się na eksperyment, ponieważ otrzymywali sygnały od użytkowników, którzy chcieli widzieć więcej treści od swoich znajomych, a mniej tych ze stron. Test polegał na podzieleniu aktualności na dwa strumienie. Do pierwszego kierowane były posty przyjaciół czy rodziny. W drugim widoczna była aktywność stron. Eksperyment prowadzony był od października ubiegłego roku w sześciu krajach”. Ale to nie wszystko. Bowiem ważniejszy przekaz komunikatu znajduje się w jego drugiej części. „W dalszej części komunikatu czytamy bowiem, że zmiany polegające na przyznawaniu pierwszeństwa treściom znajomych to lepsza droga do jasno określonego celu, jakim jest pokój na świecie i wzajemna miłość wszystkich ludzi, budowanie interakcji między użytkownikami”.

Już wyraźniej nie można było powiedzieć, że wszystko, co idzie pod prąd mainstreamowego obrazu rzeczywistości, będzie niemile widziane i banowane. Wszak nic skuteczniej nie buduje „pokoju na świecie i wzajemnej miłości wszystkich ludzi”, jak przekaz głównego nurtu, tak jak – z drugiej strony – nikt bardziej nie jest nienawistnikiem, oszołomem i hejterem niż ten, kto kontestuje w mediach alternatywnych ów uładzony przekaz. To chyba oczywiste?

 

Inny sposób panowania nad rzeczywistością

Co jednak zrobić, gdy istnieje obawa, że pewne wydarzenia mogą wymknąć się spod kontroli? Gdy narracja o nich może, z powodu dynamiki i nieprzewidywalności samych wypadków, nie wypaść w mediach, zwłaszcza w telewizji, tak, jak odpowiadałoby to establishmentowi? Przekaz o nich należy starannie wyreżyserować. Okazuje się, że nawet nagłe i niespodziewane wydarzenia można przewidzieć i odpowiednio pokazać w mediach.

Dlaczego elity używają fałszywych modeli zamiast zabitych ludzi?” zastanawia się autorka tekstu zamieszczonego w czerwcu 2017 r. na stronie o wdzięcznej nazwie 50 Shades Of Pissed Off, co w wolnym tłumaczeniu może oznaczać: „50 twarzy człowieka wkurzonego”. Dziennikarka tej strony oznajmia, że w obecnych czasach „wszystkie wydarzenia, które momentalnie trafiają na czołówki gazet oraz paski informacyjne mediów elektronicznych na całym świecie i są non stop wałkowane przez tydzień albo przynajmniej kilka dni… są ZAWSZE [podkreślono w oryginale – przyp. R.K.] wydarzeniami spreparowanymi. Mogę to stwierdzić ze 100-procentową pewnością. No, może trochę mniejszą – 99,9 proc.”. Zamiast prawdziwych ofiar pokazuje się „oszustów”, czyli ludzi wynajętych po to, aby odgrywali rolę uczestników wydarzenia.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ człowiek, który doświadczył cierpienia i wynikających z tego emocji: żalu, gniewu, pretensji, jest bardzo trudny do manipulowania. Taka osoba jest po prostu szczera i mówi to, co w danej chwili uważa za stosowne. Mówi to, co wie, czego bezpośrednio doświadczyła. A taki przypływ szczerości może zburzyć, i zapewne zburzyłby, narrację mainstreamu. „Głębokie państwo wzięło lekcję z fałszywej flagi 9/11. Rodzin ofiar nie dało się kontrolować lub narzucić im, aby mówiły to, co władze chciały, aby zostało powiedziane”. Podobnie było z wypowiedziami tych, którzy przeżyli bądź byli bezpośrednimi świadkami upadku wież.

Prawdziwi ludzie i prawdziwe wydarzenia „znikają z radaru”, nie można na ich podstawie zbudować wygodnej dla establishmentu sekwencji zdarzeń. „Prawdziwe ofiary nie działają według scenariusza, nie można ich kontrolować, co sprawia niemały kłopot przestępczemu syndykatowi”. Jeśli twój żal nie jest prawdziwy, panujesz nad nim, możesz grać napisaną dla ciebie rolę, stajesz się odpowiedzialnym członkiem zespołu, który działa na korzyść establishmentu, tłumaczy autorka strony 50 Shades Of Pissed Off. Nie wykrzykujesz gniewnie do kamery, nie oskarżasz, kogo akurat nie powinieneś, nie bawisz się w detektywa amatora szukającego dziury w całym, zadającego niewygodne pytania, co tak naprawdę stało się z twoją ukochaną osobą, czytamy na stronie.

Jak najlepiej zapanować nad rzeczywistością? Należy ją stworzyć. Kto ma nieograniczone możliwości finansowe, a w garści główne agencje informacyjne i korporacje medialne oraz media społecznościowe, może naprawdę dużo zdziałać w materii kreowania świata, w którym jesteśmy permanentnie oszukiwanym stadem. Prowadzonym na rzeź, dodają niektórzy.

Bernie Suarez ma jednak dla nas dobrą wiadomość. W czerwcu 2015 r. na stronie Activist Post napisał: ludzie coraz bardziej uświadamiają sobie, że prawda istnieje i że należy jej szukać, bowiem nie przemawia ona do nas głosem z telewizora czy z billboardu. Stare zasady ulegają zatarciu wraz z postępującym procesem systemu kontroli, mającym na celu utrzymywanie nas w kondycji niewolników. „Prawda i fałsz są ze sobą w wiecznym konflikcie. Kontrolerzy mają zamiar wymusić na ludzkości wiarę w istnienie takiej rzeczywistości, jaka jest dla nadzorców wygodna. W razie konieczności w celu osiągnięcia pożądanego efektu użyją gwałtu. Dzisiaj realizuje się on pod postacią »fałszywej flagi«, czyli wydarzenia sztucznie wykreowanego przez kontrolerów. Ten fałsz jest oczywisty dla ludzi świadomych manipulacji. Natomiast dla tych, którzy nadal tkwią w matriksie, kłamstwa, wszystko, co jest efektem zorkiestrowania działań poszczególnych agencji, to ciągle jeszcze jest prawda”.

Wzrost świadomości tego, że żyjemy w świecie wyreżyserowanym, że zewsząd otacza nas i mąci naszą zdolność postrzegania świata kłamstwo, prowadzi do wielkiego przebudzenia. Ludzie coraz rzadziej przejmują się tym, że osoby kwestionujące zasadność opowieści zdarzeń głównego nurtu nazywane są „teoretykami spisku”. Coraz mniej wierzą „autorytetom” i „osobom poważnym”, bardziej ochoczo pokładając ufność w przekazy mediów alternatywnych. Oznacza to, że nowa era już się zaczęła, uważa Bernie Suarez.

 

https://50shadesofpissedoff.com/2017/06/07/false-flags-why-the-elite-use-the-hoax-model-now-instead-of-really-killing-people/

http://www.collective-evolution.com/2018/03/01/facebook-google-youtube-censorship-at-an-all-time-high-what-ever-happened-to-free-speech/

https://www.naturalnews.com/2018-03-02-social-media-giant-youtube-moves-to-protect-alt-left-domestic-terrorist-group-antifa-by-censoring.html

https://www.activistpost.com/2015/06/humanity-adapting-new-resistance-to.html

 
Napisane przez Robert Kościelny
 
 
https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/5547-zeby-bylo-tak-jak-bylo-walka-lewackiego-establishmentu-z-wolnymi-mediami

KOMENTARZE

  • Czy grozi nam rozbiór Polski? - Janusz Zagórski
    https://img.youtube.com/vi/uNuCs2NvGfQ/0.jpg

    Transmisja na żywo ze studia NTV w Sobótce.
    https://www.youtube.com/watch?v=M7TpQXuonlc
  • CONSOLDACJA MEDIÓW w USA - W roku 1983 90% stacji TV było własonścią 50 firm. W 2011 było już tylko 12. W 2018 pozostała JEDNA.
    .

    TOTALNA PROPAGANDA

    http://m.neon24.pl/0f542e935c9fdbfd3093858aa6f343db,0,0.png
    https://2.bp.blogspot.com/-igl06Cj0rzc/WfXyF26KH0I/AAAAAAAB3ew/Zyxmu_nO3tc94MuJ-8H7dLAb0Gh4qT4EgCLcBGAs/s1600/media_consolidation.png




    .
  • Wszystkie stacje TV, nawszystkich kanałach klepią dokładnie z góry ustaloną tą samą linię propagandową - KŁAMSTWA, SPORT, PLOTKI
    .

    http://m.neon24.pl/f88c20ac7093f976fe3360d9f9cf20bb,0,0.png



    .

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY