Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
702 posty 5924 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Cenzura w sieci

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Niech sczezną cenzorzy!

 

Jeszcze do niedawna w Ameryce istniało 88 kompanii medialnych. Dziś jest ich tylko sześć. Wszystkie informacje z kraju i świata otrzymują one od Reutersa i Associated Press. Obie agencja informacyjne należą do domu Rothschildów. „Oznacza to, że multimiliarder kontroluje wszystko, co przeczytasz w prasie lub zobaczysz w telewizji. Możesz zostać zaprogramowany przez tego człowieka. Wszystko, w co wierzysz, robisz, czujesz lub co chcesz kupić bądź zaakceptować, jest zaprogramowane i wdrukowane w ciebie przez jedną rodzinę. Jesteś jak grzyb, który rośnie w mroku i nie karmi się niczym innym tylko stworzoną dla ciebie toksyną”, czytamy na stronie Rense.com.

Aby zabezpieczyć ten wielce zasłużony, w różnych pokrętnych sprawach, ród przed pomówieniami, w 1913 r. powstała, założona przez Jacoba Schiffa, Liga Antydefamacyjna (ADL), której zadaniem było oskarżanie o antysemityzm każdego, kto uważał, że syjonista Rothschild stoi za międzynarodowym spiskiem syjonistycznym. Tak przynajmniej pisze Eustice Mullins, autor tekstu Who Owns the TV Networks (Kto jest właścicielem stacji telewizyjnych?). Mullins, który zmarł osiem lat temu, uważany był za antysemitę. Ale nie tylko; podobno zaprzeczał istnieniu Holokaustu Żydów. Jego najbardziej znana książka nosi tytuł The Secrets of The Federal Reserve (Tajemnica Rezerwy Federalnej).

 

Cenzura trzeciego tysiąclecia

Luke Miller na stronie internetowej Truth Theory zwrócił uwagę na to, że głos mainstreamowych mediów jest wkomponowany w narrację korzystną dla przywódców politycznych, którzy z kolei przedkładają interesy korporacji nad dobro społeczeństwa, czyli swoich wyborców. „Z tego powodu podejmują oni decyzje, niesłużące większości ludzi. Powoduje to wzrost nierówności zarówno w skali lokalnej, jak i globalnej”. Autor strony Truth Theory nie ma złudzeń odnośnie do mediów, pisząc, że mainstream, który nazywamy też „starymi mediami”, od samego początku, od momentu pojawienia się w przestrzeni publicznej ściśle współpracował z politykami i korporacjami i nigdy nie odważył się pisać przeciwko ideom uznawanym przez rządzących za jedynie słuszne.

Obecnie 90 proc. mediów jest kontrolowanych przez sześć wielomiliardowych korporacji: Comcast, News-Corp, Disney, Viacom, Time Warner i CBS, więc trudno oczekiwać, by stare media w jakikolwiek sposób służyły interesom społeczeństwa.

Przełomem stało się pojawienie takich platform jak YouTube i Facebook, umożliwiających przedostawanie się do obiegu społecznego informacji, które mainstream polityczno-medialny starał się ukryć. Dzięki temu pojawił się alternatywny punkt widzenia wielu spraw i wydarzeń, tak na szczeblu lokalnym, krajowym, jak i światowym. Od tej chwili nie trzeba było mieć wielkich pieniędzy, aby przedstawić światu swój punkt widzenia, podzielić się swoimi informacjami, przemyśleniami, swoją interpretacją faktów. Z tej to przyczyny przynajmniej niektóre z narracji, uchodzące do tej pory za prawdziwe, zostały zakwestionowane. Pewne problemy, poruszane przez media alternatywne, przebiły się do mainstreamu, który w innej sytuacji w ogóle nie zainteresowałby się tematem.

Niestety, od kilku lat ta sytuacja – korzystna dla społeczeństwa, bowiem umożliwiająca przełamanie monopolu mediów sterowanych przez polityków i wielki biznes – ulega powolnej, ale znaczącej zmianie. Rządzący, mając pełne usta frazesów o wolności, w tym wolności słowa, stracili cierpliwość do jej konkretnych, a nie deklaratywnych, przejawów. Zaczęli naciskać na platformy, aby te wyciszały na swoich stronach internetowych wszelkie przejawy krytyki władz oraz usuwały z portali społecznościowych nieprawomyślność – wypowiedzi niezgodne z kanonami poprawności politycznej. Pod pozorem walki z hejtem czy „fejk niusami” coraz więcej popularnych stron, w tym Facebook oraz YouTube stosują zwyczajną cenzurę, usuwają bądź wręcz nie dopuszczają do pojawienia się na zarządzanych przez siebie platformach niewygodnych dla establishmentu informacji.

W grudniu 2017 r. YouTube oficjalnie poinformował, że zatrudnił 10 tys. moderatorów (kiedyś takich ludzi nazywano cenzorami), aby wyszukiwali i usuwali filmy zawierające, według nich, nieprawdziwe przekazy. Ofiarami ingerencji cenzorskich stali się głównie użytkownicy dostarczający treści niezgodne z wizją rzeczywistości zaaprobowanej przez mainstream polityczno-medialny.

W tekście Marka Bergera z Bloomberg News z 28 lutego br. czytamy, że materiały usunięte były „przez pomyłkę”. Podobnie twierdził zarząd platformy. Jednak nie wszyscy poszkodowani zgadzali się z tą opinią. Ingerencje dotyczyły głównie tych kanałów na YouTube, na których prezentowano materiały optujące za prawem obywateli do posiadania broni palnej. Usuwano też filmy producentów broni oraz sklepów zajmujących się jej sprzedażą. Działo się to wszystko w czasie narodowej dyskusji, jaka wywiązała się w internecie po zamachu wParkland na Florydzie, 14 lutego.

 

Kanały eksmitowane

Cenzura dotknęła m.in. kanał Titus Frost, w którym stwierdzono, że David Hogg – jeden z aktywistów młodzieżowego ruchu domagającego się ograniczenia dostępu do broni, uczeń szkoły w Parkland, gdzie dokonano zamachu – jest aktorem. Jerome Corsi ze strony Infowars powiedział z kolei, że YouTube usunął jeden z jego filmów i wyłączył transmisję na żywo. O tym, że Hogg to osoba, która została wynajęta przez demokratów i zwolenników Hilarzycy Clintonowej do odegrania roli kontestatora prawa do posiadania broni oraz polityki obecnej administracji prezydenckiej, mówił też Alex Jones na filmach zamieszczanych na YouTube.

Wśród innych stron i kanałów, uchodzących za antyestablishmentowe, które zostały zablokowane, strona The Outline wymieniła: Anti-School, Bombard’s Body Language, Charlton, Charles Walton, Defango, Dustin Nemos, David Seaman, Destroying The Illusion, Ron Johnson, Richie Allen, oraz wspomniany Titus Frost. Inne otrzymały czasowy zakaz działalności: According to Joe, Blackstone Intelligence, BakedAlaska, InfoWars, Jerome Corsi, Military Arms Channel, i MrLTavern , jak też wiele innych.

Wprawdzie większość z tych kanałów nie jest tak popularna jak kanał Alexa Jonesa, który ma 2 mln 200 tys. subskrybentów, ale np. Anti-School, kanał „teoretyzmu spiskowego” Izaaka Greena, miał ponad 68 tys. subskrybentów i prawie 3 mln odsłon. Inny „kanał spiskowy” Destroying The Illusion, prowadzony przez Jordana Sathera, cieszył się w momencie zamknięcia go przez administratorów YouTube liczbą 100 tys. subskrybentów i 2 mln wejść miesięcznie.

Założyciel InfoWars poinformował na Twitterze, 4 marca 2018 r., że „kanał Alexa Jonesa, mający miliardy wyświetleń na całym świecie, został zawieszony. Powiedziano nam, że jutro zostanie usunięty, a wraz z nim 33 tys. filmów wideo”. Jones powiedział też: „Jesteśmy odgrodzeni elektronicznym murem berlińskim przez cenzorów mediów”.

YouTube oznajmił CBS News Saturday, że nie planuje likwidacji kanału, choć przyznał też, iż niektórzy reklamodawcy prosili platformę o usunięcie reklam z kanałów Jonesa. Przypomniał też, że oficjalna polityka YouTube mówi, że „szkodliwe i niebezpieczne” oraz „nienawistne” treści przekazywane na kanale mogą spowodować jego usunięcie, jeśli twórcy filmów złamią trzy razy w ciągu trzech miesięcy zasady obowiązujące na platformie. Mimo tych deklaracji YouTube Alex Jones uważa, że Google „czyszczą konserwatywne media”, a atak na jego strony to część „internetowej czystki”. Szczególnie aktywnie namawiającymi Google do wydania walki mediom niezależnym od mainstreamu są CNN oraz inne serwisy informacyjne.

Strona The Outline informowała 1 marca tego roku, że zaraz po strzelaninie w Parkland duża liczba stron internetowych związanych z bronią palną została bezceremonialnie zamknięta. „Zdecydowana większość kont została usunięta, bez podania przyczyn, nie mówiąc już o wysłaniu wcześniejszego ostrzeżenia. Było to złamanie zasady YouTube – zamykamy stronę po trzech ostrzeżeniach”. The Outline zauważa też, że w banowaniu stron przez administratorów trudno było doszukać się logiki, bowiem choć większość witryn broniących prawa do posiadania broni została zablokowana, inne, głoszące te same poglądy – nie. Usunięto takie kanały jak: UpNorthAirgunner, Clustermarc, DaystateLTD, RackNLoad i Armurerie Auxerre; inne, podobne konta, działały nadal, w najlepsze. Poza tym część z usuniętych kanałów została przywrócona 28 lutego, dotyczyło to: AirgunsofArizona, AmericanAirgunner, Airgun Exploration & Advancement Channel, AirArmsHuintingSA, UmarexUSA, Hunter Squirrel i Giles Airgun Gear Show, i wielu innych. Jedno ze zbanowanych kont o nazwie HoldOverVlog złożyło apelację, domagając się przywrócenia na platformę YouTube. Prośba została odrzucona, po czym kilka godzin później strona została odblokowana. Jak na razie cenzura działa trochę na ślepo, najwyraźniej nie wypracowano jeszcze odpowiedniej metody, ale to przecież tylko kwestia czasu.

 

To nie jest teoria spisku foliarzy

Usuwanie prawicowych lub konserwatywnych kanałów bądź przynajmniej utrudnianie im działalności na platformach administrowanych przez inne podmioty prawne to zjawisko występujące od dawna. „Ciągoty YouTube, podobnie jak Facebooka, do kontrolowania treści wideo, nie są niczym nowym”, znane są od dawna. Mike Cernovich napisał na Twitterze, że film, który opublikował o protestach Antify, gdzie uczestnicy grozili śmiercią zwolennikom administracji Trumpa, został usunięty przez YouTube jako naruszający zasady obowiązujące w tym serwisie społecznościowym. „Chodzi o to, że 30-sekundowe wideo przedstawiało rzetelną relację z protestu lewaków, więc jeśli ktoś, wzywając do aktów agresji, naruszył zasady YouTube, to członkowie Antify, a nie autor filmu”, komentował Ben Swann na stronie internetowej Truth in Media.

Mike Adams, redaktor naczelny NaturalNews.com, ogłosił 3 marca: „YouTube usunął już cały kanał wideo programu Health Ranger, z ponad 1700 filmami obejmującymi wszystko, począwszy od odżywiania, medycyny naturalnej, historii, nauki i bieżących wydarzeń”.

Dlaczego tak się dzieje, czy dlatego, że YouTube próbuje cenzurować internet? Może nie. Ale faktem jest, że wiele organizacji, takich jak Media Matters for America i The Southern Poverty Law Center, podejmują skoordynowane działania w celu wyciszenia opinii, z którymi się nie zgadzają. Sam doświadczyłem tego typu aktywności cenzorskich, bowiem wymienione organizacje podjęły ataki również na mnie”, stwierdził Ben Swann.

Dziennikarz podkreśla, że nic go nie łączy zarówno z lewicą, jak i prawicą. „Jestem ideologicznym libertarianinem […]. Ale według wymienionych wyżej organizacji jestem »alternatywnym prawicowcem« (alt-right), czyli białym nacjonalistą. Moje poglądy nie mają nic wspólnego z nacjonalizmem, ale dla lewaków jest to nieistotne – nie powstrzymuje to ich przed oczernianiem mnie”. Przypomnijmy, że libertarianizm to filozofia polityczna kładąca nacisk na wolność osobistą jednostki, swobodę zrzeszania się. Libertarianie (nie mylić z libertynami, propagatorami wszelkiego rodzaju rozpusty, ich przedstawicielem był markiz de Sade) podnoszą znaczenie własności prywatnej oraz wolnego rynku w życiu gospodarczym.

Celem takich organizacji jak Media Matters for America i The Southern Poverty Law Center jest uciszenie nawet najmniejszych przejawów sprzeciwu wobec narracji mainstreamu. Zarówno tego z prawej, jak i lewej strony sceny politycznej. Każdy, kto nie jest częścią panującego systemu, zostaje zaatakowany. Ben Swann podkreśla, że obecnie również Facebook poddany został presji niezamieszczania na swej platformie „nieodpowiednich” treści oraz usuwania tych, które już się tam znalazły.

 

Portret rodzinny we wnętrzu

We wrześniu 2016 r. Michael Nunez na stronie Gizmodo zamieścił artykuł, w którym powołując się na byłego pracownika Facebooka, pisał, że platforma nie pozwalała na zamieszczanie informacji o prawicowych zgromadzeniach lub dotyczących ważnych tematów omawianych z punktu widzenia ludzi o poglądach prawicowych i konserwatywnych. Z drugiej strony instruowano „opiekunów wiadomości”, aby lansowali treści, „wstrzykując” je do modułu wiadomości popularnych, które tylko w niewielkim stopniu cieszyły się zainteresowaniem lub w ogóle nie były trendy. Zabraniano też umieszczać informacje na temat samego Facebooka. Innymi słowy, ludzie ci działali jak cenzorzy, którzy nie przepuszczali wiadomości, opinii, interpretacji podważających oficjalną i lansowaną przez establishment wizję świata.

Wcześniej Gizmodo ujawnił zaskakujące fakty na temat wewnętrznej polityki Facebooka dotyczącej lansowania pewnych postaw, poglądów oraz nagłaśniania wybranych wydarzeń, a zamilczania innych, głównie prawicowych i konserwatywnych. Zajmują się tym wspomniani „opiekunowie wiadomości”, czyli, mówiąc wprost: cenzorzy zatrudnieni przez platformę. Jest to niewielka grupa żurnalistów – młodych ludzi, wykształconych głównie na elitarnych uniwersytetach Ligii Bluszczowej lub prywatnych uczelniach Wschodniego Wybrzeża. Jak wiadomo, w tych ośrodkach akademickich święci tryumf poprawność polityczna. Grupa ta, stosując algorytm popularności, umieszcza w prawych górnym rogu strony te historie, które są najczęściej czytane. Opiekunowie piszą nagłówki oraz streszczenia tych tekstów i zamieszczają do nich linki. Sekcja „opiekunów wiadomości”, która rozpoczęła swoją działalność w 2014 r., pomaga w ten sposób dyktować, jakie wiadomości użytkownicy Facebooka, a jest ich w samych Stanach Zjednoczonych 167 mln, mogą przeczytać w danym momencie, uznając je jako najważniejsze i najbardziej popularne.

W zależności, kto miał akurat dyżur, informacje trafiały na białą lub czarną listę popularności. To sympatie polityczne i przekonania ideologiczne wpływały na to, które wydarzenia znajdą się na topie, a nie beznamiętny, obiektywny algorytm, mierzący liczbę wejść na daną stronę”, mówił dawny „opiekun wiadomości”. Osoba ta była jedną z nielicznych w tym gronie o poglądach nielewackich. „Przychodzę kiedyś na swoją zmianę i odkrywam, że tak popularne wydarzenia jak Conservative Political Action Conference [coroczna konferencja polityczna, w której udział biorą konserwatywni aktywiści i urzędnicy wybrani z różnych części Stanów Zjednoczonych – przyp. R.K.] czy spotkania z Mittem Romneyem i Glennem Beckem lub ważne konserwatywne tematy nie zostały przez mojego poprzednika uznane za newsy”.

Do grona mediów internetowych cenzurujących informacje dołączył Twitter. W grudniu 2017 r. platforma ogłosiła, że wprowadza ścisłe egzekwowanie nowych zasad dotyczących „nienawistnego zachowania i nadużyć [wolności słowa]”. Według Politico „Spowodowało to pierwsze reakcje użytkowników o poglądach prawicowych, mówiących, że są to pierwsze kroki do »czyszczenia Twittera«”. Oczywiście z nieprawomyślnych, konserwatywnych poglądów.

 

Niech sczezną cenzorzy!

Ben Swann nie ma złudzeń odnośnie do istnienia cenzury w mediach, a to, co obecnie wyprawiają YouTube i Facebook, oraz od niedawna Twitter, to kontynuowanie liczącej dziesiątki lat praktyki. „Mainstreamowe sieci medialne i prasa od wielu dekad rutynowo manipulują informacjami. Wiemy o tym wszyscy”. I chociaż, jak głosi oficjalna deklaracja YouTube, „Naszą misją jest udzielać głosu każdemu i pokazywać wszystkie opinie, jakie rodzą się na całym świecie”, to przecież nie jest to prawdą.

Cały problem polega na tym, że jeśli używamy platform usłużnych wobec establishmentu i jego przekonań w celu wyrażania własnych opinii, często będących w niezgodzie z obowiązującą modą, to musimy się liczyć z tym, że nigdy nie będziemy mieli pełnej kontroli nad swoim przekazem, pisze Swann. „Dlatego potrzebny jest kolejny krok – decentralizacja platform”. Przyszłość należy do takich platform jak Dtube i Steemit, opartych na technologii blockchain, czyli „łańcucha bloków”. Blockchain pozwala każdemu posiadać całą bazę danych systemu, tym samym tworząc całkowicie rozproszony i zdecentralizowany rejestr. Dzięki takiemu rozwiązaniu niemożliwa jest modyfikacja danych, usuwanie czy dodanie fałszywych informacji. Technologia ta co do zasady wyklucza istnienie jakiegokolwiek centralnego organu wprowadzającego zmiany w serwisie, gdyż aktualna wersja bazy danych rozrzucona jest po całym świecie. Spowoduje to, że takie platformy jak YouTube lub Facebook, jeśli nadal będą cenzurować treści, stracą rację bytu. Po prostu znikną, „zbanują” same siebie. Należy cierpliwie czekać, aż idea technologii blockchain upowszechni się, a wraz z nią przeminie świat cenzorów.

 

Napisane przez Robert Kościelny

 

https://www.linkedin.com/pulse/media-almost-all-owned-controlled-us-rothschilds-bryan

https://www.linkedin.com/pulse/whow-owns-reuters-rachel-lakhi

http://truthinmedia.com/reality-check-internet-purge-dissenting-voices/

https://truththeory.com/2018/03/09/youtube-facebook-push-hard-censor-alternative-views/

https://www.bloomberg.com/news/articles/2018-02-28/youtube-s-new-moderators-mistakenly-pull-right-wing-channels

https://gizmodo.com/former-facebook-workers-we-routinely-suppressed-conser-1775461006

 

https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/5618-cenzura-w-sieci

 

KOMENTARZE

  • Słowa, które były kneblem…
    https://warszawskagazeta.pl/media/k2/items/cache/c87fb7bbfceafbb34c32e047e87d29fa_L.jpg

    Zaraz po 10 kwietnia 2010 r. powrócił koszmar cenzury najgorszego autoramentu. Wypowiedziano wówczas mnóstwo słów, których jedynym celem było przykrycie prawdy w kwestii smoleńskiego dramatu i upokorzenie Polaków. Słowo rzeczywiście może być kneblem, jak zauważył niegdyś Lec. Wtedy było! Co gorsza, kłamstwo wypowiedziane z pozycji władzy miało po 10 kwietnia moc podwójną. Swoje dołożyły lewackie me(n)dia.

    Niech się jednak onym nie wydaje, że poeta nie pamięta i nasi Czytelnicy zapomną. Będziemy pamiętliwi choćby po to, żebyście nie funkcjonowali już nigdy w publicznej przestrzeni jako główni rozgrywający i poważni gracze (Zauważmy, jak bardzo Tusk przebiera nogami, by wrócić na szczyty polskiej polityki. Niedoczekanie wasze, dranie!), sami się z niej wyautowaliście, wasza przyszłość powinna mieć wymiar celi i kolor dopasowanego pasiaka. Plus publiczna infamia za to, co wtedy mówiliście.

    Ewa Kopacz, 22 kwietnia 2010 r., 10 dni po tragedii (w rozmowie z dziennikarzami, podczas pobytu w Moskwie): – Nie było ani jednej pomyłki. Wszystko się zgadza. Nasi eksperci są pełni podziwu dla pracy tutejszego zakładu medycyny sądowej... W kilka dni później (już w Sejmie) postawiła na swym blamażu kropkę nad i: – Najmniejszy skrawek, który został przebadany, najmniejszy szczątek, który został znaleziony na miejscu katastrofy – wtedy kiedy przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokość ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny – każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie (sic!). To oczywiście hańba dla pani Kopacz. Równie wstydliwe jest to, że ta żałosna damula wciąż funkcjonuje w polityce.

    3 maja 2010 r. Bronisław Komorowski, p.o. (p)rezydent: – Państwo polskie w obliczu dramatu katastrofy pod Smoleńskiem i jej skutków zdało egzamin… mamy prawo być dumni… Nie minął nawet miesiąc, a on już był dumny. Przyznał też wtedy sobie 22 tys. zł nagrody! Większość z nas po jego słowach do dziś czuje upokorzenie.

    Dr hab. Marek Żylicz, członek Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa, 28 lipca 2011 r.: – Niedopuszczalna była obecność generała Błasika w kabinie załogi, tak samo niedopuszczalna była obecność tego pułkownika, który stał za plecami kontrolerów. To wywierało wpływ… Jeszcze ohydniej pisał wtedy na ten temat Leszek Miller (czyt. „Zapiski”).

    Daniel Olbrychski, 30 stycznia 2011 r.: – Za to, co wygłosił jeden z najwierniejszych współpracowników prezesa Kaczyńskiego, Adam Hofman, twierdzący, że „jak na kłamstwie katyńskim rozkwitła PRL, tak na kłamstwie smoleńskim żeruje obecna koalicja”, po prostu należy publicznie bić po mordzie.

    Donald Tusk, 9 kwietnia 2013: – W Polsce jest bardzo liczny zakon, który jest zainteresowany tym, żeby podważać wiarygodność państwa, jeśli chodzi o badanie przyczyn katastrofy. I jeszcze raz Tusk, na wieść o decyzji Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie dotyczącej ekshumacji zwłok Janusza Kurtyki i Przemysława Gosiewskiego: – Nie rozumiem tej determinacji… widocznie jest jakaś potrzeba, która tkwi w zranionych uczuciach rodzin ofiar.

    Pisarz Stasiuk (uwaga, jego dziełko znajduje się na nowej liście lektur liceum): – Mam w Wołowcu stado owiec. Pomyślałem, że dokupię czarnego barana i nazwę go Smoleńsk. Wolno mi, bo po 10 kwietnia zabrnęliśmy w groteskę i surrealizm. Słyszę, że ci, którzy wtedy siedzieli w samolocie, to byli święci, że siedziała elita elit. Prawda jest prozaiczna – w absurdalnej katastrofie zginęło kilkudziesięciu urzędników państwowych…

    Na koniec dwie kanalie z lewackich me(n)diów. Z „Krytyki Politycznej” niejaki Sutowski, 11 lipca 2010 r.: – Pijany prezydent w ruskiej trumnie. Tyle zostało, poza krzyżem pod pałacem i portretami w Sejmie, ze smoleńskiej „żałoby”.

    I Zadara, 21 kwietnia 2011 r.: – Trzeba wreszcie zacząć pytać o rolę czołowych polityków prawicy w tym zamachu. […] Czy nie byli w niego zamieszani, bo chcieli na przykład pozbyć się konkurencji? Nikt jeszcze nie wykluczył takiej możliwości…

    Po co ich wszystkich cytuję? Bo to tylko skrawek, takich jak oni było skolko ugodno. Chcieli nas bić ,,po mordzie”, chcieli, żebyśmy siedzieli w sprawie tragedii smoleńskiej cicho, aby mogli kłamstwem i współpracą z Rosjanami przykryć prawdę o tragedii. Wciąż mam nadzieję, że nie tylko historia ich osądzi…


    Napisał Andrzej Leja

    https://warszawskagazeta.pl/felietony/czlowiek-z-lasu/item/5617-slowa-ktore-byly-kneblem
  • Ciekawi jesteście jak wygląda „wolność słowa” po rosyjsku?
    http://static.antyweb.pl/uploads/2016/06/cctv-1144366_1280.jpg


    Rosja, kraj, w którym komunizm rzekomo upadł - na cztery łapy, a poza kosmetyczną zmianą ustroju nie zmieniło się nic - tak nam przynajmniej mówią. Rosja stanowi dla nas swego rodzaju "dzicz", a z Rosjan lubimy się śmiać. Uważamy, że jedyne, co dobrze potrafią, to pić wódkę i wyklinać przy okazji gry w Counter Strike'a. Nie do końca tak to wygląda, stereotypy działają, choć nie są absolutnie trafne. W pewnych kwestiach można jednak dojrzeć pewne ziarenko prawdy.

    Temat absolutnie na czasie – w Polsce ogólny poziom krytyki rządu, również w Internecie jest niezwykle wysoki. Polityka wywołuje ogromne emocje, w które bawić się nie zamierzam, ale spotykam je na każdym kroku. Bo PiS tamto, a PO to, ci złodzieje, a kolejni to złodzieje jeszcze więksi. Afery, aferki, groźba zaburzenia ustroju – zmęczony jestem. Inni natomiast nie i chętnie krytykują polityków jak leci – nawet mocno niewybrednie. Na palcach jednej ręki policzę sytuacje, w których coś z tego powodu komukolwiek zrobiono i w dodatku – były to już naprawdę grube akcje. Jak ma się do tego Rosja?

    New York Post opublikował ciekawy artykuł na temat tego jak wygląda walka z „mową nienawiści” w Rosji. Jeżeli teraz domyślacie się, jak może to wyglądać – zapewne macie rację. Więzienia, aresztowania za „byle co”, zależnie od widzimisię urzędnika. Rosja mocno monitoruje Internet i kiedy trzeba, wprowadza stosowne obostrzenia. Poziom cenzury jest naprawdę spory, opozycjoniści mają niezwykle trudne życie, a sprzeciwienie się na przykład polityce Putina względem wschodu Ukrainy może zaowocować przykrymi konsekwencjami.

    Jak ustalił New York Post, 54 osoby zostały osadzone w więzieniu w związku z rzekomym uskutecznianiem mowy nienawiści. Przede wszystkim byli to ludzie, którzy napisali coś w social media (albo nawet podali dalej), z czym by się nie zgodziła obecna władza. Dotyczyło to głównie polityki Władimira Putina, sytuacji w kraju i prawdy na temat rządu przede wszystkim oligarchów w Rosji. Za co można iść siedzieć? Nawet za zdjęcie tubki z pastą do zębów i podpis: „Wyciśnij z siebie Rosję!”. Nic innego, jak uprawomocnianie systemu batem.

    Wiele pod tym względem zmieniło się tuż po tym, jak Rosja napadła na Ukrainę w roku 2014, gdzie kilka miesięcy po tym fakcie, Putin podpisał dokument, który co prawda dotyczy dbałości o integralność granic i przeciwdziałaniu terroryzmu, ale głównie ma na celu zamknięcie usta obywatelom, którzy nie zgadzają się z atakiem na Krym. Co więcej, dużo poważniej traktuje się takie przewinienia w mediach – nawet jeżeli dotyczą konta w społecznościówce.

    Wyżej przedstawiona sprawa dotyczy Rosjanina, 40-letniego elektryka, który mając jedynie 12 znajomych przekazywał dalej ciekawe według niego posty w Internecie krytykujące obecną władzę. W końcu okazało się, że trafił na listę osób poszukiwanych w związku z działalnością wywrotową. W końcu w jego domu pojawiła się grupa antyterrorystyczna i od tego czasu mężczyzna nie przebywa już w domu – odsiaduje surowy wyrok za wpisy w social media oraz debaty w portalach informacyjnych.
    Tak wygląda prawdziwa cenzura i tłumienie wolności słowa

    Przykład zza naszej wschodniej granicy, monitoring social media, śledzenie aktywności ludzi w Internecie oraz jednoznaczne obostrzenia względem wolności słowa to dowód na to, że egzekwowanie „prawidłowego” zachowania obywateli jest głównie spowodowane chęcią utrzymania integralności ustroju, a nie ochroną osób, które z powodu np. nienawistnych komentarzy względem innych ludzi. O ile hejterów wypadałoby karać, tak trzeba już wiedzieć, że krytyka ustroju – w rozsądnych granicach nie powinna być zakazana. Wypada tylko zastanowić się, jakie są intencje osób, które zamierzają wprowadzić obostrzenia – czy chodzi rzeczywiście o ochronę pewnych zagrożonych grup, czy jednak o utrzymanie prawomocności obowiązującego systemu. W Rosji już dochodzi pod tym względem do patologii, pytanie czy jest to możliwe w innych krajach Europy i… w Polsce?


    http://antyweb.pl/rosja-wolnosc-slowa/
  • PILNE! Wojciech Sumliński zatrzymany przez brytyjskie służby! Czy stoi za tym Mosad ws. aktu 447?
    https://www.youtube.com/watch?v=LC_2PnJnEeA

    Pierwszy kontakt z W. Sumlińskim po zatrzymaniu przez brytyjskie służby na lotnisku w Londynie!

    https://www.youtube.com/watch?v=0e7r2yF29_A
  • @Talbot 13:39:11
    Za notkę piątka *, za ten paszkwil na temat Rosji - mniej niż zero!
    Tak się składa, że często czytam na VK i oglądam rosyjskie programy publicystyczne. Tam nawet zacietrzewieni Polacy czy Ukraincy mogą wyrażać swoje opinie, a także Amerykanie, Niemcy i inni, zależnie od tematu.
    Często napieprzają tak na Rosję, że aż przykro słuchać. Tak samo opozycja rosyjska na Putina czy partię rządzącą.
    Nie raz, nie dwa Rosjanie oburzają się, że "goście" za dużo sobie pozwalają, ja też osobiście byłem wielce zdziwiony: jeden z prowadzących wyjaśnił wreszcie o co chodzi w tym wszystkim - żeby Rosjanie zobaczyli z kim mają do czynienia, jak są widziani na tzw. Zachodzie i jak ten Zachód jest chamski i zakłamany.
    Ty Talbot też należysz do tego Zachodu, chamskiego i zakłamanego, ścieku, który nie widzi kołka we własnym oku a widzi paproch w oku Rosji czy innych krajów, nazywanych przez obłudników, jako niedemokratyczne reżimy.
  • @lorenco 18:05:44
    "Tak się składa, że często czytam na VK i oglądam rosyjskie programy publicystyczne."

    A to ciekawe co piszesz - ja tego nie czytam i nie oglądam.
    Podobno w Rosji jest dużo mordów politycznych...
  • @Talbot 18:21:59
    Podobno Ciebie w Rosji zamordowali.
  • @Talbot 18:21:59
    Aha i jeszcze jedno: uczyłem się w ogólniaku j. rosyjskiego, zatem po latach wiele zapomniałem, teraz poprzez zainteresowanie się sprawami Donbasu, Ukrainy a co dalej Rosją, trochę lepiej znam rosyjski, jednak nie wszystko rozumiem i muszę korzystać z translatora.
    Ty natomiast jako Ukrainiec, na pewno znasz dobrze rosyjski, zatem polecam programy ( tam często brylują Twoi bracia z Ukrainy):
    60 минут
    Время покажет
    Право голоса
    "Место встречи"
    Вечер с Владимиром Соловьевым
    Powtórki programów są na YT.
    Na żywo taż można oglądać, dziś pewnie będzie Wieczier z Sołowiowem.
  • @Talbot 18:21:59
    Masz z wczoraj:
    https://www.youtube.com/watch?v=o6elZG1vQAA
  • @lorenco 18:59:50
    Rosyjski ciepły człowiek

    Panuje powszechne przekonanie, że w Rosji można śmiać się niemal ze wszystkiego – poza Władimirem Putinem. W połowie stycznia na tamtejsze ekrany weszła jednak komedia „Wakacje prezydenta”. W roli głównej, Dmitrij Gracziow – komik, który może uchodzić za sobowtóra szefa państwa. Nie ma wątpliwości, że jego obecność na małym i dużym ekranie, ma na celu ocieplenie wizerunku Władimira Putina, a nie śmianie się z jego osoby.

    http://www.new.org.pl/5707-rosyjski-cieply-czlowiek
  • @lorenco 18:29:10
    I zjedli , jak nic Putin . :)))))
  • @Talbot 20:35:10
    Ja się świetnie bawię, oglądając takie perełki:
    https://www.youtube.com/watch?v=XZUJX84kr-w
    https://www.youtube.com/watch?v=FKVNWRD6toc
    https://www.youtube.com/watch?v=66qDBjGUrJI
  • @Repsol 00:01:03
    Nadgryzł go tylko Putin: bo łykowaty gościu:)))

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY