Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
676 postów 5801 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Sumliński: Ukraińskie deja vu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

– historia która trwa

 

Gdyby pokusić się o dokonanie analizy minionych niedawno wydarzeń, tak jak dokonuje się analizy życia pojedynczego człowieka, obejrzelibyśmy film z następującym scenariuszem. Na początku zobaczylibyśmy absolutnie imponujące w formie i treści wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego na Kongresie PiS, w którym w prosty i jasny sposób nawiązał m.in. do niezamkniętego rachunku krzywd z pouczającymi nas – jak zawsze – Niemcami.

Jest czymś niepojętym, że najbardziej wyniszczony przez Niemców naród nie uzyskał dotąd żadnych reparacji wojennych, a ich brak, to woda na młyn dla kłamców i idiotów utożsamiających Polaków z nazistami, zarazem argument: „Polacy nie domagają się reparacji, bo przecież współpracowali z Niemcami”.

Niedługo później obejrzelibyśmy doskonałą mowę prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego, monumentalną i podniosłą, oddającą Polsce sprawiedliwość i należne miejsce w historii. Chcę wierzyć, że nie były to tylko słowa i że prezydent Stanów Zjednoczonych także wierzył w to, co mówił.

W kolejnej sekwencji filmu zobaczylibyśmy zyskujące (wreszcie!) na znaczeniu i randze obchody rocznicowe Rzezi Wołyńskiej z 11 lipca – i niech nikt nie opowiada nam głupot, że można zbudować cokolwiek dobrego na kłamstwie, więc dopóki Ukraińcy nie nazwą swoich zbrodni zbrodniami właśnie i dopóki katów będą uznawać za swoich bohaterów, dopóty nie może być mowy o jakiejkolwiek przyjaźni polsko – ukraińskiej, zaś brednie o rzekomym „ukraińskim buforze” dzielącym nas od agresywnych zapędów Putina są li tylko bredniami i niczym więcej – z Kaliningradu do Olsztyna można dotrzeć w dwie godziny, do Gdańska w niespełna trzy i w tym żaden rzekomy „ukraiński bufor” nie przeszkodzi.

Taki film, według takiego scenariusza, złożony z tylko pozornie oderwanych od siebie sekwencji, w rzeczywistości stanowiłby spójny obraz. Wszystkie te bowiem, jakże różne, wydarzenia są niczym puzzle, gdzie pojedyncze elementy odsłaniają niewiele – albo nic – ale złożone w całość tworzą obraz ilustrujący walkę, która toczy się na naszych oczach, a w której stawką jest nasza pamięć i nasze dusze, walkę pokazująca, w jak ważnym miejscu naszej historii znajdujemy się obecnie – prawdopodobnie o wiele ważniejszym, niż wielu mogłoby się wydawać.

Bo w tej walce nie chodzi o następną kadencję, jak niestety często zwykli myśleć cyniczni politycy z różnych zresztą opcji politycznych – lecz o następne pokolenia. I być może właśnie dlatego obecny czas jest tak ważny nie tylko dla nas, ale także – a może przede wszystkim – dla tych, którzy przyjdą po nas.

Wojciech Sumliński, sumlinski.pl

 

http://dzienniknarodowy.pl/sumlinski-ukrainskie-deja-vu-historia-ktora-trwa/

KOMENTARZE

  • Ukraina rok przed wyborami
    http://www.new.org.pl/uploads/images/sajmon-m_5821.jpg



    Na Ukrainie 31 marca 2019 roku mają odbyć się wybory prezydenckie. Kampania wyborcza rozkręca się już teraz, a bieżące wydarzenia dużo mówią nam o możliwych scenariuszach elekcji.



    Wojna na Donbasie. Przyszłe wybory będą przebiegać w trudnych okolicznościach – konflikt na Donbasie nie tylko wciąż się tli i wywiera istotny wpływ na nastroje Ukraińców. Nie należy oczekiwać jego uregulowania do czasu marcowej elekcji. Rosja nie ma interesu w graniu na Poroszenkę: kremlowscy decydenci życzyliby sobie zamiast niego prezydenta, z którym można byłoby się łatwiej dogadać. Na wschodzie Ukrainy do 2019 roku nie pojawią się również „błękitne hełmy” ONZ.

    Wysoka cena zwycięstwa. Choć Ukraina jest republiką parlamentarno-prezydencką, to właśnie wybory głowy państwa będą budzić największe emocje. Prezydent stoi nad Dnieprem w samym centrum systemu politycznego, nie budzi to wątpliwości. Petro Poroszenko – w odróżnieniu od swoich rywali – powinien nie tylko składać obietnice, ale również rozliczyć sam siebie z wykonanej pracy. Dla Julii Tymoszenko marcowa elekcja będzie już trzecią próbą zdobycia prezydenckiego fotela, a szereg innych kandydatów widzi w samej kampanii szansę na wzmocnienie szans swoich i swoich ugrupowań przed wyborami parlamentarnymi, które zaplanowano z kolei na jesień 2019 roku.

    Zapotrzebowanie na nowe twarze. Dobra połowa ukraińskich wyborów nie podjęła jeszcze decyzji, kogo zamierza poprzeć wiosną. To rezultat i nieefektywnej komunikacji prowadzonej przez władze, i specyficznych cech ukraińskiej mentalności, i reakcji Ukraińców na stres, w którym przyszło im żyć od 2014 roku. Stąd biorą się też dyskusje o „ukraińskim Macronie”, którego wielu chce widzieć w Światosławie Wakarczuku (dotychczas nie udaje mu się jednak sprostać tym oczekiwaniom), perspektywy rysujące się przed czarnymi końmi, a także zabiegi podejmowane przez niektórych doświadczonych kandydatów, aby zaprezentować się w nowym świetle. Przy tym możliwości ubiegających się o najwyższy urząd w państwie przyciągnięcia do swojej drużyny nowych twarzy wydają się jedną z tych kwestii, które mogą zadecydować o ostatecznym rezultacie.

    Media. Choć 1 lipca 2017 roku na Ukrainie zanotowano 17,7 miliona użytkowników internetu, podczas zbliżającej się elekcji decydującą rolę odegrają nie portale społecznościowe (jak może zdawać się ich użytkownikom), a telewizja. A jako że właścicielami głównych kanałów są oligarchowie, to oni będą mieli dużo do powiedzenia. Przypomnę też, że na Ukrainie funkcjonuje dziś siedem stacji informacyjnych, które są w stanie nieustannie wpływać na formułowanie „przekazu dnia” i nastrojów społecznych.

    Prawdopodobieństwo rewanżu. Wiele osób zastanawia się, czy w tej bądź innej formie mogą powrócić do gry stronnicy Wiktora Janukowycza. Odpowiedź brzmi: nie. Dlaczego? Przyczyn jest kilka: na Krymie nie odbędą się wybory, a Donbas uległ poważnym zmianom na przestrzeni ostatnich lat, przestając być elektoralną bazą Wiktora Janukowycza i Partii Regionów. Znacznie większe zagrożenie należy jednak upatrywać w populizmie – wielu kandydatów, którzy staną szranki, będzie się nim posługiwało.

    Rozczarowani socjologią. Na finiszu kilku ostatnich kampanii wyborczych przedstawiane przez ośrodki badawcze dane budziły poważne wątpliwości Ukraińców. To jedna z technik – przeprowadzać zmanipulowane sondaże, szafować ich wynikami, aby w rezultacie utwierdzać wyborców, że dany kandydat odniesie zwycięstwo. Sądząc po tendencjach obserwowanych w pierwszym kwartale bieżącego roku, tym razem badania socjologiczne mogą nie tylko stracić swoje znaczenie jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej kampanii; wyborcy mogą polegać nie na nich, a na własnych przeczuciach, obserwacjach, sympatiach.

    Zewnętrzne wpływy. Nie budzi wątpliwości, że Rosja nie będzie w stanie wpływać na kampanię wyborczą na Ukrainie w takim stopniu, w jakim czyniła do przed 2014 rokiem. Moskwa mimo to postara się wykorzystać doświadczenie, które zdobyła w zachodnich krajach, by jednak dorzucić swoje trzy grosze. Unia Europejska i Stany Zjednoczone będą mówić przede wszystkim o konieczności przestrzegania standardów demokratycznych podczas elekcji. „Swoich” kandydatów Waszyngton i Bruksela w tym przypadku nie mają. Rezultaty wyborów zależeć będą od ukraińskich obywateli.

    Przełożył Zbigniew Rokita

    Jewhen Mahda jest ukraińskim politologiem. Współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.

    Fot. Sajmon (domena publiczna) commons.wikimedia.org
    http://www.new.org.pl/5744-ukraina-rok-przed-wyborami

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY