Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
703 posty 5930 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

...o Kobietach

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

I wojna światowa z mężczyznami

 

 

Daisy Luther, dziennikarka strony internetowej The Organic Prepper, poruszyła temat, od kilku dekad aktualny i drażliwy jak mało który – mizoandrii, chorobliwej niechęci do mężczyzn. Zaburzone w ten sposób panie racjonalizują swój rozchwiany pod tym względem stan emocjonalny, często powołując się na dogmaty wiary marksizmu kulturowego. Wśród nich najbardziej popularny jest ten dotyczący uprzedzeń i opresji społeczeństwa patriarchalnego zbudowanego przez złych mężczyzn po to, aby zadręczać kobiety. Oczywiście, wśród mężczyzn również nie brakuje idiotów (jest ich nawet więcej niż pośród pań), a analogiczny do kobiecego rodzaj zaburzeń nazywany jest mizoginią. Ponieważ o tym rodzaju zboczenia trąbi się na okrągło, przejdźmy do głównego wątku.

 

Gorzej niż pijani żołnierze Armii Czerwonej

Czy jeszcze kilkanaście lat temu ktoś by pomyślał, że uczeni mędrcy mogliby na podstawie swych „obiektywnych” i „bezstronnych” badań utworzyć taki profil przeciętnego mężczyzny, przy którym żołnierz Armii Czerwonej w okupowanej Polsce czy Niemczech to „z Oxfordu lord”? Niestety postęp, a co za tym idzie – tumanienie ludzi, idzie pełną parą. Zwłaszcza na amerykańskich uniwersytetach, na których dostać parę godzin wykładów to marzenie również naszych uczonych, zarówno tych z lewa, jak i z prawa. Oczywiście, w przeważającej mierze przypadków całkowicie płonne.

Uniwersytet w Austin, stolicy stanu Teksas, stworzył program edukacyjno-szkoleniowy o nazwie MasculinUT, który wychodzi z założenia, że mężczyźni to brutalni gwałciciele, czekający tylko okazji, aby uwieść i wymusić na kobiecie współżycie.

Na szczęście jeszcze nie cała Ameryka zamieniła się w jeden wielki kampus akademicki (te, jak wiadomo, zdominowane są przez wściekłe ciotki i cioty rewolucji kulturalnej), stąd niedługo po ogłoszeniu programu w wielu mediach pojawiły się ostre głosy krytyki. Jednym z takich mediów jest strona American Thinker. Rick Moran poinformował tam, 28 kwietnia tego roku, że nowy program Centrum Doradztwa i Zdrowia Psychicznego Uniwersytetu Teksańskiego będzie promował „zdrową męskość” poprzez „wydarzenia publiczne, warsztaty edukacyjne i inne formy zaangażowania studentów”. Celem jest „wpłynięcie na kulturę kampusu tak, aby zwiększyć akceptację różnorodności płci, promowanie zdrowych relacji z naciskiem na zgodę i zapobieganie przemocy interpersonalnej”. Tak to wygląda od strony formalnej. A jak jest w rzeczywistości? Moran nie ma co do tego złudzeń.

Podobnie jak wspomniana wyżej dziennikarka strony The Organic Prepper, Daisy Luther, która komentując treść programu, napisała: „Obecnie wydaje się, że bycie mężczyzną oznacza popadnięcie w jeden wielki obłęd. Mężczyzna to gwałciciel, mizoginista dręczący kobiety. Brutal, któremu płeć piękna potrzebna jest tylko po to, aby bić ją po twarzy. Jest pełen przemocy, nienawiści, zła”.

PJ Media, strona internetowa zajmująca się m.in. wydarzeniami politycznymi i zmianami obyczajowymi, jakie lewactwo chce wprowadzić w USA, także mocno skrytykowała pomysły mędrców z teksańskiego uniwersytetu, którzy „uruchomili program mający pomóc studentom »przejąć kontrolę nad swoją tożsamością płciową i rozwinąć zdrowe poczucie męskości«”. Toni Airaksinen, dziennikarka PJ Media, zauważa, że program MasculinUT traktuje męskość jak przejaw załamania psychicznego. MasculinUT jest organizowany przez personel Centrum, które ostatnio zaprezentowało serię plakatów zachęcających studentów do rozwijania „zdrowego modelu męskości”.

Program opiera się na krytyce tzw. restrykcyjnej męskości. Mężczyźni, twierdzą uczeni mężowie z Austin, cierpią, gdy słyszą słowa „zachowuj się jak mężczyzna” lub kiedy namawia się ich do podejmowania tradycyjnych ról życiowych wynikających z ich płci, takich jak „człowiek sukcesu” lub „żywiciel rodziny”. MasculinUT ostrzega, że wiele z tych atrybutów jest w istocie niebezpiecznych, bowiem „tradycyjne idee męskości umieszczają ludzi w sztywnych (lub restrykcyjnych) pudełkach [które]… blokują rozwój emocjonalnej dojrzałości”. Twórcy tego dziwacznego programu kierują też do studentów uniwersytetu teksańskiego następujące słowa: „Jeśli jesteś studentem płci męskiej i czytasz teraz nasz przekaz, mamy nadzieję, że udział w naszym programie pomoże ci uwolnić się od winy, którą sprowadza na ciebie tradycyjna definicja męskości, oraz skłoni cię do przerwania tego błędnego koła!”.

Toni Airaksinen informuje również, że program wymyślony przez pracowników uczelni w Austin nie ma wprawdzie jeszcze swego koordynatora, ale jeden z urzędników uniwersytetu powiedział PJ Media, że kilku pracowników jest zainteresowanych tym stanowiskiem.

 

Kwiaty wetknięte w zaskakujące miejsce

Na stronie rekrutacyjnej Uniwersytetu w Austin możemy zapoznać się z wymaganiami stawianymi kandydatom na to, powiedzmy wprost, w pełni politpoprawne, a przez to kuriozalne, stanowisko. Ukończenie studiów magisterskich na Wydziale Studiów nad Kobietami oraz Gender. Ewentualnie – zdrowia publicznego, pracy socjalnej, psychologii, socjologii, wyższej edukacji. Do tego dochodzi co najmniej dwuletnie doświadczenie zawodowe. Kandydat musi też udokumentować swoje zaangażowanie w „różnorodność, sprawiedliwość społeczną, innowację i współpracę”, jak również wykazać zrozumienie, czym różni się męskość zdrowa od toksycznej. Innymi słowy, taki specjalista musi mieć dobrze wyprany mózg w politpoprawnych detergentach i powinien też wykazać, że sam również potrafi sprawnie ogłupiać ludzi.

Dziennikarka PJ Media, Toni Airaksinen, stwierdza, że nie ma dowodów na to, iż sama „męskość” przyczynia się w jakikolwiek sposób do przemocy, natomiast pracownicy uniwersytetów (np. Uniwersytet Północno-Zachodni w stanie Illinois czy Uniwersytet Północnej Karoliny), którzy wcielają w życie podobne szkolenia, przyznają, że założenia programów nie są poparte żadnymi badaniami.

Na czym miałaby polegać „zdrowa męskość” według programu MasculinUT? Plakat reklamujący kurs edukacyjny (a może raczej reedukacyjny) przedstawia czarnoskórego studenta, którego głowę oplata kwietny wieniec. Tekst na plakacie lansuje postać współczesnego mężczyzny noszącego „kwiaty wplecione w brodę bądź coś w tym rodzaju”. „Czy to jest rzeczywiście zdrowe?” – pyta Rick Moran z American Thinker. I odpowiada sarkastycznie – „Tak, a nawet bardzo!”. Ale nawet gdyby ktoś miał odmienne zdanie, to przecież musiałby przyznać, że mężczyzna noszący kolorowe kwiaty w formie wieńca na głowie bądź wplecione w bujną brodę wyraźnie odróżniałby się od tego, który ich nie nosi. A czy korzystniej? – byłoby to tematem dla ogólnouczelnianej dyskusji, podczas której można by wyjaśnić wpływ kwiatów wpiętych w brodę czy inny fragment mężczyzny, na złagodzenie maskulinicznych obyczajów. Zresztą napis na plakacie sugeruje, że mężczyzna z wetkniętym kwiatkiem to nie jest ostatnie słowo, jakie postępowcy powiedzieli w sprawie „rozszerzenia pojęcia maskulinizmu”.

Dziennikarz z AT komentuje całą sprawę zdroworozsądkowo: „Oto mamy kolejny wysiłek lewicy próbującej zaprzeczyć naturze ludzkiej lub ją na siłę zmienić. Mogłoby to być nawet zabawne, gdyby nie było daremne. Istnieją takie atrybuty fizyczne, chemiczne i biologiczne, które posiadają mężczyźni, a kobiety nie. Żadna, nawet największa liczba programów edukacyjnych lansujących »zdrową męskość« nie zmieni tego faktu”.

Oczywiście są mężczyźni, którzy zachowują się jak skończone bydlaki i stanowią rzeczywiste zagrożenie dla kobiet. Ale dzieje się tak nie z powodu ich „męskości”, ale raczej z zaburzonych wzorców zachowań, które im przekazano. Nie ma nic w męskim charakterze czy organizmie, co skazywałoby go na traktowanie kobiet czy mężczyzn brutalnie albo nieuprzejmie. „Instytucje naukowe powinny ignorować wszystko, co jest niewiarygodne”, kończy swój wywód Rick Moran, chyba nie do końca wierząc w to, co mówi, bowiem fakt opanowania uniwersytetów przez lewackich hunwejbinów jest w Ameryce powszechnie znany.

 

Wojna z mężczyznami

Daisy Luther nie ma wątpliwości: absurdalny pomysł z Austin to kolejna odsłona, a może lepiej – front, wojny z płcią męską. „Dziś niewiele jest rzeczy, które mógłby zrobić mężczyzna, nie narażając się na krytyczne uwagi Wojowników Sprawiedliwości Społecznej”. Tu chwila dygresji: niedawno czytałem historię o tym, jak w wejściu do jednego z biurowców Nowego Jorku mężczyzna został zrugany od ostatnich „męskich, szowinistycznych świń” przez kobietę, którą chciał przepuścić w drzwiach. „Feministka” – mruknął ironicznie czarnoskóry portier, jakby chcąc złagodzić doznaną przez mężczyznę przykrość.

Traktowanie kobiet, jakby były bezrozumnymi istotami, jest złe, płacenie im mniej za wykonywanie tej samej pracy co mężczyźni jest niesprawiedliwe. Ale większość mężczyzn nie zachowuje się tak jak Harvey Weinstein, oskarżany o zmuszanie początkujących aktorek do współżycia w zamian za rolę w filmie, pisze Luther. „Obecnie żyjemy w świecie, w którym ludzie promujący »równość płci« uważają, że mężczyźni muszą zaspokajać wszystkie kaprysy kobiet, usuwać się w cień, a w pracy awansować je tylko dlatego, że są płci żeńskiej. Poza tym powinni na spotkaniach powstrzymywać się od mówienia, aby kobiety mogły mówić o wszystkim”. A nawet byle co.

 

Ten rodzaj „równości”, który lansują lewacy, jest niemożliwy do realizacji. A gdyby jednak, poprzez zastosowanie przymusu prawnego, został zrealizowany, byłby szkodliwy. Również dla kobiet. „Świadomość, że wagina daje mi fory, jest dla mnie nie do zniesienia. Uwłacza mi jako człowiekowi i kobiecie”, pisze Daisy Luther. „Cieszę się, że mogę uczciwie konkurować z ludźmi w swoim miejscu pracy, bowiem szczerze wierzę, że moje umiejętności, inteligencja i talenty stawiają mnie na równi z innymi. Nie czułabym się spełniona, gdybym wiedziała, że swoją pozycję zawdzięczam nie sobie, ale swojej płci. W rzeczywistości byłoby to tak protekcjonalne, że doprowadziłoby mnie do wściekłości”.

Zamiast wymyślać nowe nazwy na stare i dobrze znane zachowania typowe dla ludzi pozbawionych ogłady, niezależnie od tego, czy są mężczyznami czy kobietami, które mają w założeniu napiętnować mężczyzn – wystarczy po prostu zwrócić uwagę takiej osobie. Zamiast mówić o mansplainingu, czyli wymądrzaniu się mężczyzny, zwłaszcza przed kobietami, powiedzmy takiemu bufonowi, żeby się zamknął, a zamiast ubolewać nad zjawiskiem manspreadingu, czyli niegrzecznego zajmowania miejsca, bez względu na potrzeby czy wygodę innych, wystarczy powiedzieć arogantowi, aby się przesunął. „Słowo »przepraszam« najczęściej wystarczy, aby wokół mnie zrobiło się trochę luźniej nawet w najbardziej zatłoczonym metrze”, pisze Luther.

W marcu tego roku w „The Nation”, lewackim tygodniku, pojawił się artykuł, w którym autorka Collier Meyerson wprost namawia do przedefiniowania pojęcia męskości, a nawet usunięcia go ze słownika współczesnej angielszczyzny, zwłaszcza tej używanej przez postępowców całego świata. „To naprawdę nie jest szalona myśl. Spójrzmy tylko na ostatnie stulecie, aby zrozumieć, że amerykańska koncepcja męskości została tak skonstruowana, aby bronić dominacji białych mężczyzn nad czarnymi mężczyznami i kobietami wszystkich ras”. Dziennikarka „The Nation” powołuje się na ustalenia, jakie znalazły się w książce Gail Bederman Męskość i cywilizacja: Kulturalna historia płci i rasy w USA lat 1880–1917. Bederman zaznacza, że nie postrzega męskości jako wewnętrznej istoty lub zbioru statycznych cech, atrybutów czy ról społecznych wynikających z płci. Bowiem „męskość to ciągły i dynamiczny proces”. Pierwszą rzeczą, której należałoby dokonać, to rezygnacja z argumentów mających dowieść, że męskość ma stałe, nieodłączne od płci cechy. „Płeć jest dynamiczna i ciągle ulega zmianie”, pisze Gail Bederman.

 

Jakkolwiek by się zachował, zawsze będzie białym męskim szowinistą

W latach 1820–1860, według Bederman, coraz więcej białych mężczyzn identyfikować się zaczęło jako przedstawiciele klasy średniej: przedsiębiorcy, profesjonaliści, menedżerowie. Stąd pojawiła się nowa, ważna dla mężczyzn identyfikacja płciowa, skupiona wokół uprzejmości. W przeciwieństwie do brutalności lub gwałtownych zachowań, cechujących przedstawicieli klas niższych męskość klasy średniej w tym okresie miała wyrażać się w formie bardziej cywilizowanej – mężczyzna agresję miał pożytkować w walce o utrzymanie wysokiego poziomu życia rodziny, gromadzenia bogactwa, odnoszenia sukcesu w życiu zawodowym. Dbałość o dobro swoich pracowników.

W latach 1879–1910 liczba mężczyzn z klasy średniej pracujących na własny rachunek spadła z 67 proc. do 37 proc., co spowodowało zmianę w koncepcji męskości. Wtedy mężczyźni zaczęli powracać do surowszych jej przejawów. „Popularne stały się historie o życiu kowbojów na dzikiej prerii, powieści przygodowe i awanturniczo-przygodowe”. Wtedy też, pisze Bederman, pojawiają się epitety wyszydzające dawną ideę męskości jako zbyt cywilizowaną i zniewieściałą: „maminsynek”, „bojaźliwy”, „sztywniak”.

Pojęcie „mężczyzna” miało swój wymiar moralny i w ówczesnych słownikach opisywano je takimi cechami, jak: „niezależność duchowa bądź postępowania, siła, odwaga, wielkoduszność”. Ale kiedy gospodarka kraju w latach 1879–1896 przechodziła kryzys, wraz z nim zaczęła ulegać destrukcji dotychczasowa identyfikacja białego mężczyzny wywodzącego się z klasy średniej, zmianie uległo też pojęcie męskości. Nastąpił proces swoistej emancypacji tego pojęcia z rygorów narzucanych przez moralność i słowo „męski” lub „męskość” pojawiało się w opisie każdej cechy, którą posiadali mężczyźni.

Przegląd uwag zawartych w pracy Męskość i cywilizacja upoważnia do stwierdzenia, że wbrew temu, co pisała Bederman, to nie płeć uległa zmianie, nie męskość ewoluuje w najróżniejsze esy-floresy niepodobne do cech, które stanowiły punkt wyjścia owej ewolucji. Zespół atrybutów jest stały, ale w konkretnych, zawsze przecież zmiennych, sytuacjach historycznych pewne właściwości natury ludzkiej są bardziej eksponowane, inne zaś mniej. Różna może też być forma ich wyrazu. Natura wojownika równie dobrze może ujawnić się na polowaniu, polu bitwy czy ringu jak podczas ostrej dysputy w studiu telewizyjnym czy na łamach prasy. Są to właściwie rzeczy dość powszechnie znane, więc również amerykańskiej uczonej nie są zapewne obce. Ale w jej wypadku obowiązek zadośćuczynienia poprawności politycznej i rzetelnego wykonania pracy ideowo wychowawczej przeważył cnotę profesjonalizmu i obiektywizmu badawczego. W ocenie Bederman płeć męska zmienia się w zależności od koniunktury gospodarczej, ale niezależnie jak by się zmieniała, biały mężczyzna zawsze będzie świnią w stosunku do kobiet, dzieci i czarnych mężczyzn. Podkreślając niezmienność tej cechy, Gail Bederman nie zauważa, że w ten sposób osłabia najważniejszą tezę swej pracy.

 

Nie ma się z czego cieszyć

Bezpardonowy atak na mężczyzn będzie miał fatalne skutki, przestrzega Daisy Luther. Już dziś widać, że wojna z mężczyznami ostatecznie zaszkodzi wszystkim. Chłopcy zamiast uczyć się odpowiednich dla nich wzorców zachowań i postaw, „wymiękają”. Świat płci zaczyna się ujednolicać. Czy rzeczywiście tego chcemy? Pod wpływem chorej propagandy, w świetle której mężczyzna, zwłaszcza „biały samiec”, to tylko inny gatunek wilkołaka, coraz więcej chłopców przed pokwitaniem zaczyna niechętnie mówić o swojej płci, zazdroszcząc statusu płci przeciwnej jako wolnej od ciążących na męskości zarzutach.

Dziennikarka przytoczyła wyniki badań przeprowadzonych na grupie dziewięcioletnich chłopców, którzy odpowiedzieli, dlaczego nie lubią być chłopcami: nie można zostać matką, nie powinno się płakać, nie można zostać cheerleaderką, powinno się wykonywać każdą pracę, powinno się lubić przemoc, grać w futbol, chłopcy nieprzyjemnie pachną, mają automatycznie złą reputację, rosną im na całym ciele włosy. Antymaskulizm, żeby nie powiedzieć androfobia (lęk przed mężczyznami), powoduje, że „przeciętnych chłopców, którzy wyróżniają się aktywnością, psocą, mają problem z usiedzeniem na jednym miejscu, gdy mają sześć lat, zaczyna się leczyć z powodu ADHD, faszerując lekami”.

Aby usatysfakcjonować poprawnych politycznie szarlatanów, zniszczymy całe pokolenie. Nie tylko mężczyzn, ale i kobiet, z których wiele ceni w mężczyznach to, czego nie odnajdują we własnej płci. „Jak myślicie, jaki będzie wskaźnik urodzeń wśród pokolenia miękkich, wrażliwych mężczyzn używających kredki do oczu oraz noszących różowe koszule oraz bezczelnych, wściekłych kobiet, stale zwracających im uwagę na to, co robią źle? Sądzicie, że przesadzam? Wskaźnik urodzeń wśród pokolenia wyżu demograficznego w Ameryce w latach 80. i 90. XX w. (milenialsi) obniżył się na niespotykaną w historii skalę”.

Kto będzie bronił Ameryki, skoro dzieci wychowuje się tak, aby bały się broni i przemocy? – pyta retorycznie Daisy Luther. „Kiedy zostaniemy zaatakowani, nasi »obrońcy« będą całkowicie zagubieni. Drżę na myśl o wojsku przyszłych pokoleń. Słabość i jednorodność cech płci stawiają nas przed ogromnym ryzykiem”. Dzisiaj mężczyzna, zachowując się po męsku, może narazić się na sprawę sądową. Jak na razie jedynym pocieszeniem dla nich może być to, że nie wszystkie kobiety potępiają fakt, że mężczyźni chcą być, i czasami są, sobą. „Kiedyś feminizm oznaczał równość. Dziś może oznaczać wszystko, tylko nie równość. Dziś oznacza oczernianie połowy populacji świata i zmuszanie jej do zachowań całkowicie niezgodnych z naturą”. Kobiety i mężczyźni różnią się od siebie i nie ma w tym nic złego. Próba destrukcji tych różnic jest bardzo niebezpiecznym eksperymentem i nie będzie miała happy endu, uważa dziennikarka The Organic Prepper.

Napisane przez Robert Kościelny 

https://www.theorganicprepper.com/war-on-men/

https://www.americanthinker.com/blog/2018/04/university_of_texas_to_treat_masculinity_as_a_mental_health_issue.html

https://pjmedia.com/trending/university-of-texas-to-treat-masculinity-as-a-mental-health-issue/

https://www.thenation.com/article/do-we-need-to-redefine-masculinity-or-get-rid-of-it/

 

KOMENTARZE

  • @
    Rolą mężczyzny jest zaspokoić seksualne potrzeby kobiety kiedy tylko je dostrzeże, nawet jeśli kobieta tego nie wyraża w sposób bezpośredni, a jedynie daje po temu sygnały wynikające z kodu kulturowego.

    Cała reszta to ruja, porubstwo, gender i Zender (i podobni).
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:05:03
    Wiedziałem, że będzie pan pierwszy

    http://img.wiocha.pl/images/6/e/6e3d51514da50daa6ea60b11e8be4610.jpg
  • Polka żyje jak w bajce, ponieważ wyszła za Araba. Jest czego zazdrościć!
    http://www.polishexpress.co.uk/media/cache/original/uploads/article/2016/08/GettyImages-130193267.jpg

    "Wszyscy bardzo zatroskani o losy Polek w brudnych, arabskich łapach – panowie rodacy, panowie narodowcy, ponowie karki i panowie dresiarze – darujcie sobie. Wyszłam za mąż za Araba, bo sama tego chciałam!" - pisze na portalu multikulticlub Marta El Marakchi.

    Polka, która wyszła za mąż za muzułmanina pisze o swoim związku w samych superlatywach: "Mój mąż nie pije, w związku z czym po urodzeniu naszego syna nie zniknął na tydzień z domu, nie opijał sukcesu z kolegami, był przy mnie, wspierał, opiekował się nami, stanął na wysokości zadania. Mąż również nie pali, nie zatruwa nas, nie puszcza pieniędzy z dymem.

    http://www.polishexpress.co.uk/polka-zyje-jak-w-bajce-poniewaz-wyszla-za-araba-jest-czego-zazdroscic
  • Trochę nie na temat a trochę w temacie.
    Znalazłem w sieci opis własnych doznań podczas zakupów.
    Nie jestem sam...to jednak jest ludzkie co odczuwam stojąc w kolejce.
    cytuje...

    "Po zakupy pojechałem. Drobne takie. Uzupełnić. Żeby do poniedziałku było.

    Włażę z koszykiem na stoiska. I już podchodząc do mięsnego widzę, że mi się ciśnienie podniesie.
    Stoi jeden „kaszalot”, z wózkiem na zakupy w połowie wypełniony kolorowym gównem, i ja po prostu już wiem, że szybko swoich wędliniarskich sprawunków nie załatwię.
    Widzę z daleka, że kaszalot z tych popapranych: „a pani kochana, a ta szyneczka to świeża? A dobra? A pani pokaże. A może 5 plasterków mi ukroi. Albo nie. Może tego paszteciku.
    Oblewa mnie zimny pot i w mam głowie spierdalać stamtąd i olać zakupy. Ale nie mogę. Muszę kupić kilo wątroby świńskiej dla koty. Nie mam wyjścia.
    Więc staję za wyfiokowaną otyłą kreaturą.
    Dzieje się wszystko to, co przed sekundami przeleciało mi przed oczyma wyobraźni.
    Ręce mi się gwałtownie pocą. Chuj. Wytrzymam. Jakoś.
    7 minut. Siedem jebanych minut stałem za człekopodobnym stworem, który w końcu kupił 10 plasterków jakiejś „szyneczki”, i 4 udka i 4 skrzydełka kurzęce.

    Dobra. Zamówiłem szybko. to co potrzebowałem z mięsnego i idę na warzywa. Biorę szybko pomidory, ogóra na mizerię, pietruchy, marchew i trochę uspokojony zapierdalam do kasy.
    Znowu fala gorąca i mokry pot na plecach.
    Cofnąłem się po czteropak, mimo że jest wczesny ranek, i miałem teraz nie kupować.
    No nic.
    Trza w końcu do tej kasy podejść.
    Trzy pary STWORÓW stoją z wózkami wypełnionymi kolorowy syfem. Wszystkie sześć osobników „zdrowo” wypasione. Jak nic ponad pół tony żywej wagi.
    Już wiem, że szybko sklepu nie opuszczę. Pocę się. Ręce zaczynają mi drżeć. Nozdrza też. Słyszę, że mi zęby zgrzytają.

    Pierwsza para katopolaków, z daleka czuć, że „patrioty”. Kasjerka przesuwa te ich gówna przed skanerem czytnika. Już prawie ostatnie podełka i stary chuj przypomina sobie, że ananasków zapomniał, ścierwo! Leci w klapkach, a jakże! po te ananaski, ani be ani me do ludzi w kolejce, a o przepraszam to w ogóle zapomnij. Jebany polak-katolik wypełniony miłością bliźniego…
    Chuj. Stoję. Tym dwóm parom przede mną chyba taka obsuwa nie przeszkadza, bo tępo patrzą na półki z wódą. Oczy jak u ćpuna.

    Mam ochotę wrócić na sklep między półki, ale patrzę, że za mną też już ogonek się zrobił, więc tylko opóźnił bym wyjście z tej świątyni HANDEŁE.

    Stoję. Cap w klapkach wrócił z ananaskami. Płacą. Kartą zbliżeniową. Gdzie ta karta? 10 minut tłusta maciora i jej fagas stoję przy kasie – ciężko było naszykować kartę!!!
    Znaleźli, zapłacili. Wypierdalają.

    Druga parka. Podobna do pierwszej. Ale poszło sprawnie.
    Ale ja już upocony jak spod rynny.
    Tłumaczę sobie że to wpływ klimatyzacji. Wszedłem rozgrzany do chłodnego sklepu, to płynie po mnie jak po butelce piwa wyjętej w upalny dzień z lodówki…

    Trzecia para. I się zaczęło, to co przeczuwałem.
    Kasjerka skanuje towar, maciora dopytuje, czy aby na pewno dobrze, czy się ceny zgadzają. Swojego starego barana (te w sandałkach i oczywiście skarpetkach, czarnych) pyta, czy wszystko już wybrali na sklepie, co chcieli kupić. Baran pochrumkuje że chyba tak „Halyna”.
    A gdzieżby. Zobaczył, ze ma w koszyku na wierzchu czteropak i leci na stoisko z browarami. „Halyna” drze mordę, żeby za dużo nie kupował, on coś mamrocze wyklinając swojego ślubnego stwora.
    Wraca z dwoma czteropakami. No bo jak? Za nim jakiś chudy Forged ma czteropak w koszyku a nie w wózku, to dla niego jeden to za mało.

    Cza siem „Halyna” pokazać, co nie?

    Dobra. Wszystko na kasie nabite, trzeba płacić. „Halyna” zobaczyła jakieś chwasty w promocji poustawiane w pobliżu. Kwiaty w doniczkach znaczy.
    O mało nie zemdlałem. Uderzyła mnie taka fala gorąca, i zimna, że aż mi pociemniało w oczach.
    Myślę sobie, no prędko to ja stąd nie wyjdę.
    Blisko pięć minut „Halyna” dopytywała o te pierdolone zielska a i tak żadnego nie kupiła.
    Jakieś 10 minut łącznie te kreatury zajmowały kasę.

    No w końcu trza płacić.
    „Halyna” szuka gotówki – nie ma. Pyta, czy może kartą. Może. Szuka karty – zapomniała.
    „Maryjan” mosz piniondze albo swoją kartę – pyta „Halyna” swego barana. „Maryjan” szuka po kieszeniach i obowiązkowej saszetko-torebce na ramię na skos na przykrótkim pasku.
    Szuka. Szuka… Ja mam drgawki.
    Nie ma.
    Ale tłuste oblicze mu pojaśniało i obwieszcza, że w samochodzie ma.

    „To leć Maryjanku, bo państwo w kolejce czekają” – rzecze obleśna krowa i krzywi się wyszminkowaną mordą w grymasie mającym przedstawiać życzliwy uśmiech.

    „Maryjan” zapierdala.
    Wraca po czterech minutach. Na szczęście karta zadziałała od jednego strzału.
    Potwory wypierdalają. Po blisko 20 miniutach blokowania kolejki.

    Szybko płacę za swój towar – przygotowaną WCZEŚNIEJ GOTÓWKĄ – wychodzę.
    Wracam do domu.
    Prztyk. Pierwszy browiec wpadł jak w gałęzie.
    Przy drugim się uspokoiłem.
    Przy trzecim piszę, te słowa i myślę sobie jak dobrze, że w Polin nie ma dostępu do łatwego broni palnej, bo już odsiadywał dożywocie, za wyrwanie jakiegoś chwasta.

    P.S. Takie kreatury jak opisane wyżej mają prawa wyborcze. Mogą głosować i nawet kandydować…
    P.S.2 W sklepie tym obok była druga kasa, ale nieczynna. W czasach żydo-handełe i kapitalizmu „niewidzialnej wolnej ręki rynku” kapitaliście nie opłaca się zatrudniać dwóch kasjerek na zmianie. Nawet w sobotę w szczycie!!! Opisane wydarzenia miały miejsce dziś rano w markecie samoobsługowym sieci „DINO”.
    "

    Uff ... a do tego jeszcze ta gigantyczna tusza połączona z brakiem sprawności intelektualnej i fizycznej oraz z przekonaniem o własnej wyższości, godności i dumie.

    Ten model Polaka całkiem mi nie odpowiada.
    Jestem jakiś zboczony ? To jest nas minimum dwóch..
  • @Oscar 13:15:06
    Gdy przede mnie wbiegnie kobieta gdy zmierzam do kiosku, aby kupić paczkę papierosów, to idę do innego sklepu - bo wiem, że będę czekał 20 minut.
    To samo dotyczy apteki, kwiaciarni, mydlarni....wszędzie jest tak samo.
  • @Talbot 13:55:53
    hehehe to widać że jest więcej podobnie cierpiących facetów..
    Już w PRLu był taki film podobnym do nas facecie (z gęby inteligent)

    Co to się obruszył jak "pani" podała mu karpia ścierą od podłogi...
    Kierownik sklepu chciał go sfotografować by go sklep nie obsługiwał..
    żona błagał.. "panie litości on już po obrażał wszystkie sklepy w dzielnicy..."

    Jak widać "zjawisko" jest ponad polityczne...a może nawet ponad czasowe :)
  • @Oscar 14:06:17
    Jeszcze bym rozwinął temat o dobrym Bogu sadyście który nas "owieczki swoje" naraża na różne życiowe pokusy z jednej strony i tortury z drugiej strony.
    I to całkiem systemowo bo genetycznie bez żadnej korelacji między winą a torturą.
    (popęd płciowy i związana z nim atmosfera w młodości...to "cymesy"..ale i pokusy nieustające... a z drugiej strony starość przekwitanie utrata urody.. dramat dla kobiet... i męska niemoc oraz brak apetytu na przekwitłe kobiety....że o kolejkach w sklepach nie wspomnę to czyste tortury...).
    Dobry Bóg który zorganizował ten świat musiał być sadystą.

    (Pokusy ale obarczone grzechem i tortury wcale nie oczyszczające... no chyba że w dosłownym tego słowa znaczeniu..).
  • -
    https://www.youtube.com/watch?v=OQ2fREo3Tjc jedna się "przebrała" i... zmieniła zdanie.

    Tu moja ulubiona statystyka w kontekście, "której płci jest bardziej źle"
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Statystyka_samob%C3%B3jstw_wed%C5%82ug_pa%C5%84stw
    ;)
  • @Oscar 14:24:25
    Teraz każdy żyje 60, 70, 90 lat, wymusza się ZUS na dwudziestolatkach, świat mamy tak bezpieczny, że śmierć jest dla ludzi czymś abstrakcyjnym, z czym nie mogą sobie poradzić. Szkoda strzępić ryja. Co to będzie, jak faktycznie nastąpi przełom, znikną wojny i choroby, świat człowieka wyjdzie ostatecznie z pod pręgierza praw natury, walki o byt.

    Lato zaczyna się w momencie gdy dzień zaczyna być już coraz krótszy.
  • @Oscar 14:24:25
    jeszcze niebieska tabletka co nieco aktywność przedłuży, ale w sumie niewiele to zmienia, gdy gusty estetyczne się nie zmieniły, a ciałko wiotczeje i starym zgredem człowiek się staje. Mody "towar" co najwyżej kupić sobie wtedy można. Mój kolega i rówieśnik wziął sobie z tego powodu 25 lat młodszą Białorusinkę, bo na 50 latki to już patrzeć nie może....

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY