Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
725 postów 6048 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Interesy WSI

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ten tekst to lektura obowiązkowa! Kto chce wrobić PiS w GetBack?

 

 

Politycy Platformy Obywatelskiej złożyli wniosek o powołanie sejmowej komisji śledczej, która ma zbadać, czy państwo i jego instytucje działały prawidłowo w skandalu, dotyczącym znikających miliardów złotych firmy windykacyjnej GetBack. Firma w szczycie notowań wyceniana była na giełdzie na 3 mld zł. A swoje oszczędności zainwestowało w nią ok. 9 tys. ludzi i drugie tyle firm, łącznie ok. 2,6 mld zł. Dziś czują się oszukani, bo w najlepszym wypadku odzyskają tylko część kwoty. Politycy PO koncentrują się na oskarżeniach nadzoru giełdowego i służb o bierność, pomijają zaś fakt, kto zbudował i wypromował GetBack. Nazywając tę aferę „Amber Goldem PiS” (nawiązanie do piramidy finansowej z ich czasów), nie sprawdzili chyba, kto naprawdę odpowiada za ów skandal. To szokująca historia, jak silne są dawne powiązania i koneksje.

TW „Ernest” i społeczny doradca Kwaśniewskiego

GetBack powstał w lutym 2012 roku w zagłębiu handlu wierzytelnościami – Wrocławiu, gdzie działają już liderzy rynku Kruk i Ultimo. Założycielem był miliarder Leszek Czarnecki, mąż prezenterki TVN i właściciel banków GetIn i Idea. Czarnecki nie jest człowiekiem znikąd. Z materiałów IPN wynika, że w 1980 roku podpisał zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa jako Tajny Współpracownik „Ernest”, a w 1982 roku do współpracy z wywiadem PRL.W 1983 r. założono mu teczkę jako kontakt operacyjny o pseudonimie „Ternes”. Kiedy po 1989 roku nastała „wolność”, młody zdolny Czarnecki miał więc logicznie jak najlepsze szanse na stanie się wizjonerem bankowości III RP. Czarnecki zainwestował 6 mln zł w rozkręcenie GetBacku. Po dwóch latach działalności spółka została najpierw przejęta za 240 mln zł przez jeden z banków Czarneckiego, Idea Bank.

W marcu 2016 r. została odsprzedana za 825 mln zł spółce Ernest Investments, za którą stały fundusze inwestycyjne z Abris Capital Partners na czele. W marcu 2016 roku powstała też holenderska spółka DNLD Holdings SA, która przejęła udziały w GetBack. Partnerem odpowiedzialnym za inwestycję z ramienia Abris Partners był Paweł Gieryński, były członek grupy młodych wilków Sławomira Lachowskiego, późniejszego prezesa BRE Banku, który w 2008 roku przyznał, że współpracował z wywiadem PRL. W ramach grupy Lachowskiego Gieryński uczestniczył m.in. w pracach grupy kierowanej przez Jerzego Hausnera, kiedy ten był doradcą w KPRM Włodzimierza Cimoszewicza i społecznym doradcą prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Abris Capital przetrzymał spółkę GetBAck przez rok i w lipcu 2017 roku wprowadził ją na giełdę. Tak oto spółka, która powstała tylko 5 lat wcześniej, uzyskała kapitalizacje giełdową, sięgającą w szczycie euforii w październiku 2017 r. sumy 3 mld zł.

GetBack przynosił wtedy zyski, przynajmniej na papierze: 45 mln zł w 2014 roku, 120 mln zł w 2015 roku, 200 mln zł w 2016 roku. W październiku 2017 roku spółka informowała, że po trzech kwartałach 2017 roku zysk netto grupy wyniósł 181 mln zł. Potem wyniki za rok 2017 zostały drastycznie skorygowane w dół, najpierw szacowano wysokość straty za rok 2017 na 1 mld zł. Ale kilka dni temu spółka ogłosiła w komunikacie: „Wstępna szacunkowa skonsolidowana strata netto Grupy Kapitałowej za rok 2017 wyniesie - zgodnie z najlepszą wiedzą Emitenta na dzień 21 maja 2018 r. - ok. 1,2 mld zł”.

 

Protegowany Balcerowicza zarabia na GetBack

Prezesem GetBack był do niedawna Konrad Kąkolewski, człowiek, który zaczął karierę w bankowości dzięki Cezaremu Stypułkowskiemu, wtedy prezesowi Banku Handlowego, dzisiaj prezesowi mBank (były BRE Bank).

Stypułkowski to nieusuwalny filar bankowości III RP, który zaczął swoją karierę jeszcze w głębokim PRL-u. W 1988 r. został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa „Michał” – wynika z dokumentów IPN opublikowanych przez „Gazetę Finansową”. Wcześniej robił karierę urzędniczą w PRL. Od 1981 r. był doradcą Ministra ds. Reform Gospodarczych, aby w latach 1987-1988 zostać doradcą premiera oraz sekretarzem Komitetu Rady Ministrów ds. Reformy Gospodarczej. Stypułkowski był wtedy także zięciem wypływowego członka KC PRPR Mariana Krzaka.

Początek kariery młodego zdolnego Kakolewskiego był spektakularny. Cytuję za miesięcznikiem „Forbes Polska”: „W 1999 roku do przejścia do banku nakłonił Kąkolewskiego Cezary Stypułkowski. W wieku 24 lat Kąkolewski zaczął kierować 400-osobowym zespołem”. Stypułkowski wychwalał swojego byłego protegowanego: „Pamiętam go jako bardzo energetycznego, szybkiego człowieka, który ciągle coś chciał zmieniać, czegoś szukał i parł do przodu”. A sam Kąkolewski twierdził, że „dużo nauczył się” od Stypułkowskiego.

Kąkolewski trafił do grupy Czarneckiego. Najpierw pracował przy przejęciu Allianz Banku (dziś Idea Bank), a potem wylądował w GetBacku.

Trzeba mieć mocną wiarę w przypadki, aby sadzić, że transfer Kąkolewskiego spod opieki jednego TW pod opiekę drugiego TW był zbiegiem okoliczności. Do tego należy dorzucić jeszcze następny przypadek, w którym partner zarządzający kupującego spółkę GetBack od banku Czarneckiego został wylansowany przez byłego współpracownika wywiadu PRL (SB) Sławomira Lachowskiego.

Ale to nie wszystko. W układance GetBack ważną rolę odegrał jeszcze inny młody zdolny finansista, Piotr Osiecki, siostrzeniec Alicji Kornasiewicz (za rządu AW „S” – Unia Wolności była wiceministrem skarbu z rekomendacji samego Leszka Balcerowicza). Osiecki wypłynął pewnego dnia jako stażysta w banku IB Austria. Wprowadził go tam Jacek Krawczyk, także z rekomendacji Leszka Balcerowicza. Później było już z górki. Osiecki przeszedł przez Bank Handlowy Stypułkowskiego (znowu on), a potem zaczął robić karierę w PZU, kiedy Stypułkowski został tam prezesem. Osiecki doszedł do posady wiceprezesa spółki PZU NFI Management, w której odbywały się ciekawe operacje sprzedaży spółek portfelowych. Za rządów SLD i PO Osiecki zaczął kolekcjonować posady członka rad nadzorczych dużych państwowych spółek (PKO BP, PKN Orlen, GPW). W 2013 roku wylądował w radzie nadzorczej LOT-u.

Kilka miesięcy po wyborczej wygranej Platformy Obywatelskiej Osiecki przeszedł do spółki Altus TFI, której jest dzisiaj prezesem i znaczącym udziałowcem (36 proc.). W radzie nadzorczej spółki zasiada Rafał Mania, znajomy Alicji Kornasiewicz, absolwent Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, który od 20 lat „robi w finansach”. Był m.in. członkiem zarządu PZU po kontrowersyjnym przejęciu spółki przez holenderskie Eureko i następnie pracownikiem Eureko w Londynie.

 

Alicja Kornasiewicz zaczęła swoją karierę w głębokim PRL-u, m.in. zdobywała szlify w spółce Impexmetal, pod kierownictwem Krzysztofa Szwarca, późniejszego ojca chrzestnego BRE Banku (znów BRE Bank). W III RP była wiceministrem skarbu w rządzie Jerzego Buzka, gdzie prywatyzowała m.in. TP SA i Pekao SA. W 2003 roku zasłynęła tym, że została szczęśliwym milionowym klientem Starego Browaru w Poznaniu, centrum handlowego rodziny Kulczyków. Karierę bankową kończyła jako prezes Pekao SA, banku, który 10 lat wcześniej sprzedawała jako urzędnik.

W drugiej połowie 2017 r. spółka jej siostrzeńca zrobiła świetny biznes, sprzedając GetBack jej konkurenta z Bydgoszczy, spółkę EGB Investments SA, za ponad 200 mln zł (16 zł za akcję). Altus przejął kontrolę nad EGB dwa lata wcześniej w listopadzie 2015 roku, płacąc niecałe 4 zł za akcję. W ciągu niespełna dwóch lat wartość firmy wzrosła więc przeszło czterokrotnie. Przedstawiciele Altusa tłumaczyli na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”, że transakcja miała „rynkowy charakter”, a wartość EGB „wzrosła dzięki zmianom wprowadzonym przez Altus”. Co jeszcze ciekawsze, Alicja Kornasiewicz dołączyła do rady nadzorczej GetBacku, czyli podmiotu, który kupił EGB od spółki jej siostrzeńca.

Można sobie zadać pytanie, czy przejęcie EGB, zarejestrowane w sądach w grudniu 2017 roku, miało związek z drastyczną zmianą stanu finansów GetBacku (który, jak pamiętamy, do końca III kwartału 2017 roku przynosił zyski), czy był to tylko kolejny przypadek.

Co się stało z pieniędzmi klientów?

Dzisiaj większościowym udziałowcem GetBacku jest spółka DNLD Holdings sarl, która posiada dzisiaj 60 proc. akcji GetBack, reszta akcji jest w obiegu giełdowym (zawieszonym 17 maja przez KNF). Według informacji prasowych, udziałowcami w DNLD jest aż 19 podmiotów, w tym także podmioty powiązane z byłym prezesem GetBacku Konradem Kakolewskim. 19 podmiotów to dziwnie dużo.

DLND Holdings BV powstała w Holandii w marcu 2016 roku. Trzy miesiące później we władzach DNLD Holdings BV pojawił się ówczesny prezes GetBacku Konrad Kąkolewski. W czerwcu 2017 roku, na miesiąc przed debiutem giełdowym GetBack, powstała spółka DNLD Sp. z o.o. W październiku 2017 roku dokonano intrygującej operacji, holenderska spółka DNLD Holdings BV została postawiona w stan likwidacji, a jej miejsce jako akcjonariusz GetBack zajęła spółka DNLD Holdings sarl ulokowana pod tym samym adresem co spółki ITI. W tamtym czasie wycena giełdowa GetBacku sięgała zenitu – 3 miliardów zł, a zarząd GetBacku negocjował zakup EGB od Altusa.

Cel: niedoświadczeni inwestorzy

GetBack wyemitował wysoko oprocentowane obligacje o łącznej wartości nominalnej 2,6 mld zł. Kupiły je 9242 podmioty, w tym 178 instytucji finansowych i 9064 osoby fizyczne. Połowę z tej sumy przypada na sprzedaż obligacji w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Obligacje miały być sprzedawane niedoświadczonym inwestorom. Jednym z banków sprzedających obligacje GetBack był Idea Bank Czarneckiego. Bank będący także stroną w transakcjach z GetBack. Rola banku Czarneckiego, który pośredniczył w sprzedaży obligacji GetBacku klientom banku i równocześnie występował jako bank sprzedający GetBackowi swoje własne wierzytelności, jest intrygująca. Niektórzy analitycy spekulują nawet, że rolą GetBacku miało być zbieranie jak największej ilości pieniędzy z rynku, za które spółka miała skupować toksyczne kredyty innego banku Czarneckiego, Getin Banku, płacąc „wystarczająco dużo”.

Sąd Rejonowy we Wrocławiu otworzył 10 maja postępowanie restrukturyzacyjne GetBacku. W złożonym 2 maja wniosku spółka podała, że suma wierzytelności wynosi 2,82 miliardów zł, z czego suma wierzytelności objętych układem z mocy prawa to 2,72 miliardów zł. Według aktualnego planu zwykli obligatariusze mają odzyskać maksymalnie tylko 65 proc. wierzytelności. Spółka, której sloganem jest: „razem wygramy z każdym długiem”, zostawiła ich na przegranej pozycji.

Co na to wszystko były właściciel GetBacku Leszek Czarnecki, który sprowadził do spółki Kąkolewskiego i którego bank sprzedawał obligacje GetBacku wśród swoich klientów? „Idea Bank uzna wszystkie „zasadne” reklamacje swoich klientów, dotyczące ich inwestycji w obligacje GetBack, dokonywane za pośrednictwem banku” – oznajmił kilka dni temu Czarnecki. A o tym, co jest „zasadne”, a co nie jest, zadecydują jak zwykle ludzie z zasadami.

 

Prowokacją w PiS

Dzisiaj spółka GetBack jest obiektem śledztwa prokuratorskiego, CBA zabezpieczyła dokumenty i trwają przesłuchania świadków. Możliwe zarzuty cytowane przez prasę to wyrządzenie szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenie ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji. Opozycja próbuje lansować narrację o domniemanych związkach pomiędzy GetBack i PiS na podstawie obecności GetBacku jako partnera strategicznego na gali 25-lecia „Gazety Polskiej” w lutym tego roku. To, że w pewnym momencie, kiedy sytuacja finansowa spółki zaczęła się pogarszać, spółka szukała wejść politycznych, wydaje się bezsporne. Dlaczego „Gazeta Polska” nie zrobiła odpowiedniej „due diligence” i przyjęła sponsora, w którego radzie nadzorczej zasiadała Alicja Kornasiewicz, pozostaje pytaniem otwartym. Mogła to być operacja prowokacji wymierzona w rząd PiS, kiedy decydenci systemu GetBack wiedzieli już, że skandal wybuchnie w niedalekiej przyszłości. Co prawda, stare przysłowie mówi, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, ale z drugiej strony, po aferze w stadninie koni w Janowie Podlaskim politycy PiS powinni już dobrze wiedzieć, że końmi też można przeciwko nim grać. W III RP nie można być łatwowiernym i naiwnym.

 

Napisane przez Stanislas Balcerac

 

https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/5746-ten-tekst-to-lektura-obowiazkowa-kto-chce-wrobic-pis-w-getback

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

ULUBIENI AUTORZY